Konstytuanta – zacznijmy narzucać dyskurs PiS-owi

    To nie jest stanowisko Obywateli RP, a mój osobisty pogląd, do którego od końca lipcowej batalii o sądy – nierozstrzygniętej przecież, ale już, jak się zdaje, poddanej – próbuję przekonać zarówno własne środowisko, jak te mniej lub bardziej zaprzyjaźnione – pisze Paweł Kasprzak

 

Wkrótce dojdzie do finału nierozstrzygniętej w lipcu walki o sądy. Lipcowa ofensywa PiS zrodziła protesty, których skala zaskoczyła wszystkich. Przyniosła również wstrząsy w obozie władzy. Pytanie o powtórkę protestów jesienią jest dzisiaj kluczowe. Jeśli PiS przepchnie ustawy w niekonstytucyjnym kształcie, ruch protestu przegra, a z demokracją rozstaniemy się w Polsce na dłużej

Jeśli natomiast likwidację niezawisłości sądów uda się powstrzymać, to zachwieje to podstawami obecnej władzy. Na jedną i drugą ewentualność czas się przygotować. Na obie ewentualności nada się zresztą ta sama odpowiedź. Wypada ją zaproponować przed 21 października – kiedy przypadnie okrągła rocznica przedterminowych wyborów, które zakończyły poprzedni rząd PiS.

W perspektywie przesilenia – kiedykolwiek nastąpi

Nie twierdzę, że powstrzymanie likwidacji niezawisłych sądów jest rzeczywiście realne, choć też nie widzę powodów, by z góry uznawać je za wykluczone. Chcę jedynie powiedzieć, że kto zamierza realnie przeciwstawić się pisowskim ustawom o sądach i wymusić powstrzymanie ich niekonstytucyjnego przeprowadzenia, a nie tylko pokrzyczeć sobie pod Sejmem, powinien mieć świadomość wagi własnych działań i ich politycznych skutków. Lipiec pokazał, że porażka w natarciu na sądy to dla PiS być albo nie być. Potknięcie w tym marszu zachwiało obozem władzy najbardziej w jego dwuletniej historii. I zachwiało nim naprawdę poważnie.

Majdan, przedterminowe wybory… Rosnąca popularność tego rodzaju haseł i pomysłów okazywała się często w ciągu ostatnich dwóch lat prostą konsekwencją frustracji wywołanej dwoma latami bezproduktywnych protestów i demonstracji społecznego oburzenia. Zabrakło programowej debaty, a w niej rzetelnej diagnozy, wskazania możliwych i skutecznych instrumentów zmiany wobec jawnej niemożności działania mechanizmów parlamentarnych. Nie mamy wciąż programu i strategii społecznego oporu, umiemy tylko deklarować oburzenie. Manifestując przy tym bezsiłę. Niczego nie osiągając.

Radykalizacja postaw, która bierze się z bezsilności, ma jak dotąd wyłącznie werbalny charakter, ale wiecznie tak być nie musi i prawdopodobnie nie będzie. Z wszystkich przesileń ostatnich dwóch lat, to ostatnie lipcowe dotyczące sądownictwa, było zdecydowanie najpoważniejsze w tym sensie, że wstrząsnęło podstawami władzy PiS. Pytanie o ład, który miałby się wyłonić z klęski PiS – jakikolwiek scenariusz chcielibyśmy rozważać – na chwilę przestało być abstrakcją lub czymś odległym w czasie, bo klęska PiS na chwilę stała się wyobrażalna.

Widziałem rzecz ze specyficznej, ulicznej perspektywy, ale widziałem ją z bardzo bliska, zaglądając między innymi w przerażone nie na żarty oczy dowodzących oficerów policji, kiedy w noc po głosowaniu w Sejmie, w przeddzień głosowania w Senacie dotarł pod Sejm tłum ponad stu tysięcy zdeterminowanych ludzi. I przynajmniej tyle wiem z całą pewnością, że policja nie rozgoniłaby tłumu przemocą na rozkaz Błaszczaka, żadne polewaczki nie wkroczyłyby do akcji, nie zostałby użyty żaden gaz. Nie ze względu na konstytucję i inne tego rodzaju rzeczy doniosłe, które oficerów policji nie obchodzą nadmiernie, ale dlatego, że na brutalność tego rodzaju oraz na ryzyko wybuchów niekontrolowanej przemocy nie ma wśród kadr policji żadnej gotowości.

Nikt nie wie, co by się stało, gdybyśmy z placu boju tej nocy nie zeszli i Sejm zablokowali na tyle szczelnie, że obrady Senatu nie mogłyby się odbyć. Jeśli jednak opozycja zechce tej jesieni na serio bronić niezawisłości sądów, musi przynajmniej teoretycznie liczyć się z perspektywą sukcesu, musi więc być gotowa do negocjacji i wiedzieć nie tylko, czego w nich chce, ale także kogo reprezentuje. W lipcowych protestach śladu tej gotowości nie było widać – ani wśród partii politycznych, ani wśród ruchów obywatelskich, choć one zmobilizowały masę ludzi i obudziły w nich determinację. Jak zawsze, tak i tym razem nie tylko nie zatrzymaliśmy władzy, ale i – mówiąc poważnie – nawet tego nie spróbowaliśmy, rezygnując z nacisku w momencie być może decydującym… Szliśmy pod Sejm w wielotysięcznym tłumie bez uświadomionego celu i bez przywództwa.

Przy całym własnym wciąż deklarowanym krytycznym stosunku do pomysłu przedterminowych wyborów, nie wspominając o pomysłach przejmowania władzy w drodze polskiej wersji Majdanu, jestem przekonany, że możliwa powtórka z lipca i perspektywa przesilenia każe dzisiaj zażądać samorozwiązania Sejmu i rozpisania natychmiastowych wyborów. Powinniśmy więc pojawić się pod Sejmem tłumem co najmniej takim, jaki pojawił się tam w lipcu, z mocno wyartykułowanymi żądaniami: zatrzymać ustawy, rozwiązać się, rozpisać wybory.


Podoba Ci się? Udostępnij!

Powinniśmy. Czy jednak potrafimy to zrobić, jest oczywiście sprawą osobną. Żądać od tej władzy czegokolwiek znaczy już bowiem dzisiaj próbować to na niej wymusić. Perspektywa uczciwych wyborów odsuwa się coraz bardziej, a przejęcie przez PiS Sądu Najwyższego będzie znaczącym krokiem na tej drodze. Polityczne wybory, z którymi będziemy mieli do czynienia w przyszłości, to wobec tego nie kampanie wyborcze i nie głosowania, ale raczej pytanie – ustąpią, czy spacyfikują protest, ponosząc koszty rozwiązań siłowych. Wypada przygotować się raczej na tę rzeczywistość niż wciąż myśleć, jak o polityce myśleliśmy przez ostatnie bez mała 30 lat – w kategoriach szans wyborczych mierzonych przedwyborczymi sondażami. Wypada również wiedzieć, dlaczego właściwie sondaże nie dają szans opozycji oraz czy i na ile znaczy to brak szans dla demokracji.

Strony: Początek |1 | 2 | 3 | ... | następna strona→ | Koniec

One thought on “Konstytuanta – zacznijmy narzucać dyskurs PiS-owi

  • 17 października, 2017 o 17:53
    Permalink

    Trochę przesadziłeś o wyższości tęczowej flagi nad unijną w kwestii symbolu demokracji.
    Natomiast w całości popieram ducha Twojego, Paweł, stanowiska. Konstytucja pisana była w duchu jej bezwzględnego przestrzegania. Bez zbędnych dyskusji i poddawania w wątpliwość Jej artykułów.
    Obecna władza uważa Konstytucję za zbiór poglądów i opinii, kiedy jest niewygodna i najwyższych praw i obowiązków, kiedy zapewnia pełnię władzy.
    Konstytuanta jest akceptowanym przeze mnie rozwiązaniem. I skoro piszesz prywatnie, masz moje prywatne poparcie.

    Odpowiedz

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *