Witold Bereś, Krzysztof Burnetko: Nasze postulaty wrześniowe

Jarosława Kaczyńskiego trzeba wszelkimi legalnymi środkami odsunąć od władzy. Polska z nim u władzy prędzej czy później straci suwerenność. Co gorsza: narodowo-socjalistyczna indoktrynacja z każdym dniem infekuje coraz mocniej mentalność Polaków i my, liberalni demokraci, mamy coraz mniejsze szanse na zwycięstwo. Ale walczyć trzeba. Zacznijmy przynajmniej stawiać sprawy bez ogródek
 
„Zbrodnią jest oskarżenie o sianie zamętu (…) gdy jednocześnie bezwstydnym knowaniem narzuca się w oczach całego świata panowanie nieprawości. Zbrodnią jest wprowadzanie w błąd i używanie do nikczemnej roboty opinii publicznej, którą się wypaczyło i doprowadziło do obłędu”. To o Polsce? Nie.
Napisał to Emil Zola w styczniu 1898 roku. J’accuse („Oskarżam”) to list otwarty do prezydenta Francji broniący niewinnie skazanego Alfreda Dreyfusa. Ale w gruncie rzeczy – opis podłości i władz, i części ówczesnej opinii publicznej.

    Postulat 1. Opisać zagrożenia

Blisko 120 lat po aferze Dreyfussa, Polska nie ma jeszcze swojej niewinnej ofiary. Ale dewastacja państwa trwa. Prawo przestaje znaczyć prawo, a staje się narzędziem służącym władzy. Ideologię Ludu Smoleńskiego (bo rządzi Polską więcej niż partia PiS) można nazwać „nacjonalizmem martyrologicznym”: koktajlem narodowego socjalizmu, religijnego fundamentalizmu i samoudręczenia. Do tego należy dopisać niszczenie związków z naszymi dotychczas sojusznikami.

Czy wystarczy pocieszenie, że wielkie demokracje też mają z tym kłopoty? Lub że kiedyś skończą się pieniądze w kasie państwa? Nie. Bo stawką jest dziś nie tylko materialne powodzenie obywateli. Zresztą od biedy można zgodzić się na chaos gospodarczy, zaglądanie ludziom do łóżka, a nawet polityczne fałszerstwa. Nie z takich kłopotów demokracje wychodzą.

Gorzej, że na naszych oczach kruszeją filary bezpieczeństwa. Unia Europejska stoi przed zakrętami, które mogą ją wykoleić. Nie wiadomo, gdzie jest USA. Lada chwila może się zacząć gospodarczy zmierzch. Na koniec zostaniemy sami w Europie naprzeciw Moskwy, zamiast – jak nam się udawało przez ćwierć wieku – między UE a ULB (Ukraina-Litwa-Białoruś, geopolityczne marzenie Giedroycia).

W końcu możemy przestać być członkiem UE – przy tej polityce rządu polexit z czasem zostanie zaakceptowany przez większość rodaków, a i pozostałe kraje Unii przyjmą go z ulgą. Już dziś polska polityka zagraniczna i wewnętrza de facto służą unijnym siłom odśrodkowym. Jeśli dodać do tego niestabilność Ukrainy i agresywność Rosji, to rychło może się zdarzyć, że nasza suwerenność zostanie zagrożona. Europa nam nie pomoże. Chyba, że ktoś wierzy w formacje dronów, obronę terytorialną oraz węgierską marynarkę wojenną jako sojusznika.

Jest i zagrożenie, nazwijmy je, cywilizacyjne: w zastraszającym tempie postępuje indoktrynacja społeczeństwa. Lud Smoleński, niczym stalinowscy inżynierowie dusz, używając kłamstw, buduje zastępy janczarów, dla których Kaczyński jest Bogiem, a Polacy – narodem wybranym.

    Postulat 2. Pokazać winnych

Kto jest winny temu szaleństwu? Nie ma zgody na równoważenie winy dekonstrukcji państwa. Dziennikarze, czasami chorobliwie szukający bezstronności zamiast rzetelności, mówią o prawdzie, która ponoć leży pośrodku.

Nie. Jak mawiał Władysław Bartoszewski, prawda leży tam, gdzie leży. Od siebie dodamy – winni są tam, gdzie są. A na pewno nie można równoważyć win dzisiejszej władzy potknięciami poprzednich ekip. To tak, jakby tak samo karać za przypadkowy niedopałek w bibliotece i za rozlanie w niej benzyny i wrzucenie zapalonej zapałki.

Winny jest szeroko rozumiany obóz Ludu Smoleńskiego. Politycy, ale i akolici władzy. Intelektualiści. Dziennikarze. Kościół katolicki. Również ci, którzy tę wspólnotę budowali, a dzisiaj z przerażeniem patrzą, co robi wyhodowany przez nich potwór.

Jarosława Kaczyńskiego oskarżamy o leczenie własnego poczucia winy za śmierć brata nienawiścią do całej III RP. Dlatego III RP pragnie ukarać – zamiast siebie. Siebie, bo to on – wie o tym doskonale – zawsze chował się za plecami innych, równocześnie chcąc mieć ciastko, zjeść je i nie płacić za nie.

Strony: Początek |1 | 2 | 3 | ... | następna strona→ | Koniec

5 thoughts on “Witold Bereś, Krzysztof Burnetko: Nasze postulaty wrześniowe

  • 18 września, 2017 o 02:46
    Permalink

    Doskonała i diagnoza i propozycje leczenia.

    Odpowiedz
  • 18 września, 2017 o 14:41
    Permalink

    ŚWIETNY TEKST, szczera prawda, podpisuję się wszystkimi kończynami pod tezami i wnioskami autorów. Dziękuję!

    Odpowiedz
  • 18 września, 2017 o 22:28
    Permalink

    Nie wiem co się z nami dzieje. PiS rujnuje nasze państwo od środka, wystawia je na pośmiewisko świata, a w kraju spokój, cisza…. Jakby nic się złego nie działo!!!! to jest niepojęte!!!! Po takim tekście ludzie powinni wyjść na ulice. Powinien zrobić się szum!!! A tu cicho, spokojnie. Oni są siłą – bo czują więź, są razem przeciwko “zomo, ubekom, oderwanym od koryta”. My jesteśmy rozproszeni, nas nie rozgrzewa nienawiść i wszechogarniające przeświadczenie, że “im lepiej tym gorzej”, bo Pan Bóg prawych wystawia na próby. Tylko gdzie ci “prawi”, bo jakoś po owocach to trudno rozpoznać… Może zacznijmy chodzić na czarno? Wtedy będziemy mogli się rozpoznać i policzyć, przekonać się, że może wcale nas nie jest tak mało. No i trzeba zrobić coś ze Schetyną!!!

    Odpowiedz
  • 18 września, 2017 o 22:31
    Permalink

    Szkoda, że nigdy nie dowiemy się o czym ważnym rozmawiali ze sobą Kaczyńscy przed katastrofą. Wszystko co nastąpiło później i co dzieje się teraz, służy zagłuszaniu sumienia…

    Odpowiedz
  • 19 września, 2017 o 11:26
    Permalink

    musimy założyć swoją partię i wystawiać swoich kandydatów do Sejmu potrwa to pewnie wieki ale w tej chwili nie widzę innego rozwiązania

    Odpowiedz

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *