Rocznica vs. miesięcznica – o etyce, logice i pragmatyce naszego protestu

 
Przed naszymi własnymi spotkaniami i przed rozmowami, na których będziemy rozmawiać o 10 kwietnia – kilka uwag, jeśli mi wolno. To kontynuacja poprzedniego tekstu o sytuacji spodziewanej 10 kwietnia. Wypowiadam te uwagi na użytek refleksji w gronie Obywateli RP – bo właśnie rozważamy możliwe i niemożliwe scenariusze. Również z etycznego punktu widzenia i z punktu widzenia celów, choć trudne warunki, w jakich nam przyjdzie działać wobec służb PiS, również nieco nas kłopoczą. Przede wszystkim albo bronimy konstytucji na serio, albo tak tylko gadamy.

 
Wielu z nas zauważa więc najpierw, że o ile comiesięczna żałoba to chory obłęd, to już rocznica tamtej tragedii jest czymś innym. W tym spostrzeżeniu tkwi fałsz, który między innymi chcę wskazać. Być może comiesięczna żałoba, albo żałoba wręcz codzienna, jest np. teologicznie nie na miejscu. Albo psychiatrycznie podejrzana. Obchody rocznic są zaś zrozumiałe. Fakt – wszystko to da się powiedzieć. Ale kontekst naszej działalności to perspektywa ruchu obywatelskiego stającego w obronie demokracji, prawa i praw obywatelskich zwłaszcza. To bardzo wyraźnie definiuje nasze możliwe oceny, charakter i cel naszych działań oraz granice, w jakich wolno się nam poruszać.

 
Z tej perspektywy nie wolno nam bowiem oceniać również miesięcznic, odmawiając im sensu i prawa istnienia – jakkolwiek zaskakująco to brzmi w ustach kogoś, kto od roku prowadzi te dzisiaj już słynne boje na Krakowskim Przedmieściu, dla wszystkich tych, z którymi dotąd nie mieliśmy okazji poważnie o tym porozmawiać. A istnieją w dodatku również bardzo istotne ograniczenia co do ocen przemów wypowiadanych w trakcie miesięcznic przez Kaczyńskiego i jego mniej lub bardziej szalonych wyznawców.

 
Wolno w miejscach publicznych uprawiać kult religijny. Każdy – latającego potwora spaghetti także. To konstytucyjna wolność. Nie da się żadnymi z góry określonymi, jednoznacznymi i ścisłymi kategoriami odróżnić kultu „zdrowego” od „chorego”, nie da się nawet jednoznacznie wskazać, co jest kultem religijnym, a co uroczystością służącą kultywowaniu tradycji, jej wartości itd. Nie da się odróżnić – zwłaszcza w odniesieniu do zjawisk ze sfery kultury – pierwiastka racjonalnego od irracjonalnego, sacrum od ważnych wartości wspólnoty, samej wspólnoty wreszcie od cokolwiek metafizycznej komunii. Nie istnieje dający się utrzymać przed sądem dowód wyższości rocznic nad miesięcznicami, z którego wynikałaby dopuszczalność jednych, a niedopuszczalność drugich.

 
Istnieje również kłopot z prawnym odróżnieniem prawdy od fałszu. Nawet ustawowo zdefiniowany fałsz, jak kłamstwo oświęcimskie, wymaga przecież sądowej rozprawy, by ustalić, czy rzeczywiście tak skłamano. Inne kłamstwo nie jest ścigane prawem w żaden sposób samo w sobie – fałszywe zeznania bywają, zniesławienia także, ale z innych powodów. I jednak zawsze ex post, a nie prewencyjnie. Nazwanie natomiast czarnego białym ścigane nie jest wcale. Wolno to robić każdemu – Kaczyńskiemu również.

 
Dobre prawo nie aspiruje więc do rozsądzania tych rzeczy, bo one nie są do rozstrzygnięcia bez zastrzeżeń, a pozwala sobie wkraczać jedynie tam, gdzie są naruszane prawa innych ludzi. To tu leży granica pomiędzy np. kłamstwem zakazanym i karalnym, a takim, którego dopuszczać się wolno w ramach świętej w demokracji zasady wolności słowa. Smoleński kult oczywiście daje wiele powodów do prawnej interwencji. Używa się w nim mowy nienawiści, lży się ludzi bez cienia dowodów i pozorów prawdy, odziera się ich z godności. To na tym polega istota tego, co się dzieje w trakcie smoleńskich obchodów. Przeciwko temu protestujemy od roku na Krakowskim Przedmieściu. Warto jednak zauważyć przy tej okazji, że taka natura smoleńskich zgromadzeń nie uzasadnia w żaden sposób ewentualnego postulatu ich zakazania – a taki postulat również bywa w naszym gronie formułowany. Może jedynie stanowić treść wniosków o karne konsekwencje dla ludzi wypowiadających te plugastwa w trakcie miesięcznic.

 
Wybraliśmy inną drogę: stawaliśmy tam – w okresie od marca do grudnia 2016 – w biernym, godnościowym proteście, dość świadomie prowokując eskalację smoleńskiego draństwa i ogniskując je na sobie. Po to, by je wyraźniej skompromitować i pokazać opinii publicznej grozę tego zjawiska. Grając uczciwie w stosunku do własnych przekonań o wadze wolności obywatelskich, musieliśmy szanować prawa naszych przeciwników do prowadzenia własnych zgromadzeń, choć ich treść uznawaliśmy za nikczemną.

 
Istotnie oni te prawa mają. Powinniśmy tych praw bronić z równą determinacją, jak bronimy własnych. „Nie zgadzam się z twoimi poglądami, ale do śmierci będę bronił twojego prawa do ich głoszenia” – miał powiedzieć Wolter, a choć w rzeczywistości zdanie to sformułowała jego wybitna biografistka, to na motto dla nas nadaje się ono świetnie.

 
W grudniu zdecydowaliśmy się te prawa smoleńskiej gawiedzi zaatakować, mając do tego istotne powody. Jednym z nich była historia naszych kontrmanifestacji i fakt wielokrotnego łamania naszych praw oraz ofensywa, którą wobec nas podjęto po raz kolejny w listopadzie. Drugim – nieporównanie ważniejszym – był ów postulat dotyczący ekshumacji. To w jego obronie świadomie naruszyliśmy prawa przeciwnika. W walce. Nierównej, bo słabsi w niej jesteśmy i my, i ci, których bronimy. Bez tych powodów – wszystkich jednocześnie, a nierówność sił jest tu równie ważna jak wszystko inne – nie mamy moralnego prawa okupować „smoleńskiego ołtarza”. Co chcę bardzo stanowczo oświadczyć. Przypisane Wolterowi zdanie jest dla mnie ważną zasadą – ważniejszą niż moja niechęć do Kaczyńskiego i wszystkiego, co wyprawia. Niemal wszystkiego. Bo godność poniewieranych przezeń, bezsilnych ludzi jest od tej zasady ważniejsza – choć już nie umiem łatwo podać innego przykładu, dopóki na rozkaz władzy nie lecą szyby w oknach „wrogów narodu” i nie zaczyna się ten kolejny akt, którego się wszyscy obawiamy.

 
Wszystkie powyższe uwagi odnoszą się jednak w równym stopniu do rocznicy. Rocznica daje dokładnie te powody do protestów co miesięcznice i z drugiej strony domaga się tego samego uszanowania. Na to chcę zwrócić uwagę tym z nas, którzy są skłonni złagodzić protest, uważając rocznicę za objaw zdrowej obyczajowości wspólnoty, a nie chorego kultu. Nie – kiedy patrzymy na konstytucyjne wartości i prawa, rocznica i miesięcznice warte są oczywiście tyle samo. Jeśli w trakcie rocznicowych smoleńskich obchodów wyć będzie znowu nienawistny tłum, a Kaczyński będzie pluć zwyczajowym jadem, judząc fanatyków – mamy to samo prawo i ten sam obowiązek protestować. W obronie godności poniewieranych ludzi powinniśmy zaś wystąpić tym bardziej zdecydowanie, że koszt dla Kaczyńskiego jest tym razem większy i nasze działanie jest przez to skuteczniejsze.

 
Istnieją wszakże inne różnice pomiędzy rocznicą i miesięcznicą, które już warto wziąć pod uwagę. Rocznica – jako faktycznie bardziej zrozumiała społecznie okazja do obchodów – może mieć innych uczestników niż te comiesięczne spektakle, które dobrze znamy. Można oczekiwać, że rocznicę smoleńskiej katastrofy zechcą wspomnieć nie tylko pisowscy fanatycy, ale również ludzie, którzy tamten dzień siedem lat temu przeżyli w pamiętnej wspólnocie zgrozy – jednoczącej wtedy nas wszystkich. Można oczekiwać także, że będzie to dzień pamięci dla wszystkich bliskich ofiar katastrofy – również np. tych, którzy dzisiaj samotnie protestują przeciw ekshumacjom. Gdyby tak miało być, trzeba byłoby wziąć to pod uwagę i uszanować.

 
Pamiętamy ubiegły rok. Nic takiego się wtedy nie zdarzyło. Smoleński tłum był po prostu większy – był w istocie potężny – i tylko bardziej złowrogi, bo zasilony np. przez młodzież z faszyzujących organizacji. Nie zaproszono rodzin – z wyjątkiem tych wybranych, których członkowie wielbią prezesa PiS. Ale może tym razem będzie inaczej.

 
Tegoroczne obchody są państwowe. To istotniejsza różnica w stosunku do miesięcznic, które, owszem, są manifestacjami władzy – ale chodzi o prywatną władzę Kaczyńskiego nad instytucjami i służbami państwa oddanymi we władanie wodza smoleńskich fanatyków. Skoro to jest państwowa uroczystość, to jest również nasza. Mamy prawo tam być. Z własną pamięcią, własną wrażliwością, własnymi przekonaniami, również z własną wiarą, jeśli ją w sobie mamy. Mamy te prawo równe – nie większe i nie mniejsze – jak poseł Jarosław Kaczyński. Tego się proponuję trzymać, gdy myślimy o tym, co nam w trakcie smoleńskiej rocznicy wypada. Tym razem tego, a nie prawa o zgromadzeniach. Ono nam do niczego potrzebne nie jest. Wolność słowa i równość praw dla wszystkich obowiązuje nadal.

 
Proponuję nie podejmować tym razem żadnych prób blokady. Kiedy na Krakowskie Przemieście wkroczy BOR, a my tam będziemy – proponuję nie stawiać oporu i nie kazać się stamtąd znosić, a dostosować się do ich działań tak, jak mają się dostosować wszyscy inni, choć żadną miarą nie bardziej.

 
Mamy prawo nieść transparenty – nie powinny one jednak niczego blokować i zasłaniać. Nikt nie ma jednak prawa wyznaczać nam osobnych miejsc, izolować nas od innych uczestników obchodów, zasłaniać nas i w żadnym wypadku – wyprowadzać. W takich przypadkach należy się przygotować na bierny opór. Jeśli się spotkamy z agresją innych uczestników obchodów – to nimi ma obowiązek zająć się policja, nie nami. Bylebyśmy tylko nie dali powodów.

 
Nasze hasła, transparenty i symbole powinny być stosowne. Białe kwiaty, białe szarfy i wstęgi niech będą znakiem naszego uczestnictwa. Hasło „Ręce precz od grobów – w obronie protestujących rodzin” proponuję zamienić na pojednawcze i wieloznaczne „O godny spokój ludzkiej żałoby”. Cytaty z Lecha i Marii Kaczyńskich są jak najbardziej na miejscu, choć nie powinny nikomu niczego zasłaniać.

 
Znamy Jarosława Kaczyńskiego. Na okoliczność jego przemówienia – podobnie zresztą jak na okoliczność możliwych aktów agresji – warto zaopatrzyć się w gwizdki. To jest oczywiście ten, najbardziej wrażliwy moment spodziewanych wydarzeń. Powinien mieć Kaczyński tyle rozumu, by z agresji zrezygnować – a choć on się rozumem wykazuje rzadko, to szansę przecież ma. Państwowi organizatorzy obchodów powinni dopuścić sytuację, w której nasi widoczni dla zebranych przedstawiciele będą w trakcie tego i innych wystąpień mieli możliwość reakcji – i powstrzymania reakcji przeciwników PiS, jeśli granice nie zostaną przekroczone.

 
Warto rozważyć możliwość oficjalnego wpływu organizacji obywatelskich na przebieg obchodów smoleńskiej rocznicy. Szans oczywiście wielkich nie ma, ale jeśli władza zechce cokolwiek uzgadniać, proponuję do uzgodnień przystąpić.

 
Organizacyjnie powinniśmy wyznaczyć miejsca zbiórek. Znając praktykę działania policji i brygad smoleńskich wyznawców, warto dać im ochronę i status publicznego zgromadzenia. Warto je wykorzystać, by uczestnikom obchodów raz jeszcze przekazać zasady, których powinniśmy bezwzględnie przestrzegać.

 
Białych kwiatów na obchodach smoleńskiej rocznicy powinno być więcej niż ksenofobicznej, zakłamanej pisowskiej symboliki. Zanosi się na to, że tak właśnie będzie. Złóżmy na koniec obchodów te kwiaty na miejscu naszych smoleńskich utarczek, jak wielu z nas składało tam kwiaty siedem lat temu – wierząc, że wyrażany nimi żal jednoczy nas wszystkich. Spróbujmy dać szansę przyzwoitości w relacjach między nami.

 
Paweł Kasprzak

6 thoughts on “Rocznica vs. miesięcznica – o etyce, logice i pragmatyce naszego protestu

  • 15 marca, 2017 o 08:42
    Permalink

    (…)Nie da się żadnymi z góry określonymi, jednoznacznymi i ścisłymi kategoriami odróżnić kultu „zdrowego” od „chorego”(…)
    Są… jest nią szczerośc działalności jaką prowadzi zaplecze kultu. Np. po rozbiciu zgraji Asahary bez takiej elity Najwyzsa Prawda nie miała by jak przetrwac, zwłaszcza ze muszą znosic odiumpo Aum.

    Odpowiedz
  • 15 marca, 2017 o 10:09
    Permalink

    Wezmę udział w proteście bo:
    Kłamstwo smoleńskie to wykorzystywanie symboli religijnych jak krzyż i modlitwa do celów politycznych. Miesięcznice smoleńskie to manifestacje, wiece polityczne.
    Kłamstwo smoleńskie to głoszone teorie i opinie o przyczynach katastrofy. O zamachu, o wybuchu, o trotylu. Bez dowodów, bez faktów, bez trotylu.
    Kłamstwo smoleńskie to również kłamstwo apelu smoleńskiego. Narzuconego siłą elementu uroczystości z udziałem wojska polskiego.
    Kłamstwo smoleńskie to również kłamstwo filmu „Smoleńsk”, który zrealizowano w celu wykreowania prawdy objawionej o przyczynach katastrofy.
    Kłamstwo smoleńskie to również kłamstwo wyborcze. Przed wyborami wątek katastrofy smoleńskiej został wyciszony, a sam Jarosław Kaczyński wycofał się z kampanii. Zdawał sobie sprawę, że zarówno on jak i motyw katastrofy są odbierane negatywnie.
    Kłamstwo smoleńskie to również kłamstwo ekshumacji, jako przejaw arogancji i cynizmu władzy. Szczególnie wobec rodzin, które nie zgadzają się na ekshumacje.
    Tam gdzie jeden człowiek mówi do drugiego – ty jesteś gorszy ode mnie – tam kościół powinien stanąć po stronie tego nazwanego gorszym.

    Odpowiedz
  • 15 marca, 2017 o 18:18
    Permalink

    Na pewno nie będę mieć żadnego gwizdka, ani tym bardziej wuwuzeli. Brzydzą mnie te puste hałasy bez względu na okoliczność. Może słuch mam po prostu zbyt wrażliwy.

    Całą resztę przyjmuję jak swoją.

    Odpowiedz
    • 15 marca, 2017 o 20:52
      Permalink

      Mam do tego identyczny stosunek. Niemniej Kaczyński musi wiedzieć, że spotka go, co go spotkało ostatnio (a były to właśnie wuwuzele i krzyki — wszystkie inne środki i sposoby zawiodły i zawiodą), jeśli zechce:
      1. Przejąć rocznicę ogólnonarodowej tragedii dla siebie i własnej partii i (lub);
      2. Niszczyć urojonych lub rzeczywistych wrogów, odzierając ich z godności i judząc na nich tłum.

      Moim zdaniem trudny moment pojawia się wtedy, kiedy się godzimy z dobrą wolą założyć, że uczestniczymy w ochodach rocznicy, która jest również nasza, organizowanych przez państwo, którego jesteśmy obywatelami, wiedząc jednak z góry, jak to ma wyglądać w ich planach i intencjach oraz w świetle doświadczeń sprzed np. roku.

      Bardzo zdecydowanie reagować będziemy musieli nie tylko na nienawiść, agresję i kłamstwa w przemowach, ale również na próby odseparowania nas od innych, zasłonięcia, wypchnięcia i oczywiście na agresję fizyczną — ze strony służb i ze strony cywili.

      Stąd gwizgki. Pracuję głową nad innymi pomysłami, ale póki co idzie mi kiepsko 😉

      Odpowiedz
  • 16 marca, 2017 o 20:40
    Permalink

    ja powoli chyba wariuję, bo umykają mi niezmiernie ważne wydarzenia. w którym momencie miesięcznica podpadła pod “kult religijny”, jestem osobą pozawyznaniową, nie jarzę kompletnie nowoczesnych regulacji sacrum, poza kościołami zazwyczaj były to jakoś tam oznakowane miejscówki z personifikacjami bądź odpowiednio wyznaczonymi przez władze danego kościoła portretami/symbolami czy jakoś. krzyż harcerski trafił do kościoła, a ten podrabiany to niby na jakiej kurza nać podstawie jest celebrowany? jakie są podstawy w ogóle całej tej szopy? wydłubywanie ludzi z cmentarzy nie jest gorszące, a ewidentna profanacja symboli i pamięci zasługuje na szacunek… teraz już także i my legitymizujemy obłęd:\

    Odpowiedz
    • 17 marca, 2017 o 19:08
      Permalink

      Przeciw wydłubywaniu ludzi z grobów prowadzimy protest. To jeden z powodów — główny — dla którego pozwalamy sobie próbować blokować te miesięcznice, zamiast, jak dotychczas robiliśmy, stać im naprzeciw, obnażając łgarstwa.

      Nie, nie wariujesz — to tylko są po prostu rzeczy trudne, czasem niemożliwe do rozstrzygnięcia w drodze prawnych regulacji. Nie da się dobrze, jednoznacznymi prawnymi kryteriami odróżnić np. Kościoła katolickiego od kościoła Latającego Potwora Spaghetti. Dlatego oba muszą mieć równe prawa — jakkolwiek absurdalnie to wygląda, kiedy ktoś się uprze do absurdu doprowadzać. Oba kościoły powinny mieć zatem tę samą swobodę lub obu należy swobód pozbawić.

      Nie da się wprowadzić zasadę, że wolno prowadzić tylko te demonstracje, na których mówi się prawdę. Uważam smoleński kult za szkodliwe kłamstwo, przejaw psychicznych stanów chorobowych itd. To jednak nie jest powód, by miesięcznic zakazywać. Powód jest wtedy, kiedy te miesięcznice naruszają prawa i wolności innych osób.

      Miesięcznice je naruszają. Ale i tak rozstrzygnięcie sprawy jest trudne, bo to się da orzec po fakcie, a nie z góry. Był w tej sprawie wyrok TK już dawno temu.

      Wolność publicznego kultu religijnego natomiast mamy zapisany w konstytucji. I albo rzeczywiście bronimy konstytucyjnych swobód, albo zależy nam wyłącznie na tym, żeby przywalić w PiS, a konstytucja jest wygodnym pretekstem. W tym drugim przypadku ostrzegam:

      Jeśli wygramy z PiS w jakimś wyborczym plebiscycie, czy w inny sposób, to pisowscy wyznawcy będą chodzić za nami, lżyć nas, jak to robili zawsze i zasłaniać się wolnością słowa. Będą wchodzili na posiedzenia sejmu, będą palili opony itd. Róbmy to, co akceptowalibyśmy sami.

      Odpowiedz

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *