Kinasiewicz: – Stanąłem z kolorową racą na znak protestu i bezsilności

Wojciech Kinasiewicz obwiniony jest o to, że podczas spontanicznego zgromadzenia przed komendą stołecznej policji miał przy sobie materiały pirotechniczne. To wykroczenie z art. 52 par. 1 KW. – Użyłem świec dymnych w proteście wobec skrajnie przestępczej, neonazistowskiej organizacji ONR, która 11 listopada 2017 roku przemaszerowała ulicami Warszawy – mówi Kinasiewicz
 
13 listopada ubiegłego roku Obywatele RP stanęli przed warszawskim Ratuszem oraz komendą stołecznej policji i odpalili tam kolorowe race. Chcieli sprawdzić, czy policja to zbagatelizuje, tak jak dwa dni wcześniej, na tzw. Marszu Niepodległości, bagatelizowała odpalanie tysięcy rac przez nacjonalistów. Choć są to materiały pirotechniczne, zabronione na ulicach miast, policja nie podjęła wtedy nawet jednej interwencji.
 
PRZECZYTAJ TAKŻE: Stop faszyzmowi. Demonstracja przed warszawskim Ratuszem
 
Akcję swoją Obywatele RP zorganizowali w obecności stacji telewizyjnych i mikrofonów rozgłośni radiowych. Jak się jednak okazało, policja nie ma nic do rac narodowców, natomiast odpalenie naszych jest już niezgodne z prawem. We wtorek sądzony za ten czyn był Wojciech Kinasiewicz. Sprawę prowadzi sędzia Łukasz Biliński. Kinasiewicza broni mecenas Monika Buchlińska.

– Uczestniczyłem w zgromadzeniu spontanicznym. Przyznaję się do czynu, ale nie do winy – mówił w sądzie Wojciech Kinasiewicz. – To służby państwa zmusiły mnie do złamania prawa. Użyłem świec dymnych przed Ratuszem i komendą policji w proteście wobec skrajnie przestępczej, neonazistowskiej organizacji ONR, która 11 listopada ubiegłego roku przemaszerowała ulicami Warszawy – tłumaczył.

11 listopada Wojciech Kinasiewicz został zatrzymany wraz z grupą około 50 osób, które w sposób pokojowy chciały zademonstrować, że nie zgadzają się, aby w Polsce odbywały się marsze szerzące mowę nienawiści. Zanim jednak tzw. Marsz Niepodległości pojawił się w zasięgu ich wzroku, zostali siłą wciągnięci do radiowozów i zawiezieni na komisariat przy ul. Dzielnej, gdzie byli przetrzymywani ponad dwie godziny.
 
PRZECZYTAJ TAKŻE: Sprawy za 11 listopada. Czy te zatrzymania były niewątpliwie niesłuszne?
 
Wojciech Kinasiewicz: – Gdy wieziono mnie radiowozem, pustą, wyludnioną Marszałkowską, na Rondzie Dmowskiego ujrzałem płonącą czerwoną łunę. Ten przerażający widok zostanie mi do końca życia. Nie było żadnej reakcji ze strony policji na te tysiące odpalonych na marszu rac. Takich zdarzeń jest coraz więcej. 13 listopada stanąłem więc z kolorową racą na znak protestu i bezsilności. Organy państwa ochraniają neonazistów, a obywatelowi, który się im przeciwstawia, zakładają sprawę. To jest jawna dyskryminacja.

Sędzia Łukasz Biliński zażądał od policji, by podała dane dotyczące prowadzonych postępowań za odpalanie rac przez uczestników tzw. Marszu Niepodległości. Sędzia chce wiedzieć, ile osób przesłuchano w takich sprawach, ile toczyło się postępowań o ukaranie, ile dochodzeń skutkujących sądem wykonano na uczestnikach marszu. Sędzia poprosił też o wskazanie funkcjonariusza odpowiedzialnego za zabezpieczanie tego marszu.

Kolejna rozprawa odbędzie się 15 listopada (godz. 11, sala P22). Zeznawać mają policjanci oraz Bartek Sabela, który jako jedyny 13 listopada 2017 roku został zatrzymany za odpalenie racy.

Danuta Zawadzka

Na zdjęciu: Odpalenie kolorowych rac przed warszawskim Ratuszem. Wojciech Kinasiewicz drugi z prawej, fot. Katarzyna Pierzchała
 

Walczymy z mową nienawiści! Jeżeli nas popierasz, dołącz do nas albo nas wesprzyj!

Twoja pomoc pozwoli nam dalej działać!

Wspieram z pełnym przekonaniem

 

3 thoughts on “Kinasiewicz: – Stanąłem z kolorową racą na znak protestu i bezsilności

  • Październik 6, 2018 at 00:09
    Permalink

    Bardzo jestem ciekaw ciągu dalszego tego procesu, a zwłaszcza zapytania sędziego, ile spraw za odpalanie rac na marszu mają narodowcy.

    Reply
  • Październik 7, 2018 at 09:04
    Permalink

    Ciekawe czy policjanci odpalający race na swoim demo też będą mieli sprawy w sądzie. Och… taki żarcik.

    Reply
  • Październik 9, 2018 at 22:18
    Permalink

    jestem prześladowana przez aparat władzy państwowej 50 lat-od 1968-do 2018 i nadal .
    Tylko za to że żyję że jestem , innej WINY mojej nie ma . Strzelanie taserem elektronicznym do mnie od 50 lat . Nikt nie chce się przyznać . Nie mam żadnych dowodów. IPN odmawia wydania mi dowodów z elektronicznego nośnika ss-specsłużb . A za moje protesty przeciw torturom mam sprawę w sądzie o przymusowe umieszczenie mnie w psychuszce .
    Tak że represje dla WAS za race są i tak mni9ejsze niż represje dla mnie za NIC .

    Reply

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *