Panie Jaki, jak się nazywał ten Murzyn?

Ruszyli w drogę jeszcze przed oficjalnym ogłoszeniem kampanii wyborczej. Krok w krok za Zbigniewem Ziobrą i Stanisławem Piotrowiczem. Niczym myśliwi na ambonie maskowali się na widowni i czekali na odpowiedni moment, by zadać pytanie. Tak rodziła się Lotna Brygada Demokracji
 
Adam Wiśniewski, Piotr Łopaciuk, wytrwali tropiciele trującej propagandy. Gdy im zabierali mikrofon, podnosili wypisane na kartonach hasła. Byli gotowi, gdy Patryk Jaki zaczął kampanię. Któryś z nich zagadnął Arka Szczurka z Obywateli RP: – Chodź z nami, bo cię jeszcze nie znają. Arek pamięta ten pierwszy raz, gdy poszedł wesprzeć kolegów.

Patryk Jaki podnosi ciśnienie

Arek Szczurek: – Pojechaliśmy do Włoch. Sala w ośrodku kultury. Spotkanie, jak wiele innych. Patryk Jaki wchodzi i opowiada dyrdymały. Tak z godzinę. W tym samym miejscu żart, ten sam gest, ta sama mina. Mówił, jak to będzie Warszawę rozwijał, co zbuduje, zmieni. Pomysły były takie, jak ten z budową mieszkań socjalnych i sprzedażą komunalnych za 10 proc wartości! Za każde sprzedane mają powstać dwa socjalne. Ekonomiczny cud. Dużo też było o aferze reprywatyzacyjnej, o ukradzionych 35 mld zł. Tu padało obrazowe, „to dwa roczne budżety Warszawy”. Sala nabierała powietrza, przyduszona sumą.

A wtedy Patryk Jaki podnosił ciśnienie historią o Murzynie w szortach, który odwiedził Hannę Gronkiewicz-Waltz. Taki, co mieszka na tropikalnych wyspach. Jaki mówił, że „miał on papiery na kamienice, na teren pod Placem Defilad. I ona mu oddała, co chciał”.

Arek zaatakował po raz pierwszy: – Kiedy to było, jak się nazywał ten Murzyn? – zapytał. Zaskoczył Jakiego, widać było, że minister się spiął. – Pytania będą na końcu – rzucił, by odbić piłeczkę. – Nie poddałem się – opowiada Arek. – Za 15 minut pytałem znów. On odpuścił prywatyzację i zaczął gadać o czymś innym, a ja: – No, jak się nazywał Murzyn? Widziałem, że fraza o Murzynie zaczęła go denerwować, ludzie obok uciszali mnie. – Panie, daj pan spokój z Murzynem, zapytasz pan na końcu. A ja im, że na końcu to Patryk wyjdzie bez odpowiedzi.
 

Trzaskowski ma wiedzę europejskiego biurokraty, czyli takiego śpiącego misia. W sam raz na Brukselę, a nie na Warszawę, czyli miasto z charakterem – Patryk Jaki w rozmowie z Rafałem Wosiem, Tygodnik Powszechny

 
Gdy my się kłóciliśmy, on kolejną bajkę opowiadał. – Że wie, co zrobić w Warszawie, że to proste. Pogonić złodziei, rozbudować linie metra i kolei, i że dziś nie robi się nic. I wtedy odpuściłem, ale tylko „Murzyna”. Wstałem i mówię: – Co pan opowiada, obok mnie jest remontowana linia obwodowa na Woli i zaraz kończą prace. To on znowu do mnie, że teraz nie czas na pytania, że odpowie, jak skończy. Ale skończyć nie zamierzał, przeszedł do tematów historycznych. Że trzeba upamiętniać żołnierzy wyklętych, i że dumą jest muzeum na Rakowieckiej.

Obok mnie siedział starszy pan. Jak to usłyszał, to się poderwał i pyta, czy będzie sala Zygmunta Jezierskiego ps. „Orzeł”? Jaki zaczął go uciszać. – Nie uciszę się, bo mam ograniczoną tolerancję na kłamstwo. Nie nabieram się na te opowieści o likwidowanym złodziejstwie – odpowiedział mężczyzna.

Zrobiło się nerwowo. Moje pytania o Murzyna okazały się być delikatne. Szybko skończono spotkanie i kandydata otoczył wianuszek zwolenników. Adam Wiśniewski wszystko nagrywał. Więc się przebiłem przez kordon i jeszcze raz pytam: – Jak się nazywał Murzyn? Jaki na to, że to nie Murzyn tylko mecenas N., który nic nie powie, bo siedzi. – To jak to jest – pytam? – Cały czas miał być Murzyn, a teraz jest mecenas N?! Nawet nie poczekał do końca pytania, tylko d… w troki i uciekł.

Spodobało mi się to. Proste pytania i facet się denerwuje. Jest efekt. Pojechałem więc na drugie spotkanie, do Ursusa.
 

 
Przyszedłem godzinę wcześniej i siadłem w trzecim rzędzie, tak, by się nie rzucać w oczy. Jednak odkryli mnie. Gdy Patryk Jaki przyszedł, to poprosili, by wszyscy odwrócili krzesła i zostałem w trzecim rzędzie, ale od końca. Zaczęliśmy więc zadawać pytania krzycząc. Doszło do przepychanek, ludzie kopali mnie, popychali. I wtedy Patryk Jaki pierwszy raz stanął w mojej obronie. Mówił jakoś tak do swoich: – Się nie denerwujmy, ja to znam. Panowie przychodzą tu zakłócać, ale my sobie dajemy radę, normalnie.

Ludzie cofnęli się, ale krzyczeli: wynocha, wypierd… sługusy Trzaskowskiego. Dopiero po chwili ucichli i wznowiono spotkanie. To ja wtedy wszedłem na krzesło i z tego krzesła, co jakiś czas pytałem: – A jak się nazywał Murzyn? Po trzecim razie Jaki wyciągnął Wyborczą, gdzie był opisany kurator z wysp San Miguel, ten co skupował roszczenia. Udało mu się za jakieś skromne 200 tys. złoty. I były to działki na ul. Królewskiej 39. Czyli historia, jak w radiu Erewań. Legalnie kupione roszczenia i nie o działkę przy Pałacu Kultury, tylko o Królewską i nie od prezydent Gronkiewicz-Waltz. – Raz pan mówi, że Murzyn w szortach, raz, że mecenas w więzieniu lub kurator z wyspy. Raz Pałac, raz Królewska. Wściekł się. A ja przygotowałem drugie pytanie, o te 35 mld złotych, co to je Platforma w Warszawie ukradła. Pytam o raport, bo zastępca mówi, że macie miliard udokumentowany w raporcie, a nie 35! Znów skrócili spotkanie.

Strony: Początek |1 | 2 | 3 | ... | następna strona→ | Koniec

12 thoughts on “Panie Jaki, jak się nazywał ten Murzyn?

  • 10 grudnia, 2018 o 17:29
    Permalink

    Bardzo fajnie się czytało. Taka zwykła-niezwykła historia, troszkę rozważań, troszkę zrozumienia dla prostych spraw. Prosto, ale i dobrze przedstawione takie zwykłe emocje i reakcje, o których niby wiemy, ale wspomina się o nich rzadko by nie rzec nigdy.
    Dobra robota i budująca relacja.

    Odpowiedz
    • 10 grudnia, 2018 o 17:43
      Permalink

      Dołączam się do pochwał za dobrą reporterską robotę, tym bardziej chętnie, że częściej Autora krytykuję niż chwalę.

      Odpowiedz
    • 11 listopada, 2019 o 09:38
      Permalink

      Brawo Panie Arkadiuszu! Pójdę Pana śladem i będę chodzić na wiece wyborcze PADa w mojej okolicy.

      Odpowiedz
  • 10 grudnia, 2018 o 17:56
    Permalink

    Świetna opowieść. I to spojrzenie pana Szczurka na Jakiego, kiedy ten pada ze zmęczenia. i zrozumienie, że nie walczy się z Patrykiem Jakim, tylko z tym całym towarzystwem, które chce opanować Warszawę. Dobra dziennikarska robota. Przeczytałam z przyjemnością.

    Odpowiedz
  • 10 grudnia, 2018 o 20:28
    Permalink

    O rany, więc to tak wygląda. Jeden facet chodzi i zadaje pytania. A gdzie jest cała reszta tych, co to mówią, że walczą o demokrację. Na każdym spotkaniu powinno być ze dwadzieścia osób, jedni pytają o Murzyna, inni o miliardy a jeszcze inni domagają się konkretów i ujawniają “mijanie się z prawdą”. Czyżby zwolenników demokracji wystraszyli krzepcy chłopcy z obstawy Jakiego? Zaczynam się zastanawiać ilu ludzi w Warszawie naprawdę jest przeciwnych PiS-owi, ilu naprawdę chce powrotu demokracji i popiera z przekonaniem nasze członkostwo w Unii Europejskiej? Kiełkuje we mnie okropne podejrzenie, że uczestnicy manifestacji KOD chcieli tylko, żeby ich pokazali w telewizji, zaś Akcja Demokracja, KOD, Obywatele RP to być może ci sami ludzie i zmieściliby się na jednej kanapie. Wydawałoby się, że tysiące Polaków powinno aktywnie działać na rzecz demokracji, sprzeciwiać się, krzyczeć. Czyżby prawda była taka, że w wyborach w 2015 roku nie wzięło udziału ponad pięćdziesiąt procent wyborców i nadal mają wszystko w nosie. Partyjniacy z koalicji żrą się o stołki dzieląc skórę na niedźwiedziu, a obywatele kalkulują, co im się opłaci. Ktoś kiedyś napisał tu, że aktywnych działaczy na rzecz demokracji jest w kraju….dwadzieścia tysięcy. To chyba niemożliwe, ale jak się przyjrzeć rozmaitym akcjom, tu dwie osoby, tam trzy. Skóra cierpnie, bo cały ten masowy sprzeciw wobec PiS-u, masowa walka o demokrację może się okazać fikcją. Polacy zaś jedzą, piją, lulki palą, na wybory nie chodzą, bo to zbyt wielka fatyga i czekają aż jacyś “oni” wszystko im załatwią. Tak samo pewnie było w PRL-u. Niby wszyscy byli przeciw ale patrzyli jeden na drugiego i czekali, przez całe 45 lat.

    Odpowiedz
  • 10 grudnia, 2018 o 20:40
    Permalink

    Ludzie są obojętni, bo im jest obojętne jaki partyjny knur ich okupuje. Mają wymienić partyjnego knura Kaczyńskiego na innego partyjnego knura Schetynę, który w przeciwieństwie do Tuska nawet nie stara się udawać, że się czymkolwiek od Kaczyńskiego różni? (ostatnie zjadanie przystawki .N tę mentalność najlepiej wykazuje)

    Dlaczego ludzie mają się przejmować tymi wewnętrznymi gierkami partyjnych świń na górze? I ten teatrzyk nie ma z demokracją nic wspólnego.

    Odpowiedz
  • 10 grudnia, 2018 o 23:19
    Permalink

    Super opowieść! Szacun dla Pana Arka. Wstyd mi za siebie, że tę kampanię spędziłem na stołecznej kanapie przy Twitterze i Facebooku

    Odpowiedz
  • 10 grudnia, 2018 o 23:44
    Permalink

    Brawo Arek! … tak trzeba.
    Konsekwentnie, spokojnie z poczuciem humoru i odpowedzialnie.

    Odpowiedz
  • 11 grudnia, 2018 o 11:04
    Permalink

    No, Pięknie. Brak słów, a może ocen słów podzięki. Panie Arku padam przed panem.

    Odpowiedz
  • 11 grudnia, 2018 o 13:42
    Permalink

    Arek, wiele poglądów nas dzieli, niektóre z trudem akceptuję. Wiesz zresztą. Ale za tę peregrynację tropem Jakiego szacun!
    Wojtek, świetnie opisane!

    Odpowiedz
  • 17 grudnia, 2018 o 08:08
    Permalink

    Wyjątkowo ciekawy reportaż, a postać bohatera budzi szacunek właśnie za refleksjie o człowieczeństwie Jakiego.

    Odpowiedz
  • 21 grudnia, 2018 o 08:39
    Permalink

    Naprawdę,bardzo was szanuję za to ,że wam się chce,że nie macie tego w dupie.Szkoda tylko,że naród stoi obok,a zawsze się znajdzie ktoś co wszystko zepsuje,tak jak Kijowski KOD albo Schetyna zjadający koalicjanta.Ważne są tu i teraz a nie jakaś demokracja,co piszę ze smutkiem,Jak napisał pan Hartman ,Naród wstał z kolan i ruszył w kierunku lodówki po kolejne piwo (które funduje mu rząd
    ,swoim flagowym 500+)

    Odpowiedz

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *