Prawybory mogą być lekiem na zło polityki PiS

Polityka przestała być grą, zmieniając się w walkę o życie. Dlatego wojskowa terminologia, tak pasuje do opisu tego, co dzieje się w Polsce. Niestety, wielu komentatorów goniąc za poczytną frazą, zaciemnia obraz, a my potrzebujemy poważnej dyskusji
 
Drażni mnie lekkie podejście i formułowanie wniosków ad hoc. Na błędne oceny po naszej stronie wpływ też ma nieskrywane schadenfreude z racji słabych – zdaniem części opozycji pozaparlamentarnej – wyników koalicji obywatelskiej (czytaj PO). Z toksyczną relacją sierot po Tusku do PO oswoiłem się, ale dziś gra toczy się o zbyt wielką stawkę, by na ten grafomańsko-oniryczny lans nie reagować i nie domagać się rzetelnego opisu, za którym pójdzie zrozumienie sytuacji i gotowość do kompromisu i współdziałania.

Wybory samorządowe – to bitwa nie wojna

Na wybory samorządowe trzeba patrzeć, jak na pierwszą z bitew, a nie na odrębną wojnę. Dlatego oceniając wyniki nie można abstrahować od dalszej perspektywy. Czasem bowiem poddany szaniec to taktyka. Innym razem zwycięstwo w bitwie może okazać się pyrrusowym. Po drugie, pisanie o klęsce czy zwycięstwie którejś z partii przed drugą turą wyborów i przed końcem rozmów koalicyjnych (czyli podziałem łupów) jest nadużyciem lub pokazem niekompetencji. Dopiero po kilku tygodniach, albo nawet miesiącach, osiągniemy stan niepewnej równowagi, który pozwoli ocenić skutki samorządowej bitwy i skorygować ewentualną taktykę przed wyborami do Parlamentu Europejskiego i Sejmu. Dziś mamy jedynie sukcesy lub porażkę ludzi – Rafała Trzaskowskiego i Hanny Zdanowskiej, czy Jarosława Wałęsy lub Patryka Jakiego.

Błędem jest też mówienie o sukcesie społeczeństwa obywatelskiego z racji wyższej niż zwykle frekwencji. To podejście w stylu polskich komentatorów sportowych, którzy miejsce w drugiej dziesiątce uznają za sukces, gdyż z racji małej wiary w zawodnika widzieli go na końcu stawki. Frekwencja 54 proc. to na tle Europy mało. Musimy znaleźć sposób na zaktywizowanie kolejnych 15-20 procent. Inaczej fundament ewentualnych zmian znów będzie kruchy, jak w 1989 roku. Poza tym obywatelskość nie objawia się tylko w akcie wyborczym. Gdy spojrzymy na komisje, gdzie z trudem zebrano składy, gdy popatrzymy na liczbę osób, które zgłosiły się by kontrolować wybory, to widać, że aktywni są zdecydowaną mniejszością miliony nadal są bierne.

I nie tłumaczy ich to, że szwankowała informacja, że trudno było się zapisać do komisji itd. To też jest symptom słabości obywatelskiego społeczeństwa, które nie umie wymusić, by państwo przestało być teoretyczne. Godzi się na bałagan i łamanie reguł wyborczych podczas głosowania. Bohaterami wieczoru czyni tych szefów komisji, którzy przepisy obchodzili lub ignorowali, by skończyć liczenie w sensownym terminie, a nie po 30 godzinach pracy. Nie chcę zniechęcać ludzi, którzy ruszyli do urn, ale mówienie o zwycięstwie społeczeństwa obywatelskiego to oszukiwanie się. Na to nas nie stać, gdy toczymy walkę z populizmem. Gdyż tylko zaangażowanie obywateli, aktywność, odwaga, zarówno w proteście jak i w działaniu, mogą być lekiem na deprawację jaką niesie populizm (mamiąc prostymi rozwiązaniami, oczekując bierności i oddania władzy w ręce kłamliwych nibydemiurgów, którzy zapowiadają rozwiązanie wszystkich problemów) .
 

Pyrrusowe zwycięstwo PiS i groźna wygrana PO

Dlatego tak martwią wyniki ruchów miejskich, lokalnych. Potwierdzają też diagnozę o niszczącej sile duopolu. W Warszawie oparły się duopolowi PiS-PO jedynie na poziomie dzielnic, wyżej złożono je na stosie walki z PiS. W terenie niewiele lepiej.

Klęskę poniosły ośrodki badania opinii. Skompromitowały się swoimi nietrafionymi prognozami, a ich niekompetencja ma groźny wpływ na kształt wyborczych decyzji. Kto wie, czy nie powinno się zakazać publikowania sondaży na trzy miesiące przed lub zmusić wszystkie pracownie do zmiany metodologii.

To rewolucja, a nie zmiana warty

Ten brak zakodowanych postaw obywatelskich, nieznajomość reguł i zasad prawdziwej polityki powoduje, że wielu rodaków nie rozumie, że PiS nie tylko chce rządzić jak najdłużej, co jest celem każdego ugrupowania, i nakarmić swoich zgodnie z wyniesioną przez nich do rangi cnoty zasadą TKM. PiS chce zmienić ustrój i robi to, choć nie zyskał niezbędnej większości do przeprowadzenia przez parlament ustrojowej rewolucji. Co więcej grupa trzymająca władzę w PiS ma plan jeszcze „ambitniejszy” – chce stworzyć nowe społeczeństwo, w którym obywatel nie będzie współodpowiedzialny, a podległy. Nie liczą się koszty tego projektu – ludzkie, ekonomiczne, czy te dotyczące bezpieczeństwa kraju.

Jaka to ma być zmiana? Tu – moim zdaniem – nie ma jednej odpowiedzi, ściera się kilka motywacji. W grupie, która myśli dalej niż głębokość swojego portfela, cześć kieruje się w pierwszej kolejności zemstą, inni chcą oczyszczenia narodu ze „złogów komunizmu” i przy okazji z „liberalnego kosmopolityzmu”, kolejni myślą – a wspiera ich lub manipuluje nimi Kościół – o przekształceniu Polski w katolicką twierdzę, z której ruszą wyprawy w obronie wiary w zlaicyzowanej Europie. Coraz więcej też przestaje się wstydzić ujawnienia marzeń o państwie skrajnie nacjonalistycznym, neofaszystowskim, autarkicznym na tyle, na ile w Europie XXI wieku to się da.
 
PRZECZYTAJ TAKŻE: Konstytucja Na 100. Nacjonalizm STOP!
 
Dla wszystkich spoiwem na starcie było przekonanie o konieczności zniszczenia sił prodemokratycznych, niezależnie jak szeroko by je definiować i gotowość do bardzo ryzykownej gry (brali pod uwagę groźbę wybuchu społecznego, załamanie gospodarcze, czy niebezpieczeństwo oddalania się od Europy, co oznacza wejście w łapy Rosji). Dziś to, ile mogą stracić i co im może grozić za niszczenie kraju, powstrzymuje ich przed rzuceniem się sobie do gardeł.
 

Kasprzak: – Ten wynik, obawiam się, petryfikuje zabójczy dla Polski podział między PiS-em a Koalicją Obywatelską

To sytuacja odwrotna niż w obozie prodemokratycznym, gdzie z racji poprawności politycznej, czy symetrystycznych zapędów nikt nie formułuje radykalnie strategii „śmiertelnego wroga”. Nie ma też gotowości do podjęcia wielkiego ryzyka, gdyż cały czas wiele jest do stracenia, tak w sferze prywatnej jak i zawodowej. Za to modne i dozwolone jest rzucanie się sobie do gardeł. Potyczki między ruchami pozaparlamentarnymi i parlamentarnymi, między lewicą a liberałami, między skrajnymi feministkami a resztą, oraz między samymi gwiazdami opozycji, toczą się nieustannie.

Strony: Początek |1 | 2 | 3 | ... | następna strona→ | Koniec

5 thoughts on “Prawybory mogą być lekiem na zło polityki PiS

  • 3 listopada, 2018 o 11:07
    Permalink

    Bardzo ciekawa analiza. W 100 % zgadzam się z Panem: potrzebujemy poważnej dyskusji !

    Odpowiedz
  • 3 listopada, 2018 o 12:55
    Permalink

    Ostatnio sam do siebie powiadam: “Nie głosowałem na pieprzonych nazistów, nie głosowałem na pieprzonych komunistów i nie będę głosował na jakiegoś pieprzonego d’Hondta”. Będę głosował tylko w demokratycznych wyborach na wolno i oddolnie zgaszanych oraz demokratycznie wybieralnych przedstawicieli.

    Autor – jak zwykle zresztą – tkwi w wirtualnych, medialnych rzeczywistościach, w symulowanych rekonstrukcjach wojennych nie zauważając, że większość społeczeństwa nie chce mieć i nie ma z tym wiele wspólnego. Dotyczy to też większości wyborców, którzy dadzą się zapędzić ze strachu lub dla zabawy na rekonstrukcje wyborów.

    I gdzie Autor widzi demokratów po stronie “opozycji”. Proszę mi pokazać chociaż jedną “partię”, w której kandydatów na posłów do Sejmu będą wybierali szeregowi członkowie partii (choćby w prawyborach) bez ich zatwierdzania, czy wręcz wyznaczania z centralnych zarządów. To już jest z tego powodu niemożliwe, bo w tych “mafijkach” szeregowych członków i obywateli w ogóle nie ma. A jak ich nie ma, to te partyjki z definicji nie mogą być demokratyczne. I nie wynika to z bierności obywateli. Do organizacji działających według zasad mafijnych obywatele nie mają wstępu. Nie mówiąc już o tym, że każdy normalny człowiek trzyma się instynktownie z dala od takich organizacji.

    Proszę nie obrzydzać ludziom pojęcia demokracji lansując demokratów i “partie demokratyczne”, których w ogóle nie ma. Przez takie wykrzywianie i gwałcenie podstawowych pojęć wielu ludzi uważa za “prawdziwych demokratów” nawet rasowych nazistów.

    Odpowiedz
  • 3 listopada, 2018 o 13:14
    Permalink

    Nawiasem mówiąc, to Sejmik Dolnośląski jest paradnym przykładem kunsztów i mentalności politycznej Schetyny, który zrobił chyba wszystko co było zrobienia, żeby rozpirzyć stabilne układy bezpartyjnych i PO. Dziś bezpartyjni na DS muszą kalkulować kto jest szkodliwszy i wywołuje większą odrazę – PiS Kaczyńskiego, czy KO Schetyny. I mają po temu bardzo dobre powody.

    Odpowiedz
    • 3 listopada, 2018 o 15:29
      Permalink

      Zgadzam się z Panem. Sytuacja na Dolnym Śląsku to zasługa Schetyny. Wiele lat to rozpieprzanie trwało i mamy to, co mamy 🙁

      Odpowiedz
      • 3 listopada, 2018 o 17:27
        Permalink

        Kiedyś mówiłem: “Glosując na Tuska głosujesz na PiS – i odwrotnie”. Dzisiaj można wymienić Tuska na Schetynę, i tak samo a nawet bardziej na jedno wychodzi.

        Schetyna na DS, w swoim mateczniku wykazała się wybitnie cechami klasycznego PiSdzielca. Rozwalić co się, a potem się zobaczy co z tego wyjdzie.

        Odpowiedz

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *