Napięcie rośnie po ultimatum i przed miesięcznicą 10 września

W piątek 2 września w siedzibie Biura Bezpieczeństwa i Zarządzania Kryzysowego Urzędu Miasta Stołecznego Warszawa odbyło się spotkanie w sprawie miesięcznicy smoleńskiej.

Sytuacja przed spotkaniem i w jego trakcie była niezwykle napięta po wydarzeniach z 10 sierpnia i ultymatywnym oświadczeniu Obywateli RP w tej sprawie. Pojawiło się w nim nie tylko żądanie przestrzegania prawa o zgromadzeniach, ale również „polityczne” żądanie swobodnego dostępu do przestrzeni publicznej, która ostatnio została zablokowana przez podlegającą resortowi kultury państwową galerię Kordegarda. To właśnie przed Kordegardą – po wielu staraniach – udało nam się „zająć miejsce” na kilka kolejnych miesięcy: dokładnie naprzeciwko przemawiającego spod Pałacu Prezydenckiego Kaczyńskiego.

Spotkanie rozpoczęło się od informacji – policji oraz urzędników miejskich – o planowanym przez Kordegardę na 10 września koncercie i estradzie budowanej w związku z nim na miejscu, które zgłosiliśmy jako miejsce demonstracji.

To w zasadzie kończyło sprawę. Oświadczyliśmy, że w tej sytuacji – zgodnie z zapowiedzią z „ultimatum” – że w takim razie nie zamierzamy tym razem ustąpić miejsca smoleńskiemu „ołtarzowi” i miesięcznica nie będzie się mogła odbyć tam, gdzie się zwykle odbywa – chyba, że policja lub ktokolwiek zechce nas stamtąd usunąć siłą, a zapowiadamy na tę okoliczność bierny opór.

Prawo reguluje sytuację w ten sposób, że w przypadku konfliktu pomiędzy dwoma zgromadzeniami, których czas i miejsce ze sobą kolidują, decyduje czas zgłoszenia. Nasze zgłoszenia są niemal zawsze pierwsze i tak było również tym razem. Ten fakt usiłowano kwestionować, kwestionowano także równorzędność statusu obu zgromadzeń itd.

Po mniej więcej godzinie przepychanek, w trakcie których dwójka spośród obecnych urzędników miejskich co i raz opuszczała salę, okazało się wreszcie, że informacja o koncercie i budowanej przed Kordegardą estradzie okazała się pomyłką. Jakiś koncert być może odbędzie się tam 17 września, ale i tego nie wiadomo na pewno…

Roboczo założyliśmy wobec tego na czas spotkania, że teren przed Kordegardą jest wolny. Podpisaliśmy porozumienie co do miejsc zgromadzeń. Według porozumienia „Kordegarda jest nasza”.

Osobną kwestią sporną był konflikt o wzajemne zakłócanie sobie demonstracji. W świetle prawa o zgromadzeniach jest to przestępstwo zagrożone karą więzienia. Organizatorzy i uczestnicy miesięcznicy smoleńskiej oskarżali nas o to przed, w trakcie i po zakończeniu smoleńskich uroczystości i niestety policja na te oskarżenia reagowała, utrudniając i w niektórych przypadkach uniemożliwiając nam prowadzenie demonstracji. Nie reagowano – z jednym wyjątkiem – na zakłócanie naszego zgromadzenia, na obelgi, mowę nienawiści, groźny karalne oraz próby fizycznej przemocy.

Zażądaliśmy wobec tego ustalenia – wzajemnego – kiedy dokładnie zaczyna się który z programów zgromadzeń. Innymi słowy, kiedy mają prawo zacząć „smoleńscy”, a my zobowiązujemy się milczeć i kiedy rozpoczynamy my, a milczą tym razem oni. Tu znów organizator miesięcznic oczekiwał on nas powstrzymania się od wszelkich działań od czasu nadejścia ich marszu przed Pałac do momentu oficjalnego rozwiązania demonstracji, kiedy plac jest już w zasadzie pusty. Zarówno on sam, jak i policja oraz Urząd Miasta zapomnieli, że całość smoleńskiej miesięcznicy jest w zasadzie zakłóceniem naszej demonstracji w tym samym miejscu i jeśli my w czasie smoleńskich modłów i przemówień milczymy, to wyłącznie z dobrej woli, a nie z powodu jakichkolwiek prawnych obligacji.

Strony: 1 | 2

7 thoughts on “Napięcie rośnie po ultimatum i przed miesięcznicą 10 września

  • 2 września, 2016 o 17:32
    Permalink

    Czyli skandujemy razem ze “smoleńskimi”. Oczywiście możemy sobie również pozwolić na wyrażenie emocji podczas przemówienia niejakiego Jarosława K. na przykład w momencie oklasków “smoleńskich”?
    Paweł, Wojtek chyba potrzebny będzie scenariusz…

    Odpowiedz
    • 2 września, 2016 o 22:37
      Permalink

      Nie, no — zasady uczestnictwa zaproponujemy wkrótce. Generalnie, jak zwykle, chodzić w nich będzie o to, żeby uszanować prawa “smoleńskich” i tylko stać z wyraźnymi znakami sprzeciwu wobec ich kłamstw — tak, jak to dotychczas robiliśmy.

      Powinniśmy również zmusić “smoleńskich” do uszanowania naszych praw. To oczywiście da się na nich wyłącznie wymuszać, ale rzecz jasna wymowny jest kontrast między naszym zachowaniem w trakcie ich wystąpień i ich — w trakcie naszych. Mniej więcej tyle.

      Jest też niestety wciąż możliwy “twardy scenariusz”. Tu również trzeba będzie podać kilka zasad, ale z tym ma głównie ten kłopot, że chciałbym uniknąć atmosfery zagrożenia. No, w każdym razie “twardy scenariusz” dotyczy naszej wąstkiej grupy — uczestnicy, których wzywamy mogą się co najwyżej spotkać z takim dyskomfortem, że być może będą mogli obserwować przebieg wydarzeń wyłącznie z oddalenia, ponieważ na miejsce nie przepuści ich policja.

      Odpowiedz
    • 3 września, 2016 o 22:22
      Permalink

      odwołaj lot Jarosławie , odwołaj ten lot

      Odpowiedz
  • 2 września, 2016 o 19:38
    Permalink

    jestem z Was bardzo dumna, teraz należy pomyśleć o dyżurach pod Poniatowskim dla warszawiaków i dla przyjezdnych.

    Odpowiedz
    • 3 września, 2016 o 22:59
      Permalink

      Trzymamy, Panie Profesorze, trzymamy. Jak mówi klasyk “damy radę”, choć — co tu kryć — trochę nam jednak łyso. Ostatnio media pokazały całe wystąpienie Kaczyńskiego z miesięcznicy. On tam wykrzykiwał, że obrażamy pamięć jego brata, twierdził, że się z polskiej kultury wykluczamy itd. Wskazywał na nas palcem mówiąc te rzeczy. Widać było słuchających go ludzi, odwaracjących głowy w naszą stronę i coś tam wrzeszczących. Żadna z kamer się jednak nie odwróciła ani wtedy, ani potem, żeby choć przez pół sekundy pokazać w relacji, o kim to prezes z taką pasją mówi i na kogo tak wrzeszczą jego słuchacze. Pomijając wszystko inne — taka relacja jest szkolnym błędem w rzemiośle. Albo się nie pokazuje wskazującego gestu wcale, albo należy pokazać, co takiego wskazywał.

      Piszę o tym, bo naszą jedyną bronią jest nieposłuszeństwo. Ta perspektywa, że nie zejdziemy stamtąd po dobremu i trzeba nas będzie znosić przemocą. Siła tej broni oczywiście na tym polega, że kiepsko, bardzo kiepsko coś takiego wyglądałoby w telewizji — po tych wszystkich zapewnieniach, że demokracja ma się w Polsce dobrze, a demonstracje opozycji są tego najlepszym przykładem. No, w naszym przypadku Kaczyński od miesięcy zbiera dowody, że żaden taki obrazek do nikogo nie dotrze. Cywilne nieposłuszeństwo bez mediów i opinii publicznej, do której się odwołuje — właściwie nie istnieje.

      Kijowski, którego sponiewierano i opluto w Gdańsku w podobnych okolicznościach i któremu z tej okazji wyraziliśmy uznanie, zapewniając o solidarności — uznał za stosowne po raz kolejny się od nas publicznie odciąć w odpowiedzi. Nazwał nas prowokatorami, kompletnie nie zauważając idealnej symetrii: to samo o nim mówił z gdańskiej okazji Błaszczak, Szydło i inni. W języku gangsterskich porachunków to się nazywa “wystawka”: zostawić kogoś na placu boju bądź bójki samego.

      No, trzymamy się. To określenie sugeruje trwanie z wysiłkiem, prawda? Jakąś uciążliwość. Prawda jest taka, że wrzaski smoleńskich fanatyków, owszem, sporo nerwów kosztują i są wyzwaniem dla cierpliwości, ale w rzeczywistości uciążliwość polega tu głównie na dość beznadziejnym przebijaniu się przez wyjątkowo szczelną obojętność mediów, co do której przestałem już wierzyć w naturalną dla nich indolencję jako przyczynę. Wygląda to po prostu na całkiem świadomą blokadę.

      W lipcu samotnie i podobnie bez mediów prowadziliśmy rozpaczliwe akcje w Sejmie, kiedy tam uchwalano tę ostatnią ustawę o TK… Któregoś dnia było nas tam raptem sześcioro, świadomie łamiących obowiązujący wtedy w związku z NATO zakaz zgromadzeń. Żadnego marszu 200 tysięcy nie było. KOD i Kijowski szydził zamiast tego: co wam dał ten wasz marsz na Sejm? — pytał. Odpowiadałem mu wtedy, że szyderstwa są być może zrozumiałe, bo tej naszej szóstki pies z kulawą nogą istotnie nie dostrzegł, ale szydzić z tego powodu przystoi Kaczyńskiemu, a jemu przystoi raczej wstyd. To dziwne, ale podziałało. Przez KOD istotnie przeszła fala zawstydzenia i nawet oburzenia biernością liderów.

      Jest w tym wszystkim niezła dawka ironii. Jeśli cywilne nieposłuszeństwo działa, to działa przez rodzaj moralnego szantażu. Ono zawstydza. Kiedy mianowicie policja zamyka pokojowo protestujących, albo ich leje i w świat idą obrazy tej jawnej niesprawiedliwości — to wtedy oczywiście zawstydzony w ten sposób dyktator nie zmienia zdania, żadne sumienie się w nim nie budzi, to byłoby zresztą psychologicznie niemożliwe przecież. Świadkowie tych scen odwracają się od dyktatora. Również w jego bliskim otoczeniu. To ich zawstydzenie działa. Żadna z tych rzeczy nie udała się nam w żadnym stopniu w stosunku do PiS, ale w lipcowych akcjach udała się nam w stosunku do KOD. Zelżał nieco ton ich zwyczajowych potępień, a sami zaczęli robić to, co proponujemy robić i robimy my. Na moment staliśmy się trend setterami. Być może do Gdańska Kijowski pojechal również jakoś nami inspirowany. No, fajnie. Ale — jak widać — raczej na chwilę.

      Nikt nie obiecywał, że będzie łatwo i sami szykowaliśmy sie zawsze na długą perspektywę. Jednak trochę szkoda — byłoby wiele szans ją nieco skrócić.

      Odpowiedz
  • 10 września, 2016 o 08:45
    Permalink

    Brawo!

    detal:
    > ” Ustalono, że obchody miesięcznicy kończą się pieśnią Boże coś Polskę, ”
    _._ Mam nadzieje, że ustalono dokładniej na wypadek kruczków smoleńskich, jak odkładanie pieśni Boże coś, na wiele godzin.
    Oczywiście PiS może zmienić harmonogram tak, że wszystkie szyszki partyjne opuszczą teren przed odśpiewaniem. Ale też mała wygrana w tym.

    Odpowiedz

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *