Casus Frasyniuka. Warunki współpracy z partiami

Drobna sprawa, prawa człowieka, prawda? Na przykład prawa kobiet. Wszystkim nam chodzi przecież o władzę, o odebranie jej PiS i o nadchodzący bój w wyborach samorządowych. Mamy głosować na partie zjednoczonej opozycji. Jedność ponad wszystko. O prawach człowieka natomiast i o rozmaitych innych luksusach tego rodzaju możemy sobie pogadać w spokoju potem, kiedy już PiS odsuniemy od władzy – słyszymy bezustannie

Przekleństwo Sienkiewicza

W odległej przeszłości myśleliśmy tak o niepodległości kraju – ona sama z siebie miała rozwiązać wszystkie problemy. Tak myślał socjalista Piłsudski i tej wiary w ozdrowieńczą moc niepodległości nie zdołały w nim zachwiać nawet tragiczne doświadczenia rewolucji 1905, kiedy socjalistyczni powstańcy ginęli nie tylko w starciach z zaborczą policją, ale przede wszystkim z rąk endecko zorientowanych rodaków. Niepodległa II Rzeczpospolita okazała się już jednak sama w sobie problemem tak wielkim, że ten sam Piłsudski – z socjalizmem co prawda rozstawszy się jakiś czas wcześniej – rozwiązywał go za pomocą Zamachu Majowego, akceptując bratobójcze walki, przelaną w nich krew rodaków, zbrodnie Twierdzy Brzeskiej, Berezę, naruszenia wolności wyborów i podstawowych swobód obywatelskich.

Pomimo tych doświadczeń – nieprzerobionych nigdy krytycznie – w czasach PRL myśleliśmy identycznie. Kiedy komunistów zastąpią patrioci w niepodległej ojczyźnie – marzyliśmy sennie – zstąpi na nas szczęście i dobrobyt, żadna zaś reforma w zniewolonym kraju możliwa przecież nie jest. Każdy, kto stawia sobie cele inne niż niepodległość, twierdząc na przykład, że legalizacja „Solidarności” wystarcza, jest więc w istocie zdrajcą narodowej sprawy. Myślenie tego rodzaju znajdzie po latach zniewolenia wyraz choćby w deklaracji Kornela Morawieckiego, który jako Marszałek Senior powie po ćwierćwieczu niepodległości, że dopiero teraz możemy się trwale rozstać z komunizmem. To nie była cyniczna gra cwanego populisty, a deklaracja człowieka szczerze nierozgarniętego, który ofiarą komunizmu był zawsze i pozostaje nią nadal. Jest takich ofiar bez liku. Ustrojowe przemiany w Polsce pozostawały bowiem i nadal pozostają kompletnie niezauważone dla całej grupy polskich patriotów. To ledwie sztafaż maskujący to, że komuniści nie zawiśli na drzewach i że zawarto z nimi porozumienie, zamiast powieszonych zdrajców zastąpić prawdziwymi patriotami.

PiS rozwala więc dzisiaj sądy kończąc dzieło wówczas niedokończone – i to jest sprawa nieco poważniejsza, niż jakaś tam przemoc wobec kobiet. Ustrojowe gwarancje niezawisłości sądów nie są w żadnym stopniu ważne, jak nigdy nie były – chodzi przecież o to, by sędziów komunistów zastąpili patrioci. Interesujące jest jednak nie to, co o tych sprawach myśli „obóz patriotyczny”, a myślenie opozycji. Otóż także w tej zasadniczej sprawie sądów szans podobno nie mamy żadnych, bo w Sejmie jest większość, która z mniejszością poczyna sobie bezceremonialnie. Opozycja więc „wyczerpuje wszelkie możliwości legalne”, a oczywiście po inne nie sięgnie, bo czymś się przecież chce odróżniać od politycznych gangsterów, którzy demolują państwo.

Póki zatem rządzi PiS, rozmawiać się nie da, opór zaś ani nie jest czymś, czego naprawdę chcemy, ani nie mamy pomysłu, jak go postawić skutecznie. Strategii gry o władzę lub wymuszania ustępstw na władzy, której przewaga jest tak przemożna i tak bezczelnie wykorzystywana – tego wyobrazić sobie nie umiemy, jakbyśmy całkowicie zapomnieli o własnym oporze np. z komunistycznej przeszłości. Czekamy więc na wybory. Jak kiedyś na niepodległość. Wierząc przy tym nie tylko, że wybory nastąpią i będą uczciwe, ale i że znikną po nich wszystkie problemy – do władzy dojdą ludzie cywilizowani, z którymi wszystko da się załatwić debatą, społecznymi konsultacjami, poszukiwaniem racji w imię dobra wspólnego.

10 czerwca 2017

Zwarty obóz Schetyny

Szykować się do wyborów trzeba – niezależnie od szans na taki lub inny scenariusz. Koniecznie – co dla wszystkich oczywiste – pod sztandarami zjednoczonej opozycji. Ponieważ zaś sztandar dzierżą partie, nie pozostaje nam nic innego, jak stać za nimi wytrwale, tłumiąc wymiotne odruchy, niezależnie od tego, co partie mówią i co robią.

Jedność ponad wszystko… Sześć tomów Trylogii, całe Dziady i mnóstwo dzieł pomniejszych nie tylko każą połowie rodaków widzieć w PiS wcielenie patriotyzmu, ale co o wiele ważniejsze każą także drugiej połowie, naszej połowie „demokratycznej”, całą nadzieję widzieć w zjednoczonym obozie… W obozie zjednoczonego Schetyny? Bo kto inny przetrwa proces jednoczenia, którego charakterystyczną subtelność i pełną wdzięku finezję już od jakiegoś czasu obserwujemy?

Pomińmy tu rozważania szans wyborczych partii opozycji i kwestię ich wiarygodności. Pomińmy również problem szans rzeczywistych reform kraju dokonanych przez zwycięski obóz zjednoczonego ruchu przeciw PiS. Te rzeczy obszernie, a i tak nie dość wyczerpująco, są omówione w innym miejscu. Tak czy owak trzeba dzisiaj pomyśleć o wstępnych warunkach rozmów o wsparciu, jakiego ruchy obywatelskie zechcą i będą mogły udzielić partiom dzisiejszej opozycji. Tych warunków da się pomyśleć cała lista, są różnej natury, ale wszystkie mają bardzo zasadniczy charakter.

Komu decyzje ustrojowe?

Choćby prawo regulujące działanie partii politycznych:

  • Czy posłom wolno zarabiać poza dietą poselską?
  • Czy partiom wolno się finansować poza państwową subwencją? Czy partiom wolno posiadać majątek, prowadzić działalność gospodarczą, przyjmować wsparcie fundacji? A co z partyjną prasą?
  • Czy wydatki z partyjnych budżetów są dostatecznie kontrolowane – czy np. wolno partiom przeznaczać gros budżetu na finansowanie kampanii reklamowych, czy może powinny wydawać swoje wolne środki na opracowania eksperckie?
  • Czy posłom wolno kandydować z okręgów, w których ani nie pracują, ani nie mieszkają?
  • Czy to na pewno zarząd partii powinien układać listy wyborcze bez żadnych mechanizmów prawyborów?
  • I przede wszystkim czy posłom wolno ulegać dyscyplinie partyjnej i głosować na rozkaz zarządów partii, co dzisiaj jest w pełni zgodne z konstytucją, czy może powinni raczej słuchać wyborców z okręgu, co z konstytucją jest sprzeczne?

Choć rzeczywistość nie jest aż tak prosta jak sformułowane tu pytania, to one mimo to definiują problemy jednak realne i ważne dla wyborców – zwłaszcza zaś dla tych z nich, którzy zbrzydzeni partyjną polityką nie głosują wcale, albo ulegając antysystemowym odruchom występują przeciw „partiokracji”, bezrefleksyjnie głosując na Kukiza, przy całym jego widocznym na kilometr zakłamaniu i braku podstawowych intelektualnych kwalifikacji.

Strony: Początek |1 | 2 | 3 | ... | następna strona→ | Koniec

5 thoughts on “Casus Frasyniuka. Warunki współpracy z partiami

  • 26 października, 2017 o 07:34
    Permalink

    naiwne pierdoły jak zawsze

    Odpowiedz
    • 26 października, 2017 o 08:12
      Permalink

      Poproszę o realistyczny, nienaiwny konkret w takim razie. I jakoś się proszę przedstawić. To warunki obecności tutaj.

      Odpowiedz
    • 26 października, 2017 o 10:27
      Permalink

      Czy można prosić o coś więcej? Co jest naiwne – najlepiej w punktach. Co jest pierdołą i dlaczego? Proszę to rzucić także na tło niepierdoł.

      Odpowiedz
  • 26 października, 2017 o 13:59
    Permalink

    Dziękuję za ten tekst. Zgadzam się z nim w całości.

    Odpowiedz
  • 29 października, 2017 o 15:38
    Permalink

    Pan się zechce przedstawić, wyjaśnić historię z naruszeniem praw i przeczytać jeszcze raz, albo dwa o tych słupkach, bo zdaje się, że Pan nie zrozumiał. Ironia bywa trudna.

    Odpowiedz

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *