Nie pozwólmy, by zrealizowano zamach na nasze życie

Państwo polskie po raz kolejny oddaje władzę nad całym społeczeństwem jednej ideologii. W imię czego? To nie jest do końca jasne, o czym później. Poddaje się bez żadnej debaty, jej próby w Sejmie kneblując, jak to ma obecnie rządząca partia w zwyczaju: poprzez wyłączenie mikrofonu czy zamknięcie listy mówców

Mówcy wygłaszają swoje mowy ze szczytów władzy Kościoła Katolickiego, z trybuny sejmowej, ale dyskusji nie ma. W pozorowanych rozmowach medialnych uczestniczą głównie mężczyźni, a często wyłącznie oni. Mówią o kompromisie, nad którym można by ponownie podyskutować

Kobiety wprost krzyczą: to nie kompromis, to kompromitacja. Bo nie da się ukryć, że trudno nazywać umowę między dwoma partnerami, bez udziału trzeciego podmiotu, najbardziej zainteresowanego, kompromisem. A ten trzeci zebrał ponad półtora miliona podpisów sprzeciwiających się obowiązującej do dziś ustawie z 1993 r.; podpisy te bezceremonialnie wyrzucono do sejmowego kosza. Umowa została zaś zrealizowana uchwaleniem ustawy o planowaniu rodziny, ochrony płodu ludzkiego i warunkach dopuszczalności przerwania ciąży w gronie kilkuset parlamentarzystów, po uzgodnieniach z Episkopatem Polski.
 

Przez te 25 lat nie było prawdziwej debaty, a jedynie wzmożenia mówców przy kolejnych próbach czy to zaostrzenia przepisów, czy liberalizacji. Były także głosy bagatelizujące, mówiące, że prawo do aborcji to temat zastępczy, mający przykryć inne szachrajstwa akurat rządzącej partii. Być może nawet często tak było. Było także usprawiedliwianie wpływu Kościoła Katolickiego na te regulacje, bo jesteśmy mu wdzięczni za nieocenione wsparcie opozycji w czasach PRL. Taki handel, po prostu: my wam wolność kobiet, wy nam poparcie z ambon. Nawet przy akcesji do Unii Europejskiej była taka waluta… Kobiety za swój niebagatelny udział w odzyskaniu niepodległości Polski, za wielką „Solidarność”, która bez nich w ogóle by nie powstała, otrzymały „podziękowanie” w postaci jednego miejsca przy Okrągłym Stole i ograniczenia ich praw od razu, w pierwszych latach rządów solidarnościowych.

Nie dziwi więc radykalizacja kobiecych protestów teraz, gdy z wszelkich sojuszy opadła zasłona przyzwoitości i Episkopat otwarcie apeluje do Sejmu o ostateczne wprowadzenia zakazu, Sejm potulnie wykonuje polecenie, Episkopat grzecznie dziękuje. Wydawałoby się, że III RP z nawiązką spłaciła już opozycyjny dług wobec Kościoła Katolickiego, nie tylko kosztem kobiet, a całkiem po prostu grubymi milionami złotych. Jednak w ostatnich latach, nie tylko odkąd u władzy jest PiS, ów „kompromis”, który nigdy zresztą nie był do końca realizowany, był zaostrzany pozaustawowo. Najpierw Trybunał Konstytucyjny dał legitymację do posługiwania się w praktyce medycznej, a więc naukowej, „klauzulą sumienia”, co natychmiast przełożyło się na nadużycia ograniczające lub wręcz pozbawiające kobiety opieki lekarskiej w okresie ciąży. „Klauzula sumienia” została wprost nazwana podczas obrad jednej z komisji sejmowych dobrym narzędziem, które pozwala łatwo omijać ograniczenia zakazywania aborcji w tej nieszczęsnej ustawie. Niebagatelną rolę w tych prawnych manipulacjach pełni organizacja o podejrzanym rodowodzie, strukturze i finansowaniu – Ordo Iuris – której zalecenia wprost są rozsyłane przez ministerstwo sprawiedliwości do prokuratur. To właśnie ta organizacja stworzyła projekt ustawy, która wywołała Czarny Poniedziałek 3 października 2016 roku. Konsekwencją tego wpływu jest także m.in. ograniczanie dostępu do antykoncepcji awaryjnej, czy w ogóle hormonalnej. Opresja wobec kobiet nabiera rozmachu: lekarze, ale także studenci medycyny, podpisują deklarację wiary, aptekarze też chcą kierować się swoim sumieniem w zakresie oferowanego asortymentu. Z wielkim trudem, w czasie kilku lat debat i negocjacji, wypracowane standardy okołoporodowe zostają w tym roku unieważnione, a zalecenia Konwencji antyprzemocowej, która jest obowiązującym w Polsce prawem, nie są implementowane do przepisów krajowych, bo naruszają tradycje polskiej rodziny, w której role kobiety i mężczyzny są ustalone.

Organizacje kobiece przeciwdziałające przemocy w rodzinie i pomagające ofiarom, po raz pierwszy nie dostają od państwa wsparcia finansowego na swoją działalność, jednocześnie państwo nie oferuje nic w zamian, w tym czasie nagradzając horrendalnymi premiami swoich funkcjonariuszy. I tak niewielkie świadczenia dla opiekunów, a w praktyce głównie opiekunek dzieci i dorosłych z niepełnosprawnościami, są dodatkowo zmniejszane, w nowelizacji Kodeksu Pracy projektowana jest możliwość zwalniania z pracy kobiet w ciąży. To katalog tylko najbardziej oczywistych, ale nie wszystkich przecież, faktów.
 

 
Warto zatem zapytać, o co tak naprawdę chodzi? Czy aby na pewno o to, żeby zabiegów przerwania ciąży było jak najmniej? Bo że będą – co do tego chyba nikt nie ma złudzeń? Jeśli tak, to raczej powinniśmy mieć do czynienia z praktycznymi drogami uzyskiwania takiego efektu. Ale do tego potrzebna jest debata z kobietami, które dziś protestują, zmierzająca do uzgodnienia wspólnych wartości, będących podstawą do ustalenia satysfakcjonujących rozwiązań. Żądamy debaty, a nie epatowania obelgami o morderczyniach, krwawymi, kłamliwymi banerami noszonymi przez neofaszystów i umieszczanymi przed szpitalami.

Opowiadanie bzdur o płaczu zarodków, czy wmawianie dzieciom w szkołach, że prezerwatywa powoduje raka – na to też musimy reagować. Musimy domagać się debaty o dostępności antykoncepcji dla wszystkich kobiet, a nie tylko dla bogatych, o powszechnym dostępie do badań prenatalnych, o standardach okołoporodowych, o zakresie i rodzajach wsparcia państwa dla rodziców dzieci z niepełnosprawnościami, o skali i rodzajach wsparcia państwa w dostępie do żłobków i przedszkoli, o pomocy dla kobiet samotnie wychowujących i utrzymujących dzieci i wielu innych sprawach. Także o „klauzuli sumienia”, w kontekście konstytucyjnego prawa do opieki zdrowotnej oraz konieczności wprowadzenia wreszcie do szkół edukacji seksualnej opartej na wiedzy naukowej, w zakresie i przy użyciu metod dostosowanych do wieku dzieci i młodzieży – to wszystko w miejsce indoktrynacji i propagandy. I przede wszystkim kto, instytucjonalnie, ma mandat przekładania kwestii etycznie wrażliwych na prawo państwowe? I jak skontruować reprezentatywne i zdolne do uzgodnień grono, kto miałby je wybrać? Sprawy te powinny zostać uzgodnione w ustalonym horyzoncie czasowym. 2018, Rok Praw Kobiet, powinien wszak zaowocować realnymi, pozytywnymi dla tych praw, efektami, a nie odwrotem od cywilizacji Zachodu.

Ale co w „okresie przejściowym” debaty? Przecież nie możemy się zgodzić na życie w fikcji, na życie podlegające unieważnionemu „klauzulą sumienia”, prawu! Czy możemy zgodzić się na moratorium na czas uzgodnień, którego warunkiem jest bezwzględny nakaz stosowania przepisów obowiązującej ustawy? Czy w tych rozgrzanych, prawdopodobnie celowo, emocjach jest to w ogóle możliwe? Trudno sobie to wyobrazić, ale jeśli nie, jeszcze trudniej myśleć nam o tym, co dalej.

Po zakaz aborcji sięgały wszelkie dyktatury, bo kontrolowanie najintymniejszych sfer życia człowieka jest najlepszym narzędziem do uzyskania władzy totalnej

To wszystko przy założeniu, że rzeczywiście chodzi o zmniejszenie liczby aborcji. Ale czy o to chodzi? Postępowanie obecnej władzy budzi poważne wątpliwości co do tej intencji. Forsowanie nieludzkiego projektu zakazu przerwania ciąży w przypadku nieodwracalnych i śmiertelnych wad płodu w reakcji na apel Episkopatu, wydaje się wręcz obliczone na podzielenie środowisk opozycyjnych, na odwrócenie poparcia społecznego od protestów kobiet desperacko walczących o swoją godność, o zdrowie i życie, własne i dzieci. Kobiet, które słusznie definiują źródła ataku na nie lub przyzwalania na ten atak; mimo świadomości wywołania kontrowersji, nie cofają się. Tak było gdy demonstrowały przed biurami opozycji parlamentarnej, przed biurami PiS czy Kukiz’15, podobnie było w ostatnią niedzielę przed kuriami biskupimi w wielu miastach Polski. Kobiety mają tę świadomość i miejmy ją wszyscy: prawo i standardy jego stosowania, powodujące strach przed ciążą, strach przed zafałszowanymi wynikami badań, strach przed porodem, strach przed wychowywaniem dziecka nie dotyczą tylko kobiet, choć one płacą cenę największą, ale poprzez nie – dokładnie wszystkich.

Skoro wszystkich, są to zatem kwestie fundamentalne o randze konstytucyjnego ustroju państwa, który dotąd, przynajmniej formalnie, opiera się na niezbywalnych, przyrodzonych prawach jednostki. Czy to przypadek, że za obywatelskim projektem „Zatrzymaj aborcję”, którego procedowanie zmierzające do uchwalenia tak nas przeraża, stoją środowiska Obozu Narodowo-Radykalnego i Młodzieży Wszechpolskiej? Z historii, ale też czasu obecnego, wynika bezspornie, że po zakaz aborcji sięgały wszelkie dyktatury, bo kontrolowanie najintymniejszych sfer życia człowieka jest najlepszym narzędziem do uzyskania władzy totalnej. Kobiety jako podludzie Polski XXI wieku, powrót do czasów stalinowskiego zakazu aborcji. Groza? Ile czasu upłynie, zanim inne regulacje systemu totalitarnego też powrócą?

Propagandowe media czują się pewnie, mamy do czynienia z powszechną inwigilacją obywateli, indoktrynacją szkolną, ograniczenie w dysponowaniu prywatną własnością dotyka rolników, podejmuje się próby podporządkowania sądownictwa rządzącym. Premier składa kwiaty kolaborującej z nazistami Brygadzie Świętokrzyskiej, czci się ją uchwałą Sejmu, faszystowskie marsze przechodzą pewnie przez polskie miasta. Jak długo Unia Europejska będzie to tolerować?

Kto na tym zyska? A może to zwykłe, prymitywne walki frakcyjne w obozie „zjednoczonej” prawicy, na ołtarzu których harcownicy nie wahają się położyć cierpienia kobiet i dzieci oraz ich najbliższych?
 

 
Wśród Obywateli RP, jak w całym społeczeństwie, około połowy stanowią Obywatelki RP. W całej opozycji ulicznej proporcje są podobne. Stajemy wspólnie w wielu sprawach, nawet Trybunału Konstytucyjnego, któremu kobiety nie zapominają usankcjonowania „klauzuli sumienia”. Protestowałyśmy jednak przeciwko faktycznej likwidacji TK, wznosząc się ponad zrozumiałą urazę. Stawałyśmy także w obronie niezależności sądów i niezawisłości sędziów, którzy przecież poddają ofiary gwałtów upokarzającym procedurom, a gwałcicielom zasądzają kary krótsze niż sam proces, często w zawieszeniu. Stawałyśmy na demonstracjach pod Senatem w lipcu zeszłego roku, brałyśmy znaczący ich ciężar na siebie, a protesty te przejdą do historii naszych wspólnych, całej opozycji, działań. Byłyśmy gdy nowelizowano niekonstytucyjną dziś ustawę o zgromadzeniach, gdy Szyszko wyrzynał puszczę. Stawałyśmy i stajemy przeciwko faszystom paradującym przez nasz kraj. Jesteśmy zawsze.

Zniweczmy zatem ten prawdopodobny plan rządzących Polską. Nie dajmy się wciągnąć w te podłe i niebezpieczne gierki, nie dajmy się podzielić i solidarnie stawmy się w Warszawie w piątek 23 marca, bez względu na gry z odwoływaniem czy zwoływaniem posiedzeń komisji sejmowych. Obserwujmy, co jest planowane przez Strajk Kobiet i inne współorganizujące w całej Polsce grupy aktywistek. Nie szukajmy różnic, bądźmy tam razem, bo grozą wieje od braku jakichkolwiek skrupułów PiS i jego akolitów. Tym razem chodzi po prostu o życie naszych koleżanek, córek, sióstr, żon, partnerek, matek. O godność nas wszystkich, nie pozwólmy więc, by zrealizowano zamach na nasze życie.

Solidarność naszą bronią!

Obywatelki RP

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *