Cywilne nieposłuszeństwo i możliwe kłopoty – ku przestrodze

Nie każdy wierzący chrześcijanin musi z powodu wiary od razu zostawać księdzem, choćby Bóg i wiara były dlań w życiu najważniejsze. Nie każdy, kogo oburza postępowanie dzisiejszych władz musi się koniecznie podkładać pod karne konsekwencje, jak to teatralnie postanowiliśmy zrobić my, którzy się tu podpisaliśmy. Cywilny protest jest zawsze samotny i na tym polega zresztą jego siła. Ważne, żeby był zrozumiały dla większości, wśród której się odbywa. Zarówno dla agresywnych przeciwników, jak dla milczących świadków.

 

Niejaki Marek Krukowski w 1983 roku odmówił przysięgi wojskowej. Takich ludzi – poza oczywiście świadkami Jehowy, o których sprzeciwie sumienia mało kto pamięta – była ledwie garstka, a Marek był jednym z pierwszych, który to zrobił. Był to oczywiście gest imponującej odwagi, ale ja sam jako najbardziej imponujące pamiętam u Marka coś nieco innego. Marek żyje i ma się dobrze – że uspokoję tych, którzy go znają i mogliby się zaniepokoić takimi wspominkami cokolwiek uroczystymi, jak przy żałobnych okazjach.

Marek tej swojej przysięgi odmówił nie w zwykłym wojsku, ale w trakcie studiów na Akademii Medycznej, gdzie zresztą był dotąd piątkowym studentem. Był dość szczególnym przypadkiem – miał czub punkowca pofarbowany na czerwono, jakieś w owych czasach budzące grozę kolczyki, palił trawę itd. Ale studentem był wzorowym. Medycy nie szli wtedy po studiach do wojska na rok, jak absolwenci innych studiów, tylko Szkołę Oficerów Rezerwy zaliczali niemal w całości w trakcie szkolnych zajęć. W ten sposób – coś za coś przecież – przysięga wojskowa stawała się elementem toku studiów. Marek jej odmówił, wojska więc nie zaliczył, nie zaliczył roku i zaczął się kłopot, który trwał przez kilka lat do czasu, kiedy się Marek przeniósł na Uniwersytet studiować biologię. I trzeba powiedzieć, że akademicka społeczność uczonych i uczących się medyków zachowywała się w tej sprawie nieco odmiennie niż wskazywałby na to mit o narodzie trwającym w zjednoczonym oporze przeciw ówczesnej władzy.

 

Kiedy Marek swój gest wykonał, jeszcze go nie znałem. O sprawie tylko słyszałem i bardzo byłem ciekaw, jak ją widzą np. studenci medycyny. Dla mnie było to jednoznaczne po prostu bohaterstwo i podziwiałem bardzo tego kogoś, kogo było na to stać. W pewnym bardzo szanownym wrocławskim domu, gdzie żyła katolicka rodzina o bogatych tradycjach patriotycznych i inteligenckich, gdzie regularnie bywało pół wrocławskiego opozycyjnego środowiska i np. zawsze po wykładach świetnych wówczas i formacyjnie dla inteligencji ważnych Tygodni Kultury Chrześcijańskiej odbywały się ożywione dyskusje z udziałem prelegentów w bardziej kameralnym gronie – otóż w tym środowisku znałem pewną studentkę medycyny. Też oczywiście patriotkę, a jakże, dziewczyna, jak wszyscy, dzielnie nosiła bibułę itd. Więc ją zapytałem, co tam słychać w sprawie tego jakiegoś Krukowskiego i czy o tym się rozmawia.

– Jak on nam mógł coś takiego zrobić? – ona na to. Nieco na to dictum zgłupiałem.

– Ale, no… Jak to: on mógł zrobić…? Wam? – wybełkotałem wobec tego.

– Mój chłopak jest z nim na roku – zaczęła wyjaśniać dziewczyna – To znaczy był właściwie, bo teraz chyba… No, pomyśl, w jakiej on ich postawił sytuacji.

Strony: Początek |1 | 2 | 3 | następna strona→ | Koniec

2 thoughts on “Cywilne nieposłuszeństwo i możliwe kłopoty – ku przestrodze

  • 6 marca, 2016 o 21:57
    Permalink

    Aby pozbyć się wszelkich wątpliwości gorąco polecam książkę Michała Rocha Kaczmarczyka “Nieposłuszeństwo obywatelskie a pojęcie prawa.”

    • 8 marca, 2016 o 15:21
      Permalink

      Po ostatnich “sporach”, wykluczeniach, oskarżeniach o chuligaństwo albo zdradzieckie rozłamiactwo wypada dodać jeszcze jedno kryterium sukcesu nieposłuszeństwa.

      Oskarżono już o zdradę ruchu nas i dołączyli do nas następni w tym ruchu. No, tak to właśnie jest. Nieposłuszeństwo to trudna sprawa 😉

Komentarze są wyłączone.