EDUKACJA NIEPODLEGŁA. Trzeba ze sobą rozmawiać

Często niepowodzenie debaty nie wynika z różnicy poglądów, ale z innego pojmowania wartości. W takim przypadku może pomóc przyjęcie perspektywy rozmówcy i zastanowienie się, jak byście argumentowali przyjmując za podstawę jego system wartości

Istniejące od 1952 roku Federalne Centrum Edukacji Politycznej (Die Bundeszentrale für politische Bildung, bpb) to ważna instytucja z ogromnym budżetem i licznym personelem. Jej zadaniem jest zachęcanie obywateli do aktywności politycznej, pomoc w rozumieniu polityki, wzmacnianie obywatelskiej świadomości. Są wydawcą licznych opracowań, monografii, periodyków i dostępnych za darmo materiałów edukacyjnych dla dorosłych i młodzieży.

We wstępie do nowego projektu bpb „Miteinanderreden” (Rozmawiać ze sobą) napisano: „Dla skutecznej edukacji politycznej na obszarach wiejskich, musimy pójść nowymi drogami aby móc się wpisać w lokalne potrzeby. Z propozycjami klasycznych seminariów nie dotrzemy do ludzi, a edukacja polityczna musi rozwinąć nowe formaty edukacyjne”.

Jeśli potężne, dysponujące ogromnym doświadczeniem, działające od blisko 70 lat bpb szuka nowych, skuteczniejszych sposobów dotarcia do „zwykłych” ludzi, to gdzie my jesteśmy, skoro w Polsce nie ma żadnej choćby trochę porównywalnej instytucji edukacyjnej; skoro polityka i politycy przypominają sobie o obywatelach jako „mięsie wyborczym” dopiero przy okazji kolejnych wyborów?

PRZECZYTAJ TAKŻE: Najpierw myśleć, potem klikać, czyli jak walczyć z fake newsem

Projekt Miteinanderreden to konkurs na pomysły jak sprawić, żeby lokalne społeczności zaczęły ze sobą rozmawiać i współdziałać dla dobra wspólnego. 100 wybranych w konkursie pomysłów dostanie dofinansowanie w wysokości od kilku do kilkunastu tysięcy euro na ich realizację. Oczekiwane współdziałanie może mieć każdą możliwą formę: szukanie pomysłów, jak nie dopuścić do zamknięcia miejscowej biblioteki; co zrobić, żeby uruchomić komunikację autobusową do naszej miejscowości; jak pomóc w integracji osiadłych w naszej wsi uchodźców; jak docenić i uhonorować miejscowych społeczników etc. O pomysły dobrych działań jest znacznie łatwiej niż o ich realizację. Projekt Miteinanderreden ma wesprzeć realizację tych idei.

Nabór pomysłów/wniosków do projektu zakończył się w lutym. Jeszcze w kwietniu na stronie internetowej projektu https://miteinanderreden.net/ rozpocznie się prezentowanie wybranych projektów. Co ciekawsze z nich pokażemy w naszym cyklu Edukacja Niepodległa.

PRZECZYTAJ TAKŻE: Edukacja Niepodległa: O kulturze demokracji

Numer 15 stałego magazynu bpb jest zatytułowany „Reden wir” (Rozmawiajmy) i jest pomyślany jako wsparcie dla projektu Miteinanderreden. Zawiera wywiady z muzykami, aktorami, moderatorami, osobami zawodowo zajmującymi się komunikowaniem z innymi ludźmi. Jest w tym numerze także 10 reguł dobrej debaty, które warto sobie przyswoić. Ich autorami są David Lanius i Romy Jaster, pracownicy naukowi z Karlsruhe i Berlina. Wspólnie prowadzą „Forum kultury sporu”. Oto one:

(1) Spróbujcie dobrze zrozumieć
Słuchajcie uważnie, co mówi wasz rozmówca i spróbujcie zrozumieć, o co mu w istocie chodzi. Podsumujcie, co dowiedzieliście się z tej wypowiedzi. Możecie na przykład powiedzieć: „Jeżeli dobrze cię zrozumiałem, to twoją troską jest, aby….” albo „Twoje stanowisko jest takie, że…”. Tylko w ten sposób możesz się upewnić, że faktycznie zrozumiałeś, co dla tej drugiej osoby jest ważne. W teorii bezprzemocowej komunikacji nazywa się ten sposób postępowania „aktywnym słuchaniem”.

(2) Trzymajcie się tematu
Ludzie często mają zwyczaj w ważnym momencie rozmowy nagle zmieniać temat, albo wypowiadać jednym ciągiem opinie na wiele różnych spraw. Prowadzi to do tego, że przedmiot sporu umyka zanim na dobre zaczniecie o nim rozmawiać. Nie róbcie tego, nie skaczcie z tematu na temat. Moderujcie rozmowę i drążcie temat. „To jest nowy temat, możesz mi wyjaśnić, co miałeś na myśli, mówiąc…”.

(3) Poszukujcie wspólnych punktów
W każdej rozmowie i z każdym rozmówcą można znaleźć coś wspólnego. Pokażcie/ podkreślcie wyraźnie w czym zgadzacie się ze swoim interlokutorem. W ten sposób stworzycie dobry klimat do dalszej dyskusji i zobaczycie, w których punktach wasze opinie są rozbieżne, ale może się też okazać, że nie różnicie się aż tak bardzo, jak się początkowo wydawało.

(4) Zadawajcie jak najwięcej otwartych pytań
W ten sposób sygnalizujecie rozmówcy chęć zrozumienia jego stanowiska. To stwarza także dobrą bazę do dalszej rozmowy zarówno na poziomie merytorycznym jak i emocjonalnym. Najważniejszym pytaniem udanej debaty jest: „Dlaczego sądzisz, że ….?”

(5) Nie pouczajcie swoich rozmówców
Kto poucza, demonstruje swoją wyższość, lepszą znajomość tematu i prowokuje rozmówcę do obrony. Unikajcie moralizowania. Lepiej pytajcie i budujcie osobiste relacje: „Czy przytrafiło ci się już kiedyś, że …?”

(6) Uzasadniajcie swoje stanowisko
Wasza opinia jest ważna. Ale samo przebijanie się opiniami do niczego nie prowadzi. Aby wejść we wzajemną rozmowę, decydujące jest wyjaśnienie, dlaczego tak sądzicie. Uzasadniajcie swoje opinie i zapraszajcie rozmówcę do zrobienia tego samego. Samo komunikowanie stanowisk i wdawanie się w polemikę nie posuwa debaty do przodu.

(7) Interpretujcie z życzliwością
Nie rzucajcie się z impetem na słabe strony argumentacji rozmówcy. Starajcie się każdy jego argument interpretować w dobrej wierze i podkreślać mocne punkty wypowiedzi rozmówcy, także wtedy kiedy on nie potrafi dobrze rozwinąć swojej argumentacji. W teorii komunikacji tę regułę nazywamy „zasadą życzliwości”.

(8) Stosujcie wyłącznie rzeczową krytykę
Prostujcie nieprawdziwe informacje. Wskazujcie na przedwcześnie wyciągane wnioski i uogólnienia. Zwracajcie uwagę na niepełną lub sprzeczną argumentację. Miarkujcie jednak w krytykowaniu i unikajcie, jeśli to możliwe, otwartej konfrontacji.

(9) Tonować, nie eskalować
W debatach często buzują emocje. Nie doprowadzajcie do tego, żeby wasz rozmówca stracił twarz, kiedy go krytykujecie. Szukajcie okazji do opowiedzenia anegdoty lub zażartowania. Pokazujcie odczucia własne i rozmówcy na przykład mówiąc: „widzę, że ten temat bardzo cię denerwuje”. Nadrzędną zasadą jest zachować spokój.

(10) Zmieniajcie perspektywę
Często niepowodzenie debaty nie wynika z różnicy poglądów, ale z innego pojmowania wartości. W takim przypadku może pomóc przyjęcie perspektywy rozmówcy i zastanowienie się, jak byście argumentowali przyjmując za podstawę jego system wartości. Jeśli dla waszego rozmówcy na przykład ochrona rodziny jest szczególnie ważnym dobrem, spróbujcie argumentować z takiej perspektywy. W debacie naukowej takie postępowanie nazywa się „reframing“. Ważne jest jednak pozostanie wiarygodnym i nie przekraczanie granic własnych wartości.

Andrzej Wendrychowicz

Korzystałem z: https://www.bpb.de/shop/zeitschriften/bpbmagazin/287835/bpbmagazin-1-2019

fot. Pixabay

Buduj z nami patriotyzm obywatelski

Twoja pomoc pozwoli nam dalej działać!

Wspieram z pełnym przekonaniem


Edukacja Niepodległa jest projektem Obywateli RP, w ramach którego chcemy zajmować się szeroko pojętą edukacją obywatelską; proponować i współorganizować lokalne działania społeczne oraz współdziałać z organizacjami i inicjatywami w kraju i zagranicą, realizującymi podobne cele.

5 myśli na temat “EDUKACJA NIEPODLEGŁA. Trzeba ze sobą rozmawiać

  • Kwiecień 17, 2019 o 09:52
    Permalink

    Moja debata z osobami o odmiennych poglądach politycznych kończy się niczym. Okazja do dialogu to dla mojego adwersarza okazja do wyartykułowania swojej racji . Gdy słucham aktywnie, szukam stycznych, wchodzę w jego świat, zadaję pytania – mój adwersarz rozgrzewa się do czerwoności – nie dopuszcza do słowa – nie widzi we mnie partnera, widzi przeciwnika – walczy o dominację jedynej słusznej prawdy, jego ” racji” – … nie przebijam muru – na razie się nie udaje ! Ogromna jest w moich adwersarzach politycznych potrzeba nie słuchania, nie dopuszczania innej myśli, nie zmieniania niczego w ułożonym raz – jedynym możliwym w ich pojęciu układzie rzeczy !
    Trudno bardzo rozmawiać …

    Odpowiedz
    • Listopad 17, 2019 o 20:45
      Permalink

      Znam te technike, niestety. W Austrii
      I Niemczech (a potem tez w innych krajach
      zorganizowano Serie spotkan “duetow”
      o odmiennych pogladach w lokalach gastronomicznych. Wyniki byly
      ponoc zadowalajace. Ale w tych krajach
      jest duzo rozmaitych kursow i warsztatow,
      na ktorych mozna “trenowac” sztuke pro-
      wadzenia sporow lub rozwiazywania
      Konfliktow. Robia to np. gazety na spotkaniach ze swymi czytelnikami. Programy takie realizowane sa tez w pla-
      cowkach szkoleniowych, siedzibach orga-
      nizacji itp. Najgorzej jest z… politykami.

      Odpowiedz
  • Kwiecień 17, 2019 o 11:10
    Permalink

    Szkoda, że nikt nie pomyślał o politycznej edukacji Polaków po roku 1990. Zapewne uniknęlibyśmy wielu błędów. Demagodzy z PiS nie mieliby wtedy takiego pola do popisu wmawiając ludziom, że za brak pracy, utratę poczucia bezpieczeństwa, a czasem także dorobku całego życia, odpowiedzialna jest…demokracja. Do dziś wielu starszych ludzi oraz spora ilość młodzieży wierzy w to super kłamstwo, ponieważ nikt im nie wyjaśniał zmian jakie następowały w Polsce po 1990 roku. Trudno to właściwie zrozumieć, bowiem politycy mieli dostęp do mediów i mogli bez żadnych przeszkód wprowadzić polityczną edukację, zapoznać ludzi z definicjami i wartościami przyjętymi przez pozostałych Europejczyków. Czasem wydaje się, że zrobiono to specjalnie aby nie trzeba było liczyć się ze zdaniem obywateli i czasem spowalniać tempa przemian dla dobra społeczeństwa. Każdy głos sprzeciwu, nawet najbardziej zdroworozsądkowy, odrzucano przyklejając autorom miano komucha. To właśnie brak edukacji politycznej jest odpowiedzialny za tysiące samobójstw, które politycy cynicznie nazywają kosztami przemian. Gdyby dziś przeprowadzono podsumowanie polskich przemian, okazałoby się, że miliony Polaków, dobrze ponad trzydzieści procent społeczeństwa zapłaciło zdrowiem i życiem za gwałtowne przejście na system gospodarki rynkowej, bez żadnej osłony dla społeczeństwa, choć taka osłona była możliwa. Politycy, liberałowie i socjaldemokraci, dla uzyskania poklasku w Europie zachodniej a może nawet czegoś więcej z kręgów międzynarodowej finansjery, dokonali bardzo pospiesznej przemiany systemu gospodarczego, nie tylko ze szkodą dla wielu obywateli, ale również ze szkodą dla polskiej gospodarki. Efekty tego mieliśmy już w 2005 roku a już rok 2015 przyniósł sromotną porażkę rządu PO – PSL. Gdyby wprowadzono edukację polityczną choćby od 2008 roku, z pewnością nie doszłoby do zagrożenia dla demokratycznego ustroju naszego państwa. Zapewne gdyby Polacy znali powszechnie przyjętą definicję demokracji, czy zasady funkcjonowania gospodarki rynkowej, gdyby z niewiadomych przyczyn nie ukrywano przed społeczeństwem faktu, iż PiS reprezentuje polskich faszystów, którzy zwą siebie narodowcami, czyli nacjonalistami i których ideologia jest oparta o rasizm, ksenofobię, religijny fundamentalizm i nietolerancję, na podobieństwo zbrodniczego faszyzmu hitlerowskiego, gdyby nie ukrywano że PiS ma mocne związki z PZPR a konkretnie z frakcją opanowaną przez faszystów z ONR, którą niektórzy pamiętają jeszcze z krwawych rządów z lat 60-tych XX wieku, to wielu z tych, którzy głosowali na PiS aby ukrócić arogancję PO i PSL, zastanowiłoby się nad swoim wyborem. Można śmiało powiedzieć, że za obecną sytuację i niepewność naszej przyszłości odpowiada właśnie brak politycznej edukacji oraz błędne przekonanie wielu polityków, że “wszystko samo się ułoży” i nie trzeba nic robić. Co gorsza, od lat 90-tych ubiegłego stulecia, kiedy to dla wygody polityków zablokowano tworzenie się społeczeństwa obywatelskiego, nikt nie zachęcał Polaków do aktywności politycznej, przez co obywatele nie angażowali się nawet w wybory, uznając że ich głos się nie liczy. Okazuje się, że społeczeństwo sterowane odgórnie, niezaangażowane w życie polityczne, nie jest w stanie rozeznać się w intencjach polityków i bronić zasad demokracji. Aby Polacy stali się społeczeństwem obywatelskim, takim jak Francuzi, Niemcy, czy Holendrzy muszą rozmieć zasady polityki, trzymać stale rękę na pulsie, orientować się w bieżących i długofalowych celach polityki naszego państwa. Aby to było możliwe muszą zacząć od podstaw, od przyswojenia sobie definicji przyjętych w Europie dla różnych pojęć i zjawisk, co oznacza również przyjęcie wspólnych, europejskich wartości. Dopiero wtedy będziemy mogli podejmować rzeczowe dyskusje i oceniać prawidłowo sytuację.

    Odpowiedz
    • Kwiecień 17, 2019 o 17:13
      Permalink

      Pełna zgoda. Uciecha i obchody 25 lecia Wolnej Polski zupełnie pozbawione były refleksji, o której Pani pisze. Tak jakby skupiano się tylko na pozytywach. Plan Balcerowicza miał tę wadę – nie przewidywał zabezpieczeń i osłon socjalnych dla tych, którzy z różnych względów na ogół życiowych nie stanęli w szranki konkurencji gospodarczej. Liberalizm ma trochę krótką perspektywę społeczną . Do tego o czym Pani pisze dołożyłabym “urynkowienie” kultury, obłożenie podatkami książek, prywatyzację teatrów – co uczyniło je dobrem luksusowym, dla elity. Na to wszystko przyszła łatwa w dostępie technologia, która każdemu pozwoliła się komunikować z każdym i na każdy temat – bez zasad i przygotowania do takiego uwolnienia myśli i języka.
      Problemem było też jak sądzę to, że rządy PO i PSL trwały długo – nie specjalnie dbano o dawanie głosu rozmaitym społecznościom w ich sprawach – swoje pomysły i zdanie uznając często za najlepsze. PIS – wielu osobom wydaje się przyjazny, otwarty: uwzględnia społeczne potrzeby wielu prostych ludzi – bez wykształcenia – takie choćby jak potrzeba bycia w grupie, potrzeba ekspresji np. religijnej, ludowej itp. lekceważono małe sprawy małych miejscowości – odległych od dużych poglądów . Przed przegranymi wyborami PO nie miała i do tej pory nie ma czegoś takiego jak szybki kontakt (np. e-mail) z wyborcami – kilka razy o tym do nich pisałam, pytałam jako ich eks-wyborca. Głosy niezadowolenia czy uwagi były tłumione lub lekceważone z góry. Wiele bardzo zaangażowanych otwartych osób odeszło od pomysłu angażowania się w politykę. Dziś albo ich już nie ma w Polsce, albo wycofali się prowadzą własny biznes. Niszczono odruchy społecznego organizowania się. Gdy zorganizowałam kramik świąteczny w szkole dzieci – a dochód był przeznaczony na dotację wycieczek dla dzieci z biednych rodzin przyszła do szkoły pani z dzielnicowej oświaty i wyraziła się krytycznie o takich bieda – zbiórkach – bo państwo i tak daje zapomogi i mogą rodzice na wycieczkę odłożyć. Zupełnie brakowało wyczucia subtelności kwestii samoorganizacji, oddolnych działań, integracji, wspólnotowości. Co z tego, że każdemu z nas się polepszyło – nie było między nami tego lepiszcza społecznego i PIS to wyczuł i uruchomił – zlepiając swoich w jedną grupę, która rozmawia ze sobą sama. Politycy PIS i przybudówek mówią ze sobą, do siebie o sobie – językiem prostym, zrozumiałym dla własnego elektoratu. Rozmowa, dyskusja nie jest im do niczego potrzebna. Wiadomo co się myśli – byle być razem – bo to chroni. Myślę, że to co oferuje swoim wyborcom PIS – to iluzoryczne poczucie bezpieczeństwa przy jednoczesnym kreowaniu jasnego obrazu “wroga”. Wróg to inny, obcy, gorszy, brudniejszy, nie nasz, nie podobny do nas … Dlatego bardzo trudno się przebić. Kiedy Wałęsa wprowadzał tzw. “pluralizm” śmieliśmy się trochę – bo on niekiedy nadużywał tego słowa, ale gdyby tzw. intelektualiści i politycy ówczesnego mainstreemu go wtedy lepiej zrozumieli – zamiast obśmiewać pojęliby, że w istocie to jest sygnał – że musimy uczyć się normalnej rozmowy, zamiast pohukiwania i warczenia na przeciwnika politycznego, formować język polski do debat o różnych sprawach – niestety czarne i białe dominowało od dawna – a politycy PO stanęli w rozwoju – byli i są zakochani w sobie – po wygranej PIS na szczęście już bez wzajemności. Nie widzę w nich potencjału zmiany. Niestety. Zbudowanie koalicji to powinien być zaledwie początek, a potem intensywna dyskusja, rozmowy, konsultacje, spotkania z potencjalnymi wyborcami – wybory za kilka tygodni – dyskusji nie ma i chyba nie będzie . Wystarczą im sondaże i polityka oparta na emocjach i konfliktach.

      Odpowiedz
    • Kwiecień 18, 2019 o 00:23
      Permalink

      Pani Krystyno. Zawsze z wielką uwagą czytam Pani komentarze po moimi tekstami. Bardzo za nie dziękuję.
      Mówiąc o edukacji, przypomniało mi się, kiedy to w latach 70tych ubiegłego tysiąclecia (sic!) pracowałem kilka lat w Wiedniu i przez co najmniej trzy lata słuchałem i czytałem o zapowiadanym wprowadzeniu całkiem nowego podatku VAT. Na tysiące sposobów, w najdrobniejszych szczegółach wyjaśniano ludziom istotę tego podatku. Kiedy już go wprowadzono, nie było z tym żadnych kłopotów. Po wielu, wielu latach prowadziliśmy w żoną w Polsce niewielką firmę rodzinną. Sprowadzaliśmy z Niemiec pewien towar. Mieliśmy z naszymi odbiorcami podpisane umowy na określone ceny i raptem, omal z dnia na dzień, wprowadzono w Polsce 22% VAT zamiast bodajże 3% podatku obrotowego. To był dla nas ogromny dodatkowy koszt, którego nie mogliśmy przerzucić na n/odbiorców. Do tej pory nie wiem, jakim cudem uratowaliśmy się wtedy od bankructwa. Jak widać edukacja (w tym wypadku ekonomiczna) edukacji nierówna. A dokładnie to jej (omal) nadmiar w Austrii i całkowity brak w Polsce.

      Odpowiedz

Pozostaw odpowiedź Andrzej Wendrychowicz Anuluj pisanie odpowiedzi

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *