Waszymi rękoma to jest robione! Waszymi!

Każdy z nas ma duży plecak, gotowy do rewizji. A w nim pluszowe misie, przybory do sprzątania, papier toaletowy, majtki, co kto wymyślił. Żadnych łańcuchów, żadnych rur. Dziś nie zamierzamy skakać, nie będziemy blokować. Ale tajniacy nie odstępują nas na krok – pisze Bartłomiej Sabela
 
– Proszę podać faktyczną podstawę prawną podjętych czynności – mówię do policjanta, który zaczyna mnie legitymować. Stoimy na ulicy Brzozowej, jak kilkadziesiąt innych osób, ale policjant chce wylegitymować tylko mnie. Właśnie przejechała rządowa limuzyna, więc wyciągnęliśmy transparent. Od razu podbiega do nas kilkunastu funkcjonariuszy i próbuje go nam odebrać, zerwać. Teraz stoimy otoczeni podwójnym szpalerem.
– Jest pan podobny do poszukiwanej osoby, musimy to sprawdzić – odpowiada młody policjant. – Proszę dokumenty, poda pan?
– Nie podam, dopóki pan mi nie poda przyczyny zatrzymania.
– Artykuł 15 ustawy o policji.
– To nie jest przyczyna.
Chwila zastanowienia w szeregach funkcjonariuszy, młodego wzywają do dowódcy. Tymczasem przejeżdża kolejna limuzyna, potem następna, skromny baner znów w górę.

– Zaszło wobec pana podejrzenie, że będzie pan próbował blokować ruch i utrudniać przejazd aut.
– Chyba pan raczy żartować? Właśnie przejechały dwa auta, rzuciłem się? Poza tym, jaki to artykuł, przepraszam?
– Domniemanie wykroczenia.
– Ale niby na jakiej podstawie?
W szeregach konsternacja. My nie możemy odejść, oni nie mogą mnie wylegitymować. Podchodzi dowódca, dobrotliwym głosem próbuje mnie przekonać: “No daj pan ten dowód i się rozejdziemy, no bo jak nie..”. Podjeżdża policyjna suka.
– To będziemy musieli pana doprowadzić na komendę.
– To naprawdę nie robi na nikim z nas wrażenia, proszę wierzyć. Poza tym ja się chętnie wylegitymuję jeśli poda pan przyczynę.
– Trzymał pan transparent.
– To już jest zabronione?

Mijają kolejne minuty i kolejne rządowe auta, w tym to z posłem K. Znów transparent, tak by dobrze zobaczył, znów próba legitymowania. Tym razem słyszę: – Paragraf 65.
– Ale czego? W odpowiedzi cisza. – Kodeksu wykroczeń? Kodeksu karnego? Prawa handlowego? Czy Kodeksu Hammurabiego?
Cisza. I bezradność w oczach młodego funkcjonariusza. Dowódca podpowiada mu, że kodeksu wykroczeń. Wracamy do punktu wyjścia.
– Podałem panu przyczynę. Niech pan podejmie męską decyzję, daje pan dowód czy nie?
– Podał pan cztery różne, mam sobie wybrać?

***
Godzina później, Krakowskie Przedmieście, przy Skwerze Hoovera. Dziś happening. Każdy z nas ma duży plecak, gotowy do rewizji. W nim pluszowe misie, przybory do sprzątania, papier toaletowy, majtki, co kto wymyślił. Żadnych łańcuchów, żadnych rur. Dziś nie zamierzamy skakać, nie chcemy krzyczeć, nie będziemy blokować. Ale tajniacy nie odstępują nas na krok.

Podchodzimy do barierek przy pomniku Matki Boskiej Passawskiej. Chcemy tylko posłowi K. pokazać nasz baner, tak prosto w twarz, bo tu barierki stoją bardzo blisko trasy partyjnego wiecu. Gdy tylko podchodzimy otacza nas krąg policjantów.
– Co pan trzyma w kieszeni?
– Rękę. – Wyciągam na dowód. Pokazuję mu blisko twarzy, by mógł się przyjrzeć.
– Tylko rękę – funkcjonariusz maca dokładnie moją kieszeń, po czym odstępuje na krok, ewidentnie rozczarowany.

Wyciągamy baner. Trzeba szybko, bo od razu podbiegają policjanci. Że nie wolno. Że do barierek nie można się nawet zbliżać, że względy bezpieczeństwa. Trzech tajniaków o posturze rasowego kibica szarpie za baner. Głupawe uśmieszki, kretyńskie komentarze w rodzaju: – Chcę zobaczyć co tam napisane, czy przypadkiem nic obraźliwego. Jeden rozdziera transparent, nie chce puścić. Naciskają, trzymają nas za plecaki, próbują nas wyrwać spod barierek.

***
Róg Bednarskiej i Krakowskiego, piętnaście minut później. Jest nas kilka osób: Klementyna, Iza, Beata, Rafał, ja i jeszcze parę innych. Chcemy pomachać posłowi K. na dobranoc.
– Tu państwo nie możecie – mówi zaskoczony policjant.
– Ale my tylko chcemy zejść Bednarską w dół.
– Teraz nie można. To znaczy, można ale tylko z drugiej strony, tamtym chodnikiem, o tak jak tamci ludzie.
No to idę z drugiej strony, od Dziekanki. Policjant biegnie za mną.- Nie, tam też nie można! Można tylko od dołu. Wchodzić można, schodzić już nie.
– Ale dlaczego?
– Takie dyspozycje. Kolumna będzie jechać.

Bednarską chodzą leniwie przechodnie, ulica wcale nie jest zamknięta. Wokół nas jednak zagęszcza się krąg policjantów. Od strony skweru Mickiewicza biegnie już cała kolumna, kilkudziesięciu funkcjonariuszy, rozstawia się po rogach, otacza. Chwilę później przybiega następna. Kilka osób kontra ponad setka policjantów.
– Będzie można za dziesięć minut – mówi jakiś starszy rangą. – Wtedy przepuścimy.
– Dobrze, poczekamy.

Dziesięć minut, piętnaście, dwadzieścia. Nagle przez szpaler policji, w dół Bednarskiej, schodzi przez nikogo niepokojona grupa młodych mężczyzn. Mają „odzież patriotyczną” i flagi w dłoniach. Przechodzą dokładnie tam, gdzie nam zakazano. Potem następni, potem kolejni.
– Kurwa mać, co to jest?! To można, czy nie można?!
– Takie dyspozycje.
– Jakie dyspozycje?! Że jedni mogą, a inni nie? Na jakiej podstawie?!

Próbuję przejść tam gdzie tamci, ale kordon policjantów zamyka się, nie ma szans. Odpychają, zatrzymują, otaczają, przypierają do muru, mówią, że „eskaluję zajście”. Tymczasem Bednarską schodzą i wchodzą przechodnie, także ci bez „patriotycznych” koszulek. Patrzą ze zdziwieniem na to co się dzieje. Ktoś pyta: – Dlaczego nie pozwalacie im przejść? W kamienicach otwierają się okna, wychylają się ludzie.
– Ja tu mieszkam – mówi młody chłopak, który zupełnie przypadkiem został zatrzymany wraz z nami. – Chcę do domu przejść!
– Na jakiej podstawie zabraniacie nam przejść ulicą? Nie mam granatu, nie wysadzę się, chcę tylko zejść ulicą!

Teraz Bednarską zjeżdżają rządowe auta, jedno po drugim, powoli. W powietrzu zawisają krzyki: „Zdrajca” i wymowne gesty skierowane w przyciemniane szyby. „Legitymować, już, szybko, wszystkich!” – słyszę jak nie dość dyskretnie mówi dowódca. Zaczyna się, do czynności przystępuje młoda policjantka. Na początek paragraf 15, potem jakieś inne. Co chwilę podchodzi do swojego dowódcy i wraca z nowymi. W końcu rzuca: – Paragraf 65.

– Może go pani zacytować? O czym jest ten paragraf? Nie wie. Zerka na kolegów, którzy chowają się pod czapkami, zerka w stronę dowódcy, w końcu mówi, że musi sprawdzić w notatniku. Od zatrzymania minęło już dobre czterdzieści pięć minut. Poseł K. zapewne jest już w swoim bunkrze, podobnie jego świta. My nadal przyparci do muru na Bednarskiej. Dzwonię na 997. Mówię, że jesteśmy bezprawnie przetrzymywani przez grupę policjantów, że łamią prawo. Pytam dlaczego zabrania nam się przejść ulicą.

– Bo tam jest chyba jakiś marsz KOD’u? A państwo są z KOD’u?
– Z czego kurwa?! – nie wytrzymuję. – Nie jestem z żadnego KOD’u, chcę przejść ulicą mojego miasta, mam do tego prawo, które ktoś mi bez przyczyny odbiera! Niech mi to pani wyjaśni!
– To pewnie dlatego, że pan nie jest częścią demonstracji KOD’u.
– Co?!!
Proszę dyspozytorkę by przysłała policję. Odmawia, mówi, że policja już jest na miejscu i podejmuje działania i że na pewno są jakieś przyczyny.
– Ja panią dam na głośnomówiący i dam pani najbliższego policjanta – podsuwam aparat do młodego funkcjonariusza. – Niech go pani spyta, dlaczego nas przetrzymuje! No niech go pani spyta!
Cisza. Po obu stronach aparatu.

– Ja mam tego dość – mówi Rafał Suszek. – Chcę dojść spokojnie do domu. Rafał próbuje przejść przez szpaler policjantów. Szamotanina. Łokcie, kolana, wykręcanie rąk, długie, ostre spojrzenia w oczy. Konfrontacja wisi w powietrzu. Dopychają do muru tak, że ledwo można oddychać
– A żeby wam ten orzełek się zesrał na głowy! Jak wy to, kurwa, dzieciom będziecie opowiadać, jak?
– Byście mieli choć trochę jaj, to byście zdjęli ten mundur i stanęli po naszej stronie. Ale nie macie. Ani honoru.

Rafała wyciągają spośród nas, zabierają na bok. Słyszę z oddali: – Dawać ich, jednego po drugim, szybko! Sześciu policjantów wyciąga Klementynę, która próbowała wyjść z kotła, biorą ją na drugą stronę ulicy, szarpią.
– Znacie w historii takie przypadki, gdy jednym było wolno chodzić ulicą, a drugim nie?! Znacie! No, powiedzcie, czy znacie! Waszymi rękoma to jest robione! Waszymi. Twoimi! Twoimi! I Twoimi też!
Cisza. Takie dyspozycje.

Bartłomiej Sabela
fot. Marta Bogdanowicz

5 thoughts on “Waszymi rękoma to jest robione! Waszymi!

  • 11 września, 2017 o 20:41
    Permalink

    Dziękuję za tę walkę jestem z wami solidarny.

    Odpowiedz
  • 11 września, 2017 o 23:46
    Permalink

    W gwoli ścisłości; co najmniej trzy przypadkowe osoby były w tym miejscu, tj przy Bednarskiej, w drodze do domu i do domu swego dojść nie mogły. Facjaty widać miały nie dość patriotyczne albo i nie wiem co. W każdym razie jakaś dama z pagonami sierżanta dwójce tych mieszkańców tłumaczyła, “że se wrócą kiedy indziej, a w sumie jest ciepło i nie pada więc niech się uspokoi jeden z drugim”. Jeden się uspokoił, drugi chciał w sumie może i nawet wyzwać którego w mundurze na solo. Albo którą. Jak to ludziska przy weekendzie, idący, czy akurat w tym przypadku, wracający z Polski. Takiej Polski, ma się rozumieć, autorstwa Młynarskiego w wykonaniu Gołasa. Ale ostatecznie zwyciężył zdrowy rozsądek – panowie mieszkańcy – oddalili się.
    Natomiast trzeci mieszkaniec został do końca i został po prost spisany.
    Acha. I była jeszcze pani spiesząca do pracy. Też nie przeszła. Też widać jakiś element niepewny z niej wyszedł. Warchoł czy cuś.

    Odpowiedz
  • 12 września, 2017 o 17:39
    Permalink

    Podziwiam Waszą wytrwałość i opanowanie.
    Tym bardziej ,że policja nie udaje już nawet bezstronności. Na demonstracji OSA 10.09.17 zobaczyłem tłum policjantów który za wszelką cenę próbował doprowadzić do konfrontacji (np. wbijając się klinem w sam środek tłumu aby odebrać komuś znienawidzoną “szczekaczkę”) i sprowokowania demonstrantów do np. naruszenia nietykalności cielesnej funkcjonariusza.
    Aby nie zabrakło zimnej krwi.
    Życzę Wam i sobie 🙂

    Odpowiedz
  • 12 września, 2017 o 21:55
    Permalink

    Filmować, filmować i pokazywać te rozjuszone/bezmyślne/tępe facjaty policjantów na FB i innych portalach. Będą mieli się czym pochwalić współczesnym i potomnym.

    A przy kolejnym “macaniu kieszeni” proponuję jednak coś do kieszeni wcześniej włożyć, np. coś wstrętnie lepkiego (trudne w wykonaniu), skórkę jeża, balonik (łatwo pękający) z cuchnącym gazem itp.

    Warto także “zagadać” do nacierającego policjanta po angielsku, np. “Get out!”, “Fuck you!”, “You son of the bitch!” itp. – to powoduje “zbaranienie” policjanta (sam to kiedyś zastosowałem).

    Szkoda, że jestem leciwy i mieszkam daleko od Warszawy. Tym bardziej dziękuję młodszym, którzy tam przybywają i godnie nas reprezentują! Życzę Wam odwagi, determinacji i przetrwania!

    Odpowiedz

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *