Jak zostałem milionerem – opowieść noworoczna

Na nadchodzący 2019 rok mam dwie wiadomości: dobrą i złą. PiS prawdopodobnie przegra wybory – i to jest wiadomość dobra. Kto wygra? Prawie na pewno coś, co do niedawna znaliśmy jako Koalicja Obywatelska. I to jest niestety wiadomość nienajlepsza.

Dlatego, że konsekwencje będą smutne, choć nie od razu je zauważymy, wciąż zajęci chocholim tańcem. Kiedy nas te konsekwencje dopadną, wydadzą nam się nagłe i niezrozumiałe. Jak zwycięstwo PiS w 2015 roku, którego należało się spodziewać, a które nas mimo to zaskoczyło. Raczej to nie PiS wygra w wyborach roku 2023. W tych kolejnych będzie już bowiem znacznie gorzej. Pracujemy nad tym nieszczęściem już dzisiaj.

Jest taka opowieść, którą chętnie przypisuje się Rockefellerowi, albo dowolnemu innemu krezusowi, ponieważ brzmi bardzo prawdziwie.

– Kupiłem marchew za centa – opowiada milioner – umyłem ją, oskrobałem i sprzedałem za dziesiątaka. Kupiłem więcej marchwi i znowu sprzedałem z zyskiem. I tak mozolnie, z uporem kupowałem i sprzedawałem, inwestując wszystko co zarobiłem, ciężko pracując, żyjąc w biedzie, nie dojadając, tylko tę cholerną marchew myjąc, skrobiąc, sprzedając i kupując. Musiałem obniżyć cenę, żeby sprzedawać szybko i nie tracić, kiedy mi się marchew psuła, z czasem musiałem zatrudnić sprzedawców i pomocników. Wciąż nie dojadałem – wszystko inwestowałem w przyszłość. Po 10 latach miałem już sporo, ale nadal nie było mnie stać na prawdziwy sklep. Wiedziałem, że muszę być twardy i wierzyć w przyszłość oraz w sukces, który musiał nadejść, jeśli tylko wytrwam. I po 20 latach wreszcie… – zmarł wuj, którego nigdy nie widziałem na oczy, a okazało się, że jestem jego jedynym spadkobiercą. Wuj był bardzo bogaty. Zostałem milionerem.

Myślę, że tak również przytrafi się nam wszystkim w Polsce. W przyszłym roku prawie na pewno wygramy wybory i stanie się tak nie tylko bez związku z wszystkimi naszymi dotychczasowymi wysiłkami, ale poniekąd wbrew tym wysiłkom. Co zresztą znaczy przy okazji, że niezupełnie jasne jest owo „my wygramy”. Przegrają „oni” – to jest niemal pewne. Świąteczno-noworoczny okres sprzyja podsumowaniom i myślom o przyszłości. Przełom 2018/2019 nadaje się do tego szczególnie, ponieważ nie tylko 2018 rok przyniósł wiele wydarzeń znaczących, ale i rok 2019 zdecyduje w Polsce o wszystkim. Albo właśnie nie zdecyduje o niczym, a tylko na chwilę odsunie od nas katastrofę, która potem powróci zwielokrotniona.

Historia o milionerze ma wszelkie szanse przytrafić nam się również w inny, jeszcze bardziej przykry sposób. Wydaje się, że nasze niemrawe wysiłki nie powstrzymają przekroczenia tego punktu bez powrotu, po którym lawinowe efekty globalnego ocieplenia będą już nie do powstrzymania. O ile już go nie przekroczyliśmy, bo i na to wiele danych wskazuje. W ten sposób unieważnimy wszystkie nasze dokonania z mijającego roku i wszystkie zaniechania. One już nie będą miały żadnego znaczenia po prostu dlatego, że nasz świat się skończy.   

Tak czy owak, wydarzenia z 2018 roku zasługują na uważną analizę, bo dałoby się z nich wiele nauczyć, gdyby oczywiście komukolwiek na naukach zależało. Większość poniższego z pewnością zabrzmi depresyjnie pesymistycznie. Ja jednak jestem optymistą. Wygramy, co sobie zamierzyliśmy, na pewno. Realistyczny opis wyzwań – nie należy go mylić z pesymizmem – jest nam potrzebny właśnie po to. By w końcu wygrać.

Sukcesy, z których nic nie wynika

10 maja 2018 świętowaliśmy na Krakowskim Przedmieściu pierwszy od dawna dziesiąty dzień miesiąca bez barierek, tysięcy policjantów i wierchuszki PiS maszerującej wśród modłów za „zdradzonych o świcie” przed ośmioma laty.

Strony: Początek |1 | 2 | 3 | ... | następna strona→ | Koniec

10 thoughts on “Jak zostałem milionerem – opowieść noworoczna

  • 29 grudnia, 2018 o 16:53
    Permalink

    Powtórzę po raz enty. Prawybory same w sobie nie są utopią, są sprawdzonym i skutecznym instrumentem wewnątrzśrodowiskowej demokracji. Utopią jest domaganie się wejścia w prawybory od partii nomenklaturowych, które organicznie są wrogiem jakiejkolwiek demokracji, wewnątrz i w państwie. To narusza ich podstawę egzystencji. To tak jakby domagać się od organizacji mafijnych wprowadzenia otwartej księgowości i pełnej jawności działalności.

    O prawybory nie należy partii nomenklaturowych prosić, lecz trzeba je zacząć samemu, na dole organizować. Jak trzeba to jako alternatywa dla “partii politycznych” z opcją oferty wolnego udziału w nich organizacji społecznych i “partii politycznych”, co może być atrakcyjniejsze dla tych mniejszych, a w przypadku sukcesu organizacyjnego i powstania prawdziwej alternatywy również dla tych większych. Myślę, że jest to zasadniczy błąd taktyczny lub strategiczny ORP. To że przykleja się do z natury antydemokratycznych partii nomenklaturowych, zamiast próbowania stworzenia oddolnej alternatywy opartej na paradygmatach demokratycznych. Prawybory to przede wszystkim kwestia oddolnej organizacji wolontariuszy na rzecz demokracji na szczeblu lokalnym, co najmniej statystycznego powiatu (w Polsce odpowiadającego normie przedstawicielskiej w wyborach do Sejmu). Można powiedzieć, że bez co najmniej 100.000 ludzi zorganizowanych w 460 autonomicznych okręgach prawyborczych mowa o jakichkolwiek prawyborach nie ma większego sensu.

    Kiedyś apelowałem o próbę tworzenia takich struktur przy okazji wyborów samorządowych na rzecz przyszłych wyborów do Sejmu. Podobnie postulowałem też potraktowanie wyborów do PE jako pomocniczy środek w dążeniu do właściwego celu. Chociaż wybory do PE są technicznie ze wszystkich najtrudniejsze. Zamiast tego mamy w kwestii prawyborów tylko próżne “błagania” do “polityków” o podjęcie działań będących wbrew ich naturze i egzystencjalnym interesom. To jest droga donikąd.

    W tym kontekście jednak pochwalę pomysł inicjatywy udziału w PE, który przewiduje elastyczne opcje publicznych wysłuchań kandydatów na europarlamentarzystów. To jest bliskie mojej idei opcji konkursowej, która szczególnie w wyborach do PE ma pewne walory organizacyjne i merytoryczne.

    Odpowiedz
  • 29 grudnia, 2018 o 18:51
    Permalink

    Ten pełny patosu i megalomanii elaborat jest równie żałosny, jak i tzw. ruchy obywatelskie nie posiadające żadnego, powtórzę to jeszcze raz, żadnego programu poza jaskiniowym antypisizmem.
    Gdybyście chociaż raz zorganizowali jakikolwiek, chociażby jeden protest, podczas rządów poprzedniej, pożal się Panie Boże, koalicji, to może stalibyście się chociaż trochę bardziej wiarygodni.
    Proroctwa w stylu “PIS prawdopodobnie przegra wybory” są równie prawdopodobne jak to, że wasze szumne protesty miały wpływ na to, co w Polsce wydarzyło się.
    No cóż, immanentną cechą polskiej polityki jest niestety “mania grandiosa”.
    Mam nadzieję, że rok 2019 skutecznie was wyleczy z tej choroby i za rok nikt już nie będzie pamiętał o tzw. obywatelach.

    Odpowiedz
  • 29 grudnia, 2018 o 22:55
    Permalink

    Wiele przemyśleń z mojej strony przy podsumowaniu tego roku, do tego przemyślenia Pawła.
    Nie spodziewałem się takiej klasy po europośle Lewandowskim.

    Kierowanie się wartościami – tak, zawsze, ale z pesymistycznym ocenianiem realiów.

    Odpowiedz
    • 29 grudnia, 2018 o 23:32
      Permalink

      Lewandowski wypowiedział to, co myślało bardzo wielu polityków PO. Kampania o sądy — jeśli im była potrzebna do czegokolwiek — to jako argument do wykorzystania przeciw PiS w kampanii wyborczej. Moim zdaniem nie świadczy to o nich źle. Mają po prostu taką ocenę sytuacji i często jest to ocena trafna, Być może w sprawie sądów też była — być może naprawdę na ich obronie angażującej instytucje UE więcej można było stracić (np. w poparciu wyborców), niż zyskać. Jeśli tego rodzaju kalkulacje polityków, czynią z polityki grę pozorów, to nie dlatego, że politycy są cyniczni, ale dlatego, że jako wyborcy te pozory akceptujemy. To przede wszystkim chcę powiedzieć.

      Naprawdę przecież — to żadna tajemnica, tylko ogólnodostępna informacja — zaledwie sześcioro z nich głosowało za Art. 7. Pozostali uznali, że byłoby to głosowanie “przeciw Polsce”, albo, że tak zostałoby to przedstawione przez PiS, jego propagandę i właśnie tak odebraliby to wyborcy. Również publiczna była informacja o tym, że władze partii “rozważają konsekwencje” tego ich głosowania.

      Fakty są przecież takie, że każdej partii zależy zwłaszcza na tym, by nie stracić tych “nieprzekonanych”. Przekonani wybaczą tego rodzaju “niekonsekwencje”. Może więc czas, żeby wybaczać przestali. To nie jest proste, ryzyka są wielkie, na tym właśnie opiera się partyjny szantaż, któremu jesteśmy poddani. Ale właśnie na to coś trzeba poradzić koniecznie. Stąd więc — między innymi — nasza propozycja prawyborów. Musi być przestrzeń na głosowanie za lub przeciw liberalizacji aborcji, za twardym lub miękkim kursem europejskim, za lub przeciw 500+ itd. — bez ryzyka dzielenia głosów i oddawania władzy PiS-owi. Może da się pomyśleć inne rozwiązanie — ale jak dotąd na stole nikt niczego takiego nie położył.

      Odpowiedz
      • 30 grudnia, 2018 o 06:37
        Permalink

        Kto akceptuje, ten akceptuje. Ja już dawno zdecydowałem, że w życiu nie zagłosuję w partyjnych niedemokratycznych wyborach na żadną partię polityczną.

        Odpowiedz
        • 30 grudnia, 2018 o 13:10
          Permalink

          Tu się prawdopodobnie nieco różnimy perspektywą. Ordynacja wyborcza powinna ulec zmianie. To wiemy obaj, choć ja nie jestem pewien, czy znam rozwiązanie rzeczywiście dobre — wiem tyle, że to powinno być przedmiotem poważnej obywatelskiej debaty. Prawybory są rozwiązaniem, które podobałoby mi się w rozwiniętej demokracji, natomiast wcale nie uważam, że muszą być jej niezbędnym elementem — to jest być może jedna z różnic między nami.

          Międzypartyjne prawybory są natomiast moim zdaniem z bardzo wielu względów potrzebne właśnie teraz, kiedy trwa wojna z PiS, w której skapitulować przecież nie wolno. Bo są w tej sytuacji jedynym sposobem dania wolności wyboru nam, “demokratom”. Bo są jedynym skutecznym i jedynym akceptowalnym sposobem stworzenia silnego bloku zdolnego uzyskać potrzebną większość (większą niż zwykła większość). Bo to jest również jedyny sposób wyłonienia jakiejkolwiek “trzeciej siły”, która inaczej nie ma jak się pojawić w plemiennej wojnie. Bo nie ma innych propozycji obudzenia aktywności obywatelskiej uśpionej beznadzieją fikcyjnej demokracji. Bo to jest jakiś sposób wywierania presji na partie, które same z siebie nie zechcą się zreformować.

          Jak mają wyglądać procedury demokratyczne kiedyś tam, docelowo, ja nie jestem pewien. Nie samą ordynacją załatwimy sprawę, bo problem jest kulturowy, wpływ mediów i ich wciąż się zmieniający kształt jest tu decydujący. Sam model kandydowania i wyboru budzi w tej sytuacji zastrzeżenia, bo preferuje rozmaite patologie, sprzyjając selekcji albo negatywnej, albo przynajmniej przebiegającej nie według tych kryteriów, których trzeba do rządzenia krajem. Rozmaite modele demokracji deliberatywnej — niektóre nieźle zbadane — nadawałyby się tu lepiej.

          W dzisiejszej konkretnej sytuacji na przykład panele obywatelskie byłoby przeprowadzić łatwiej niż prawybory. Ale one w naszej mizernej świadomości społecznej są jeszcze mniej znane niż prawybory i wydają się kompletnie egzotyczne. I przy tym w o wiele mniejszym stopniu angażują — a to jest jedną z bardzo pilnych i ogromnych potrzeb.

          Odpowiedz
  • 3 stycznia, 2019 o 01:33
    Permalink

    Panie Pawle, gratuluję i serdecznie dziękuję za ten tekst. W zasadzie niczego nowego Pan nie powiedział: dla analitycznie oceniających otaczająca nas rzeczywistość wszystko to było od dawna oczywiste. Ale spójność Pana analizy i przenikliwy obraz, jaki Pan nakreślił, robi wrażenie i przybliża wyzwania, wobec których stoimy. Myślę bardzo podobnie i też o tym czasem piszę, ale nie stać mnie na tak przenikliwą analizę: wyrzucam z siebie emocje, to co boli tak do głębi trzewi. A szczególnie, tak dwoma rękami, podpisuje się pod cytowanym przez Pana motto Waszego programu: „idealizm jest dziś pierwszą potrzebą realistów”. Pozdrawiam bardzo serdecznie

    Odpowiedz

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *