Czarny Piątek i wielka narodowa sprawa

To jest czas kobiet – więc lojalka od faceta. To również czas antyklerykalizmu – więc także lojalka od chrześcijanina. Ale to przede wszystkim czas rozumu – najwyższy

Będzie w piątek w Warszawie wielki tłum. Autorzy zamachu na kobiety nie doszacowali skali protestu, zmyleni łudząco niską frekwencją niedawnych demonstracji pod kuriami. Pomylili się podwójnie. Radykalizm, tkwiący w samym fakcie demonstracji przeciw Kościołowi, nie wspominając już o okrzykach i hasłach, miał bowiem podzielić opinię wstrząśniętą pozbawianiem kobiet praw absolutnie elementarnych. Nie podzielił. To, co się stało chwilę potem z ustawą Kai Godek, podziękowania biskupów za efekt komisji Piotrowicza – cały ten cyrk uzasadnił wszelki antyklerykalny i nawet antykościelny radykalizm. Biskupi i tak nie dostali od kobiet tego, co im się należało. I wiedzą o tym w Polsce wszyscy z wyjątkiem tych 10% naszych rodaków, którzy popierają zakaz aborcji. Więc w piątek będzie w Warszawie wielki tłum. I dobrze – musi być wielki, bo i sprawa jest tego rodzaju. To wiemy. Jaki będzie efekt i skutek piątkowej demonstracji – tego nie wiemy wcale. Nie wiemy kilku rzeczy nawet ważniejszych.

Trzeba przede wszystkim znać miarę i ja ją oczywiście znam. Ani ja sam, ani Obywatele RP, przy całej czasem osiągalnej słyszalności naszego głosu, nie będziemy mieli żadnego wpływu na przebieg akurat tych wydarzeń. Gdzie nam do wielkiego ruchu, który w piątek zobaczymy w Warszawie. Tu rządzą walczące kobiety i nie ma żadnego powodu, by miejsce wszystko-lepiej-wiedzących, ale jakoś tak wciąż-dających-ciała partii politycznych nagle usiłowali zająć jacyś samozwańczy mądrale z ruchu, który żadną miarą nie jest wielki, niczego nie rozstrzygnie ilością własnych szabel i do wielkiej fali jutrzejszego protestu może co najwyżej dołączyć, co oczywiście chętnie uczyni. Piszę z żabiej perspektywy malutkiego facecika.

Choć też zaznaczyć trzeba, że wielkiego wpływu na wydarzenia w piątek nie będzie miał nikt. Jak już bywało, objawi się nam oddolny, spontaniczny ruch oburzonych. To zaleta, ale równocześnie wada – jeśli zatroszczyć się o to, co ma piątek przynieść śmiertelnie zagrożonym kobietom i – z przeproszeniem wszystkich – Polsce.

Rozpoznanie terenu

Najpierw, o co może chodzić w obozie władzy i kto dokładnie jest przeciwnikiem. Tu rozeznania nie mamy żadnego, ja sam wiem niewiele – tyle jednak wiem na pewno, że to skomplikowana sytuacja, a nie prosta. I że w związku z tym oczy trzeba będzie mieć dookoła głowy. Również w piątek, bo może być po prostu groźnie. Już choćby z tego powodu warto przeprowadzić namiastkę rozpoznania, nawet jeśli ono nie ma szans być poważne, miarodajne i przyzwoicie precyzyjne. Krajobraz jawi się przed nami mocno księżycowy. Moje poniższe próby nie są, bo być nie mogą, kompetentnym opisem tego krajobrazu. Kompetentnych autorów brak. Mam za to nadzieję pokazać, jak ten krajobraz może być ukształtowany i co go kształtuje. Jakkolwiek niepewny i być może naiwny jest ten opis, wynika z niego sporo, jeśli chodzi o cele, możliwości i sposoby działania i to z tego powodu go opisuję.

Kaczyński

Ani sam Kaczyński, ani cały twardy, pecetowski trzon PiS, nigdy nie parł do zakazu aborcji, a choć do konfrontacji rozmaitych oni prą nieustannie, to jak dotąd nigdy w tej sprawie. Po pierwsze wszyscy wiemy i PiS wie to również, że zwolenników zakazu jest 10%. Potężnego poparcia na tym zbudować się nie da, a kłopot wywołać – owszem. Jeśli więc to pisowski ośrodek – sam Kaczyński zatem – jest faktycznym inicjatorem uruchomionej właśnie akcji, to nie o aborcyjne regulacje tu chodzi. O co więc? Jak się zdaje – o eskalację. Być może zwarcie własnych szeregów przy tej okazji, bo ich rozluźnienie staje się coraz bardziej widoczne.

Jaką eskalację? No, różne wersje są możliwe, a jeśli przez chwilę pofantazjować, możliwy jest np. taki scenariusz. Pod siedzibą Kurii tłum demonstrujących kobiet spotyka się z ekipą ONR, która broni wiary, i tym razem dochodzi do fizycznego starcia. Gotowość po naszej stronie – publicznie zresztą ujawniona już kilkakrotnie – jest przy tym większa niż po tamtej. Tym lepiej. Brudziński zatem, po raz pierwszy w historii rządów PiS, każe policjantom odpiąć pały i ich wreszcie użyć. Dostajemy po równo i my, i oni, bezpieczeństwo kraju i kurii zostaje uratowane, kilku prowodyrów z obu stron ląduje w areszcie. Niespecjalnie trudno byłoby uzyskać efekt ulgi podobny temu, który towarzyszył zakazowi demonstracji pod ambasadą Izraela i otoczeniu jej płotem z barierek. Nie w tym rzecz, żeby kogokolwiek przekonać do realności akurat takiej możliwości – choć z pewnością służby wiele z takich ewentualności biorą pod uwagę – warto jednak zauważyć, że w różnych tego rodzaju eskalacyjnych scenariuszach liczebność i gwałtowność piątkowego protestu nie ma żadnych szans przerazić nikogo po stronie władzy i wpłynąć na decyzję w sprawie ustawy. Po prostu dlatego, że w takim scenariuszu to nie o ustawę chodzi, a eskalacja napięcia jest pożądanym elementem kalkulacji, może nawet jest jedynym celem, a nie czymś, czego ta władza chciałaby za wszelką cenę uniknąć.

Inny wymiar eskalacji – wypchnięcie protestującej opozycji z szerokiego mainstreamu i pogrążenie jej w marginalizującym się radykalizmie. To zresztą ma szansę pięknie się uzupełniać ze scenariuszem prowokacji. I odpowiada obserwowanym ewolucyjnym trendom po stronie ruchu protestu.

Jeszcze inny wymiar – zwarcie własnych szeregów. No, PiS wielokrotnie ćwiczył wariant „obrony świętych szańców” i jeśli taka jest kalkulacja, to protest raczej nie spowoduje wycofania ustawy. W takiej kalkulacji mieściłoby się i zmarginalizowanie Gowina, jeszcze latem romansującego z biskupami za plecami PiS, a dzisiaj wypychającego własnych ludzi do wyborów samorządowych, i odbicie Rydzyka z rąk odstawionych od łask Macierewicza i Szyszki. Jeśli zaś to nie Kaczyński jest autorem antyaborcyjnego przyspieszenia i sam zamierza ustawę odsunąć w niebyt bliżej nieokreślonej przyszłości, to protest mu w tym nie pomoże, ale raczej przeszkodzi. To inne szeregi się skonsolidują, nie jego. Co oczywiście nie oznacza, że protest nie ma sensu. Ma. Ogromny. Tyle, że bardzo świadomie trzeba w nim wybierać formy i cele. Do tego zaś oczywiście jeszcze wrócimy.

Strony: Początek |1 | 2 | 3 | ... | następna strona→ | Koniec

7 thoughts on “Czarny Piątek i wielka narodowa sprawa

  • 22 marca, 2018 o 05:51
    Permalink

    Obawiam sie, ze sytuacja jest prosta. Masowy ruch bez przywódców, bez organizacji, i bez celów, nic nie osiągnie. Pokrzyczy i się rozejdzie. Skona tak samo, jak skonał ruch Occupy Wall Street, a takze KOD. Przeciwnikiem tego ruchu jest dobrze zorganizowana szajka, która zamierza przejąc władze. Ja tu widzę analogie z tzw. Rewolucją Październikową, w której mala organizacja terrorystyczna przejęła władzę w wielkim kraju. Teraz zapewne chodzi o to samo. Aborcja jest akurat wygodnym pretekstem do mobilizacji gangsterów. Nagła miłość biskupów do realizatorów być może bierze się stad, ze biskupi już postawili na nowy reżim, który ma się niedługo wykluć przy tej okazji. A jeśli nie tej, to za chwile będzie zmontowana następna podobna awantura. Idac tym tropem, skład neo-bolszewików to zapewne Ziobro, Morawiecki, Duda, i być może Macierewicz, choć on zapewne będzie szybko odsunięty. W odróżnieniu od Kaczyńskiego, który Macierewiczem pompował paranoje, gang nie będzie miał zapotrzebowania na świra, który już się zgrał.

    Jeśli mam racje, to właśnie kończy się przywództwo Kaczyńskiego, zaś jego miejsce zajmie czarna sotnia, na którą postawili biskupi. Wyjścia z tej sytuacji nie ma, poza wyborami parlamentarnymi, jeśli do nich dojdzie i jeśli nie zostaną sfałszowane. Chodzenie po ulicy w kolko nie będzie miało wpływu na nic. Rzady nie upadają od krzyku, zaś kościoły maja grube mury i krzyk nie dociera do środka. Jedyne, co ma przyszłość, to sprawnie zorganizowana partia polityczna i wprowadzenie do Sejmu własnej reprezentacji.

    Odpowiedz
  • 22 marca, 2018 o 11:50
    Permalink

    Jak ta PiS-owska szajka zwyrodnialców z hersztem bandy, Kaczyńskim, na czele śmie narzucać naszym kobietom swoje uzurpatorskie reżimy społeczne? I jak to pojąć, że polscy hierarchowie kościelni wymuszają na tej bandzie swoje spaczone wymagania “moralne”?

    Głęboko wierzymy, że nasze bohaterskie kobiety teraz, raz na zawsze, zniszczą nieodwołalnie i bezpowrotnie “nowy porządek” PiS-owski, by przywrócić sobie należne im ludzkie prawa na równi z despotycznymi mężczyznami. TYLKO KOBIETY POTRAFIĄ TEGO DOKONAĆ! Żadne “zjednoczone” (i ciągle oddzielne) partie opozycyjne (bo mają za dobrze biorąc pensje poselskie/senatorskie). NIE LICZCIE NA ŻADNE “PARTIE”. One są zupełnie oderwane od życia i jest im dobrze w gmachach Sejmu/Senatu, szczególnie gdy mogą występować przed reporterami, czyli być niejako “celebrytami”, a już niczym więcej ponadto. DO NICZEGO JAKIKOLWIEK PARTIE NIE SĄ NAM POTRZEBNE! Potrafimy organizować się i działać zdecydowanie skuteczniej od nich. Wszelkie programy społeczno-rozwojowe stworzą nasi zaufani fachowcy, których sami wskażemy i powierzymy im stery rządu.

    A Kościół niech się strzeże narosłego gniewu kobiet i powróci do swojej służebnej posługi wobec nas wszystkich.

    Miejmy wszyscy na uwadze naczelną bezpieczną zasadę:

    “Pełna nieufność wobec działań rządu PiS-owskiego. Zero zaufania do kogokolwiek w nim (et consortes).”

    Kierowanie się tą zasadą zapewni uniknięcie gorzkich rozczarowań (i drastycznych obostrzeń w życiu) kobiet (i nas wszystkich).

    Tak na “wszelki wypadek” ostrzegamy policję, aby NIE PRÓBOWAŁA stosować SIŁY wobec kobiet. Wszędzie będą nasi “kamerzyści” dokumentujący WSZYSTKIE zachowania POLICJI. A poza tym – tak już “po ludzku” – pamiętajcie: “KOBIETY NIE BIJ NAWET KWIATEM” (bo inaczej, wychodzisz na tępego, brutalnego zwyrodnialca, popisującego się swoją pseudo “odwagą” wobec istot fizycznie słabszych).
    Miejcie na uwadze to, że wśród protestujących kobiet będą wasze żony, partnerki, siostry, kuzynki, matki, słowem te, którym wszystko zawdzięczacie. Nie ma znaczenia to, że oszalałe dowództwo zwiezie was z różnych zakątków Polski, aby was “wymieszać” i dać namiastkę poczucia, że nie występujecie przeciwko bliskim wam (terytorialnie) kobietom. Nic bardziej mylnego! Wszystkie kobiety są waszymi i naszymi siostrami i WARA WAM OD NICH!

    NIE WYKONUJCIE DURNYCH I NIEBEZPIECZNYCH POLECEŃ/ROZKAZÓW DOWÓDCÓW! Oni nie mogą się was pozbyć, bo bez was sami przestaną istnieć.

    Całym sercem popieram walkę kobiet przeciwko PiS-owskiemu reżimowi, inspirowanemu – niestety – przez (niegdyś poważany) Kościół katolicki.

    Odpowiedz
  • 22 marca, 2018 o 12:47
    Permalink

    Panie Pawle wspaniała analiza sytuacji. Proszę jednak o to by Pan jako czołowy obywatel RP nie rozpisywał na tysiąc zdań przekazu, który Polakom jest tak potrzebny. Proszę mnie dobrze zrozumieć bo mało kto może Pana wypowiedź doczytać ze zrozumieniem do końca. To nie jest moja krytyka Pana wypowiedzi tylko życzliwa uwaga o czysto technicznej sprawie przekazu. Prości (nie mylić z prostactwem) obywatele, albo nie mają normalnie czasu, lub cierpliwości na przeczytanie tekstu w całości. Mądre słowa, które mają do nas dotrzeć muszą być krótkie i proste kłania się twitter.

    Odpowiedz
  • 22 marca, 2018 o 14:14
    Permalink

    Dziewczyny, chłopaki nie zawiedźmy swoich córek, sióstr, ciotek, wnuczek.. nie zawiedźmy samych siebie. PRZYJEDŹMY/PRZYJDŹMY – WSZYSCY NA WARSZAWĘ czarny piątek 23.03 godz. 16.00 pod Sejmem!!!

    Odpowiedz
    • 22 marca, 2018 o 21:40
      Permalink

      Miejcie przy sobie pojemnik z gazem łzawiącym (jaki używamy podczas joggingu), a przynajmniej flakonik “ostrej” wody kolońskiej (spełnia podobną funkcję) dla obrony przed napastującym policjantem – wszak zawsze można oświadczyć: “napastował mnie i chciał wsadzać łapy (tu dowolnie wskazane miejsce własnego ciała)” i/lub: “chciałam się odświeżyć tą wodą kolońską, lecz przepraszam, jeżeli PRZYPADKOWO prysnęło panu w oczy – widocznie podmuch wiatru nie w tę stronę.”

      Zawsze twórzcie grupę i nie pozwólcie na “wyłuskiwanie” pojedynczych członkiń grupy. W razie najwyższej konieczności “drzyjcie się” jak najgłośniej – to zawsze peszy atakującego oraz przyciąga uwagę innych, w tym mediów.

      Zakładam, że znacie swoje prawa w przypadku legitymowania przez policjanta – przede wszystkim NIGDY nie dajemy dowodu osobistego do ręki policjanta: mamy tylko obowiązek OKAZANIA dowodu w sposób umożliwiający spisanie danych, trzymając go w SWOIM ręku.

      – A że “za ciemno w tym miejscu” – “poświeć sobie latarką”.

      – A że “pani ręka się trzęsie, wskutek czego nie mogę odczytać danych” – Kryśka/Hanka “podtrzymaj mi rękę, bo on mówi, że się trzęsie”.

      – A że “mam podejrzenie, iż dowód jest fałszywy” – “informuję, że ten dowód został wystawiony przez (nazwa urzędu) “n” (podać liczbę) lat temu, oraz że od tamtego czasu posługuję się nim we wszystkich urzędach/bankach itp. bez zastrzeżeń – czy to pana przekonuje? Jeśli nie, proszę spisać dane z okazanego dowodu i je bezzwłocznie zweryfikować swoimi kanałami, a nie bezpodstawnie twierdzić (jak wcześniej)”.

      Jest jeszcze inna metoda, którą ja już 2-krotnie SKUTECZNIE zastosowałem – opisuję:

      Jesteśmy w grupie. Policjant regulaminowo prosi mnie o okazanie dowodu tożsamości. Ja odpowiadam (np. po angielsku): “Sorry, I don’t speak Polish”. Policjant (na ogół) “baranieje” i nie wie, co zrobić. Koleżanki, nie czekając, mówią: “To jest nasza koleżanka z (Kanady, Szwecji itp.), którą zabrałyśmy ze sobą. Ona nas wspiera”. Policjant (z reguły) rezygnuje i rozgląda się za łatwiejszym “łupem”.

      Odpowiedz
      • 23 marca, 2018 o 08:10
        Permalink

        Dziękuję za wyczerpujący materiał dowodowy 🙂
        Z takimi radami mogę być spokojny o sukces tej akcji, a raczej jej brak.

        Odpowiedz
  • 23 marca, 2018 o 06:55
    Permalink

    …to protest spontaniczny, ale świadomość, do której Pan nakłania powoduje ( przynajmniej u mnie) zwoekszenie poczucia ważności tego co stanie sie w piątek, dziękuję za ananalize.

    Odpowiedz

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *