Kogo mogą poprzeć w wyborach Obywatele RP?

Kogoś muszą, wybory to zbyt poważna sprawa, żeby nie zabrać w nich głosu. Z jednej strony sprawa jest prosta – stawiać trzeba na tych konkurentów PiS, którzy mają szansę po prostu wygrać. Więc na ogół na PO i Nowoczesną, do których dołącza właśnie Inicjatywa Polska Barbary Nowackiej. Gdzieniegdzie da się stawiać na PSL, choć akurat Obywatele RP raczej nie zdołali dotrzeć w te rejony, w których to PSL ma szansę

Ale ani Obywatele RP, ani inne ruchy obywatelskiego protestu, działające na rzecz polskiej demokracji, nie są organizacjami partyjnych elektoratów. Każdy z nich chce i musi trzymać równy dystans wobec każdej z partii politycznych, raczej stawiając warunki i narzucając reguły demokratycznej gry, niż wchodząc w sojusze z którąkolwiek stroną politycznego sporu. Żadną miarą nie wolno nam wchodzić zwłaszcza w gabinetowe układy. Moglibyśmy wobec tego powiedzieć – wszyscy tylko nie PiS. Pewnie też nie Kukiz. Ale i tak się nie da. Takie postawienie sprawy nie tylko jest z naszej strony wykluczone z bardzo zasadniczych powodów ideowych, ale również ordynacyjna arytmetyka sprawia, że byłoby to dalece niewystarczające. Co więc da się zrobić z pozycji obywatelskiego ruchu, któremu nie wolno sympatyzować z żadną partią? Bardzo wiele, choć nie jest to proste.

Proponuję zawierać wyborcze kontrakty wszędzie tam, gdzie istnieje obywatelskie środowisko, które wie czego chce i jest w stanie zaoferować politykom lokalnym własne poparcie dla nich i uzgodnionych z nimi projektów. Proponuję to przyjaciołom z ruchu Obywateli RP i z wszystkich innych ruchów obywatelskich. Jeszcze coś możemy zdziałać. Czas jest trudny, jest go mało, a szanse w wyborach nie wyglądają najlepiej. Zróbmy, co się da.

Rozpoznanie terenu – niedobre wróżby

Pryncypia odłóżmy na później, skoro nie da się ich rozważać serio bez krytycznego rozliczenia politycznej przeszłości, w której rachunek obciąża partie i środowiska startujące dzisiaj przeciw PiS i z tego powodu bezwzględnie wymagające wsparcia, a nie krytyki. Dzisiaj powiedzmy sobie o pryncypiach tylko tyle, że w polskim konflikcie logika anty-PiS ani nie wystarczyła w wyborach z 2015 roku, ani nie przyniosła niczego w trzech latach następnych. Potrzeba tu wiarygodności, której brak objawił się w przegranych wyborach, oraz programu wychodzącego poza przegrany konflikt PO-PiS. Wybory samorządowe są tu świetną okazją, ponieważ to nie o „wielką politykę” chodzi w nich przede wszystkim, ale o taką, która rozwiązuje zwykłe sprawy ludzi.

Niemniej logika starcia ma swoje konsekwencje. D’Hondt pracuje na najsilniejszą listę, a w sejmikach wojewódzkich niemal wszędzie najsilniejszą listą jest pisowska Zjednoczona Prawica. Kilkakrotnie liczyliśmy wynikające z sondaży podziały mandatów: w pięciu województwach, wliczając w to Mazowsze i Śląsk, niespełna 40% poparcia przekłada się na 50% lub więcej mandatów i daje PiS samodzielne rządy. Sytuacja odwróciłaby się oczywiście przy wspólnej liście opozycji, ale szans na nią nie widać.

Logika starcia ma jeszcze swoją socjo-psychologiczną dynamikę i ona prawdopodobnie tworzy zagrożenie największe. W pamięci polskich obywateli wybory i polityczne zmiany władzy nie przynosiły dotąd wielkich, a często nawet zauważalnych dla wyborców zmian w życiu kraju. Lewica prowadziła liberalną politykę gospodarczą, liberałowie utrzymywali z dawna zastane przywileje socjalne, poważne reformy i odważne zmiany nie następowały. Dające się zauważyć i odczuć wyjątki – jak choćby próba podniesienia wieku emerytalnego – dyktowała bardziej konieczność niż polityczna wola zmian, a przy tym wyborcy nie dali koalicji PO-PSL premii za odwagę stawienia czoła wyzwaniom. Niezależnie od nierzadko gorzkich, ale zawsze skomplikowanych ocen faktów – w świadomości Polaków głos w wyborach niczego istotnego nie zmieniał, o polskiej polityce decydowały ekonomiczne i polityczne konieczności, o których wciąż słyszeliśmy – a nie polityczna wola narodu. Rozczarowanie z tym związane dotyczyło samego serca demokracji, którym są właśnie wybory – bo w opinii Polaków prawdziwego wyboru w rzeczywistości nie było.

Jeżeli popierasz nasze działania to dołącz do nas albo nas wesprzyj!

Twoja pomoc pozwoli nam dalej działać!

Wspieram z pełnym przekonaniem

 

Strony: Początek |1 | 2 | 3 | ... | następna strona→ | Koniec

17 thoughts on “Kogo mogą poprzeć w wyborach Obywatele RP?

  • 9 września, 2018 o 02:13
    Permalink

    Skąd założenie, że Ob. RP muszą kogoś poprzeć w wyborach, namaścić jak prasa swego ulubieńca? Właśnie dobrą stroną tego, co dzieje się w Polsce jest to, że ludzie zaczęli mieć większą świadomość obywatelską.

    Owszem, sporo wyborców jest zmęczonych, zniechęconych konfliktem, na to była obliczona manipulacja emocjonalna pis-u. Jednak sporo ludzi wydaje się być znacznie rozeźlonymi postępowaniem obecnie rządzących.

    Sześciopak z B. Nowacką – zobaczę, jakie efekty zostaną po przystawce w postaci złowienia lewicowego elektoratu po wyborach.
    Mam takie samo zdanie jak Paweł obserwując działania mojego samorządu, one bardzo zniechęcają do zaufania lokalnie rządzącym u mnie. Widziałam fantastycznych ludzi próbujących dostać się do władz samorządowych, zwyciężyły tłuste, sprytne koty.
    Tu, gdzie mieszkam, partycypację zostawiono mieszkańcom w taki sposób, że pozostaje się gromko śmiać, jesli ktoś ma poczucie humoru. W tym przypadku go nie mam , za to mam cwanych i cynicznych graczy partyjnych rozdających posadki, publiczne dobra, umorzenia od podatku, a także część działaczy robiących piękne wrażenie, absolutnie niezgadzających się na podawanie kosztorysów, rozliczeń, bo po co, skoro powdzięczy się taki do burmistrza, na grilla z nim pójdzie i to wystarczy?
    Znowu kłania się d’Hondt , którego regułami powinnam kierować się przy głosowaniu. Reprezentacje, chyba systemu wyborczego.

    O edukacji, kolejnych dzieciakach zmarnowanych przez kaprysy polityków oraz o dzieciach ze szczególnymi potrzebami edukacyjnymi wobec prawa wdrożonego przez pis nie jestem w stanie pisać.

    Za to, co piszesz o matematyce i tym, że jest sprowadzona do poziomu rachunków – ogromne podziękowania. Nie tylko o matematykę chodzi, prawda?
    Myslenie, logika, umiejętność liczenia to podstawa tego, co przyda się człowiekowi . Uczeń nie musi umieć na pamięć, szkoda terabajtów jego mózgu.
    Ale nie zapominajmy o uczeniu wpływającym na osobowość : wyborze lektur, zalecanych konspektach. Niech będzie nagradzanie myślenie, nie zaś posłuszeństwo .
    Edukacja domowa – wolne żarty . W mojej wsi z poniekąd dobrą podstawówką (dobrą wg kryteriów kuratorium i dostawania się do gimnazjów) nie było mowy o takich sytuacjach, za to gdy nauczyciele zrobili strajk, rącze mamusie stały przy bramie szkoły krzycząc, że o wszystkim poinformują stosowne organa; witaj, Polsko.
    /żeby nauczyciel śmiał poczucie sprzeciwu, wolności przekazywać, uczyć tego, przecież to niewygodne chociażby dla rodziców / .

    Obawiałam się formy handlu politycznego z organizacjami pozarządowymi w przypadku Ob RP. Wiem, że kilkoro ludzi z innego ruchu opozycyjnego dostało już miejsca na listach wyborczych, zobaczę, jak im dalej się powiedzie .

    Dopóki wystarczy mi sił i życia, będę reprezentować to o czym piszecie. Są jaskółki. Dużo ludzi mówi mi o buncie, o szeroko pojętej niezgodzie na to, co wyprawiają politycy. Oby konstruktywnie tak dalej .
    Ci, co krzyczeli, że są miarą wszechrzeczy , prawi, zachwycający moralnie i dlatego głosują na pis, teraz nie patrzą mi w oczy, zwłaszcza po tym , jak kochający rząd oszukał ich i okradł.
    Kiedy mówię o konstytucji i podstawach prawnych , ludzie uważnie słuchają, by potem upominać się o to, co im się należy.
    Zmienia się. Gorzko, powoli, boleśnie. Oby nikt nie sprzedał się za własne złudzenia.

    Prawa kobiet – proszę Cię. Kobieta przecież samodzielnie nie myśli, a w mojej gminie dostanie posadkę, jeśli jest kochanką władzy albo odpowiednio się wdzięczy .

    Ty piszesz o komitetach, słusznie . Tu, gdzie mieszkam, na razie lepiej działać jak cichociemni.

    Dziękuję za sformatowanie tekstu wygodne do czytania . Doceniam, że dobrze, wyraziście podzieliłeś wymagającą uwagi treść, ale nie wklejaj mi zdjęć Scheta, bo zostanę lesibijką.

    Odpowiedz
  • 9 września, 2018 o 02:51
    Permalink

    Przykład województwa kujawsko-pomorskiego został przedstawiony błędnie. Przy wszystkich plastycznych możliwościach kształtowania okręgów wyborczych paru arytmetycznych warunków ustawowych należy przestrzegać, w tym zasady normy przedstawicielskiej. Zatem na pierwszy rzut oka porównanie Bydgoszczy i Torunia, jak w artykule, nie może się zgadzać. Więc krótko rzuciłem wzrokiem na mapę okręgów do sejmików w tym województwie. Fakty są takie:
    1) Bydgoszcz ma swój samodzielny miejski okręg wyborczy nr. 1, który zapewne tylko miasto obejmuje. Przysługuje mu 5 radnych.
    2) Powiat bydgoski, który można pewnie uważać za tereny podmiejskie jest wraz z kilkoma innymi powiatami w okręgu nr. 2 liczącym 6 radnych. Tereny podmiejskie Bydgoszczy są zatem w części tam reprezentowane.
    3. Miasto Toruń nie ma “własnego” okręgu wyborczego. Jest tylko częścią większego okręgu wyborczego wystawiającego 6 radnych, który obejmuje miasto Toruń oraz powiat toruński i chełmski.

    Zatem przedstawione tu nierówne traktowanie wyborcze na poziomie municypalnym jest całkowicie błędne i pomija naturę rzeczywistych okręgów wyborczych w tamtym regionie.

    Odpowiedz
    • 9 września, 2018 o 03:16
      Permalink

      OK, przecież nie twierdzę, że okręgi w Kujawsko-Pomorskim wyznaczono z naruszeniem prawa i obowiązującej zasady proporcjonalności reprezentacji z okręgów. Jasne, że okręgi wyznaczono prawidłowo z zachowaniem tej zasady i że miasto Toruń wraz z powiatami ma prawo do większej reprezentacji niż sama Bydgoszcz. Czy za takim podziałem stoi jakaś premedytacja, czy jest on przypadkowy — dość, że utrwala stan faktyczny, jakim jest odczuwalne przez mieszkańców niedofinansowanie Bydgoszczy w stosunku do Torunia. To zresztą odpowiada innym obserwowanym w samorządach tendecjom. W kraju dominują okręgi pięciomandatowe w wyborach gminnych. Czyli najmniejsze z możliwych, najbardziej wykluczające małe komitety lokalne. I nie żaden spisek PiS-u tę regułę spowodował, ale suwerenne decyzje “samorządowych włodarzy”, dla których taki układ jest najwyraźniej wygodny — po co się kłopotać konkurencją jakichś np. rowerzystów?

      Ja tylko sugeruję, że w dzisiejszej sytuacji, pod rządami tej ordynacji wyborczej, szansę na rzeczywistą reprezentację terytorialną mogły dać albo prawybory, albo porozumienia w sprawie lokannych “lobby”. Tak czy owak, na poziomie decyzji Sejmiku Kujawsko-Pomorskiego znacznie większe znaczenie z punktu widzenia Bydgoszczy miałby spór 5 lub 11 (gdyby powstało lobby) radnych bydgoskich z 6 radnych toruńskich niż konflikt 12 radnych PO z 12 z PiS.

      Odpowiedz
      • 9 września, 2018 o 03:59
        Permalink

        Mnie chodziło głównie o dość mylne i mylące przeciwstawienie nierównowagi dwóch miast, które nie odpowiada logice okręgów wyborczych. Przy wyznaczaniu okręgów wyborczych zasada równości głosu stoi w naturalnym konflikcie z lokalnymi uwarunkowaniami demograficznymi, geograficznymi, kulturowymi, a nawet administracyjnymi. Szukanie tutaj kompromisu jest nieodzowne. A w szczególności dotyczy to większych miast, gdzie konieczność dopasowywania granic okręgów do rejonów miejskich, podmiejskich a nawet wiejskich bywa często karkołomna. Przypadek Bydgoszczy to raczej przypadek typowy. Chociaż Toruń, to jest jedno z większych polskich miast (dwa razy większe niż Koszalin lub Opole) i w pewnym sensie mocny konkurent Bydgoszczy w regionie.

        Partyjna ordynacja wyborcza, która sprawia, że większe ciała przedstawicielskie w państwie są mało reprezentatywne dla obywateli to już jest osobna historia. W normalnej demokracji z normalnymi (obywatelskimi, reprezentatywnymi i zakorzenionymi w terenie) partiami politycznymi sprawa wyglądałaby zgoła inaczej, bo Toruń i Bydgoszcz byłyby odpowiednio mocno reprezentowane już w terenowych strukturach partii, a co za tym idzie gro uzgodnień i kompromisów o charakterze lokalnym kształtowałoby się w wewnątrzpartyjnych demokratycznych procesach decyzyjnych. W Polsce takich partii jednak nie mamy (z małym wyjątkiem PSL) a w partiach nomenklaturowych grupki lokalnych działaczy odgrywają bardziej rolę namiestników reprezentujących centrale nomenklaturowe w regionie. Taką namiestnikowską rolę grają w polskim samorządzie właśnie wojewodowie i wojewódzkie sejmiki.

        Odpowiedz
  • 9 września, 2018 o 03:01
    Permalink

    Moja strategia na wybory samorządowe jest inny. Wyżynać centralne partie tam gdzie się da, a tam gdzie środowiska lokalne zdołały przełamać bariery przywilejów partyjnych, głosować na komitety lokalne. Oczywiście nie bezwarunkowo. Muszą być to lokalne podmioty polityczne w miarę wiarygodne i poważne. Sama bezpartyjność czy anty-partyjność nie może być jedynym lub najważniejszym kryterium wyboru.

    Natomiast tezy o “wyższej antypisowskiej konieczności” po prostu nie kupuję. Nie będę zwalczał dżumy cholerą. Nie będę wybierał “mniejszego zła” i zastępował jednej antyobywatelskiej i antydemokratycznej bandy nomenklaturowej inną antyobywatelską i niedemokratyczną bandą nomenklaturową. Zwłaszcza, gdy obie działają w monopolistycznej zmowie.

    Odpowiedz
    • 9 września, 2018 o 03:20
      Permalink

      Też jej nie kupuję. Ale “po naszej stronie” dominuje desperacka determinacja poparcia anty-PiS za każdą cenę. Nie chcę jej komentować. Nie mieliśmy wpływu na listy kandydatów. Da się grać z tymi, których wystawiono. Ważne jest wiedzieć jak i w jakim celu. Jednym z celów jest przeciąć pępowinę wiążącą polityka z partyjną centralą, a zastąpić ją kontraktem wiążącym go z wyborcami.

      Odpowiedz
      • 9 września, 2018 o 04:17
        Permalink

        Moim zdaniem nie czas, nie okoliczności, by łączyć to, co wypracowaliscie z pomocą tylu ludzi, z jakąkolwiek partią. Nie chodzi mi o ocenę. Nie te okoliczności.

        Co do Torunia – od wielu lat Bydoszcz jest w wielu aspektach gorzej traktowana, to info od torunian.
        Okręgi wyborcze mają swoją logikę, niedawno było ładne orzeczenie sądu w tym temacie (tzn. partyjnych nagięć okręgów).

        Ani tu, gdzie mieszkam , ani w kilku innych mi znanych rejonach Pl nie jest tak, że grupki lokalnych działaczy odgrywają bardziej rolę namiestników reprezentujących centrale nomenklaturowe w regionie . Owszem, tak było, ale elektorat się zbiesił.

        Oczywiście, że nie ma sensu komentowanie w/w poparcia . Polityka powinna być służbą wobec np. wyborcy.

        Odpowiedz
      • 9 września, 2018 o 04:50
        Permalink

        Ta, moim zdaniem sztucznie tworzona polaryzacja na dwa obozy (synonimu to dwa plemiona, dwa kibolskie stada, dwa umysłowe obozy koncentracyjne) to jest taka przejrzysta sztuczka systemowa, która odpycha demokratów i ludzi racjonalnych od mieszania się w ogóle do tego “sporu”. Uważam, że uleganie tej logice jest katastrofalnym błędem i prowadzi do ciągłego kompromitowania oraz całkowitej degeneracji idei demokratycznej. Przypomina to trzepanie rękoma w bagnie. Im bardziej trzepiesz, tym szybciej pogrążasz się w bagnie. I tym bardziej odstręczasz ludzi od “demokracji”.

        Właśnie zaczynamy “maraton wyborczy”. Zaczyna się od starych 100 razy powtarzanych wyświechtanych numerów, że aż mdli. Jakaś bardzo ładna i sympatyczna pani na lewicy właśnie postanowiła włączyć się w “wielki nowy” projekt konserwatywno-liberalnej prawicy, oczywiście w imię wartości wyższych. Mimo urokliwej twarzy tej pani, widzę zaraz w niej rysy Misia Kamińskiego, Kluzik-Rostowskiej, Dorna, Palikota, Ujazdowskiego, również Ziobry i Gowina. Mamy znów wielkie zjednoczenie. Obywatelska platforma specjalnie nie wypaliła, może obywatelską koalicję ciemny lud kupi. A w mediach oczywiście nikt nigdy nie zapyta, kogo tak naprawdę reprezentuje ta pani. Tylko swoją fotogeniczną twarzyczkę, albo 5 osobową kanapę bliskich towarzyszy i towarzyszek, a może grupkę 30 znajomków. 300 to już bardzo wątpię a o jakiś parotysięcznych strukturach to już nie ma mowy. W telewizja jedna twarzyczka na sprzedaż “wielkiego zjednoczenia” frontu demokratycznego wystarczy. Po co więcej?

        Mamy też powiew świeżego powierza znad morza, ze Słupska. Zupełnie nowa, nieznana i przesympatyczna twarz nie schodząca z ekranów telewizyjnych w ciągu ostanich 15 lat. Ma być podobno zupełnie nowa polityka. Tylko w tym świeżym powiewie na kilometr jedzie stęchlizną i wyświechtanym numerem a la PJN, oba ruchy Palikota, Kukiz, Petru, Gowin, Kowin i dziesiątki podobnych pomniejszych. Kolejne “Wielkie odnowy” i “powiewy świeżego powietrza”, za którymi stoi tylko paru spin-doktorów i makijażystów z pewną szansą na zgromadzenie kilkuset niedobitków pogubionych na “scenie politycznej”. Ileż razy można się na takie wyświechtane numery nabierać?

        Odpowiedz
  • 9 września, 2018 o 05:21
    Permalink

    Co do partii i popierania sił politycznych przez ORP, to ja na waszym miejscu sporządziłbym krótki (5-7 punktowy) zbiór warunków określających cechy minimalne demokratycznej i obywatelskiej partii politycznej, a wypełnienie tych cech rozwiązaniami statutowymi i praktyką działania uczyniłbym warunkiem ewentualnego poparcia partii przez ORP. Ja, na własne potrzeby zrobiłem taki zestaw i opisałem go we wpisie Kiedy i dla jakiej partii poszedłbym na wybory?. Oczywiście ORP mogłaby zrobić własną listę według swoich kryteriów ważności.

    Takimi warunkami mógłby być warunek otwartości na obywateli czy oddolne prawybory wewnątrz partii politycznych. Przy niedostatku reprezentatywności partii w terenie mógłby być to nawet warunek przeprowadzenia otwartych prawyborów.

    Przygotowanie takiego zestawu i postulatu miałoby szereg zalet, jak popularyzacja standardów demokratycznych, sprecyzowanie oczekiwań, stworzenia jasnych kryteriów postępowania i udzielania ewentualnego poparcia, a nawet szansy konkretnego ustosunkowania się partii i ich funkcjonariuszy do jasno sformułowanych postulatów i kryteriów, a więc też do ujawnienia swoich prawdziwych intencji. Takie ustosunkowanie się byłoby bardzo interesujące nie tylko ze strony głównych partii nomenklaturowych, ale może nawet bardziej od nowych bytów politycznych typu partia Razem, czy partia wirtualna Biedronia.

    Odpowiedz
  • 9 września, 2018 o 07:50
    Permalink

    Halo p. Anno. Czemu nie zażąda Pani uzunięcia postu bisnetusa, w którym zamieścił link do swoich treści?
    Tytuł nie podniecił tak jak wczoraj wieczorem?

    Odpowiedz
  • 9 września, 2018 o 12:06
    Permalink

    Czemu Obywatele RP muszą kogoś namaścić? Może lepiej obrać kurs wskazany przez Andrzeja Rozenka, czyli każdy z wyjątkiem PiS-Kukiz?
    Nie planowałem głosować na PO z wyjątkiem II tury, a po wciągnięciu Nowackiej i to poddaje w wątpliwość. Bo raz, że Basia stała się niewiarygodna wstępując do partii mocno konserwatywnej, jawnie zwalczającej jej czarne parasolki, dwa że PO dowiodła, że władza jest dla niej cele samym w sobie. Kto wie, może i wrócić do pomyslu “popis”, wszak sporo ich łączy. Przynajmniej przewodnia rola kościoła instytucjonalnego – jakże to pięknie brzmieć by mogło w popisowej konstytucji!

    Odpowiedz
    • 9 września, 2018 o 15:48
      Permalink

      Klasyczny przykład systemu politycznego, w którym wybory polegają … na braku wyboru. Nie głosujesz w ogóle – wybierasz POPiS, głosujesz na plankton medialny – wywalają twoje głosy do śmieci i głosujesz na POPiS. Głosujesz na mainstreamowe twory medialne PO, PiS, SLD, PSL – głosujesz na POPiS.

      Co byś nie zrobił, zawsze wyjdzie POPiS z tymi samymi twarzami podstrojonymi nowymi kwiatuszkami i aniołkami. No chyba, że zmienią nazwę. To będzie np. KOPiS. Jak w PRL – jakbyś nie głosował zawsze wychodziło PZPR/SD/ZSL.

      PS. Kaczyński miał swoje aniołki na konwencjach. Schetyna ma już też jednego aniołka na konwencje.

      Odpowiedz
      • 9 września, 2018 o 16:04
        Permalink

        Ja jednak SLD wyżej stawiam niż POPiS. Rozumiem też niechęć jaką są darzeni przez tych, którym PRL dał po tyłku. Ale pamiętam przede wszystkim, że Ci ludzie w największym stopniu wprowadzali nas do UE, że starali się zliberalizować swego czasu drakońskie prawo antyaborcyjne (wzorem PiSu nie rozjechali TK i im Zoll szyki pokrzyżował). Pamiętam również, że oni (bardziej UP-fakt) podjęli próbę wprowadzenia związków partnerskich. Czynił to jeszcze niby Ruch Palkota ale dość szybko spacyfikowany został przez PO, natomiast to co robił Peowski Dunin, zakrawało na żart i drwinę.
        Także, o ile nic dziwnego się nie wydarzy, w samorządzie stawiam na SLD. A druga tura… Chciałbym też móc na SLD…

        Odpowiedz
        • 9 września, 2018 o 21:50
          Permalink

          Moja niechęć do SLD czy POPiS-u nie ma nic wspólnego z PRL-em. Programy są dla mnie też bez znaczenia. Moja niechęć wynika z tego co te partie robiły i robią teraz w III RP, a jest to dla mnie działalność antykonstytucyjna, wręcz przestępcza. Głównie zawłaszczenie państwa przez partie, postawienie się ponad prawem i przestępstwa przeciwko podstawowym prawom człowieka, takim jak chociażby indywidualne bierne i czynne prawo wyborcze.

          Programy “partii”, które nie mają odwagi stanąć do wolnych, demokratycznych wyborów mnie ani trochę nie interesują.

          Odpowiedz
  • 9 września, 2018 o 16:27
    Permalink

    Paulina Pichna – Więckiewicz powiedziała w wywiadzie “Nie wyobrażam sobie, że moi wyborcy w pakiecie ze mną dostają Grzegorza Schetynę”. Suweren jej odpowiedział m. in. , że P. Paulina elektoratu nie posiada na własność.
    Moim zdaniem Ob. RP mogą sporo stracić z tego, co wypracowali , jeżeli będą namaszczać polityków. Każdy ma prawo głosować według swojego sumienia, wiedzy, przekonań.

    Nie wierzę w słowa polityków . Różne rzeczy mówią przed wyborami, nie są słowni.

    Odnosząc się do aparycji polityków – bardzo podobała mi się P. Jaruga – Nowacka, matka P. Barbary. Miała obłędną klasę, kulturę dyskusji.
    P. Schetyna podobać mi się nie musi, ale jego sposób mówienia, zachowania jest dla mnie nieprzyjemny.

    Przewodnia rola kościoła inst. brzmi świetnie, prawdziwie i strasznie.

    Odpowiedz
    • 9 września, 2018 o 21:26
      Permalink

      Suweren, a przynajmnie jego część, ten sam przekaz skierowała do Barbary Nowackiej wstępującej do PO.

      Odpowiedz
  • 10 września, 2018 o 07:21
    Permalink

    Ja myślałem, że Obywatele RP nie mieszają się do polityki wyborczej, że w ich działalności chodzi o coś więcej niż czysta gra wyborcza. Z drugiej strony czytają powyższy artykuł, aż razi po oczach to, kogo Ob. RP chcą popierać w nadchodzących wyborach, gdzie nie ma dla nich znaczenia czy to PO, PSL czy SLD. Nie ważne kto, byle uchwycić władzę.

    Odpowiedz

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *