Warszawiacy, nie chodźcie tak tłumnie na demonstracje

W poniedziałek o godz. 21 przed Sądem Najwyższym w Warszawie odbyła się kolejna demonstracja w obronie polskiego sądownictwa. To był niezaprzeczalny sukces. Na placu Krasińskich zebrało się 650 osób, ponad trzy razy więcej niż tydzień wcześniej
 
650, a może nawet 653 – trudno dokładni policzyć, gdyż przynajmniej sześć osób przyszło w trakcie demonstracji, a trzy inne (a może te same) wyszły przed odśpiewaniem hymnu. Przechodząc obok patrolu widziałem, jak jeden policjant uśmiechał się z niekłamaną sympatią. Jego więc chyba też można zaliczyć do demonstrujących. To już 654 osoby.

Niewiele brakowało, by było 655. Niestety, mój kolega nie mógł, gdyż dopiero godzinę wcześniej wrócił z pracy, a mieszka na Bielanach. Podobnie dwójka znajomych, których często spotykam w pobliskiej kawiarni, gdy razem zaczynamy, albo kończymy, dzień popijając cafe latte bez laktozy. – Psa trzeba wyprowadzić, ogarnąć mieszkania, a małe nie jest. Przecież pan wie, panie Wojtku, nikt nie lubi mieszkać w bałaganie – mówią. Jasne, że wiem. Znajomi – ci od latte – nim się zorientowali, demonstracja już trwała. Na szczęście nie są cyfrowo wykluczeni, włączyli transmisję w Internecie i pomachali łapką.
 

Europo, nie odpuszczaj. Manifestacja w Warszawie, 18.06.2018
Demonstracja przed Sądem Najwyższym, 18 czerwca 2018 r., fot. (c) WILK

Grzesiek z pracy też jest całym sercem „za”, ale jak mi tłumaczy, wykańcza go to, co PiS wyrabia z sądami i nie tylko, i już kompletnie nie ma siły protestować. Nie czyta gazet, nie ogląda żadnej telewizji, nie tylko TVP, ale żadnej. I ja go chyba rozumiem.

Mniej rozumiem siedzącego z nim w pokoju Tomka, który mówi, że zmęczyło go to nieustanne chodzenie na demonstracje, bo z tego nic nie wynika. Ale w sumie, po chwili zastanowienia, trudno nie przyznać mu racji. Tak, jak i tym, który mówią, że na demonstracjach są ciągle te same osoby. Też to widzę, choć nie wiem czy to dobrze, czy źle.
 
ZOBACZ, kto napisał do Komisji Europejskiej w obronie Sądu Najwyższego
 
Z zawstydzeniem odebrałem po powrocie z placu Krasińskich maile od przyjaciół, którzy napisali, że ich zawiodłem, bo nie powiadomiłem o demonstracji, a przecież wiem, że dwa miesiące temu protestując przeciw fake newsom i działaniom Rosji w sieci wypisali się z FB i nie mają skąd brać info o „demo”, jak lubią mówić. Już ich przeprosiłem i obiecałem poprawę, wszak podziwiam ich heroiczny gest, na który mnie nie stać.

O tym, że moi koledzy z grupy triathlonowej nie będą w czerwcu i lipcu dostępni wiedziałem od dawna, więc ich nawet nie szukałem. W końcu PiS jest na co dzień, a Mistrzostwa Świata w piłce nożnej raz na cztery lata. Krzysiek, najlepiej z nas pływający, wziął nawet urlop, by się nie rozpraszać. Skończy się mundial, to wrócą. No chyba, że będą mieli tego dnia trening albo zawody.
 

 
Te przemówienia są nudne. Gdyby tak skrócić całość do 5 minut, dwa okrzyki, odezwa – to Gośka mówi, że by przyszła. I ja jej wierzę, choć Karolina twierdzi, że na pięć minut nie warto, bo to godzina jazdy i pięć minut demonstrowania. Jest w tym logika niezaprzeczalna i jest też konsekwencja Karoli, bo ja jej chyba nigdy na demonstracji nie widziałem.

Oburzonym, którzy skarżyli się na dziennikarzy, że niechętnie przychodzą na nasze demonstracje, pragnę wytłumaczyć, że nie rozumieją współczesnych mediów. Śledzenie, kto wysiada z limuzyn przed budynkiem na Nowogrodzkiej, to jest poważne dziennikarskie zadanie, to prawie śledztwo. Wymaga sprytu i rozeznania w twarzach, bo przecież łatwo pomylić polityka z ochroniarzem i prowadzić „szerokim od dołu” nie tego, co trzeba. No, ale jak się ma doświadczenie, to są efekty, słupki skaczą. Widzowie z zapartym tchem oglądają, jak wicepremier Gliński slalomem mija wyciągnięte mikrofony i bez słowa wchodzi przez oszklone drzwi, podobnie pani Szydło, ministrowie Błaszczak czy Brudziński. To są sceny epickie uruchamiające wyobraźnię. Oni, jak błędni rycerze, znikają w czeluściach jaskini, by stanąć oko w oko ze smokiem, a czasem – gdy wchodzi tam Gowin – mam wrażenie, że to szewczyk Dratewka z przemyślanym fortelem rusza na smoka z wiarą, że nakarmi go jakąś zatrutą ustawą. A przed sądami to co? Nudniej niż w Sejmie. Nikt się nie kłoci, nikt nie krzyczy. Od lat ci sami. Na miły Bóg, znamy ich wszystkie retoryczne frazy. Czy warto tracić antenowy czas?
 
ZOBACZ, gdzie w Polsce organizowane są protesty Europo, nie odpuszczaj!
 
Sądzę też, że mogę wytłumaczyć dwadzieścia par z pobliskiej szkoły tańca, ktoś wyraźnie nie skoordynował działań, bo gdyby demonstracja była po kursie, albo – co chyba gorsze – przed, to oni by na pewno przyszli, podobnie jak wielu innych zajętych.

Niech mi ktoś przypomni, ilu jest w Warszawie tych zajętych? Prawie dwa miliony!? A gdzie oni by wszyscy się pomieścili, dajcie spokój, przecież nikt nie chce bałaganu.

Wojciech Fusek

 
CZYTAJ TEŻ: Europo, nie odpuszczaj! Obywatele przybywajcie!
 

Dziś – 26 czerwca – o godzinie 19, przed przedstawicielstwem Komisji Europejskiej w Warszawie (ul. Jasna 14/16A) odbędzie się demonstracja w obronie sądownictwa. Obywatele, przybywajcie!

Organizatorzy zachęcają do przynoszenia transparentów z hasłami odnoszącymi się do tematu wydarzenia.

Jeśli dzisiejszy protest nie będzie skuteczny, 3 lipca skończy się niezależne sądownictwo w Polsce. Tego dnia zacznie działać ustawa o Sądzie Najwyższym, która m.in. narzuca ograniczenia wieku dla sędziów. Sędziowie Sądu Najwyższego będą usuwani, a zastąpią ich ci wskazani przez KRS (Krajową Radę Sądownictwa), w której zasiadają nominaci PiS-u.

Dlatego 120 organizacji opozycyjnych, miedzy innymi Fundacje Schumana, Geremka, Batorego, Wolne Sądy, Warszawski Strajk Kobiet, Akcja Demokracja, Obywatele RP, KOD, Stowarzyszenia Sędziów Polskich „Iustitia” oraz „Themis” oraz kilkadziesiąt znanych osobistości (profesorów, ludzi kultury, działaczy politycznych i samorządowych) podpisało apel do Komisji Europejskiej, by skierowała ustawę o Sądzie Najwyższym do Trybunału Sprawiedliwości UE. Trybunał może wstrzymać działanie ustawy.

Jutro – środa – na posiedzeniu KE mogą zostać podjęte decyzje w sprawie dalszych kroków.

11 thoughts on “Warszawiacy, nie chodźcie tak tłumnie na demonstracje

  • 26 czerwca, 2018 o 17:18
    Permalink

    Przypomina mi to wczorajsze słowa trenera Nawałki, który tłumaczył, że zawodnicy byli świetnie pod względem fizycznym i mentalnym przygotowani, ale nikt się nie spodziewał, że przeciwnicy będą tak mocni. Z tak mocnym przeciwnikiem jak Kolumbia Polska się nie starła od 5 lat. Nawet Niemcy na Euro to był przy nich pryszcz.

    650 uczestników to naprawdę dobrze przy totalnym zniechęceniu Polaków do polityki i faktycznym braku znaczenia co obywatele robią lub myślą w systemie tyranii partyjnej.

    Odpowiedz
  • 27 czerwca, 2018 o 00:33
    Permalink

    Tak Piotrze :). Dzisiaj pod Sądem w Gdańsku usłyszałam że niektóre organizacje niby po naszej stronie 🙂 mają focha. Zapytałam tylko przedstawicielkę czy poza nią także ktoś kiedyś przyjdzie. Ona mi o jakichś niedogadaniach w przypadku wcześniejszych wydarzeń. Ci młodzi ludzie naprawdę nie kumają bazy. I jeszcze jeden art w Konstytucji się im nie podoba. Jestem przerażona brakiem orientacji Młodych. Pewno też moja wina :). Nie potrafimy scalać różnych środowisk. Ot co.

    Odpowiedz
  • 27 czerwca, 2018 o 09:57
    Permalink

    Obudzą się, gdy będzie za późno.

    Odpowiedz
    • 27 czerwca, 2018 o 13:06
      Permalink

      Wczoraj gdy kończyła się demonstracja pod przedstawicielstwem UE zostałem by pomóc pozbierać plakaty. Wtedy właśnie mignął mi przed oczami znany warszawski aktor. Zarejestrowałem ten fakt tylko podświadomie, bo o wiele bardziej interesowały mnie przewracające się kije z hasłami, które początkowo były oparte o kolumnę budynku. Z boku podeszła jedna pani i zaczęła cykać zdjęcia tych leżących na ziemi plakatów. Zaświtał mi w głowie “bon mot”. Palnąłem: “proszę tylko chwilkę poczekać, jeszcze te kije się podniosą jak las u Makbeta”. Aktor parsknął śmiechem i dalej pomagał nam zbierać te kije.
      Dzień po już całkiem poważnie myślę, że ten las powstanie i nasz gniew powróci w tym Kraju przyzwoitość.

      Odpowiedz
  • 27 czerwca, 2018 o 12:42
    Permalink

    Za późno, to jest od ośmiu mniej więcej lat. To w 2010 roku był ostatni moment i polityczne możliwości zatrzymania spirali śmierci poprzez zmianę ustawy o partiach politycznych, mediach publicznych, ordynacji wyborczej, prokuraturze i wielu innych. Ale mimo ciągłych sygnałów “TERRAIN AHEAD” ówczesny rząd ciągle meldował “jesteśmy na kursie, na ścieżce”. Teraz już mamy trzaski i rumowisko. I “opozycję”, które udaje, że jest nadal na kursie i na ścieżce.

    A w Warszawie w wtorek było podobno 1000 demonstrantów. A więc jest coraz lepiej. Więc lepiej jest się cieszyć tym co jest i dalej robić swoje, a nie marudzić.

    Odpowiedz
    • 27 czerwca, 2018 o 12:55
      Permalink

      Jest coraz lepiej, wbrew temu co napisał Wojtek. Mam wrażenie, że jeszcze nie było akcji opozycji ulicznej łączącej tak wiele nurtów.

      Odpowiedz
  • 27 czerwca, 2018 o 17:06
    Permalink

    poszedłeś po bandzie , Jurek Urban jak to przeczyta to albo popełni Sepuku albo dostaniesz propozycję na Redaktora Naczelnego jak dla mnie to tekst roku brawo

    Odpowiedz
    • 27 czerwca, 2018 o 17:23
      Permalink

      żadnego Urbana nie znam, może Orbana?
      Bo ja wiem czy to jakiś tekst czegokolwiek? Opisałem rzeczywistą sytuację (dobra, powiedziałem wtedy “Hamlet”, a nie “Makbet”, nie jestem humanistą). Bon mot stał się parabolą, potem nastąpiła jakąś tam refleksja. Twierdzę, więcej jestem dziś pewien, że ten las powstanie i ruszy.

      Odpowiedz
      • 27 czerwca, 2018 o 18:50
        Permalink

        Jerzy Urban to taki Goebbels Stanu Wojennego. Rzecznik prasowy i potem szef ówczesnej “Kurwizji”. Ojciec duchowy dzisiejszego polskiego dziennikarstwa i mediów “publicznych”.

        Odpowiedz
        • 27 czerwca, 2018 o 20:44
          Permalink

          Dzięki Bisnetusie,
          O tego Urbana chodziło, teraz kapuję. Co do tego Jerzego Urbana to jamais vu, jamais entendu, jamais couche avec.
          Duchem dzisiejszych mediów publicznych, jak i zdezelowanych-kiedyś publicznych – resztek po III RP jest moim zdaniem Wenera, bo to już nawet nie jest chlew.
          “Będziemy kiedyś mieszkać w swoim domu… “

          Odpowiedz
          • 28 czerwca, 2018 o 13:01
            Permalink

            Jesteś szczęśliwcem, Jurek. Albo z świeższego pokolenia, albo przyleciałeś na ten padół z innych światów z jakąś misją UFO. 😉

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *