Swary impotentów

Po wyborczym sukcesie PiS wciąż słyszymy wyjaśnienia i poza brakiem kampanii wybija się w nich wątek kościelny. To przez Biedronia, Jażdżewskiego i Sekielskich. „Atak” był zbyt radykalny, odstraszał elektorat „centrowy” i mobilizował PiS. Był przesadzony. Niesprawiedliwy

Przykładem – procesja z waginą na marszu równości w Gdańsku. Niedługo wcześniej Milo Mazurkiewicz rzuciła się z Mostu Łazienkowskiego i zginęła. Potem jakiś typ wyrwał tęczową flagę tym, którzy chcieli upamiętnić i jej cierpienie, i śmierć. Tu komentarzy jakoś brak.

Skracając długoletnie procesy do tych dwóch wydarzeń, waginę w Gdańsku da się rozumieć jako skutek ataku prymitywnego ksenofoba na flagę i tego niewyobrażalnego cierpienia, które tu było tłem oraz zrozumiałym powodem najbardziej nawet wściekłych reakcji cierpiących i współczujących. Atak na flagę da się jednak zrozumieć z kolei jako reakcję na waginę – a była ona nie pierwszym i wcale nie najostrzejszym happeningiem tego rodzaju. W komentarzach jakoś mało kto wpada na to, że oba wyjaśnienia są możliwe równocześnie. Homofobia – jak każda postawa lękowa – wynika nawet z urojonych zagrożeń, a jeśli pojawią się jakieś w jakimkolwiek stopniu rzeczywiste, to reakcję wyobrazić sobie łatwo. Z kolei gniewna profanacja jest tak zrozumiałą reakcją na okrutną opresję świętoszkowatych faryzeuszy, że wydaje się usprawiedliwiona, a czasem bywa usprawiedliwiona naprawdę. Oba wyjaśnienia są możliwe.

Kalkulowana empatia

Mainstreamowy rozsądek” jest jednak dzisiaj po stronie urażonych katolików – również rozsądek bardzo świeżej daty, bo o poszanowanie uczuć wierzących katolików nawołują dzisiaj ci, którzy jeszcze niedawno bronili prawa do swobodnej ekspresji np. okrzyków „wy-pier-da-lać!” w cywilizacyjnej wojnie z „ciemnogrodem”. W bardzo charakterystyczny sposób ta empatyczna wobec katolików wrażliwość mainstreamu wiąże się z niedawną wyborczą klęską i jej interpretacjami obciążającymi „antyklerykalnych radykałów” i ich „nieodpowiedzialne ekscesy” odpowiedzialnością za fatalny wynik. Z tego powodu w tę wrażliwość nie bardzo po prostu wierzę. Obawiam się, że dyktuje ją kalkulacja. To poważne oskarżenie i być może nie powinienem go formułować bez dowodów.

Cóż jednak powiedzieć o gdańskiej waginie przy warszawskich penisach z ubiegłego roku – one zaś żadnych komentarzy w liberalnym mainstreamie nie wywołały. To nie dowód, ale dość mocna poszlaka potwierdzająca kalkulacyjne podłoże potępienia ekscesów „znieważających” religię.

Piszę na kilka godzin przed publikacją w Gazecie Wyborczej tekstu ujawniającego ciemne strony postaci Marka Lisińskiego, jednej z centralnych postaci w walce z pedofilią w Kościele – człowieka, którego dłoń całował niedawno papież Franciszek. Nie znam tego materiału i piszę bez związku z nim – wiem jednak tyle, że zaraz wybuchnie kolejna wymiana komentarzy, w których refleksji będzie znów tyle, co i zawsze. Że niemal na pewno skandal wokół Lisińskiego będziemy znów rozpatrywali w kontekście śmiertelnego boju z PiS, rozważając, co nas może w tej kolejnej aferze osłabić, a co wzmocnić – co jest strategicznie po drodze, a co przeszkodzi w kampanii wyborczej, która przecież nieprzerwanie trwa aż do jesieni.

Nigdy nie pozwoliłbym sobie na demonstrację z waginą. Z bardzo wielu powodów. Obywatele RP bardzo często wchodzili w ostre, konfrontacyjne zderzenia ze stroną przeciwną, a religijność naszych „adwersarzy” demonstrowała się w tych okazjach niemal zawsze i na ogół zresztą dość paskudnie. Ich wolności religijne szanowaliśmy więc co do zasady z demonstracyjną przesadą. W każdym naszym proteście chodziło o fizyczne poszerzanie obywatelskich wolności – o branie ich sobie na własność. Zawsze mieliśmy świadomość – i zawsze to podkreślaliśmy mówiąc do atakujących nas na ogół bezpardonowo przeciwników – że chodzi nam o prawa również dla nich. To był kolejny powód, by demonstrować szczególnie „oszczędnie” – mieliśmy mianowicie świadomość, że z wolności wywalczonych przez nas zechcą kiedyś skorzystać i oni. Wreszcie zasada bezwzględnego zakazu wszelkiej przemocy i agresji rozciągała się u nas na przemoc symboliczną.

PRZECZYTAJ TAKŻE: Kult długiego słupka

Autorami dzisiejszych połajanek za waginę są zaś nierzadko ci sami ludzie, którzy wielokrotnie odsądzali nas od czci i wiary za narzucanie innym tych „kuriozalnych” zasad. „Nie macie monopolu” – mówili nawet wtedy, kiedy dołączyli do potępianych jeszcze chwilę wcześniej, a teraz z nagła popularnych protestów Obywateli RP przeciw smoleńskiemu szaleństwu, i kiedy mimo naszych napomnień wrzeszczeli o „pisowskiej hołocie”, dla której „kruchta” jest miejscem właściwym i tam właśnie mają „wy-pier-da-lać”.

Czego nie może impotent

Monopol, o którym wtedy słyszałem same złe rzeczy, teraz proponuje się jako „rozsądne” zachowanie demokratycznej opozycji. Zakazane są w nim nie tylko „ekscesy” w rodzaju tego z Gdańska, ale również film Sekielskich, cały program Biedronia i wystąpienie Jażdżewskiego, którego „antyklerykalna” treść „przykleiła się” do Koalicji Europejskiej, zrażając do niej konserwatystów zwłaszcza we wschodniej Polsce i mobilizując aktywność pisowskich „obrońców wiary i tradycji”. Proponowany i narzucany demokratom „wyborczy rozsądek” zakazuje artykułowania w jakikolwiek wyraźny sposób owych dzielących Polaków „kwestii światopoglądowych”. Po wystąpieniu Jażdżewskiego, Jan Grabiec w imieniu PO mówił wprost, że kiedy nadchodzą wybory, o Kościele trzeba milczeć. Skutek jest między innymi taki, że nie tylko w tej, ale we wszystkich istotnych sprawach demokratycznej opozycji wypowiadać się nie wolno. To dlatego nie istnieje program KE. Polityczna impotencja wyklucza i postawy progresywne, i konserwatywne – wszystkim każe się po prostu zamknąć. To dlatego baza wyborców „zjednoczonej opozycji” kurczy się do najtwardszego elektoratu głównie PO.

Demokratom nie przychodzi do głowy, że w demokracji prawo istnienia mają poglądy zarówno „przeciwników waginy”, jak i tych, którzy w niej widzą wyraz protestu w bardzo ważnej i bardzo słusznej sprawie. Że przy tym oba poglądy są uzasadnione. Kompletnie natomiast nie umieją sobie wyobrazić, w jaki sposób ów naturalny w demokracji pluralizm może demokrację wzmacniać, włączając do demokratycznego obozu oba poglądy – choćby tak, że na wschodzie wygrywa jeden, na zachodzie drugi, a oba naraz wzmacniają pozycję demokratów w całym kraju. Nie dość, że nie umieją – intelektualna impotencja własne ograniczenia projektuje na świat. Coś, co pozostaje poza zasięgiem impotenta, traci status istnienia. „Gdańska wagina” staje się w ten sposób już nie tylko taktycznym błędem. Musi być również etycznie naganna, choć przecież jeszcze niedawno warszawskie fiuty były ożywczym powiewem liberalnej wolności.  

Impotent patrzy więc na mapę wyników wyborów i widoczny na niej polityczny podział na pisowską Polskę wschodnią i liberalną zachodnią. Wie, że Sekielscy zmobilizowali i wchód, i zachód, ale zrozumieć z tego potrafi tylko tyle, że Sekielskim, Jażdżewskim i Biedroniom trzeba zakazać mówić. Impotent jednakże pamięta własną niedawną radosną ekscytację Sekielskimi i ożywczymi penisami w Warszawie. To wspomnienie zawstydza w obliczu smętnego zwisu po wyborczej klęsce. Impotencja zamienia się w świętoszkowatą hipokryzję w bardzo typowym procesie. Bez cienia związku z jakąkolwiek empatyczną wrażliwością.

Impotent nie umie zauważyć, że demokratyczna koalicja wtedy jest demokratyczna i wtedy jest koalicją, a nie monopartią, kiedy liczy się w niej nie tylko i nie przede wszystkim wspólnota programu – niemożliwa zresztą do osiągnięcia w społeczeństwie tak mimo wszystko niejednolitym, jak polskie. W pluralistycznej koalicji demokratów równie ważny, a nawet o wiele ważniejszy jest „protokół rozbieżności” poglądów, postaw i programów.

Erekcja-elekcja

Wyjście z impotencji powinno być demokratom dobrze znane, bo w demokracji jest naturalne. Konkurencja między partiami i ich programami. Niemożliwa w obliczu pisowskiego wroga? Owszem, możliwa. W międzypartyjnych prawyborach. Na wspólnej liście demokratów głosy wyborców dadzą więcej miejsc PSL-owi na wschodzie Polski, a SLD na zachodzie. A przy tym gwarancja programowej autonomii i utrzymania wiarygodności własnych haseł być może sprawi, że zarówno Robert Biedroń i jak i Władysław Kosiniak-Kamysz zechcą przemyśleć raz jeszcze własne zdanie o starcie ze wspólnej listy.

PRZECZYTAJ TAKŻE naszą propozycję na jesienne wybory do parlamentu

Nie wspominam o tym, co ważne dla wyborcy, a nie dla partyjnych bossów. Spór wyraźnie zarysowanych programów, a nie zamiatanie pod dywan wszystkiego, co nas różni, być może doprowadzi do rozwiązania tych problemów, które są przedmiotem sporu. I nie przypadkiem o tym nie wspominam. Dla tych wyborców bowiem, którzy poszli do wyborów ostatnio, najwyraźniej to nie żadne konkretne sprawy się liczyły, a wojna totemów obrazowanych kolorami na politycznej mapie. Bez mała 84% głosów padło na PiS i KE. No, tu wielkiej alternatywy nie było. Ale w chwilę wcześniejszym wyborczym wzmożeniu samorządowym w Warszawie wybór był znacznie większy – a na PiS i KO padło ponad 85% głosów. Pozostała dwunastka kandydatów – nierzadko ciekawych, oferujących polityki miejskie, a nie wielką politykę – dostała niespełna 15%. Czy wyborcy są bezmyślnym mięsem armatnim? Tak to może wyglądać, ale tak nie jest. Przyzwyczailiśmy się do politycznej oferty, wiemy jaka jest i czego się po niej można spodziewać. To ona jest bezmyślna – nie ludzie.

Paweł Kasprzak

Dorzuć swoją cegiełkę do walki o demokrację i państwo prawa!

Tylko dzięki Twojej pomocy będziemy mogli działać.

Wspieram z pełnym przekonaniem

16 myśli na temat “Swary impotentów

  • Maj 30, 2019 o 09:04
    Permalink

    Beznadziejne spłaszczenie oferty KE, tak, aby nikogo nie rozdrażnić, nikomu niczego nie obiecać, z nikim się nie utożsamiać, wywołało jedynie nieufność i niechęć. Ten kto narzucił KE strategię mającą przynieść dużą liczbę głosów, polegającą na sprawieniu wrażenia, że wszystkie partie KE mają zupełnie taki sam program, jest odpowiedzialny za porażkę w wyborach do Parlamentu Europejskiego. Taka jedność programowa oznacza bowiem, że jedna partia, PO, podporządkowała sobie wszystkie pozostałe partie, zdecydowanie wykluczając, jako niepożądane skrajności, podstawowe różnice między nimi. Wyszło na to, że SLD nie jest już lewicą i zrezygnowała z obrony interesów ludzi pracy, zapewnienia Polakom socjalnego bezpieczeństwa i przywrócenia najsłabszym członkom polskiego społeczeństwa pomocy i opieki państwa, a PSL odpuściła sobie obronę interesów polskich rolników. Wszystkie partie zgodnie postanowiły bronić interesu… polskich Katolików przeciw Obywatelom polskim wszystkich innych wyznań oraz ateistów, przeciw cywilizowanym obrońcom praw kobiet, osób z problemem płciowej tożsamości i osób homoseksualnych, będących jednocześnie przeciwnikami haniebnej, mającej znamiona rasizmu nietolerancji i dyskryminacji tych wszystkich, którzy w jakikolwiek sposób różnią się od konserwatywnego, narzuconego przez Kościół wzorca “przyzwoitego” Polaka. Wbrew propagandzie Kościoła Katolicy, a raczej katoliccy fundamentaliści, wcale nie stanowią zdecydowanej większości naszego społeczeństwa. Oto ta rzekoma mniejszość, w skład której wchodzą również ludzie wierzący ale niepraktykujący, którzy odsunęli się od niemoralnego Kościoła, zniechęcona jednością programową KE postanowiła odpuścić sobie udział w wyborach, które ich zdaniem pozwalają Polakom wybierać jedynie między większym a mniejszym złem. Wygląda na to, że zasadniczą różnicą między KE a PiS jest fakt, iż KE nieśmiało przyznaje, że obywatelom należą się jakieś tam prawa, a PiS, zgodnie z nauką Kościoła odrzucającego kategorycznie Helsińską Kartę Praw Człowieka i Obywatela jako sprzeczną z zasadami religii katolickiej, przyjmuje, że prawa obywatelskie to bzdura, bo obywatele są za głupi aby decydować o czymkolwiek. Znaczna część Polaków uznała już po raz kolejny, że zarówno kandydaci do Europarlamentu z ramienia KE, jak i ci z PiS nie reprezentują w najmniejszym stopniu ich ideałów oraz dążeń, więc nie ma na kogo głosować. Tak więc szukanie winnych wyborczej porażki poza politykami decydującymi o programie KE to bezsensowne kłamstwa. Podobnie może być z wyborami parlamentarnymi w Polsce. Partia Wiosna, po wcześniejszych doświadczeniach wyborców z partią Palikota, czy partią Kukiza, została uznana za niesprawdzoną nowinkę, choć jej program podoba się większości Polaków, w tym również Katolikom uznającym, że Kościół powinien zajmować się wyłącznie sprawami duchowymi a nie polityką. Możliwe, że za jakiś czas, jeśli partie należące do KE nadal nie będą miały do zaoferowania wyborcom oczekiwanych, konkretnych zmian, Wiosna poważnie zwiększy swój elektorat. Póki co, zderzyły się w wyborach elektoraty konserwatywnego ciemnogrodu z konserwatywnymi zwolennikami demokracji pośredniej i ten pierwszy elektorat wygrał. Choć określenie konserwatywni zwolennicy demokracji brzmi jak oksymoron, opisuje dość dokładnie polityczną ofertę KE. Politycy PO i pozostałych partii KE okazali się głusi na obywatelskie podpowiedzi zmian, ponieważ skupili całą uwagę na rywalizowaniu z PiS o poparcie Kościoła, usiłując jednocześnie zapewnić sobie poparcie Unii Europejskiej. Poparcie obywateli zainteresowanych poszerzaniem demokracji, ograniczeniem wpływów Kościoła, uznaniem za priorytet poprawę warunków życia Polaków oraz walkę z niecywilizowaną nietolerancją i faszyzacją Polski, politycy KE uznali za…niekonieczne. Nie wróży to dobrze na przyszłość i daje fory elektoratowi PiS. Ani KE, ani PiS nie chcą Polski świeckiej, sprawiedliwej, cywilizowanej, postępowej i autentycznie praworządnej, Polski o dynamicznie rozwijającej się gospodarce, której podstawą byłyby uprzywilejowane w systemie podatkowym małe firmy rodzinne i rzemiosło, traktowane z szacunkiem a nie jak przestępcy, czyli to, co naprawdę stanowi o dobrobycie obywateli większości państw zachodniej Europy. Bez sensu są próby umniejszania wpływu Kościoła na zacofanie Polaków i beznadziejną wewnętrzną i zagraniczną politykę państwa polskiego. Do tego politycy KE tak samo jak politycy PiS nie potrafią ukryć, że tak naprawdę chcą aby było dobrze im, a nie nam wszystkim, więc wygrywają ci wyborcy, dla których liczą się choćby drobne korzyści finansowe.

    Odpowiedz
  • Maj 30, 2019 o 14:48
    Permalink

    Akurat w tym temacie pogrąża się Pan w odhłaniach hipokryzji.

    Oczywiście, w demokracji jest dozwolone poniżanie narodów, ras, religii. Katole do gazu, Żydy na Madagaskar, Swastyki i Cipy jako symbol ideologicznej tożsamości, Polska Biała tylko dla Polaków, Parchy, Koziojebcy i Pedały won z Polski. Demokracja na to pozwala. Pozwalają też polskie sądy, co potwierdzają ich konsekwentne wyroki ograniczające zapędy lokalnych i krajowych administracji próbujących czasem ograniczać wolność demonstrowania i wolność słowa.

    Tyle że, chociaż poglądy najskrajniejsze i najbardziej odrażające są dozwolone w demokracji, to każdy przyzwoity człowiek a tym bardziej przyzwoity demokrata nie może takich poglądów jako bazę demokratycznej ddebaty. Takie poglądy są dyskwalifikujące i wykluczające. Z góry wykluczają jakąkolwiek racjonalną dyskusję i obecność w ramach demokratycznej wspólnoty. I zdaje się, że Pan uznaje (wybiórczo, co jest właśnie hipokryzją) obecność takich poglądów w demokratycznym dyskursie.

    Tak więc miejsce nazistowskiego skurwiela Jeżdżewskiego jest w demokratycznym dyskursie tam gdzie miejsce tych nazistowskich skurwieli, którzy co roku prowokacyjne demonstrują chwałę wyklętemu mordercy w jakieś wyrżniętej niegdyś białoruskiej wsi. Żaden przyzwoity demokrata nie powinien już nigdy podać ręki niejakiemu Żakowskiemu, który wzywał do Świętej Wojny Religijnej przeciwko katolikom. Słowo “demokracja” w jego ustach to jest plugawe kłamstwo, tak jak było w ustach każdego stalinowca. W normalnych społeczeństwach demokratycznych nie byłoby dla takich ludzi miejsca, pomijając jakieś poboczne szamba i ścieki, gdzie należą też “łyse pały” z ONR-u.

    Niestety w Polsce takich standardów nie ma, stąd PiS, Jeżdzewscy i spółka, Gazeta-KatolicyDoGazu-HeilHiler-Wyborcza należą do mainstreamu.

    Podobnie jest z tymi środowiskami LGBT z pizdami i chujami na krzyżach i sztandarach. Póki demonstrują w swoich katakumbach i knajpach, to nie ma z tym problemu. Ich prawo, ich perwersja, ich sprawa. Ale jak państwo, czy miasta dają tym ekscesom państwową afirmację i patronat, to już jest skandal i upadek państwa, co chyba w Gdańsku sobie trochę uświadomiono. Jeszcze gorzej, jak się pod patronatem państwa napuszcza tych zboków na polskie dzieci pod pozorem nauki seksualizmu. To już jest zbrodnia i wypowiedzenie wojny obywatelom przez zdegenerowane państwo.

    Ostatnie tygodnie potwierdziły ponownie, że tzw. “opozycja” pod względem zdegenerowania, zdziczenia i antydemokratyzmu w niczym nierządnemu PiS-owi nie ustępuje, a być może już o kilka długości przewyższa. Co moim zdaniem odzwierciedliło się w wynikach “wyborów”, w których ubezwłasnowolnione społeczeństwo musi wybierać “mniejsze zło”.

    Odpowiedz
  • Maj 30, 2019 o 16:09
    Permalink

    Szanowni Obywatele RP. Świat jaki jest po eurowyborach, każdy widzi.
    NIE OFERUJECIE ŻADNEJ ALTERNATYWY. Siedzenie na jezdniach? Szacun za to! Tylko, że w ten sposób można powstrzymywać prawicę skrajną (marginalną) a nie realną (PiS, PO itd.).
    Bawcie się dalej “myślątkami” typu Społeczne Komitety Wyborcze i “wysłuchania publiczne” – z których jak się okazało kompletne g… wyszło.
    Teraz na tapetę wchodzi kolejna powtórka z rozrywki “prawybory”. Znane np. z Włoch, gdzie mimo to współrządzą prawicowa Liga i błazeńskie 5 Gwiazdek.
    Jak ja się cieszę, że miałem do czynienia z realnym reżimem PRL i z realnymi działaniami na rzecz Rzeczypospolitej Samorządnej, programu I Zjazdu NSZZ “Solidarność”.
    Może warto ten Program przeczytać i przemyśleć?

    Odpowiedz
    • Maj 30, 2019 o 18:16
      Permalink

      Z pewnością warto sobie przypomnieć program ówczesnej Solidarności, chociaż był inny kontekst historyczny i nie wszystko da się przełożyć. Niektóre postulaty wówczas były tak samo obrazoburcze jak dzisiaj, ale ówczesna Solidarność miała odwagę je zapisać. Dzisiaj sama je zapomniała a nawet zwalcza. Na przykład fragment z 21 punktu programu:

      Podstawą autentycznego samorządu terytorialnego musi być wyłonienie go w wolnych wyborach. Powinny one zapewnić możliwość kandydowania osobom wysuniętym przez organizacje społeczne, a także grupy obywatelskie. Żadne elity wyborcze nie mogą korzystać z preferencji. Konieczne jest zapewnienie warunków do przeprowadzenia kampanii wyborczej, w której ramach konkurować będą różne programy i różni kandydaci. Najbliższe wybory do rad narodowych powinny odbyć się zgodnie z przedstawionymi zasadami. NSZZ “Solidarność” będzie do tego dążyć z całym zdecydowaniem. W tym celu do dnia 31 grudnia 1981 roku przygotowany zostanie projekt nowej ordynacji wyborczej, który po konsultacji wśród członków Związku zostanie przedstawiony Sejmowi.

      Ówczesna Solidarność nie była z pewnością za dyktaturą mafii nomenklaturowych z monopolem kilku typków na wysuwanie i wybieranie kandydatów.

      Dzisiaj tylko w samorządach do 20.000 mieszkańców ten postulat jest częściowo zrealizowany. 30 lat po “upadku komuny” nadal czekamy na pierwsze wolne wybory. Zwłaszcza do Sejmu i Europarlamentu. Pewnie będzie trzeba czakać jeszcze ze 20 lat, aż ta dyktatura POPiS-dzielonych niesławnie jak komuna padnie. Też pewnie na gruzach państwa.

      Odpowiedz
    • Maj 30, 2019 o 20:30
      Permalink

      Oj, coś się Pan chyba doktrynalnie zaciął. Sprostuję tylko Włochy. Przed ostatnimi wyborami prawyborów nie było. Renzi wziął za pysk towarzystwo, jak — nie przymierzając — u nas. Rezultat podobny, przyczyny oczywiście nieco inne, ale podobieństw jest również sporo. Uczestniczyłem w realnych działaniach na rzecz Rzeczypospolitej Samorządnej i dość podobne usiłuję realizować teraz. Z tamtych działań wyszło podobne g…, jak z tych dzisiejszych “myślątek”. Skoro pozwala Pan sobie na pobłażliwie paternalistyczny ton, chętnie poczytam o propozycjach poważniejszych niż siedzenie na jezdniach i “myślątkach”.

      Odpowiedz
      • Maj 30, 2019 o 21:36
        Permalink

        Ruch 5 Gwiaz miał w 2018 roku wewnątrzpartyjne prawybory. Inni, nie wiem. I tak w ogóle ten przykład włoski nie jest najszczęśliwszy. Tam mają też mafijny system polityczny, podobny jak w Polsce a ordynację wyborczą zmieniają co 5 lat według aktualnych potrzeb partyjnych. Co już samo w sobie kpiną z demokracji. Raz mieli JOW-y i Włosi wyrżnęli całą klasę polityczną w 90%. Ale potem wrócili do mafijnych ordynacji. System wyborczy powinien być po pierwsze demokratyczny, a po drugie stabilny, bo każdy system wyborczy rzeczywistą swą wartość wykazuje po upływie 12-16 lat. Procesy demokratyczne mielą powoli.

        Za dużo lepszy przykład prawyborów uważam od 60 sprawdzone wewnątrzpartyjne obowiązkowe prawybory w Niemczech, czy choćby, czy też również quasi obligatoryjne otwarte prawybory w USA.

        W mętnej włoskiej wodzie, jakoś trudno mi te prawybory dostrzec. Ale jak ma Pan jakieś ciekawe i poważne źródła na ten temat, to będę za link wdzięczny. Ciekawią mnie takie tematy.

        Odpowiedz
        • Maj 30, 2019 o 23:06
          Permalink

          Są tu na naszej stronie gdzieś te włoskie dane. Prawybory organizowano tam od 2005 roku. Prawica ten zwyczaj przejęła i utrzymała. Ruch 5 Gwiazd doprowadził je do internetowego ekstremum. Tak — Włosi chyba nie mają w ogóle żadnej ustawy o partiach. W 2005 roku włoskie centrum i lewica były kompletnie rozbite i do szczętu skompromitowane. Skandale korupcyjne — a to Włochy, więc mafia, te klimaty. Na angielskojęzycznej Wikipedii jest przegląd i są odsyłacze do literatury.

          Odpowiedz
  • Maj 30, 2019 o 19:50
    Permalink

    Co do mapki zamieszczonej powyżej mapki – zwycięstwo KE w zachodniej części kraju wynika głównie z poparcia w dużych miastach. Proszę zamieścić mapkę z wynikami wyborów w gminach. Tam nie jest już tak pomarańczowo.

    Odpowiedz
    • Maj 30, 2019 o 20:34
      Permalink

      W tej mapce powyżej chodzi o symbolicznie ujęte “połowy Polski”, o których się często mówi w tej dyskusji na temat wątków “światopoglądowych”. Popularna, ultraniebieska mapka przewag w gminach, bo przewagi PiS oznaczają, że ta jedna lista miala najlepszy wynik, a niekoniecznie ponad połowę. Lepszą zrobił Matyja w Krytyce Politycznej — zresztą też jest cholernie niebieska. Akurat mnie nie trzeba przekonywać, że łomot dostaliśmy potężny i że “realizm” liderów KE ma kolor pisowskiego błękitu 🙁

      Odpowiedz
  • Maj 31, 2019 o 12:54
    Permalink

    W zakresie ocen tego co się stało – artykuł p. P. Kasprzaka “Swary impotentów” jest ze wszech miar godny uwagi. Za to jest “myśląntkowy” co do recept na przyszłość żeby tak się nie stawało (o czym niżej). Wg mnie jeszcze lepszy komentarz p. Krystyny. Zupełnie, najdelikatniej mówiąc niezrozumiały, jest pierwszy komentarz “bisnetusa” 30/05 g. 14:48 – dwa pozostałe rzeczowe.

    Ad vocem wpisu p. P. Kasprzaka 30/05/ g. 20:30 adresowanego do mnie. Ma Pan rację żem się, jak to Pan ujął “doktrynalnie zaciął”. Od 16 roku życia, czyli już ze 42 lata temu, mam ten sam kręgosłup w sprawach politycznych, społecznych, ekonomicznych, ekologicznych i kulturowych. Marksizm. W 1993 zarzuciłem 15-letnią aktywność widząc nieuchronny triumf tzw. transformacji, czyli restytucji kapitalizmu. Od kryzysu 2008 i dzisiaj – wbrew komicznemu wynikowi wyborczemu Lewicy Razem – to zaczyna wyglądać inaczej.

    Niedawny raport ONZ alarmuje, że mamy niespełna 10 lat żeby radykalnie (!) przełożyć wajchę jeśli nie chcemy samozagłady Planety. Czyli oficjalnie i dramatycznie aktualizuje się mroczna prognoza Róży Luksemburg sprzed 100 lat: “socjalizm albo barbarzyństwo – innej drogi nie ma”. Wg różnych ocen 1% najbogatszych ludzi na świecie skupia 99% światowego bogactwa, wg innych, bardziej umiarkowanych “tylko” 84%. Wg jednych ocen 8 najbogatszych ludzi świata dysponuje majątkiem równym połowie biedniejszej populacji na świecie (ok. 3,75 mld ludzi), wg innych tych ludzi jest “aż” 26. A Pan pierdoły o prawyborach.

    W Polsce nierówności majątkowe (społeczne) nie są jeszcze (!) aż tak dramatyczne. Ocenia się, że 10% najbogatszych skupia “tylko” 40-45% majątków. Może dlatego, że to zaledwie 30 lat transformacji? Np. w Chinach, transformacja o 10 lat dłuższa, 10% najbogatszych skupia już ok. 75% majątków. Czy w takim układzie jakakolwiek demokracja jest możliwa? Za koncentracją bogactw idzie koncentracja mediów, wpływów, układów. KONCENTRACJA PRZECIW DEMOKRACJI, czyli brak demokracji jest w tym stanie rzeczy absolutnie nieuchronny. “Do wyboru” są pseudo-demokracje neo-liberalne (zazwyczaj w krajach bogatych) albo pseudo-demokracje nie-liberalne. W skali świata Polska nie należy do krajów biednych, mimo to mamy i nadal będziemy mieli PiSokrację. A Pan o prawyborach!

    R. Luksemburg doceniała wysiłek Rewolucji Rosyjskiej/Radzieckiej, nie mniej krytycznie oceniała projekt Lenina i Trockiego pisząc: “Nie ma socjalizmu bez demokracji”. I dodała “Podobnie jak nie ma demokracji bez socjalizmu”. W ślad za tym, gdzieś w komentarzach na Państwa stronie pozwoliłem sobie napisać, że każdy demokrata, który nie jest socjalistą, tylko myśli, że jest “demokratą”. Dodam – Jest listkiem figowym pseudo-demokracji, który takie systemy utrwala.

    Przekładając rzecz na konkrety. Strajk nauczycieli. Żeby nie tylko szlachetno-pozornie ich wspierać trzeba postawić sprawę jasno. Żeby zrealizować postulat podwyżki płac dla 600 tys. nauczycieli, dać średnio “na rękę” o 1 tys. PLN więcej, potrzeba w skali roku wydać ok. 7,2 mld PLN. Żeby zapobiec – nie przyszłej, ale już aktualnej – zapaści w służbie zdrowia potrzeba zwiększyć roczne wydatki na samą infrastrukturę medyczną o ok. 7-8,5 mld PLN. Do tego następne ileś miliardów na koszty osobowe – podwyżki dla lekarzy-rezydentów i przede wszystkim dla blisko 290 tys. pielęgniarek/położnych plus personeli pomocniczych. Nowoczesne państwo demokratyczne musi być państwem socjalnym. A nie będzie, jeśli nie będzie państwem fiskalnym. Tym czego najbardziej nienawidzą neo-liberałowie. Może warto popracować nad nowym, ulepszonym “planem Balcerowicza”? Przytoczyć dwie główne rzędne – konieczność wyrzeczeń oraz zaciskania pasa – ale tym razem na tych, którzy mają się czego wyrzekać, a zacisk pasa nie dotrze do krzyża. Ale nie, Pan tylko o prawyborach!

    PiS, podobnie jak inne partie tzw. populistyczne, odkrył i rozgrywa dość banalną alternatywę wobec pseudo-demokracji neo-liberalnych. “Socjalizm” pozorny. Będzie mniej demokracji formalnej, ale za to będzie socjal. I ludzie w wielu krajach świata coraz chętniej to kupują, bo dlaczego nie? Skoro mieliśmy g… z rzekomej demokracji, to lepiej mieć coś nawet bez niej. I mają rację! Nie K. Marx to wymyślił, ale jedynie nazwał rzecz po imieniu: byt społeczny określa świadomość. Trywializując “micha”. Jak mamy mieć lepiej/więcej teraz/zaraz niż wcześniej, to popieramy. Wniosek równie banalny, co zasadniczy: DEMOKRACJA MUSI SIĘ OPŁACAĆ. A Pan, Panie Pawle, o kwestiach stricte formalnych, o prawyborach itp. podobnych pseudo-demokratycznych “myślątkach”.

    “Myślątko” to jest takie “cóś”, które myśli, że myśli. Które omawia (!) problem zamiast proponować jak go rozwiązać. Które unika, nazywając po Kantowsku, istoty rzeczy. Przykłady. Prawybory Włoch, Pański wpis z 30/05 g. 23:06 – i wpis “bisnetusa” 30/05 g. 21:36 (prawybory Niemcy, USA). Prawybory nic nie dały (nie dają) w obu krajach europejskich, a w USA stanowią jeszcze gorszą zasłonę dymną. Bo tam nie ma wyborów powszechnych-bezpośrednich tylko pośrednie. Jak w przypadku delegatów w ZSRR. Dzięki temu w USA istnieje największa pseudo-demokracja świata, pozwalająca pośrednio (!) wybierać ten sam establishment Republikanów albo Demokratów. A Pan tu w przypadku duo-polu PO czy PiS, proponuje in fine to samo! Skutek będzie identyczny. Jeśli nawet we wrześniu taka lub śmaka koalicja anty-PiS G. Schetyny wespół z W. Czarzastym i Kosiniakiem-Kamyszem wygra, to co? G…

    Wbrew pozorom “ciemny lud” (Jacek Kurski) nie jest taki głupi. Świadomie lub podświadomie liczy. Wie lub przeczuwa, że są dwie kwestie istotne:
    1] jaki mam/mogę mieć wpływ na bieg spraw publicznych, w tym państwo;
    2] jakie korzyści indywidualne mogę z tego uzyskać, zwłaszcza od państwa.
    Jak nie mam WPŁYWU – to serdecznie …rdolę państwo. Na wuj mi formalna demokracja, skoro się nie przekłada na konkretne korzyści.
    Ale jeśli mimo braku wpływu, który jest faktem – otrzymam jakieś KORZYŚCI – zagłosuję na taką partię, która mi to zapewni. A że budżet Państwa tego nie wytrzyma (bez zmian polityki podatkowej) to już nie mój problem. A Pan, Panie Kasprzak, pewnie nadal o prawyborach.

    Odpowiedz
    • Maj 31, 2019 o 14:42
      Permalink

      Trochę wykazuje Pan cechy tego “czegoś”, co sam krytykuje. Mam na myśli “myślątka”. Ciekaw bym był uzasadnienia poglądu, że prawybory się w Niemczech nie sprawdziły. Moim zdaniem niemiecki system polityczny, który nakłada na partie głównie obowiązki wobec państwa i obywatelskiego społeczeństwa, a prawa wypełnianiem tych obowiązków warunkuje, jest jednym kilku najlepszych wzorców na świecie efektywnej, twórczej, żywotnej, partycypacyjnej i szeroko akceptowanej przez obywateli demokracji. Jednym z tych obowiązków jest podejmowanie w sposób oddolny i demokratyczny wszelkich istotnych decyzji w partii, w tym również zgłaszania kandydatów na wybieralne stanowiska publiczne w drodze autonomicznych, oddolnych prawyborów.

      A jak starczy czasu, to też chętnie bym się dowidział w czym tkwi pseudo-demokratyczność amerykańskiej demokracji. To ogromny kraj i mocarstw mające swoje specyficzne problemy, ale akurat demokracji, kultury państwa prawa, podziału władz nie muszą się wstydzić. To też jeden z niedoścignionych wzorców.

      Odpowiedz
  • Maj 31, 2019 o 20:51
    Permalink

    Ad vocem wpisu “bisnetusa” 31/05 g. 14:42.

    Ocenia Pan wysoko niemiecki system polityczny, który NICZYM ISTOTNYM nie różni się od systemów w innych wysoko rozwiniętych krajach kapitalizmu centralnego. Rządzili chadecy CDU/CSU na zmianę lub wspólnie z SPD. Typowy duopol jak we Francji (socjaliści i gaulle’iści – ze schedą obecnie przejętą przez E. Macrone’a), w Wlk. Brytanii (torysi – labourzyści), wszędzie. W całej Europie zachodniej, aż po Australię i Japonię oraz Kanadę i USA (demokraci i republikanie). Czy ten SAM SCHEMAT DUOPOLI nic Panu nie podpowiada? Że to tylko zmiany wart przy grobie milczących społeczeństw?

    Partie socjalistyczne, jak PPS w II Rzeczypospolitej – opowiadały się za wyborami 5-przymiotnikowymi, które miały być: powszechne, bezpośrednie, równe (co do siły głosu), tajne i proporcjonalne (co daje realną równość siły głosu). Co dzisiaj mamy w Polsce? Wybory do Sejmu proporcjonalnie zaburzone poprzez 5-procentowy próg wyborczy i system przeliczeń głosów wg d’Hondta – łamiące zasadę równej siły głosu – oraz wybory do Senatu w JOW-ach (jednomandatowych okręgach wyborczych), które już kompletnie łamią jakkolwiek rozumianą proporcjonalność/równość głosu wyborców.

    Stany Zjednoczone Ameryki, owszem, to nadal przykład praw człowieka i swobód obywatelskich, ale zarazem anty-przykład praw politycznych/wyborczych. Niech Pan sobie sprawdzi w jaki sposób są w USA wybierani: Prezydent, członkowie Izby Reprezentantów i Senatu. Bezpośrednio, co uważa się za główny przymiot demokracji, czy inaczej? Jak? Przy okazji niech Pan sobie sprawdzi hasło w wikipedii “gerrymandering”. Historyczne, ale wciąż aktualne, nawet coraz bardziej. Może zrezygnuje Pan z wiary w USA jako jeden “z niedoścignionych wzorców” pseudo-demokracji (demokracji formalnej). Proszę dać znać jak Panu “starczy czasu”.

    Poza tym nie tego tyczyła moja polemika z p. P. Kasprzakiem. Nie kwestii FORMALNYCH DEMOKRACJI – ale REALNYCH. Choć formalne też są ważne. Nie wiedzieć czemu w euro-wyborach w Polsce był 5-procentowy próg wyborczy. W wielu krajach UE go nie było, prawo unijne tego nie narzuca. Nikt nie protestował, że to anty-demokracja, że mogłyby wejść do PE mniejsze ugrupowania. Również nikt nie protestuje przeciw 5-procentowemu progowi w nadchodzących wyborach do Sejmu. A nie jest to przepis wymagający zmiany Konstytucji.

    Polska jak szereg innych krajów rozwiniętego kapitalizmu i wiele krajów niedorozwiniętych ma wysoki próg wyborczy, 5 proc. Jeszcze wyższy mają kraje raczej bardzo mało nawet pseudo-demokratyczne (7% Kazachstan i Rosja) i o dziwo aż 9% Luksemburg. Ojczyzna J.-C. Junkera i oaza rajów podatkowych w UE. To też jest temat do dyskusji, ale wątek główny, który z tego wynika: wielki kapitał robi co chce i będzie to robił z tzw. demokracją. A biedne myszy niech dowolnie biegają sobie po klatce – dopóki jej nie zauważą. Gdzie są i dlaczego biegają między stronami duopoli politycznych. Choćby od strony formalnej jest kilka “kotwic”, które blokują nawet wybory ogólne, a tu pierdoły o prawyborach!

    Odpowiedz
    • Czerwiec 1, 2019 o 01:44
      Permalink

      Rzeczywiście wysoko oceniam demokrację niemiecką, bo trochę ją znam i trochę studiowałem, czego raczej trudno podejrzewać u Pana, bo mając odrobinę pojęcia nigdy by Pan nie twierdził o duopolu w Niemczech i tym bardziej we Francji. To oczywiście utrudnia poważniejszą dyskusję na te tematy, bo naprawdę szkoda czasu na dyskusję, gdy partner stosuje taktykę puszczania serii absurdów i zmyśleń, których fałszywość można zweryfikować 5-minutowymi studiami w googlu lub Wiki.

      Tak samo jest z tymi partyjnymi duopolami, choć sprawa jest tu trudniejsza do sprawdzenia. Może Pan wziąć sobie system 100-partyjny z czego 95 partii 1 do 3 pajaców w telewizji a reszta to zamknięte na i wąskie bandy nomenklaturowe (taki mamy w Polsce) a z drugiej strony weźmie duopole partyjne, w których aktywnie uczestniczą miliony obywateli (w Niemczech z.B. 1,7 miliona obywateli będących członkami partii politycznych, a w USA ok 70 milionów obywateli uczestniczących w otwartych prawyborach) . Wystarczy po prostu sobie podliczyć partycypację oraz ocenić otwartość i wewnętrzne procedury obu systemów i wyjdzie, że w bel wiosce w systemie dwupartyjnym może być 100 więcej demokracji, autentycznych wyborów i dyskursów niż w całym państwie z systemem “100-partyjnym”, w którym kreatury medialne i pajace w telewizji symulują jakieś partie zmieniając nazwy jak rękawiczki (chociaż mordy od dekad jakoś ciągle te same).

      Tak więc używa Pan tutaj pojęć i straszaków, których znaczenia Pan nie specjalnie rozumie. Jak widzi Pan w telewizji 2 partie czy 100 partii, a nie spojrzy Pan co się pod spodem za obrazkami kryje, to żyje Pan w Matrixie i fantazjuje. Tak też jest z tym “gerrymandering”, który używa Pan jako argumentu zupełnie bez pojęcia i bezmyślnie. Nie będę jednak wchodził w ten temat głębiej.

      Zaznaczę tylko na koniec, że mamy zbieżne poglądy co do zupełnej fikcyjności polskiej “demokracji”, o czym zresztą od lat głośno mówię, a nawet co do krytyki strategi ORP, która najwyraźniej akceptuje największe patologie polskiego systemu politycznego, a w zamian proponuje jedynie protezy mające łagodzić kalectwo tegoż systemu. Nie podzielam pańskiego lekceważącego stosunku do prawyborów w ogóle, ale uważam je za środek pomocniczy i nieco utopijny w Polsce bez zmiany kwestii zasadniczych (jak likwidacja dyktatury sitw nomenklaturowych w Polsce). Nie podzielam Pana poglądów co do metody d’Hondta, ta metoda sama w sobie nie narusza istotnie zasady równości i proporcjonalności, natomiast zgadzam się w pełni z krytyką metody “Cosa Nostra” w postaci 5% progu wyborczego w skali całego kraju oraz wykluczenia z procesu wyborczego kandydatów niezależnych i zrzeszonych lokalnie. To jest faktycznie podstawowym, gangsterskim i antykonstytucyjnym pogwałceniem istoty demokracji. I nie ma nic wspólnego z metodą d’Hondta. Od dawna również twierdzę, że zarówno nierządy PiS-u jak i tak zwana “opozycja” bronią tego bandytyzmu we wspólnym gangsterskim interesie jak źrenicy własnego oka i dlatego traktuję ten tandem z pełną symetrią. To tyle zbieżności.

      Odpowiedz
  • Czerwiec 1, 2019 o 20:11
    Permalink

    Szanowny Panie “bisnetus” (wpis 01/06 g. 01:44)..
    Przyjmuję wszelkie Pańskie uwagi “na klatę”, z większością się nie zgadzam, pozdrawiam!

    Odpowiedz
  • Czerwiec 2, 2019 o 12:35
    Permalink

    Szanowny Panie “bisnetus”!
    O jakiej (cytuję) “kulturze dyskusji” Pan pisze? O tej z Pańskiego komentarza z 01/06/ g. 01:44? Cytaty.
    – /…/ czego raczej trudno podejrzewać u Pana, bo mając odrobinę pojęcia nigdy by Pan nie twierdził”.
    – “Tak więc używa Pan tutaj pojęć i straszaków, których znaczenia Pan nie specjalnie rozumie”.
    Więcej perełek w Pańskim komentarzu j/w.
    To co miałem zrobić? Skoro nie mam odrobiny pojęcia ani nie specjalnie rozumiem – uznałem, że debata z erudytą mija się z celem. Nadal pozdrawiam, ale już bez odbioru. Strata Pana i mojego czasu.

    Odpowiedz

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *