Pierwszy proces zbiorowy protestujących

Pond 800 wezwań na policję i kilkadziesiąt postępowań – to skala represji stosowanych przez aparat państwa PiS wobec protestujących na ulicach czy pod budynkami kojarzonymi z partią trzymającą, coraz twardziej, władzę w Polsce
 
Oczywiście nie histeryzujmy, to nadal tylko represyjki, drobne uciążliwości, a czasem miłe spotkania z rozsądnymi policjantami, którzy widzą bezsens swoich działań.
Na razie nie budzi to grozy, a jedynie rozbawienie (jak w tekście z „naTemat”, gdy policjant opisał przestępczą działalność jako: „siedzenie na chodniku i machanie białą różą w kierunku smoleńskiego marszu”), zniecierpliwienie, narastającą frustrację i obawę. Bo eskalacja następuje i jeśli się jej nie zatrzyma, za pół roku, za rok taki tekst być może trzeba będzie podpisywać pseudonimem i słać z fejkowego konta, a obrazy będą drastyczne.

Zniecierpliwienie i złość budzi angażowanie policji, opłacanej z naszych podatków, do ochrony partyjnych imprez. Ale, jak się zastanowić, to my wszyscy, z policjantami włącznie, wspieramy karierę najgorszego ministra spraw wewnętrznych w historii wolnej RP.

On to ze strachu przed gniewem prezesa ściąga coraz więcej policjantów, stawia coraz dłuższe barierki i daje przyzwolenie na coraz ostrzejsze działania. Trudno się dziwić, wszak z pewnością żaden jego nauczyciel w szkole, czy kolega z pracy i działalności samorządowej w Legionowie, nie mógł przewidzieć, że ktoś taki zostanie jednym z ważniejszych ministrów w Polsce. On sam też czuje, że niezasłużenie wszedł na szczyt i teraz za cel postawi sobie jak najdłużej z niego nie schodzić.
 
Czytaj też: Przyjdź pod komendę lub sąd, bądź solidarny
 

Gdyby to były Himalaje, trzymałbym za niego kciuki, bo każdy dzień w strefie powyżej 8000 metrów odbija się mocno na zdrowiu. Niestety, polski rząd to nawet nie Tatry. PiS zglajszachtował szczyty władzy, podobnie jak TK i media państwowe. Teraz każdy, nawet bez grama tlenu, może tam siedzieć dowolnie długo, mózgowi to bardziej nie zaszkodzi.

Trzeba jednak przyznać, że minister MSW nie siedzi tam bezczynnie, wspólnie z drugim orłem postanowili udrożnić proces sądowy, zatykający się przez 800 wezwań. I tak jutro o godz. 9 w Sądzie Rejonowym dla m.st. Warszawy przy Marszałkowskiej 82 (wejście od ul. Żurawiej) odbędzie się pierwszy zbiorowy proces 14 osób obwinionych z art. 52, par 3 Kodeksu Wykroczeń, dotyczący wydarzeń pod Sejmem 16/17 grudnia ubiegłego roku.

Jeśli ktoś nie pamięta, to przypomnę: chodzi o tzw. „pucz”, zwany też puczem kanapkowym. Obecnej władzy trudno sobie wyobrazić, że tysiące ludzi w mróz i bez zachęty wychodzi na ulicę bronić demokracji. Dlatego poseł Kaczyński miał czelność nazwać ten poryw serca i patriotyzmu puczem, nadając mu polityczny charakter.
 
Śledź kalendarium przesłuchań i rozpraw – TUTAJ,

 
Zbiorowy proces może odciążyć sąd, ale niesie jedno proste skojarzenie. Podobne polityczne widowiska miały miejsce w nie tak odległej przeszłości. Ta władza coraz bardziej przypomina najgorsze wspomnienia z przeszłości – tej naszej z lat 40. i 50. ubiegłego wieku, i tej o 20 lat wcześniejszej, zza zachodniej granicy.

Zapewne tym razem będzie jeszcze śmieszno, a nie straszno. Ale, niestety, nie ostatni to taki zbiorowy proces wytoczony Obywatelom RP lub ludziom, którzy wspierali nas w rozlicznych akcjach. Każdy kolejny może być już tylko groźniejszy.

Zachęcamy więc do przyjścia pod sąd. Wsparcie moralne i pokazanie sprzeciwu potrzebne jest jak woda Afryce, a wolność Białorusi.

 

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *