Młoda demonstrantka spogląda na Krakowskie Przedmieście

Niedziela. 10 września. Kontrmiesięcznica, przed oczami kolejne obrazy. Przede wszystkim te płatki białych róż na chodniku. I ten głos: – De-mon-stra-cja po-ko-jo-wa! – którego zdają się nie słyszeć, nie rozumieć policjanci. Wchodzą w tłum, szarpią i depczą siedzących. To obraz ostatni. Pierwszy jest inny
 

Dwie godziny wcześniej stoimy na Placu Zamkowym. Jest dziewiętnasta, dzień szarzeje. Miesiąc temu było jeszcze jasno, myślę, ale głośno mówię: – Miesiąc temu w bocznych uliczkach było chyba więcej radiowozów. – To złudzenie. Policjanci są pochowani, poprzyklejani do ścian i pełno w tłumie tajniaków – słyszę ripostę kobiety stojącej obok. Obok mnie są też zwolennicy PiS-u, którzy wykrzykują w stronę przemawiającego Pawła Kasprzaka gniewne hasła. – Nie odpowiadajcie, nie kłóćcie się, jesteście dla nich paliwem – uspokaja jeden z demonstrantów. Prowokatorzy odchodzą widząc, że nie ma z kim rozmawiać.
 

 
Paweł Kasprzak mówi o godności, szacunku, tęczowej fladze i dumie, że flaga jest obecna na manifestacjach Obywateli RP, i o równości, na której Obywatelom RP zależy. Klaszczemy. Potem Marta Lampart z Obywatelskiego Strajku Kobiet. Bierze do ręki mikrofon. Jej przez megafon wypowiadać się nie wolno. Ma to, według wrocławskiej policji, szkodliwy wpływ na środowisko. Śmiejemy się, choć przecież nic tu nie jest śmieszne. Rozglądam się. Rzeczywiście policjantów nie jest mniej. Są może nawet liczniejsi niż manifestujący. Ich granatowe mundury po zmroku wydają się czarne.

Tymczasem z katedry wyruszyła procesja, ale prezesa Kaczyńskiego zobaczyć w niej nie sposób, osłonięty został płótnami. Stoję na palcach i wypatruję siwej głowy idących. Milczymy. Białe róże unosimy wysoko. Procesja jest długa. Transparentów niewiele. Cieszę się, że nie ma tego antysemickiego sprzed miesiąca.
 

 
A potem pod Pałac Prezydencki trzeba iść dookoła. Wychodzimy z Placu Zamkowego ulicą Senatorską, przez Plac Zwycięstwa i w lewo na Krakowskie Przedmieście. Pod Hotelem Bristol odbywa się legalna kontrmanifestacja Stowarzyszenia OSA, czyli Obywateli Solidarnych w Akcji. Dołączamy. Przed nami wyrasta kordon policji. Gdy śpiewamy zaintonowany przez smoleński pochód hymn, policjanci nie śpiewają z nami. Zaraz potem zaczyna przemawiać prezes Kaczyński. – Kłamca! Kłamca! – skanduje tłum. – To możemy krzyczeć – tłumaczy kobieta obok – bo to przecież prawda.

Nagle z prawej nadbiegają dwie dziewczyny. Zaraz będzie wchodzić policja. Odwracam się i widzę, że jest już w tłumie. Pełno mundurowych. Wciskają się w manifestację z kilku stron. Szarpią demonstrantów. Są brutalni. Krzyczę razem z innymi: „Hańba, hańba!” i „Zdejmij mundur”.
 


 
Robi się niebezpiecznie. Tuż obok stoi metalowy stelaż z uwiązanymi transparentami, pod nim ludzie. Stoją, siedzą. Policjanci wdzierają się w tłum. Słyszę okrzyki prośby, żeby nie deptać. Ktoś krzyczy, że biją. Z kolei policjanci krzyczą, byśmy nie utrudniali czynności. Pytam, jakich czynności i jakim prawem je wykonują, jaki przepis został przez demonstrantów złamany. Nikt mnie jednak nie słucha. Policjanci stoją tyłem. Uciekam stamtąd i podchodzę z drugiej strony. Krzyczymy: – Jakim prawem?! A potem: – Zdejmij mundur!
Na znak drogowy wspięła się fotografka. Drąg się kołysze, kobieta zaplotła nogi i wspiera łokciem. Wychyla się niebezpiecznie, by zrobić zdjęcie. Przez chwilę przyglądam się tylko jej. Tymczasem policjant mówi przez megafon, nic jednak nie słychać. – Gdzie dowódca?! – pyta tłum – Gdzie dowódca?!

Mikrofon dostaje Paweł Kasprzak, z emocji jego słów nie pamiętam. Wreszcie policja odchodzi. Oddychamy z ulgą, ale konstatujemy też, że policyjna akcja miała na celu odwrócenie uwagi manifestantów od przemówienia Jarosława Kaczyńskiego.
 

 
Teraz zastanawiamy się, co się tak naprawdę wydarzyło. – Najpierw chyba policjanci chcieli zabrać drabinę i stojącego na niej Arka Szczurka – mówi jedna z kobiet. – I zabrali – dodaje druga. Wiem jedno, było niebezpiecznie, bo gdyby policjanci zrzucili go z drabinki na metalowe rusztowanie albo w tłum? Albo gdyby rusztowanie spadło na ludzi?

Po chwili wraca Arek z drabiną. – Wypuścili mnie – tłumaczy wspinając się po szczeblach. – Ale nie chcieli oddać drabiny. Wyjaśniłem, że jest mi bardzo potrzebna. I proszę, jest.

Drabinka jest i podobno udało się odzyskać megafon. Pojawia się jednak wiadomość, że zatrzymanych zostało dziesięć osób. Niektórzy znacznie wcześniej, zanim jeszcze zaczęła się kontrmanifestacja. Dla wielu więc ta noc jeszcze się nie skończyła. Ja muszę wracać. Patrzę pod nogi i w miejscu, w którym policja nacierała widzę rozsypane białe płatki.
 
Ewa Jałochowska
fot. Katarzyna Pierzchała
 

One thought on “Młoda demonstrantka spogląda na Krakowskie Przedmieście

  • 13 września, 2017 o 20:35
    Permalink

    Tak, dzieje się! Co tak działa: hipnoza, PR, populizm, TVP, spotkania niedzielne? Wszystko razem. + ta druga połowa ludzkiej natury, żeby im … Kto, gdy niszczone autorytety? Jak, gdy deptane zasady, etyka, godność ? Uśpieni nie chcą się obudzić. Kogo obwinią gdy opadnie kołderka? Pozdrowienia dla hodowców białych róż.

    Odpowiedz

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *