O mowie nienawiści. Gdzie są granice wolności słowa?

Zapraszamy dzisiaj do naszej warszawskiej siedziby na „Spotkanie u Obywateli”. Mirosław Wyrzykowski, sędzia Trybunału Konstytucyjnego w stanie spoczynku będzie mówił o granicach wolności słowa

Widzimy narastającą agresję, pogłębiające się podziały i wszechobecny język pełen inwektyw i gróźb, a wobec tragicznej śmierci prezydenta Gdańska Pawła Adamowicza zadajemy sobie pytanie o możliwy związek między tym zabójstwem a przyzwoleniem na język nienawiści w przestrzeni publicznej. Dlatego w przyszłą środę, w ramach naszego cyklu Spotkania u Obywateli RP chcemy porozmawiać o granicach wolności słowa.

 

 

Prelegentem będzie Mirosław Wyrzykowski, sędzia Trybunału Konstytucyjnego w stanie spoczynku. Spotkanie poprowadzi Wojciech Fusek, dziennikarz, były zastępca Gazety Wyborczej.

ZOBACZ TAKŻE: Nasz milczący protest przed siedzibą TVP Info [ZDJĘCIA]

Zapraszamy na Wolską 46/48 (13 lutego) o godz. 19.

Obywatele RP

Informacje o naszych spotkaniach i transmisje z poprzednich debat znajdziesz w zakładce Spotkania u Obywateli RP.

 

Walczymy z mową nienawiści

Twoja pomoc pozwoli nam dalej działać!

Wspieram z pełnym przekonaniem

6 myśli na temat “O mowie nienawiści. Gdzie są granice wolności słowa?

  • Luty 5, 2019 o 16:47
    Permalink

    To przecież liberałowie z PO twierdzili, że w wolnym kraju każdy może głosić wyznawane przez siebie poglądy bez ograniczeń. Zgodnie z tym udawali, że nie zauważają mowy nienawiści propagowanej przez Radio Maryja, lekceważyli demagogów oskarżających demokrację o narastającą w kraju biedę, tolerowali publiczne nawoływanie do obalenia demokratycznie wybranej władzy. Woleli udawać przed społecznością międzynarodową, że Polska jest krajem mlekiem i miodem płynącym, który w ciągu kilku lat dorównał poziomem życia i cywilizacją zachodniej Europie. Nie przyszło im do głów, że demokracja nie jest systemem rządów danym nam na zawsze, że należy ją chronić, zakazując propagowania oszczerstw wobec demokracji i Unii Europejskiej. Z jakiegoś powodu politycy PO i PSL uważają, iż dominacja Kościoła w Polsce jest synonimem wolności i poddawali się jego presji, łamiąc Konstytucję na każdym kroku, nie widząc, że Kościół aktywnie uczestniczy w faszyzacji Polski, że jest przeciwny naszej więzi z UE oraz że dąży do obalenia ustroju demokratycznego naszego państwa. Bez wprowadzenia, w myśl naszej Konstytucji, świeckiego państwa, całkowicie oddzielonego od Kościoła, które zdecydowanie zakaże propagowania faszyzmu, komunistycznego populizmu, ksenofobii, nietolerancji i dyskryminacji jednych ludzi przez drugich oraz dominacji i terroryzowania społeczeństwa przez Kościół , nie uda się w naszym kraju utrzymać ustroju demokratycznego i zintegrować Polski z Unią Europejską dla poprawy standardu życia Polaków oraz dla wspólnej ochrony przed wojną na naszym kontynencie. Demokratyczny ustrój państwa wymaga zdecydowanej obrony poprzez ograniczenie wolności słowa w zakresie , który może zaszkodzić poszanowaniu praw większości obywateli. W demokracji to większość decyduje, więc jeśli większość obywateli nie akceptuje faszyzmu, populizmu, ksenofobii i dominacji Kościoła, to obowiązkiem demokratycznie wybranej władzy jest zastosowanie się do woli większości i wprowadzenie stosownych zakazów. Byłoby dobrze gdyby o tej demokratycznej zasadzie pamiętali ci, którym wyborcy większością głosów powierzą rządzenie Polską.

    Odpowiedz
    • Luty 5, 2019 o 18:41
      Permalink

      “…Demokratyczny ustrój państwa wymaga zdecydowanej obrony poprzez ograniczenie wolności słowa w zakresie , który może zaszkodzić poszanowaniu praw większości obywateli. W demokracji to większość decyduje, ..”
      W mojej opinii to o czym Pani pisze w przytoczonym fragmencie, jak i ogólny wydźwięk Pani wypowiedzi niebezpiecznie zbliża się nie do demokracji ale do takiego pojęcia jak tyrania większości.
      Uważam, że demokracja w pierwszej kolejności powinna bronić poszanowania i samych praw mniejszości, a nie większości.
      Z ograniczaniem wolności słowa z jakichkolwiek powodów też warto bardzo uważać, bo zbyt łatwo można zbliżyć się do tego co czyni “prawica” pod płaszczykiem zarzucania tego “lewicy” czy skrajne pozwolenie na tylko poglądy własnej ideologii w zależności od tego kto rządzi.

      Z ograniczeniem roli kościoła natomiast zgadzam się jak najbardziej. Kościół katolicki jako instytucja z zasady hierarchiczna i niedemokratyczna, a w skrajnych wypadkach nawet antydemokratyczna, w demokracji winna być bacznie obserwowana i powinna mieć zezwolenie na działanie tylko w jasno określonych ramach. W Polsce jednak tego nie da się zrobić z dnia na dzień. Zbyt mocno bowiem religia i tradycja chrześcijańska jest wymieszana z tradycją narodową. Tak mocno, że bardzo ciężko jest określić granice. Świeckość państwa, wyprowadzenie religii ze szkół, ograniczenie przywilejów kościoła to dobry początek, ale lepiej bez rewolucji i subtelnie a nie siłowo. Dobrym pretekstem byłoby uderzenie właśnie teraz gdy społeczeństwo zdaje się dojrzewać do zmian na fali kryzysu związanego z molestowaniem, tylko, że niestety niewłaściwa opcja obecnie rządzi.

      Odpowiedz
    • Luty 6, 2019 o 15:05
      Permalink

      Też mi się wydaje, że obwinianie o wszystko tych samolubnych liberałów oraz wprowadzanie ograniczeń na wolność słowa to nie do końca jest droga, która powinniśmy iść. Zgoda, że nasi liberalowie byli jakby zbyt potulni w stosunku do K.K. czy zbyt mało wyczuleni na psucie państwa, a gnusni jak całą resztą.
      Chyba kluczowym problemem był duch “postkomunizmu”, który jednak istnieje. W ramach kompromisu okraglostolowego część majątku państwowego została zawlaszczona i użyta w celach politycznych. Że to nie byli “ci komuniści” tylko tamci, “co z nimi od zawsze walczyli” uszlo uwagi spoleczenstwa i zaczęła się walka z cieniami. Nie sądzę, by z takimi zjawiskami, to wlasciwie ich recydywa, należało walczyć metodami innymi niż w schylkowym PRL.

      Odpowiedz
  • Luty 7, 2019 o 06:33
    Permalink

    “Mowę nienawiści” należałoby najpierw precyzyjnie zdefiniować. Dopóki definicją “mowy nienawiści” jest da facto “ich mowa” w przeciwieństwie do “naszej mowy”, to sam termin “mowy nienawiści” jest tylko kolejnym kijem bejsbolowym w kibolskich nawalankach.

    Które z poniższych zdań jest mową nienawiści:

    “Dobry nazista, to martwy nazista.”
    “Dobry Indianin, to martwy Indianin” (w kontekście omówień historycznych)
    “Dobry Indianin, to martwy Indianin” (w kontekście wspomnień z podróży w CA i odwiedzin rezerwatu Navajo)
    “Dobry Rusek, to martwy Rusek.”
    “Dobry pedał, to martwy pedał.”
    “Dobra wsza, to martwa wsza.”

    Jaką wymierzyć w sądzie karę, za każde z tych określeń?

    Odpowiedz
    • Luty 11, 2019 o 16:00
      Permalink

      Ciekawe wywody, ale to jakby inne podejście, takie w trybie propaństwowym.
      W normalnym europejskim kraju istnieją tryby kpk i kpc, tylko w systemie prawa precedensowego istnieją tutaj pewne przesunięcia.
      Ogólnie to najpierw trzeba ustalić delikt, potem wskazać winnego, a na koniec ewentualnie wymierzyć karę. W kpc delikt zgłasza strona, nie jest on zgłaszany z urzędu. Czyli strona, a nie prokurator, ma wykazać, że została pokrzywdzona. Wtedy wazny jest kontekst osoby skarzacej. Natomiast ściganie tego typu przestępstw z urzędu, czyli wg kpk, powinno odnosić się do ciężkich przewinień, ściśle ujętych w kodeksie, a Ty Bisnetusie właśnie mieszasz kaliber spraw. Władza autorytarna szuka, lub tylko udaje, że szuka sankcji prawnych lub pseudoprawnych dla posunięć czy postanowień przez mieszanie postępowań, bo wtedy sprawy uprawdopodobniaja się w sensie praworządności ludowej.

      Odpowiedz
      • Luty 13, 2019 o 14:45
        Permalink

        Ja tu bardziej odnosiłem się do zupełnie rozmytego i instrumentalnie używanego pojęcia “mowy nienawiści”, które stało się ostatnio bardzo modnym słowem w politycznym pałkarstwie. Ja już kiedyś mówiłem, że samo uczucie nienawiści i również “mowa nienawiści” nie są jakie tako prawnie zdefiniowene i zakazane. Jeśli nienawidzę marchwki w zupie i zaznaczę to nawet serią bluzgów, a będzie to formalnie “mowa nienawiści”, to ściganie czegoś takiego prowadzi do parodii “nienawiści” i wolności słowa.

        A jak termin jest z gumy i bez kształtu, to nie powinno się go w dyskusjach publicznych używać. Prawo od wieków ma na to odpowiednie paragrafy i terminy i z tego punktu widzenia nie ma żadnego problemu oraz potrzeby zmieniania czegokolwiek. A jak prawo jest pustosłowiem a wymiar sprawiedliwości swoją parodią, to to jest już całkiem inny problem. Wymyślanie tysiąca nowych przepisów, kiedy się tradycyjnych nie przestrzega jest idiotyzmem, lecz niestety chętnie praktykowanym w Polsce idiotyzmem.

        Osobiście zrezygnowałbym w ogóle z terminu “mowy nienawiści”. Jak już to powinno się raczej operować pojęciem przemocy psychicznej, werbalnej, emocjonalnej skierowanej przeciw konkretnym osobom lub grupom ludzi.

        Odpowiedz

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *