Współpraca jest możliwa jeśli samce i samice alfa spuszczą z fałszywego tonu

Wiarygodność jest największym deficytem polskiej polityki. Każde gadanie więc o jakiejś wielkiej koalicji jest pustosłowiem dopóki nie będzie widoczna jakakolwiek praca na jej rzecz – pisze Ewa Borguńska
 

Abecadło z pieca spadło,
O ziemię się hukło,
Rozsypało się po kątach,
Strasznie się potłukło:
I — zgubiło kropeczkę,
H — złamało kładeczkę,
B — zbiło sobie brzuszki,
A — zwichnęło nóżki,
O — jak balon pękło,
aż się P przelękło.
T — daszek zgubiło,
L — do U wskoczyło,
S — się wyprostowało,
R — prawą nogę złamało,
W — stanęło do góry dnem
i udaje, że jest M.
           Julian Tuwim

 
Wierszyk dla dzieci z dedykacją dla przedstawicieli partii mających aspiracje lub choćby tylko chęć pogonienia PiS, a zwłaszcza dla nieszczęsnej KO z PO. Przy okazji także dla ich zdeklarowanych (a czasem zacietrzewionych) wyborców.

Na wiele być może jest już za późno, jeśli brać pod uwagę wybory 21 października. Ale na niektóre elementy ciągle nie, a i na 21 października przyszłość Polski się nie kończy. Może zatem pora poustawiać abecadło znów na piecu?

1. Rozpoznanie w terenie, gdzie PiS robi spotkania propagandowe i wyborcze.

2. Organizowanie w tych samych miejscach i w podobnym czasie spotkań z własnymi kandydatami czy tylko przedstawicielami.

3. Rozplakatowywanie informacji o tych spotkaniach tak, żeby była widoczna ta obecność.
 
ZOBACZ TAKŻE: Jak może wyglądać Sejm po wyborach w 2019 roku
 
Te trzy punkty to w ogóle początek alfabetu, a piszę o tym, bo z przerażeniem usłyszałam informacje z różnych rejonów Polski, że tam wygląda jakby tylko PiS uczestniczył w wyborach. To walkower czy co?
Dalej:

4. Schetyna i tylko on, jako szef największej partii opozycyjnej ma obowiązek zorganizować otwarte spotkanie wszystkich partii i grup aktywnych politycznie z zamiarem podjęcia konstruktywnych ustaleń. UWAGA: bez aspiracji, że jest tego całego gremium szefem!

5. Ustalenia powinny dotyczyć sfer, w których różne środowiska mają najlepsze przygotowanie i opracowanie wspólnej kampanii antyPiS:

PSL ma rozpracowanych złodziei wśród radnych PiS w terenie,
PO – wśród władz centralnych,
.N na spółę ze specami z PO i ekspertami niech się zajmą np. upartyjnianiem sądownictwa oraz zobrazowaniem realnego wzrostu rozmaitych podatków i parapodatków plus wzrostu kosztów życia,
Zieloni et consortes wnoszą głównie przykłady niszczenia środowiska w tym epidemie płonięcia składowisk śmieci (też kwestie zmian polityki dotyczące przywożenia śmieci), choć przecież nie tylko.
Organizacje kobiece – wiedzę o braku finansowania działalności antyprzemocowej, o alimentach, o traktowaniu ofiar gwałtów, o traktowaniu kobiet na porodówkach i u ginekologów,
Śpiewak i inni – umoczenie PiS w aferach reprywatyzacyjnych (noooo tu życzę powodzenia, ale porozumienie „w celu” nie jest niemożliwe),
SLD – coś tam,
Razem – coś tam innego,
inni lewicowcy jeszcze coś tam,
różne ruchy obywatelskie jeszcze coś innego,
i tak dalej i tak dalej…

Rozpoznać, ustalić najmocniejsze strony każdego i skoordynować w jednej strategii, kampanii i niestety to PO musi sypnąć głównym groszem. Nawet nie muszą się porozumiewać w sprawie przyszłej współpracy, chodzi wszak o obalenie PiS?

Tak? Chodzi o obalenie PiS czy nie? Jeśli tak, to pkt 4 i 5 wydają się jednak jakąś podstawą. Mi się wydają.

6. Znaleźć wspólne punkty w ogólnopolskich programach samorządowych i informować o tej zgodności, GRAĆ NIĄ NA PLUS, przeciwko PiSowi. Znalazłam sporo takich w KO i Zielonych, coś około 50 proc. zgodności, przynajmniej. Tyle, że w dużej mierze zależą od wygrania parlamentarnych!

7. Zapowiedzieć realne reformy sądownictwa, edukacji i opieki zdrowotnej i przedstawić ich założenia, co do których akurat powinno nastąpić porozumienie. Szczegóły będą uzgadnianie w zespołach roboczych, a realna praca parlamentarna po odsunięciu PiS. To minimum i to powinno być realną obietnicą wyborczą. Można rozszerzać o kwestie także kluczowe w kontekście, że uzgadniane są sposoby ich rozwiązania, jak np. rozdzielenie państwa od kościoła, „klauza sumienia” (która już mieści się w reformie opieki zdrowotnej, ale jest sprawą znacznie szerszą choćby prawa do wykonywania zawodu lekarza ginekologa, i kształcenia lekarzy tej specjalizacji) i ustawa antyaborcyjna, zmiana ordynacji wyborczej na bardziej przedstawicielską (albo progi albo d’Hondt chociażby), a gdzie to uzasadnione to wybory bezpośrednie, uniezależnienie samorządów, które wracają pod centralny but i tak dalej,

6. i 7. to rzecz jasna tylko moje fanaberie. I oczywiście tylko wtedy, gdy kusząca wizja wygodnych fotelików wieloletniej opozycji nie jest jeszcze ostatecznie wymoszczona.

Wiarygodność jest największym deficytem polskiej polityki. Każde gadanie więc o jakiejś wielkiej koalicji jest pustosłowiem dopóki nie będzie widoczna jakakolwiek praca na jej rzecz. Współpraca jest możliwa jeśli samce i samice alfa spuszczą nieco z fałszywego tonu, jeśli w końcu interes Polski zacznie być ważniejszy od własnego, cholernego ego.

Wszyscy widzą, że toniemy. Czy naprawdę mandat powoduje ślepotę? Może jakieś szczepienia by się przydały dla kandydatów?

Premiowana jest współpraca, ale nie zakulisowe kupczenia, tylko mówienie o niej z otwartą przyłbicą. Tego PiS boi się najbardziej. Ułożenia abecadła na piecu.

Ewa Bogruńska

fot. Pixabay

 

Dorzuć swoją cegiełkę do walki o demokrację i państwo prawa!

Twoja pomoc pozwoli nam dalej działać!

Wspieram z pełnym przekonaniem

 

6 thoughts on “Współpraca jest możliwa jeśli samce i samice alfa spuszczą z fałszywego tonu

  • Październik 5, 2018 at 22:43
    Permalink

    Oczekuje Pani rzeczy zupełnie niemożliwych ulegając medialnemu złudzeniu, że w Polsce istnieją partie polityczne. Żeby pisać programy i działać w terenie partie musiałyby mieć jakieś członków, a nie tylko kilkudziesięciu gęgaczy medialych i parę tysięcy łakomych na stanowiska partyjnych funkcjonariuszy.

    Najwyraźniej to widać właśnie podczas wyborów samorządowych. Gdzieś przeczytałem, że zgłosiło się do nich oficjalnie prawie 200.000 kandydatów. A ilu członków liczą sobie PO i .N? Jedynie PSL jest w niektórych regionach kraju jako tako zakorzeniona.

    Oczekiwanie jakieś polityki od „partii” bez członków, kompletnie niereprezentatywnych to „życzenia ściętej głowy”. Te towarzystwa nomenklaturowe nie są fizycznie i intelektualnie w stanie tego robić. Jedynie co są w stanie robić, to politykować, czyli wysyłać swoich gęgaczy do mediów, aby tam coś sobie pieprzyły między sobą bez celu i sensu. no i jak się uda ogłupić ludzi, rozdzialć kilkadziesiąt tysięcy stanowisk publicznych między swoich funkcjonariuszy oraz członków i ich rodzin i kręgów znajomych.

    Dlatego nigdy się Pani nie doczeka wiarygodności i wiarygodnej polityki od polskich „partii politycznych”. W tym od PiS-u. Nie ma na to personalnej, intelektualnej i witalnej substancji. Najpierw trzeba wprowadzić demokrację, potem roziwnąć prawdziwe, demokratyczne i obywatelskie partie, a dopiero potem można oczekiwać jakieś poważnej polityki.

    Reply
    • Październik 5, 2018 at 22:51
      Permalink

      Aha, nawet się z Panem zgadzam, nie pierwszy raz przecież. Tylko kto ma zrobić to: „Najpierw trzeba wprowadzić demokrację, potem roziwnąć prawdziwe, demokratyczne i obywatelskie partie”?

      Reply
    • Październik 6, 2018 at 10:09
      Permalink

      W zasadzie zgadzam się z Panem, jak zresztą przeważnie. Jednak napisał Pan „Najpierw trzeba wprowadzić demokrację, potem roziwnąć prawdziwe, demokratyczne i obywatelskie partie, a dopiero potem można oczekiwać jakieś poważnej polityki”. To kto wg Pana ma wprowadzać i rozwijać i od kogo można potem oczekiwać?

      Reply
      • Październik 6, 2018 at 14:49
        Permalink

        Ponieważ dróg demokratycznych do zmian praktycznie nie ma (monopol klik nomenklaturowych i celebryckich na udział w wyborach do Sejmu) a na środki terrorystyczno-powstańcze nie ma warunków, motywacji i przyzwolenia, to pozostaje – tak jak w komunie – w zasadzie jedynie aktywny ostracyzm wobec aktualnego systemu władzy. To znaczy wobec nierządów, lecz też „opozycji” tkwiącej organicznie w tym patologicznym systemie władzy.

        Oczywiście, im ten ostracyzm byłby aktywniejszy i powszechniejszy (jak pod koniec komuny), to byłby również skuteczniejszy doprowadzając szybciej do obalenia tych nierządów. Dzisiaj uprawiam ten ostracyzm raczej indywidualnie starając się równocześnie w ramach skromych środków prowadzić działania edukacyjne (na przykład przypominając postsowieckiem społeczeństwu o zupełnie zapomnianej czy nienauczonej zasadzie demokracji powszechności wyborów, czyli powszechności biernych i czynnych praw wyborczych).

        Jest to ostracyzm aktywny. Ja po prostu nie uznaję tej władzy jako legalnej, bo nie pochodzi ona z wolnej woli narodu. Ale w sumie polskie społeczeństwo uprawia też ten ostracyzm, tyle że w sposób bardziej instynktowny i podświadomy. To co Pani mówi o barierze braku wiarygoności, czy to co się mówi o dramatycznie niskim stopniu zauwania do państwa i władzy, powszechna alienacja społeczeństwa od spraw państwowych, wręcz powszechna pogarda do partii, państwa i władzy – to są oblicza tego ostracyzmu podskórnego, o którym mówię. Jego częśiowym objawem jest również jeden z najniższych w Europie stopień partycypacji wyborczej. Połowa społeczeństwa w ogóle nie chodzi na wybory, a z drugiej połowy co chodzi co najmniej 60% „wyborców” nie wybiera, lecz odreagowuje swoje frustracje, głosuje na ślepo, na złość komuś lub nawet dla żartu. mając (słusznie) gdzieś, jake wynikną z tego skutki, bo skutek będzie zawsze ten sam: utrzymanie się patologicznego, zamkniętego i skorumpowanego systemu władzy.

        PS. Wczoraj oglądałem trochę w necie występy „opozycji” z ostatniego tygodnia w mainstremowych liberalnych mediach. Obficie produkował się Radosław Sikorski (minister obrony w rządzie PiS), Bugaj (wieloletni intelektualny propagator PiS) oraz Dorn (współtwórca PiS i jeden z „trzech bliźniaków”). Do tego rzucił mi się w oczy u Żakowskiego Misio Kamiński (twórca pisowskiej nowomowy i hejtingu) a na dodatek polisała się pani Nowicka, nowy narybek PO z lewicy, która się publicznie cieszyła, że chociaż Schetyna potwierdził, że z PO nie będzie raczej mowy o liberalizacji aborcji, to jednak jest duży postęp polityczny, bo Schetyna przynajmniej o tym rozmawia, a wcześniej nie chcał nawet rozmawiać. Jak ktoś chce sobie głosować na te malowane lisy, to niech sobie głosuje, ale sam. Nie rozumiem jak „wyborcy” mogą robić z siebie takich idiotów, choć jak mówiłem wcześniej, większości wyborcom, którzy głosują, jest zupełnie obojętne na co głosują, bo i tak na jedno wychodzi.

        Reply
        • Październik 6, 2018 at 16:12
          Permalink

          Nic nie powoduje takiej irytacji jak wyrażenie oczekiwania, że wyborcy określonej partii zaczną czegokolwiek od niej wymagać, o jej władz. Panuje pogląd, że to są jakieś tam organizacje, prywatne, które mogą się organizować i działać jak chcą i nam nic do tego. My mamy tylko zagłosować. No dla mnie jest to tak kuriozalne, że aż trudno mi o tym szerzej pisać. Jest to tylko potwierdzeniem, że demokracji w Polsce nie ma. Nie ma jej w mentalności.
          Paweł Kasprzak kiedyś powiedział, że demokracji nie uczymy się na wykładach o niej, a przez uczestniczenie w niej. Mówił to w kontekście lekcji szkolnych, zwłaszcza tych o społeczeństwie. Szkoła w Polsce w samej swej istocie jest kompletnie niedemokratyczna, jak zatem dzieci mają chłonąć zasady demokracji innej niż opartej na buncie w obronie swoich praw. A gdzie ich zdobywanie?
          Zatem ja też na miarę moich minimalnych możliwości trącam właśnie te struny: pozwalamy robić z siebie durniów, traktować się i ogrywać jak dzieci, jak bezwolne stadka. Erozja prowizorycznie wprowadzonej demokracji doprowadziła do wygranej PiS, a raczej przegranej PO.

          PS. Spojrzenie na cytaty pod kątem rodowodów polityków – zacne. Dziękuję.

          Reply
          • Październik 6, 2018 at 17:39
            Permalink

            Pamiętam, w szkole, jeszcze komunistycznej, uczono mnie o biernym prawie wyborczym. Dokładniej, w podręczniku Wychownia Obywatelskiego pisało, że PRL jest państwem demokratycznym, ponieważ każdy obywatel PRL-u może kandydować i głosować w wyborów do Sejmu. Ja, chociaż byłem uczniem nieuczesanym, chowającym się zawsze w ostatnich ławkach, aż podskoczyłem i podnisłem rękę zgłaszając się do wypowiedzi. Zapytałem, „Proszę Pani, czy to prawda co pisze w książce, że w Polsce każdy może kandydować do Sejmu bez pozwolnia partii rządzącej, bo do tej pory myślałem inaczej?”.

            Pani nauczycielka spojrzała na mnie takim psim, błagającym o litość zwrokiem. O litość zwolnienia jej od odpowiedzi. Zrozumiałem zaraz blusa i pytanie wycofałem. Pani nauczycielka musiałaby obrzydliwie kłamać, albo się na skandal i wywalnie z pracy narazić. To były czasy, że młodzież, a nawet dzieci rozumiały ten blus. I wiedziały, że nie wszysko należy brać poważnie co stoi w podręczniku.

            To takie nostalgiczne wspomnienie z młodości. Ale najgorsze jest to, że jak dzisiaj po 30 latach „demokracji” wspomnę o biernym prawie wyborczym jako podstawie demokracji, to reakcje są jak w PRL-u podobne. W najlepszym przypadku u ludzi lepszej woli widzę nadal ten „psi”, błagający o zwolnienie od odpowiedzi głos. Chociaż częściej widzę tępy wzrok świadczący o całkowitej ignorancji. Albo olewający wzrok w stylu „spadaj dziadu”. A proszę mi wierzyć próbowałem wiele razy prywatnie, wśród polityków i urzędników a nawet u sędziów, w tym w Sądzie Najwyższym. Jak dotąd nikt nie zaprzeczył, nie poparł, nie podjął merytorycznej dyskusji lub decyzji. Zawsze, bez wyjątku zbywany jestem milczeniem, którem czasem towarzyszy rytuał „rżnięcia głupa”.

            Widocznie jest to temat równie wstydliwy i niewygodny jak w PRL-u. A dla demokratów sprawa powinna być oczywista. To wiedza podstawowa zapisana w prawch, traktatch międzynarodowych, w polskie Konstyucji i pewnie i w dzisiejszych szkolnych podręcznikach (tyle, że prawdopodobnie chyłkiem).

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *