Wybory samorządowe. Trzy grzechy Schetyny i jeden Dutkiewicza

Dolnośląski sejmik jest jedynym, w którym PiS uzyskał zdolność koalicyjną i jedynym na ścianie zachodniej, w którym od wczoraj współrządzi. Jest to macierzysty sejmik Grzegorza Schetyny i ta bolesna porażka bezpośrednio go obciąża
 
Na sześciu bowiem radnych Bezpartyjnych Samorządowców, czterej to byli członkowie Platformy, którzy w różnym czasie się z nią pożegnali po konfliktach ze Schetyną i jego dolnośląskim otoczeniem.

Grzech pierwszy – pierworodny

Konflikty te w każdym przypadku miały identyczne tło: kto nie jest wiernym i absolutnie posłusznym żołnierzem wodza, ten prędzej czy później musi odejść. Kwestią czasu pozostawała samoorganizacja „salonu odrzuconych”, wsparta przez niezależnych wójtów, burmistrzów i starostów. Tę grupę, której reprezentacja w większości poszła w końcu z PiSem, lider PO wyhodował sobie na własne życzenie.

W 2013 roku antyschetynowa wewnątrzpartyjna opozycja, jednoznacznie wsparta przez Tuska, pokonała go na regionalnym zjeździe w Karpaczu. Odtąd województwem rządziła koalicja PO Jacka Protasiewicza i samorządowców Rafała Dutkiewicza. Gdy Schetyna wybrany został przewodniczącym Platformy natychmiast rozwiązał struktury regionalne partii i wprowadził komisarza. W efekcie w ostatniej kadencji przez dwa lata władzę na Dolnym Śląsku sprawowała koalicja oparta o Dolnośląski Ruch Samorządowy, z PO w charakterze opozycji. Taka sama sytuacja panowała we wrocławskiej radzie. PO weszła wprawdzie do koalicji w lipcu 2016, ale odbyło się to w wyniku kolejnego buntu radnych przeciwko Schetynie – on sam chciał obalić marszałka Przybylskiego wspólnie z PiSem. W tych warunkach poziom zaufania pomiędzy niezależnymi samorządowcami a schetynową Platformą spadł do zera, co wydało teraz zatrute owoce. Polityka brutalnej siły i oddziału wiernych żołnierzy stworzyła naturalną opozycję, która w końcu przesądziła sprawę.
 
[sc name=”newsletter” naglowek=” Bądź dobrze poinformowany!” tresc=” Najnowsze informacje o nas, analizy i diagnozy sytuacji w kraju trafią prosto na Twoją skrzynkę!”]

Grzech drugi

Od przynajmniej dwóch kadencji prezydent Lubina Robert Raczyński tworzył formację Bezpartyjnych Samorządowców cierpliwie wykorzystującą twardą politykę szefa PO. Szybko stało się jasne, że jeżeli staną się oni języczkiem u wagi, pójdą raczej z pisowską władzą, skrzętnie targując korzyści. Klucz do władzy na Dolnym Śląsku pozostawał w rękach samorządowców skupionych w DRS i orientujących się na Rafała Dutkiewicza. Ich koalicja z KO, a nawet zwyczajne wejście na jej listy przesądziłoby zapewne sprawę i skutecznie zablokowało PiS. Przewodniczący Schetyna stwierdził w zaufanym gronie, że nie będzie negocjował z Dutkiewiczem. Oznaczało to utratę kilku mandatów decydujących o zwycięstwie.
 

 

Grzech trzeci

Kuriozalny przebieg miały same negocjacje z Bezpartyjnymi. PiS wystawił do nich premiera i szefa kancelarii z nieograniczonymi pełnomocnictwami, Schetyna zaś szefa regionalnej PO. Wyglądało na to, że pozoruje rozmowy zdając sobie sprawę z amunicji, jaką dysponuje przeciwnik. W dodatku PiS błyskawicznie przeciągnął na swoją stronę jedynego radnego startującego z listy PSL, który nie otrzymał ze strony Koalicji Obywatelskiej żadnej wiążącej propozycji.
 
PRZECZYTAJ TAKŻE: Wybory samorządowe. Nie dla koalicji z PiS!
 
Korzyści oferowane przez negocjatorów PiS były olbrzymie: obniżenie podatku miedziowego, kilkanaście znaczących inwestycji, wreszcie posady w skarbowych spółkach. Tej ofercie negocjatorzy KO nie przeciwstawili żadnej sensownej kontrpropozycji. Pozostał moralny nacisk na Bezpartyjnych, którego skuteczność osłabiała jednak świeża pamięć o traktowaniu przez Schetynę.

Grzech Rafała Dutkiewicza

Wśród niezależnych samorządowców od dłuższego czasu dominowały dwie grupy: skupiona wokół Dutkiewicza i marszałka Przybylskiego oraz właściwi Bezpartyjni Samorządowcy prezydenta Lubina Roberta Raczyńskiego. Decydujące okazało się zachowanie liderów. Raczyński parł do celu jak czołg, Dutkiewicz się wahał i hamletyzował. W czerwcu ogłosił budowanie własnej listy, w lipcu się z tego wycofał, w sierpniu powrócił do tego projektu. W międzyczasie jednak Przybylski zawarł sojusz z Raczyńskim i stało się jasne, że ta konstrukcja przechwyci antypartyjny elektorat. Po raz kolejny okazało silę, że polityka nie znosi próżni, a kluczowa jest konsekwencja i tempo działania.
 

 
Podzielam moralne oburzenie Obywateli RP i Józefa Piniora na sojusz samorządowców z siłą jawnie antysamorządową i demolującą państwo – stanowi on jednak bezpośredni skutek polityki prowadzonej latami przez przewodniczącego PO. Twarda i bezwzględna gra przynosi efekty w warunkach dominacji, staje się natomiast przekleństwem, gdy staje się zależnym od jej niegdysiejszych ofiar.

Paweł Kocięba-Żabski
fot. Wikipedia
 
[sc name=”wesprzyj” naglowek=” Walczymy o demokrację i państwo prawa!” tresc=” Wesprzyj nas, jeżeli nas popierasz. Twoja pomoc pozwoli nam dalej działać! „]
 

5 thoughts on “Wybory samorządowe. Trzy grzechy Schetyny i jeden Dutkiewicza

  • 17 listopada, 2018 o 10:02
    Permalink

    Miejmy mimo wszystko nadzieję, że szansy ogólnopolskiej Schetyna nie spieprzy tak jak dolnośląskiej. Na pewno nie da się do wyborów odsunąć od partyjnej władzy.

    Odpowiedz
  • 17 listopada, 2018 o 10:05
    Permalink

    Wyborcy dwukrotnie dawali Platformie szansę, dając jej po 16 mandatów. Do trzech razy sztuka.

    Odpowiedz
  • 17 listopada, 2018 o 10:08
    Permalink

    Traktowanie ludzi jak żołnierzy i konsekwentne tępienie pozostałych to pewna recepta na klęskę. Jedyna nadzieja w tym, że przewodniczący wyciągnie wnioski z utraty własnego województwa.

    Odpowiedz
  • 18 listopada, 2018 o 18:42
    Permalink

    Żadnych wniosków nigdy nie wyciągał i jeżeli ktoś go zna, nie ma sensu udawać, że tak się stanie. Jedyną szansę tworzy mocne zaangażowanie Tuska i Kosiniak-Kamysz jako kandydat na premiera.

    Odpowiedz
  • 19 listopada, 2018 o 15:41
    Permalink

    Muszą pojawić się wiarygodne i popularne twarze wielkiej koalicji, jeżeli ona w ogóle powstanie. Może być Kosiniak-Kamysz, chować należy Schetynę i Czarzastego, co z powodu ich funkcji raczej niemożliwe. Gdyby Tusk skrócił o pół roku drugą kadencję i stał się twarzą całego obozu demokratycznego, wtedy byłaby realna szansa na zwycięstwo.

    Odpowiedz

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *