Wrocławski proces za 11 listopada. Sąd wysłuchał świadków obrony

Trwa proces Ewy Trojanowskiej i Miłosza Kłosowicza, którzy obwinieni są o to, że 11 listopada ubiegłego roku stanęli na trasie Marszu Wielkiej Polski Niepodległej. We wtorek sąd przesłuchał świadków obrony. Wyrok w grudniu
 
Proces toczy się przed Sądem Rejonowym Wrocław – Śródmieście. Sprawę prowadzi sędzia Wojciech Sawicki, a obwinionych broni adwokat Aleksander Sikorski.

11 listopada 2017 roku przez Wrocław przeszedł Marsz Wielkiej Polski Niepodległej. Wśród organizatorów byli znany z antysemickich wypowiedzi były ksiądz Jacek Międlar i skazany za spalenie kukły Żyda Piotr Rybak. Obywatele RP oraz działaczki Strajku Kobiet stanęli na Przejściu Świdnickim z transparentem „Tutaj są granice przyzwoitości”. Zostali zwyzywani, szarpani, obrzuceni racami.

Za blokadę tego marszu 12 osób zasiadło w ławie obwinionych (osiem w ramach jednego procesu, a cztery w ramach dwóch odrębnych). We wszystkich sprawach policja zarzuca im przeszkadzanie w przebiegu niezakazanego zgromadzenia, czyli wykroczenie z art. 52 par. 2 pkt. 1 kw.
 
PRZECZYTAJ TAKŻE: Proces za blokowanie marszu nacjonalistów. Urzędnik miejski nic nie widział
 
W sprawie Trojanowskiej i Kłosowicza sąd przesłuchał już zabezpieczających marsz policjantów oraz Tadeusza Lenkiewicza, urzędnika, który był obserwatorem zgromadzenia wysłanym przez miasto Wrocław. We wtorek zeznawali świadkowie obrony.
 

 
– Tak skondensowanej nienawiści nigdy wcześniej nie widziałem – mówił Paweł Drozd. – Rzeczywistymi prowadzącymi ten marsz był Piotr Rybak i Jacek Miedlar – zeznawał Paweł Wrabec, który nagrywał wydarzenie.

Wrabec: – Międlar, kiedy wyszedł przed czoło, miał przy sobie megafon. W momencie, kiedy zobaczył, że jest przeszkoda w postaci kontrmanifestacji, to zamiast uspokoić tłum, zaczął przez ten megafon skandować „Raz sierpem, raz młotem…” Odwrócił się w stronę demonstrantów i ich podjudzał przeciwko protestującym. Takie miałem wrażenie.
 
PRZECZYTAJ TAKŻE: Proces za blokadę Marszu Wielkiej Polski Niepodległej. Policja przyjmuje narrację narodowców
 
– Byłam ciągnięta, uderzona w brzuch, ktoś tam próbował wyrwać nam taśmę [z napisem „Tu są granice przyzwoitości” – red.], napierano na nas ze wszystkich stron. W mojej ocenie, gdyby nie policja, uczestnicy marszu przeszliby po nas – mówiła Dagmara Drozd. – Czyli stanowiliście przeszkodę dla legalnego marszu – podchwycił oskarżyciel, młodszy aspirant Rafała Durkacz. Na poprzedniej rozprawie w sprawie blokady Marszu Wielkiej Polski Niepodległej, na której obwiniona była m.in. Dagmara Drozd, aspirant Durkacz domagał się dla niej kary ograniczenia wolności w postaci nieodpłatnej, kontrolowanej pracy na cele społeczne w wymiarze 40 godzin [zazwyczaj sąd zasądza karę grzywny – red.] i usprawiedliwiał narodowców.

 

 
Żaden ze świadków nie przypominał sobie, żeby wśród osób protestujących z transparentem „Tu są granice przyzwoitości” był Miłosz Kłosowicz. – Myśmy się wtedy chyba jeszcze nie znali – mówiła Dagmara Drozd.

Przed sądem po raz kolejny nie stawił się organizator marszu Krzysztof Małkiewicz. Ponieważ policji nie udało się ustalić miejsca jego pobytu i doręczyć mu wezwania, sąd odczytał jego zeznania złożone na komisariacie.

Rozprawa została odroczona do 14 grudnia. Wtedy sąd wysłucha stron, obwinieni złożą też wyjaśnienia uzupełniające. Sędzia Sawicki zapowiedział, że tego dnia ogłosi wyrok.

Na zdjęciu: Obwinionych w sądzie tradycyjnie wspierali wrocławscy Obywatele RP

 

Walczymy, by nacjonalizm nie rozlał się po Polsce. Dołącz do nas albo nas wesprzyj!

Twoje wsparcie pomoże nam działać!

Wspieram z pełnym przekonaniem

 

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *