Kto powinien bać się Roberta Biedronia

Nie trzeba głębokich pokładów egzaltacji, by po wyborczym spotkaniu Roberta Biedronia zakrzyknąć: Widziałem inną Polskę! I dodać: bójcie się…. No właśnie? Kto powinien się bać?
 
W sali dawnego kina Palladium w Warszawie, przy Złotej 7/9, na godz. 18 wyznaczono spotkanie sympatyków Roberta Biedronia z nim samym. Wejścia za zaproszeniami, których od dawna nie było. Wejściówkę sprezentowała mi Beata Geppert, znana tłumaczka literatury francuskiej, do niedawna w ORP, dziś fanka Biedronia. Żebym przekonał się, jaki Biedroń jest naprawdę. Skorzystałem.

Jak na polskie standardy, wszystko wyglądało nowocześnie, choć odnalazłem też elementy swojskie. I nie mówię o panach ochroniarzach wyjętych z lamusa, bo oni zapewne nie przez team Biedronia byli zatrudnieni. Przynajmniej ich miny, gdy łypali na przelewający się tłum, na to nie wskazywały. Polski był bałaganik. Nikt nikogo nie sprawdzał, mimo zapowiedzi o reglamentowanych zaproszeniach. Rzesze młodziutkich woluntariuszy, stojących w holu i przy wejściach na salę, nie kwapiły się, by o cokolwiek pytać. Wszedłem więc bez wyciągania rąk z kieszeni.

Samo spotkanie zaczęło się ze standardowym opóźnieniem, nobilitowanym w Polsce nazwą – kwadrans akademicki. Biorąc pod uwagę teorie względności i zważywszy na to, że zapowiadane kilka dni wcześniej spotkanie nie odbyło się, to postęp w zakrzywianiu czasoprzestrzeni był widoczny. Ale dość uszczypliwości. Gdy już usiadłem w pierwszym rzędzie rozstawionych w nieoczywisty sposób krzeseł, moje zadziwienie zaczęło błyskawicznie rosnąć. Sala przygotowana ze zmysłem. Zero epatowania kasą, za to widoczna nienachalna nowoczesność. Miało się wrażenie, że wszystko czemuś służy, a scenograf chwilę się zastanowił nim rozrzucił po sali meble, rekwizyty i ekrany do prezentacji. Nagłośnienie działało bez zarzutu. Generalnie panował kontrolowany luz. Złoto nie kapało, ale każdy, kto choć raz organizował spotkanie, zobaczył, że są w Polsce biznesmeni, którzy postawili na Biedronia i sypnęli niemałą kasą.

Sala zapełniła się szybko, najpierw krzesła, potem miejsca stojące pod ścianami i balkonem, aż organizatorzy ogłosili, że kolejnych nadchodzących kierować będą do sali obok w klubie Hybrydy, tam ustawiono ekran. Najwyraźniej nie doszacowano zainteresowania, podobnie jak Liberte na Igrzyskach Wolności w Łodzi, gdy sala na tysiąc osób na spotkanie z Donaldem Tuskiem okazała się zbyt mała. W Warszawie chętnych musiało być co najmniej 500-600 osób. Ile widziało transmisję w Internecie, nie wiem, ale zapewne tysiące.

Znajomych na sali co kot napłakał, za to młodych, co niemiara. Widok odwrotny do tego, jaki spotykam od trzech lat na demonstracjach ulicznych i panelach dyskusyjnych. I jaki widziałem kilka miesięcy wcześniej w tym samym miejscu, gdy 70. urodziny organizował Antoni Macierewicz, a Obywatele RP witali jego gości u wejścia, bo dalej, nie wiedzieć czemu, nas nie wpuszczono.
 


 

Ale na Biedroniu byli i starsi, cześć z nich nie wyróżniała się na pierwszy rzut oka, bo poubierali się jak na swój wiek młodzieżowo. Na scenie tłumaczka języka migowego. Faktycznie wśród zgłaszających się do dyskusji będą i głuchoniemi.

Po chwili kolejne miłe zaskoczenie. Z głośników pada prośba, by młodzi rozejrzeli się i ustąpili miejsca siwym głowom. Robi się małe zamieszanie, ale miejsca się zwalniają. Temperatura rośnie, w tle słychać przeróbki Queen, śpiewa Lady Gaga i ktoś młodszy kogo już nie rozpoznaję. Światła na scenę, gwar przycicha. 18.14 – zaczyna się show.

– Zamknijcie oczy. To nie żart! Zamknijcie! Jakiej Polski chcecie? Takiej, w której jesteśmy gorszym sortem, czy takiej, w której jesteśmy wspólnotą? – słychać głos gospodarza spotkania. Na scenie pojawia się po dłuższej chwili. Mocne brawa. Trzeba mieć dużo wiary w swoje panowanie nad tłumem, by tak zacząć. I Biedroń tę wiarę ma. Tempo i kontrolę nad temperaturą spotkania utrzymał niemal do końca. Sterował emocjami, czasem niezauważalnie, a czasem szarżując:
– Nie, pan mikrofonu nie dostanie!
– A ty skąd jesteś? Otwock? A jest takie miasto?
– A ty? Albania – gdzie leży ta miejscowość?
Publiczność „łykała” te i inne żarciki dość gładko, co więcej, one pozwalały Biedroniowi przykryć potknięcia, gdy nie łapał dowcipu, nie miał wiedzy w jakiejś dziedzinie lub źle usłyszy odpowiedź.

Mikrofon krążył sprawnie, nie było długich przerw w rozmowie. Gdy z balkonu nie słychać pytających, szybko pojawiło się i tam nagłośnienie. Organizacja działała! Na sali demokracja, każdy ma prawo powiedzieć, co chce. – Szanujemy poglądy innych – Biedroń co chwilę przypomina. Ale to on autorytarnie daje i odbiera „sitko”. I to on skraca wypowiedzi, cenzuruje tych, którzy chcieliby coś dodać albo opowiedzieć swoją historię.

Zwolennikom to nie przeszkadza, szybko akceptują format. Głośno protestujących nie ma. A samo spotkanie płynie wartko nie dotknięte chorobą typowej u nas logorei.
Czasem tylko sala strofuje prowadzącego: – Teraz miała być dziewczyna!!!

„Burza mózgów z Robertem Biedroniem” to prosta i pojemna formuła, w której prowadzący, przy pewnej wprawie, może przerzucić większość roboty na publiczność, zachowując jedynie koncentrację. I to robi Robert. Gdy trzy miesiące temu powołał ruch bez nazwy, bez ogłoszonego programu, bez ujawnienia zespołu wspierającego, taki musiał mieć pomysł na „burzę mózgu”. – Pytam, zapisuję, jeżdżę, mój program mają napisać Polacy – odpowiadał dziennikarzom w wywiadach. Wydaje się to samobójcze, ale jak magnes najwyraźniej przyciąga.
 

 
Pierwszy głos z sali: – Ja jestem artystą i uważam, że artyści powinni dostać od państwa ubezpieczenie. To my rozwijamy kraj.
Biedroń prosi o kontrargument. Dziewczyna z sali zdziwiona tłumaczy, że przecież można założyć firmę i się ubezpieczyć. W czym problem? Chwilę wcześniej to samo, tylko dobitniej, mówiła siedząca koło mnie Beata. Niestety, od razu miałem wrażenie, że to nie jest publiczność, która w swej masie rozumie twarde reguły ekonomii. Kolejne rzucane postulaty potwierdziły moje obawy. Biedroń zachowywał się jak nauczyciel matematyki, który trudniejsze całki chce zostawić na kolejny semestr.

Młody artysta, mimo wielu argumentów, nadal nie rozumie. Jakby go ktoś chwilę wcześniej wyjął z formaliny PRL-u i wrzucił do kapitalistycznego kotła ze smołą. Biedroń: – Głosujemy, kto za, kto przeciw, kto się wstrzymał? Pomysł przepadł.

Kolejny głos, kolejny temat: – Szkoła musi być mniej teoretyczna. Ja na lekcjach WOS niczego się nie uczę. Mam 16 lat i co, jaka ze mnie będzie obywatelka?
Dyskusja gorąca, odzywają się nauczyciele WOS-u, uczniowie. Biedroń przerywa: Głosujemy!

Zachęcona sala zgłasza kolejny temat: – Umocnić Młodzieżowe Rady Gminy czy Miast, jako obowiązkowe ciała opiniodawcze!
Dyskusja.
Biedroń kończy: – To jaki jest postulat?
Następuje uściślenie.
Biedroń: No, to głosujemy.

Dziewczyna ze sceny: – Uwolnić, urealnić pensje psychologów szkolnych?
Biedroń: – A czemu innych nie?
Sala: – Innych też!
Głosujemy! Biedroń omiata wzrokiem zgromadzonych, patrzy na podniesione do głosowania ręce.
– Nie przechodzi, za dużo wstrzymujących się – decyduje i ucina dyskusję.

Głos z sali, chłopaka na wózku: – Większe wsparcie dla niepełnosprawnych
Sala absolutnie „za”
 
PRZECZYTAJ TAKŻE: Polska wymaga terapii. Nie da się tego zrobić bez obywateli
 
Artysta, który zgłosił pierwszy postulat patrzy lekko zadziwiony, jego pomysł nie spotkał się nawet w części z takim aplauzem.
– Zlikwidować lekcje religii – zgłasza pani w wieku co najmniej balzakowskim.
Burza oklasków, okrzyki: – Tak!!!
Biedroń: – Kto klaszcze w niedzielę do kościoła nie idzie.
Sala wybucha śmiechem. Postulat świeckiego państwa łączy absolutnie wszystkich na sali.

Głos: – Związki partnerskie i małżeństwa jednopłciowe.
Sala dzieli się. Wszyscy są za związkami, ale nie wszyscy za adopcją dla par jednopłciowych. Jeszcze nie teraz.
Biedroń: – Dobra wprowadzimy za miesiąc.
Śmiech.

Z grupy siedzących po turecku na scenie mikrofon dostaje kobieta: – Jestem mamą 27 letniej dziewczyny, która od lat żyje w związku z koleżanką. Czekają na prawo do adopcji, oczywiście po przejściu procedur sprawdzających.
Brawa, brawa, brawa.
Pojedynczy głos protestu. Chłopak pod ścianą dostaje mikrofon: – Związki tak, ale małżeństwo zarezerwowane dla sakramentu przed Bogiem.
Po raz pierwszy słychać głośne okrzyki, poruszenie.
Biedroń dusi je natychmiast: – Ale ja nie jestem Bogiem (sala jeszcze nie zaprzecza, choć Beata broniąca twardo reguł ekonomii, w tej kwestii wydaje się być mniej ortodoksyjna). No więc nie jestem Bogiem – wyjaśnia Biedroń – a udzielałem ślubu w Słupsku wielokrotnie. No to, jak?
Sala bije brawo, ale nie czuć negatywnych emocji wobec chłopaka, który dzielnie i chyba nie z powodów religijnych, broni instytucji małżeństwa jako sakramentu zarezerwowanego dla kościoła.
 

Dorzuć swoją cegiełkę do walki o demokrację i państwo prawa!

Twoja pomoc pozwoli nam dalej działać!

Wspieram z pełnym przekonaniem

 

Burza mózgów trwa. Biedroń pyta, a ludzie siedzący obok, korzystają z okazji i podsuwają mu książki do podpisu. Błyskawicznie składa autograf, praktycznie nie przestając patrzeć na zgłaszającą kolejny postulat programowy. Oddaje książkę, nie przenosząc wzroku na właściciela i zaplata ręce na piersiach, jedną podnosi do podbródka, opiera go na kciuku. W tym teatralnym geście zasłuchania daje sygnał mówiącej do mikrofonu osobie: „Jestem skoncentrowany na tobie, mów”.

Osiem postulatów, dwa ostatnie bez dyskusji, na szybko. Godzina czterdzieści minut przemyka, jak ulubiona lekcja. Biedroń kończy: – Wszędzie, gdzie jestem jest tak samo. Jest was bardzo wielu. Razem zmienimy oblicze kraju, czuję to, wiem. Jeszcze Polska nie zginęła, kiedy my żyjemy. Brawa. Wielu rusza za nim na koniec sali, otacza go gęsty tłum. Głos z głośnika: „Przypominamy, że można kupić książki Roberta Biedronia i dostać autograf”.

Jedni wychodzą, inni rozmawiają dzieląc się pierwszymi wrażeniami. Nawet rozczarowani muszą przyznać, widzieli inną Polskę! Choć przecież Biedroń to establishment od lat (zaczynał w SLD, potem w ruchu Palikota i wielu organizacjach równościowych i LGBT). Podsumowując hasłowo. Jest energia, jest radość, jest nadzieja. Powiecie, że z tego programu się nie skomponuje? Mylicie się. Ja sądzę, że program już jest, lekko tylko modyfikowany po spotkaniach.

Celem nie jest dowiedzenie się, czego Polacy chcą, bo wielu, którzy pojawili się na spotkaniu, to ludzie, którzy politykę omijali z daleka i ich pomysły są dość – mówiąc delikatnie – oderwane od rzeczywistości. Cel to policzenie się. Te podróże to kamień węgielny pod budowę nowej wspólnoty. To budowanie podstaw pod struktury.

Muszę przyznać, że podczas spotkania ani razu ostrze żartu nie było skierowane w stronę opozycji, nie było też krytyki III RP. Jeśli już ktoś obrywał po głowie, to „dobra zmiana” i to wielokrotnie, z panią Pawłowicz na czele. Zasłużenie, oczywiście. Duża część sali reagowała śmiechem, inni spoglądali obojętnie.

Wydaje się, że tam nie było zwolenników PiS, to kompletnie nie ich świat. Dlatego Kaczyński i jego kamaryla, tak obśmiewana przez Biedronia, nie musi się bardzo bać. Natomiast Koalicja Obywatelska ma problem.

W chwili, gdy liczy się każdy głos, rodzi się ryzyko, że trochę może ich stracić. Nic nie wskazuje, by Schetyna i Lubnauer mieli pomysł na politycznie obojętnych i na młodych, ale jeśli coś planowali, to właśnie chłopak z Rymanowa sprzątnął im sprzed nosa trochę głosów. I to „trochę” może być znaczące.

Czy po tym spotkaniu wierzę bardziej w powodzenie projektu Biedronia? Za mało mam danych, na razie zobaczyłem sprawnego showmana, który spotyka się z tymi, którzy chcą się z nim spotkać. Jak poradzi sobie z mniej przyjaznym tłumem? Jak show zamieni w przemówienia na miarę przełomowych. Jak ogarnie zespół, ograniczy siłę karierowiczów, dowartościuje pracowitych itd. Wiemy, że umie bronić swoich poglądów. Czy umie zarządzać ludźmi? Ze Słupska dochodziły sprzeczne opinie. Nie znamy też programu i musimy poczekać do 3 lutego, do zapowiedzianego już zjazdu w Warszawie. Być może z połączenia pracy zespołu wspierającego i „burz mózgów” w całej Polsce wyjdzie coś ciekawego. Jakaś trzecia droga Biedronia.

To, co opowiadał w wywiadzie dla Gazety Wyborczej Marcin Anaszewicz (3-4 listopada 2018), prawnik i politolog, prezes Instytutu Myśli Demokratycznej – think tanku Roberta Biedronia, nie brzmiało bardzo odkrywczo, choć też nie przerażało. Sam Biedroń w wywiadzie wrześniowym (GW 8-9 września 2018) pokazał się jako dużo sprawniejszy i ciekawszy rozmówca, ale na tle Barbary Nowackiej, z którą Gazeta Wyborcza rozmawiała tydzień później, jawił mi się jako mniej odpowiedzialny polityk, lżejszego kalibru. Skoncentrowany na sobie.

To było też widać w Palladium. Biedroń z racji swojej orientacji seksualnej miał trudne dzieciństwo i młodość. W technikum hotelarskim w Ustrzykach Dolnych, jak sam wspominał, przeżywał kryzys psychiczny, miał nawet myśli samobójcze. Dziś po tym przestraszonym i niepewnym chłopaku, nie ma już śladu. Robert Biedroń świetnie się czuje w swojej roli, w swoim ciele i ze swoim światopoglądem. I ta cała jego działalność na rzecz społeczeństwa otwartego, ta praca nad wyciągnięciem nas z pachnącej wilgocią zakrystii katolickiego zaścianka, jest godna najwyższej pochwały.

Tak, jak chwali się jego mocno prounijna deklaracja na początku wczorajszego występu. Brawo są kwestie nie dyskutowalne, są pryncypia dla narodu fundamentalne i takim jest walka o nasza obecność w Unii i o jej umocnienie. Czy jednak Biedroń ma format wystarczający do zbudowania ugrupowania politycznego, które wyskoczy ponad kilka procent i nie straci swoich wyborców równie szybko, jak Petru czy Palikot (przepraszam pana Palikota za to zestawienie)? To pytanie fundamentalne, bo konsekwencje błędnych kalkulacji mogą być katastrofalne. Przeszacowanie sił grozi zandbergowską powtórką. Kilka procent zabrane Koalicji Obywatelskiej nie wystarczy na wejście do Sejmu, ale wystarczy, by zgodnie z regułą podziału mandatów, dać PiS kolejne zwycięstwo.
 
PRZECZYTAJ TAKŻE: Wygrana partii opozycyjnych oznacza wygraną obywateli. Naprawdę?
 
Wejście do Sejmu partii, w której gros stanowić będą zwolennicy, dla których akceptowalną jest tylko polityka, która realizuje ich marzenia, nie zmienia zdania, nie idzie na kompromisy światopoglądowe itd., to recepta na ogromne rozczarowanie świeżo przyciągniętych. A to oznacza groźbę wzrostu populizmu za cztery lata.

Niestety, potencjał Biedronia nie wskazuje dziś na to, by mógł przejąć liderowanie opozycji i podyktować jej swoje warunki. Dla Schetyny to, co proponuje Biedroń, wydaje się poza zasięgiem percepcji. Z sygnałów, jakie płyną z wywiadów (bo wczorajsze spotkanie niczego tu nie rozjaśniło) i po przeczytaniu książki Biedronia, wydaje się, że jego program, przynajmniej gospodarczo, jest bliżej rozsądnego centrum niż ekstremalnych pomysłów partii Razem. Trudno więc i tu mówić o połączeniu (które i tak wiele by nie dało).

Dziś nie widać polityka, który spiąłby wszystkie znaczące ruchy i partie pod jednym sztandarem i zaproponował coś więcej niż tylko „wspólnie pokonajmy PiS”. Takim Andersem na białym koniu nie wydaje się też Biedroń, przynajmniej nie po show w Palladium. On, niestety, może natomiast mocno nabałaganić.

Ale, jak to mówią Francuzi, dajmy czas czasowi. Tylko, że nie mamy go za wiele.

Wojciech Fusek

 

Walczymy o demokrację i państwo prawa!

Twoja pomoc pozwoli nam działać!

Wspieram z pełnym przekonaniem

 

23 thoughts on “Kto powinien bać się Roberta Biedronia

  • Listopad 30, 2018 at 16:02
    Permalink

    Z takimi „postulatami” Pan Biedroń wygrać nie może i mnie to akurat bardzo cieszy.

    Reply
  • Listopad 30, 2018 at 19:58
    Permalink

    W kwestii rzetelności autora powyższego tematu:
    przykre dzieciństwo i młodość Biedronia nie wynikały jedynie z orientacji płciowej. R. Biedroń wielokrotnie mówił o tym w licznych wywiadach. Właśnie dzieciństwo wykształciło w R. B. wrażliwość i inteligencję społeczną, którą potem pogłębiły inne czynniki.

    Biedroń jest bardzo inteligentnym politykiem. Widzę dużo krytyki Jego postępowania czy pomysłów w internecie, mam wrażenie, że ludzie spieszą się z komentarzami , część komentarzy na pewno pisana na zamówienie .
    Jest inteligentny i uczciwy, to w polskiej polityce rzadki tandem cech.

    Jeden aspekt wydaje mi się niedoszacowany: Biedroń konsekwentnie promuje państwo świeckie, co z czasem doda mu zwolenników nie tylko wśród wielkomiejskiej lewicy .
    Na pewno inni politycy i polityczki mu nie pomogą. Jakże, korytem się dzielić?
    KO , z nielicznymi wyjątkami, powinna bać się siebie i swojej indolencji.

    Reply
  • Listopad 30, 2018 at 20:57
    Permalink

    Autor pisze, że Biedroń może mocno nabałaganić. Jeśli to, co w polityce (tej rządowej i tej opozycyjnej) jest teraz, ma być porządeczkiem/normalnością, to życzę sobie jak największego Biedroniowego nienormalnego bałaganu.

    Reply
    • Grudzień 1, 2018 at 08:50
      Permalink

      Takie rozumowanie, to błąd logiczny. Z przesłanki, że ktoś może nabałaganili nie można wyciągać wniosku, że teraz jest porządek. Biedron nabałaganili – co opisałem – gdy doprowadzi do zandbergizmu. Nabałaganili, gdy wprowadzi jakichś dziwnych ludzi a kto jest za nim nie wiemy. To co jest teraz nie mieści się w żadnych standardach

      Reply
  • Listopad 30, 2018 at 21:50
    Permalink

    no to już wiemy, czemu KO i portal natemat.pl nie lubią i atakują pana Roberta raz po raz

    Reply
  • Listopad 30, 2018 at 23:46
    Permalink

    Szczerze mu kibicuję. Choć w polityce od dawna, daje w niej jakąś świeżość i chyba mu się ufa. Boję się tylko powtórki z Razem. Do Sejmu nie wejdzie, i tym samym umocni PiS w parlamencie.

    Reply
  • Grudzień 1, 2018 at 00:31
    Permalink

    „Nabałaganić”, słowa o pejoratywnym wydźwięku, ataki. Krytykuje się pisowskich trolli, a tzw. liberałowie (np. KO, by nie nadmieniać liderów lewicy) piszą o Biedroniu bardzo podobnie. Oczywiście nie piszę krytycznie wobec P. Wendrychowicza, tylko wobec nierozumnej a zajadłej krytyki wobec R. B. Jeśli chce się psa uderzyć, znajdzie się kij.
    Czego się tak boją politycy? Że będą musieli oddać część władzy? Że rozmowa i słuchanie wyborców stanie się powinnością polityka?
    Ekspert politolog już wiele miesięcy temu zastrzegł, że R. B. nie ma szans ze względu na „odmienność kulturową”. Zobaczymy. Tysiące ludzi już dało mu szansę.
    Zarzuty, że nie ma programu , skoro to, co już mówi, jest bardziej wyraziste i mniej koniunkturalne niż obiecanki różnych partii.
    Wyciąga się, że miał kiepskie mowy w Sejmie . Wybitniejsi od niego mieli powód do rechotu przy słowach „poniżej pasa”, toż dopiero polityczna klasa . Z tak dowcipnymi trudno polemizować i konstruktywnie dyskutować.

    Reply
  • Grudzień 1, 2018 at 06:38
    Permalink

    Ja się nie bałem ani Rozbójnika Rumcajsa, ani Bolka i Lolka. Więc z jakiej racji ktoś miałby się bać Biedronia. Rumcajs, Bolek i Lolek to były postacie poważne, choć kreskowane. W przeciwieństwie do kreskowanego Biedronia.

    Reply
  • Grudzień 1, 2018 at 09:43
    Permalink

    Tyle wiem, że w obecnej wyborczej wojnie przeciw PiS Biedroń — jak każdy, kto np. w Warszawie startował obok Trzaskowskiego — albo pójdzie pod próg (żaden z 12 kandydatów w W-wie innych niż Trzaskowski i Jaki nie osiągnął 3%), albo podzieli głosy obozu demokratów. Dla wszystkich „rozsądnych” to powód krytyki Biedronia. Tę krytykę słychać zewsząd — nie tylko pod adresem Biedronia. Sami ją też słyszymy. Każdy, kto zmienia status quo „po stronie opozycji” jest oceniany jako „pożyteczny idiota”, grający na korzyść PiS.

    Ponieważ sam mam dość tego rodzaju rozsądku, robię co umiem, żeby wybory uwolnić od presji wojny z PiS. Da się — w otwartych prawyborach między partiami, których rezultatem byłaby jedna, wspólna lista. Można by w nich głosować na Biedronia bez strachu, że to osłabi demokratów i da przewagę PiS. Tyle zdołaliśmy w tej sprawie uchwalić w programie Obywateli RP.

    Partyjni bossowie tego nie chcą — oczywiście wolą sami wyznaczać kandydatów niż pozwolić nam wybierać. Na ich dyktat nie powinniśmy się godzić. Biedroń, który nie może wejść do koalicji z PO, bo straci w niej wszystko, powinien poprzeć prawybory i wspólną listę. Póki co brakuje mu na to wyobraźni. Nie jemu jednemu — ale to słabe usprawiedliwienie.

    Z jednej strony pokazuje to ogrom roboty przed nami. Ale z drugiej strony ta robota się może po prostu nie odbyć. „Rozsądek” przeważy, w wyborach parlamentarnych „Koalicja Obywatelska” zwycięży z niewielką przewagą nad PiS, Biedroń pójdzie pod próg albo wyląduje na jakichś 10%, nic się nie zmieni. Żądań demokratyzacji nikt już słuchał nie będzie, wszelkie postulaty choćby kobiece będą znów musiały czekać, bo przecież populiści wciąż będą groźni — nadal będziemy mieli obowiązek „trwać przy demokratach”. I tak aż do następnej populistycznej niespodzianki w wyborach — tyle, że wtedy już nie PiS wygra, ale jawni faszyści.

    Reply
  • Grudzień 1, 2018 at 12:31
    Permalink

    Moim zdaniem nie da się zrobić prawyborów z polskimi „partiami” politycznymi, bo dla partii nomenklaturowych prawybory, jak i w ogóle wolne demokratyczne wybory, to jak dla Belzebuba wzięcie kąpieli w święconej wodzie. To wbrew naturze tych „partii”. Naturę mają wspólną z PiS-em.

    Tak sobie pomyślałem, że jedyną partią, którą by było na to stać to jest PSL. Nawet zarysowała się u mnie idea, że jak bym był PSL-em, to zrobiłbym taki numer: W Polsce wiejskiej i małomiasteczkowej pozostawiłbym wszystko po staremu (prymat lokalnych działaczy PSL), ale dla większych miast, powiedzmy 107 miast prezydenckich wydzieliłbym proporcjonalnie pulę miejsc na listach PSL i na te miejsca przeprowadziłbym otwarte prawybory kandydatów na te miejsca. Listę nazwałbym PSL + PSL-Miast (w nawiązaniu do PSL-Piast) PSL-Miast miałby nawet prawo założyć własny klub w przyszłym Sejmie, tyle że z wiejskim PSL-em zaprzyjaźnionym lub stowarzyszonym. Prawybory miałyby być naprawdę otwarte, co nie znaczy całkiem bezwarunkowe. Organizator ma prawo wyznaczać pewne reguły gry, byle opierały się one na rozsądnych, jasnych, obiektywnych kryteriach.

    PSL ma trochę pieniędzy i struktury, jakby nie było jakąś markę, no i deficyt tożsamości, wpływów i koncepcji właśnie dla większych miast. To byłby krok w kierunku partii powszechnej i być może wyjście ze stałego zagrożenia progiem 5%.

    Może ORP zamiast nieco utopijnie wzywać wszystkie „partie” złoży oferty współpracy wybranym partiom, które, które mają choć cień zainteresowania czy nawet interesu w przeprowadzeniu prawyborów. Może to być właśnie PSL z podobną do powyższej koncepcji, ale może też nowa akcja marketingowa pana Petru (gdzie ORP ma niemal prywatne wejścia w osobie pani Wielgus), może też Biedroń byłby otwarty na współprace. O PiS-ie, PO, SLD na miejscu ORP bym zapomniał, bo to czysta utopia pożerająca energię i zawracająca głowę.

    Tak sobie trochę głośno myślę.

    Reply
  • Grudzień 1, 2018 at 15:17
    Permalink

    Profesjonalna relacja Panie Wojciechu, gratuluję. Z jednym się nie zgadzam, że to PO ma problem. Jeżeli Biedroń przekroczy próg wyborczy to zabierze głosy nie tyle PO czy KO co głosy potrzebne do odsunięcia PiS od władzy, a to jest kluczowe, nie ma ważniejszej sprawy obecnie w Polsce. Nie zgadzam się również z opinią wyrażoną w zdaniu: „Dla Schetyny to, co proponuje Biedroń, wydaje się poza zasięgiem percepcji.” Może i tak by było, gdyby Biedroń cokolwiek proponował. Póki co proponuje tylko show. Gdyby Biedroń miał swój program telewizyjny to byłby poważnym konkurentem dla Wojowódzkiego.

    Reply
  • Grudzień 1, 2018 at 15:53
    Permalink

    Co łączy hitleryzm, bolszewizm i POPiS-dzielzim? To że w żadnym z tych ustrojów Polak nie miał biernego prawa wyborczego i nie miał żadnej możliwości wolnego wyboru swoich władz i przedstawicieli.

    Dlatego równie mocno nienawidzę hitlerowców, bolszewików i POPiS-dzielonych.

    Reply
  • Grudzień 1, 2018 at 22:38
    Permalink

    Byłem na spotkaniu z Robertem Biedroniem we Wrocławiu i mam bardzo podobne wrażenia. I podobne obawy.
    Mam nadzieję, że Biedroń ma dość rozsądku, żeby widząc tendencje w badaniach opinii społecznej, z których będzie wynikało poparcie dla niego jednocyfrowe, wejdzie w Koalicje Obywatelską.
    Gdybyż jednak na jej czele stał prawdziwy lider, a nie partyjny gracz lub zgoła stupajka! Ktoś taki jak jak właśnie Biedroń: człowiek odważnie głoszący swoje zdanie i umiejący porywać ludzi. Wtedy ruch Biedronia nie musiałby powstawać

    Reply
  • Grudzień 1, 2018 at 22:56
    Permalink

    Jedna lista jest uczciwym rozwiązaniem . Jasne, że biorę pod uwagę wariant zandbergowski, tj. przysposobienie głosów PiS szarżą przedwyborczą . Nie wierzę, że udzielne książęta polityczne będą chciały dzielić się wpływami i umieć współpracować, widzę w nich żądzę władzy, nie rozsądku i dobra kraju.

    Reply
  • Grudzień 2, 2018 at 22:02
    Permalink

    Ja będę głosował na Roberta Biedronia, bo mu wierze. Tyle razy zawiodłem się na niespełnionych obietnicach partii liberalnych i lewicowych… Po co mam wybierać mniejsze zło, skoro mogę głosować na Biedronia :-). Takich jak jest wielu…

    Reply
    • Grudzień 2, 2018 at 22:25
      Permalink

      Ok, w Warszawie na Andrzeja Rozenka (SLD, ale Rozenek ma wartość sam z siebie) było gotowych głosować niewiele ponad 1%. To nie jest normalna sytuacja — w normalnej sytuacji Rozenek zasługiwałby na o wiele więcej. Nie wiem, jak wielu będzie takich, którzy wybiorą Biedronia, a nie „mniejsze zło”. Ale to jest realny problem. Wybory trzeba przede wszystkim uwolnić spod presji wojny. NIech przynajmniej po naszej stronie linii frontu da się wybierać swobodnie. Prawybory. One dopiero dadzą Biedroniowi i wszystkim innym tyle, ile dać powinny. Ponad 1% Andrzeja Rozenka.

      Reply
  • Grudzień 3, 2018 at 00:00
    Permalink

    Pamiętam, jak Paweł Kasprzak denerwował się przed wyborami samorządowymi. Nie wszędzie wiadomi wygrali. Spokojnie obserwuję rozwój wydarzeń.

    Znalezione w internecie o stylu spotkań R. Biedronia : kaznodziejsko – amwayowski.

    Reply
  • Grudzień 4, 2018 at 09:15
    Permalink

    Z mojej strony myślenie życzeniowe ale realne; powstanie obozu Biedroń+SLD ewentualnie z Razem. Mimo całego dziadostwa PiSu nigdy nie bylem w stanie i pewnie nigdy nie będę w stanie poprzeć czegokolwiek z PO na czele. Bo PO to i Rokita, to i Gowin, to Radziszewska i wiele innych nazwisk, których wizja Polski, spoczywa zbyt daleko od wizji nowoczesnej Europy.
    Dzięki temu, mogłem zrozumieć niechęć wielu osób wobec cenionego przeze mnie redaktora Urbana, bo właśnie wymienione przeze mnie nazwiska są takim „Urbanem” dulszczyzny, rzecznikiem kruchty i nienawiści do zdrowego rozsądku.

    Reply
    • Grudzień 4, 2018 at 09:57
      Permalink

      Też mam wątpliwości, bo kunktatorstwo opozycji parlamentarnej i ich dość gnusna wersja parlamentaryzmu mnie mierzi. Problemem jest jednak jakość tej „nowiny” głoszonej przez p. Biedronka. To jest nijakie. Może za późno wystartował, może jeszcze szuka swojego kierunku, albo jest to jazda na gape.

      Reply
  • Grudzień 4, 2018 at 23:05
    Permalink

    Mnie mile zaskakuje np. konsekwencja P. posła Brejzy, tylu prawników w PO, a chyba on jedyny wykorzystuje wiedzę prawną, działa, drąży. Kilka osób tam (tj. w opozycji) naprawdę coś robi.

    Biedroń to bardzo inteligentna bestia. Póki co, P. Nowackiej mało w mediach, może działa w terenie , co byłoby bardzo rozsądne.
    Nie oczekuję nowin. R. B. będzie działał nietradycyjnymi metodami.

    Akurat J. Urban był pierwszym dziennikarzem, który napisał ile pensji i dodatków pobiera p. Macierewicz. Żadne media nie miały takiej odwagi, a może i informacji 😉
    Cieszy mnie każdy dzień trwania nielicznych wolnych mediów, bo są okrążane i osaczane.
    Powyższym odnoszę się do postów w innym temacie dot. R. B. 

    Jurek – dorzucam rymy: antybrukselka, pseudomuszelka, kłamliwa nowelka, wynajęta lamelka.
    Widać już jakim przekazem będą operować, anty UE i że tylko 276 głosów dać sierotkom uciskanym (przez kieszenie napchane kosztem suwerena). Do tego dochodzi ruch Prawdziwa Europa Rydzyka. Byle zmylić, zmącić, zmanipulować.

    Reply
    • Grudzień 5, 2018 at 13:25
      Permalink

      Max, z tymi rymami to mnie dobijasz. Ale jeżeli nie kpić publicznie ze zwykłego lgarstwa, to pozostaje tylko odpowiedź typu „pomidor”.
      Mam w domu remont. Strasznie sympatyczni są ci moi wykonawcy, ale zupełnie nie rozumieją, że w demokracji parlamentarnej kłamstwo też bywa zwyczajną walutą. Oni tego nie przyjmują do wiadomości, są gotowi eksperymentować z PiSem, aż prawda sama przyjdzie do nich.
      Chyba ten Kraj „wkłamał” się w niewąski kanał i to na dobrych parę lat. Dlatego będę dokucza muszelki, wujkom i innym takim.

      Reply
    • Grudzień 5, 2018 at 14:29
      Permalink

      Chce skończyć tę myśl, bo to ma ścisły związek z p. Biedroniem, a mnie też bardzo dręczy.
      W tym naszym nieco jeszcze barbarzyńskim społeczeństwie istniało niemal pierwotne łaknienie na proste i uczciwe prawdy. Brak jasnych odpowiedzi na elementarne i trochę naiwne rozterki był wyrazem pogardy elit w stosunku do ludzi „prostych”. Wystarczyło zaatakować niezależne autorytety i posunąć ludziom „własną prawdę”.
      W moim przekonaniu p. Biedroń chce by „jego prawda” powstałą podczas spontanicznego spotkania lub spotkań z ludźmi…. i tak powstanie następna prawda do natychmiastowej konsumpcji. Trochę proszku, dodajemy cieplej wody, następnie trzeba zamieszać i gotowe.

      Reply
      • Grudzień 7, 2018 at 16:12
        Permalink

        Nie miałem zamiaru dobijać, raczej usłużnie podsunąć. Remontu współczuję. Poda się niektórym fałsz , pozornie logiczny, na możliwości intelektualne odbiorcy, i już wyborca cieszy się, że rozumie, że zmanipulowany pomoże politykom kręcić lody, a oni mu dogodzą :D.

        Mam podobne odczucia wobec R. B., dziś pobieżnie odsłuchałem wywiad z nim, po stwierdzeniach typu „musimy stworzyć nową narrację, nowe pojęcia” odpuściłem sobie. Wolę konkretnych, a nie natchnionych marketingiem politycznym. Moim zdaniem wybory do PE trochę rozjaśnią, niektórym może chodzić o brukselskie etaty.
        Natomiast takie apele, jak do R. B., powinni otrzymać też pozostali liderzy opozycji. P. Ewa Wanat osobiście skomentowała list P. Kasprzaka, że podobną treść powinien otrzymać Schetyna.
        To nie Biedroń powinien być dyscyplinowany, tylko przyparcie do władzy Schetbetonu.

        Reply

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *