Parlament Europejski. W obronie demokratycznej wspólnoty

Przy zachowaniu proporcji, Polskę po wyborach samorządowych można porównać do Cesarstwa Rzymskiego po najeździe barbarzyńców. Zajęli połowę kraju, ale miast nie zdobyli, tam nadal legionowe garnizony pilnują ładu
 
Mobilizacja metropolitalnego elektoratu była podczas głosowań samorządowych znacząca. Dlatego na wybory do Parlamentu Europejskiego (26 maja), gdzie miasta są nadreprezentowane, opozycja demokratyczna może patrzeć z nadzieją.

Strategia wydaje się prosta, utrzymać mobilizację w koalicji, poszerzyć ją o PSL i SLD, sprawdzając przy okazji prodemokratyczne intencje ostatniego z ugrupowań. Jeśli PSL lub SLD odmówią, Grzegorz Schetyna i koalicjantki nie będą rwać włosów z głowy. Szansa na utrzymanie puli mandatów pozostanie. Świat wydaje się jawić w mniej czarnych barwach niż jeszcze kilka tygodni temu, dopóki nie uświadomimy sobie, że:

1. Skala zwycięstwa w maju będzie mieć ogromne znaczenie dla szans wyborczych jesienią do Sejmu. Gdyby dziś mechanicznie przeliczyć głosy z wyborów samorządowych, to PiS zdobywa Sejm i z Kukuz’15 ma dużą szansę uzyskać większość konstytucyjną. Co to oznacza, nie trzeba mówić. Nie tylko zmianę konstytucji, ale tworzenie jej przez niekompetentnych prawników pod dyktando niedemokratycznych polityków.

2. Wybory do Parlamentu Europejskiego to czas na to, by zerwać z zaściankowym podejściem do UE, którą liderzy wszystkich partii traktują dość instrumentalnie. Czas potraktować je jako element naszej troski o Europę, politycznej gry, która sięga dalej niż na ul. Wiejską.

Dlatego najsensowniejszym wydaje się projekt powołania listy Obrońców Demokratycznej Wspólnoty. Powinny się na niej znaleźć – prócz kilku doświadczonych w europarlamencie posłów – wybitni naukowcy, artyści i politycy będący dziś poza głównym nurtem (np. Włodzimierz Cimoszewicz, Jerzy Hausner ), kilku byłych ambasadorów. Jak taką listę ustalimy jest sprawą drugorzędną wobec zadań, jakich muszą się podjąć ci, którzy zgodzą się na ten trud.

Czas odwdzięczyć się Unii

Cele są dwa. Pierwszy jest prosty, można rzec PR-owy.

PiS od trzech lat niszczy wizerunek Polski jako kraju, który dokonał najskuteczniejszej transformacji od komunizmu do demokracji, kraju euroentuzjastycznego, z każdym dniem mocniej zatopionego w Europie. Ten obraz odchodzi w niepamięć nie tylko na brukselskich salonach, ale też w mediach, a poprzez nie zmienia się w oczach rzesz obywateli Starego Kontynentu.

Doświadczyłem tego na drugim końcu Europy, w portugalskiej Tavirze. Właściciel restauracji na rogu R. 5 de Outubro i Praca Dr. Antonio Padinha (podaję adres jakby ktoś chciał sprawdzić) zachęcając naszą czwórkę do zjedzenia kolacji u niego, popisywał się wiedzą o Polsce, którą – jak twierdził – odwiedził już kilka razy. Kiełbasa, Kraków, Warszawa, dzień dobry – mówił niemal bez akcentu. A potem już po angielsku dodał: „piękne miasta, super jedzenie, niedobra kawa, no i ten okropny populistyczny rząd”. Przytaknęliśmy i usiedliśmy, by choć tak odkupić winy.

Zmienić tę opinię nie będzie łatwo, ale jeśli będą nas reprezentować osoby otwarte na świat, o imponującej wiedzy, wysokiej kulturze osobistej i politycznej, znające języki, mające autorytet w świecie, a jednocześnie gotowe poświęcić cztery lata na ciężką i realną pracę na rzecz Europy, to zrobimy krok w dobrym kierunku. Taka grupa wraz z pracującymi tam na co dzień wspaniałymi urzędnikami z polskim paszportem, będzie najlepszym przypomnieniem kraju, który tak zaimponował Europie.
 

Drugi powód wykracza daleko poza proste działania promocyjne. Przez lata przynależności do Unii Europejskiej otrzymaliśmy ogromne fundusze, ale i wspaniałe lekcje standardów demokracji. Zyskiwaliśmy też jako członek silnego organizmu ekonomicznego i politycznego, który może negocjować z takimi ponadnarodowymi korporacjami jak FB, Google, Microsoft, czy mocarstwami jak Rosja i Chiny. Będąc poza strukturą UE nikt nie zwróciłby na nas uwagi, nasz głos nie miałby znaczenia, a nasze interesy nie byłyby uwzględniane w najmniejszym stopniu.
 
PRZECZYTAJ TAKŻE: Trybunał Sprawiedliwości UE zawiesił przepisy o Sądzie Najwyższym
 
Nie rozumieją tego eurosceptycy. Udają, że nie widzą ci, którzy prywatę przedkładają nad dobro kraju. Dla nich nie liczą się nawet tysiące tablic informujących, że inwestycja została współfinansowana przez UE. Wielu z nich, niestety z Andrzejem Dudą włącznie, rozumie tyle z europejskiego projektu, ile oświetli im tradycyjna żarówka.

Najwyższy czas odwdzięczyć się Unii. Przytłaczające zwycięstwo sił demokratycznych w Polsce i wysłanie do Parlamentu Europejskiego licznego, wykształconego i otwartego zespołu posłów to sygnał, jaki możemy dać. To ruch, którego Unia potrzebuje.

Populiści szykują się do szturmu na PE

Ci, którzy wierzą, że projekt europejski chyli się ku upadkowi, grubo się mylą, choć nie ma co ukrywać, zagrożeń przed Unią jest wiele. Pierwsze płynie ze strony populistów, którzy podczas najbliższych wyborów szykują się do szturmu na Parlament Europejski. Zdecydowana większość z nich to eurosceptycy, którzy chcą rozbić Unię od środka.

Spór między zwolennikami demokracji nieliberalnej, a obrońcami demokracji liberalnej stanie się kluczowym w wyborach 26 maja 2019 r. Zagrożenie jest tym większe, że ci pierwsi otrzymują wsparcie z Rosji. Dla Putina Unia to wróg wspierający ruchy prodemokratyczne. Utrudnia mu prowadzenie polityki. Próbował ją neutralizować projektem Eurazji (Unii Euroazjatyckiej), który oparł na dominacji jednego kraju i wianuszka zależnych państw narodowych. To model odwrotny od pomysłu europejskiego – tworzenia wspólnej, równej dla wszystkich przestrzeni wolności, demokracji i dobrobytu.

Niestety, zachwiała nim fala uchodźców i globalne problemy z tym związane. Wykorzystała to Rosja i szybko znalazła sprzymierzeńców w krajach, gdzie tęsknota za państwem odrębnym jest silna z racji mocarstwowej przeszłości lub dlatego, że tego państwa przez lata nie było. Niski poziom edukacji nie pozwala tam wielu obywatelom zrozumieć, że wraz z globalizacją i postępem technologicznym XIX-wieczne modele państw narodowych nie mają racji bytu. Łatwo zobaczyć, jak ogromne to zagrożenie, jak żyzna jest dziś gleba dla takich idei nawet w Polsce, gdzie przez wieki lęk przed wschodnim sąsiadem kształtował myślenia o polityce większości Polaków.
 

Unia w tym starciu, po raz pierwszy od wojny, nie może liczyć na USA. Tramp stawia na izolacjonizm i w osłabieniu Unii widzi szanse dla wzmocnienia Ameryki. Więcej, Steve Bannon – były główny strateg Trumpa – buduje think tank, który ma wspierać eurosceptyków wszelkiej maści. Bannon spotkał się z liderami populistów w Londynie, Rzymie, Amsterdamie. Jak napisał Łukasz Wójcik w tygodniku Polityka (nr 42 z 17 października 2018), rozmawiał też podobno z Tadeuszem Rydzykiem. To dość znamienne, gdy zada się pytanie, jakimi kanałami doprowadzono do tak – wydawałoby się – egzotycznego spotkania.

Amerykanin ma co oferować: Big Data dopasowane do targetowania odbiorców, organizacja skutecznych trolli itd., i wspólna idea osłabienia Unii. O pieniądze nie trzeba się martwić. Populiści mają wielu sponsorów, a jak zabraknie, Rosja z radością dorzuci. Zwycięstwem będzie dla nich uzyskanie mniejszości blokującej PE (jedna trzecia posłów). Jeśli tak się stanie, Unia Europejska może zostać sparaliżowana.

Nie wolno zaniedbać edukacji

Dziś siły destrukcji nie mają tych procent nawet 20., do tego populiści, nacjonaliści czy faszyści są rozproszeni, skłóceni, bez wspólnych celów. Jeśli Polska nie tylko nie dorzuciłaby swoje gromadki, ale dała silne wsparcie dla skrzydła postępu i integracji, zneutralizowałaby choć częściowo antyunijne działania rządu.

Majowe badania Eurobarometru pokazały zaskakująco wysokie wsparcia dla projektu europejskiego (ponad 80 proc. badanych średnio w różnych krajach). Zarazem jednak widać brak zaufania do politycznego przywództwa w UE (partie, instytucje, podejmowanie decyzji etc.). To może być podstawa łatwego do rozpalenia buntu antyestablishmentowego (populiści często wykorzystują to do destrukcji systemu). Ten bunt może się rozpalić pomimo prounijnego nastawienia.
 

Walczymy o demokrację i państwo prawa!

Wesprzyj nas, jeżeli nas popierasz. Twoja pomoc pozwoli nam dalej działać!

Wspieram z pełnym przekonaniem

 

Powróćmy do polskiego zaścianka. Oczywistym jest, że ciąg wyborów, od samorządowych do prezydenckich, zdecyduje o kształcie kraju na pokolenia. Pierwsze z serii udało się przejść demokratom „ciut nad poprzeczką”. Zamiast spodziewanej klęski, otucha wlała się do serc. PiS zobaczył, że Polska to nie Węgry, opór się tli w różnych środowiskach.

W opinii wielu wybory do Parlamentu Europejskiego wydają się mniej ważne w tej szachowej rozgrywce na czterech polach. Ale, jak już pokazałem, nawet z naszej polskiej perspektywy takimi nie są. Kluczem nie jest jednak wygrana, a jej skala i na to jest szansa przy liście „creme de la creme”. Jest jeszcze jeden drobny plus takiego rozwiązania. Lista w Obronie Demokratycznej Wspólnoty być może odczarowałaby negatywny obraz europosła – lenia i koniunkturalisty, który dla wysokich zarobków jest gotowy na wszytko – model poseł Ryszard Czarnecki and consortes.

Zwycięstwo obozu demokratycznego nad ruchami i partiami złączonymi populistycznym przekazem jawi się jako kluczowe tak dla Polski jak i Europy. Dlatego potrzebna jest analiza efektów wspólnych list. A czy będzie ona emanacją wielkiej koalicji, czy tylko sojuszu demokratycznego, to kwestia możliwości poziomu kooperacji i oceny większej skuteczności któregoś z rozwiązań. Trzeba pamiętać, że jak nigdy dotąd wybory do Parlamentu Europejskiego będą pełne emocji, a sprawy merytoryczne mogą w nich zejść na plan dalszy.

Tym bardziej więc nie wolno zaniedbać edukacji, informując szeroko o pieniądzach z UE, o narzucanych nam standardach – jak powstają i czemu służą, o szansach rozwojowych i wartościach, jakie Unia stwarza. Ale też uczciwie o obciążeniach, jak np. energetyka. Zwiększając frekwencję zoptymalizujemy koszty wysiłku edukacyjnego. A wydaje się, że po stronie demokratycznej jest duży potencjał do uczestnictwa i świadomego wyboru postawy: „jestem za Polską w silnej Europie”.

Kaczyński ma zagwozdkę, ale Schetyna też nie ma łatwo

Szanse na sukces w Polsce w są tym większe, że druga strona nie będzie miała łatwo. Kaczyński Unii nie szanuje, trudno mu więc będzie nawoływać energicznie do głosowania. Co prawda eurosceptycy stworzyli taką figurę, że trzeba walczyć o europejskie stołki, by rozwalać Unię od środka, ale nie jest to program z dużym potencjałem mobilizacyjnym elektorat.

Być może PiS wybierze więc inny wariant i zaostrzy atak na PO i PSL jeszcze w tym roku. Będzie kupował posłów sejmików na potęgę, by ogłosić swój tryumf. Zniszczył wolne media, wprowadzi komisarzy do Gdańska, Łodzi i gdzie tam jeszcze służby coś znajdą. Dla Kaczyńskiego władza i zemsta ważniejsza jest niż Polska, może więc zaryzykować spokojem kraju, licząc na to, że lemingi do urn może się jeszcze poderwą, ale na ulice w obronie Zdanowskiej, czy mediów demokratycznych to już nie wyjdą, szczególnie zimą. Do maja zostaną zdemotywowani i przestraszeni.
 

To scenariusz prawdopodobny, wychodzący naprzeciw żądaniom skrajnego skrzydła. A Kaczyński potrzebuje hufców z prawej strony – tych od Macierewicza, ale i dalej. Zawsze bał się, że mu jakiś polski Jobbik wyrośnie i dziś trzeba sobie uczciwie powiedzieć, że groźba jest bardzo realna. Skrajna prawica nie akceptuje jakiejkolwiek miękkości, pokazała to w rozmowach na temat tzw. Marszu Niepodległości. Kultura, subtelna gra polityczna się tam nie sprzedaje. Oczywiście jest jeszcze do zagarnięcia labilne towarzystwo od Kukiza. Trudno ich jednak nazwać wojskiem zaciężnym, czasem kupisz ich błyskotką, a czasem – jak wodzowi odpali – gotowi są stanąć okoniem albo poddać jakiś szaniec lub w kilka chwil wypisać się z tej partii nie partii.

Ma prezes zagwozdkę, gdyż równie dobrze może złagodzić przekaz, pochować głęboko Macierewiczów i innych Misiewiczów, zrobić krok w tył w sprawie sądów. Po raz kolejny pokazać nieprawdziwą, ale znaną twarz cywilizowanego konserwatysty. Polacy nabrali się już na to wielokrotnie i jak na razie nie uczą się na błędach. Chciałbym wierzyć, że Patryk Jaki wydoroślał podczas kampanii i ucywilizował się tak bardzo, że po przegranej sam z siebie w pierwszych słowach pogratulował Trzaskowskiemu, zaoferował pomoc i radę. Byłoby pięknie, ale coś nie chce mi się wierzyć w taką przemianę. Na takie zachowania w PiS-ie przyzwolenia wcześniej nie było. I nawet nie chodzi o prezesa, ale o kolegów, którzy mogliby nie zrozumieć. Np. taki Tarczyński, Ziobro, Pawłowicz – oni klasy, szlachetności, kultury nie mają za grosz. Wygląda więc to na planowe działanie.

Najbliższe dni po drugiej turze wyborów pokarzą, który scenariusz wybrała Nowogrodzka.

Ale Schetyna też nie ma łatwo. Sejmiki to prawdziwy problem i duża strata. Poza tym wojsko przyzwyczajone przez osiem lat do wygodnego życia może nie wytrzymać, a szczególnie twarde nie jest. Jak pokazało, potrafi się mobilizować, ale musi też co jakiś czas na urlop albo majątku doglądnąć. Poza tym to specyficzna armia, trzymając się legionowej terminologii. Nie ma wielu do pierwszych szeregów. Jest trochę weteranów i poza tym sami dowódcy, a każdy ma swój pomysł na strategię i najchętniej załapałby się do sztabu, a nie na front. Przypomina się znany dowcip o komendancie, który przyszedł do okopów chwilę przed atakiem. Wygłosił płomienne przemówienie, spojrzał na zegarek, że już czas. Krzyknął hurra i wyskoczył na wroga. Ogląda się, gdzie reszta żołnierzy i widzi, że oni nadal w okopach z zachwytem klaszczą krzycząc: „Brawo Comendante”.

Można napisać, że szykuje się ciekawy rok, gdyby nie chodziło o nasze życie. Sztaby mają nad czym myśleć. Sytuacja jest skomplikowana niczym na szachownicy. Tylko, że od dawna jedna strona już nie trzyma się szachowych reguł.

Wojciech Fusek

Na zdjęciu: Parlament Europejski, fot. Pixabay

4 thoughts on “Parlament Europejski. W obronie demokratycznej wspólnoty

  • Listopad 7, 2018 at 13:12
    Permalink

    Lista Obrońców Demokratycznej Wspólnoty – bardzo ciekawy pomysł. Ale jak go zrealizować w naszym kłótliwym społeczeństwie,gdzie każdy ciągnie w swoją stronę? To wymaga dogłębnej edukacji, a czasu nie mamy

    Reply
    • Listopad 7, 2018 at 18:27
      Permalink

      Może da radę… powołać komitet inicjacyjny złożony z b. dyplomatów i paru osób ze świata kultury. Dosłownie parę osób, i zaproponować by szybko stworzyli zrównoważona listę „uznanych” osób, które zaproszą czy doprosza do LODW. W ten sposób ominie się krzykaczy i pieczeniarzy, a porządni ludzie raczej chętnie odpowiedzą na takie wyzwanie. Chodzi mi o zrobienie tego szybko i bez sarmackiego zgiełku, a demokratyczna strona byłaby właśnie w demokratycznie przyjętej zgodzie na taki ruch.

      Reply
  • Listopad 7, 2018 at 15:40
    Permalink

    Pytanie do autora: Pan wierzy, że może taka lista powstać?

    Reply
  • Listopad 9, 2018 at 08:14
    Permalink

    To prawda,że najpierw trzeba myśleć,aby potem sensownie działać. Jednak bez działania każde myślenie
    traci swój sens. Zatem nie przedłużając nadmiernie procesu myślenia i nie rozmywając jego efektu poprzez przdłużanie dyskusji nad nim – działajmy! Tempus fugit!

    Reply

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *