Coś dziwnego się stało

Wydarzenia towarzyszące akcji Obywateli RP blokujących kolejną miesięcznicę smoleńską doczekały się wielu zróżnicowanych komentarzy, ale uwadze zarówno komentatorów, jak autorów notek informacyjnych umknęły cokolwiek dziwaczne zachowania władz z tej okazji. Albo służb. Cholera wie, kto odpowiadał za chaos, którego byliśmy mimowolnymi uczestnikami. Ktokolwiek to był, albo jest nieodpowiedzialnym idiotą, albo ja czegoś nie rozumiem. Panie Jurkiewicz? Nie wierzę, że to był Pan. Błaszczak? Owszem, jest wystarczająco głupi, ale przecież jacyś ludzie u niego pracują. Wystarczająco wielu dorównujących Błaszczakowi inteligencją znaleźć się przecież nie da. Czy może się da? Mój Boże…

 

Nowy film (2).Film_Migawka

 

Rankiem 10 grudnia na Krakowskim Przedmieściu połamano mianowicie wszelkie możliwe (choć mnie niezbyt dobrze znane) procedury zabezpieczenia osób pełniących ważne funkcje w państwie. Otóż sam na przykład stałem na wyciągnięcie ręki od sprasowanego jak sardynka w puszce posła Kaczyńskiego i mogłem go zadźgać widelcem. Jemu co prawda ochrona BOR nie przysługuje, w sąsiedztwie stali tylko przerośnięci panowie z brygad Wąsika, ale dźganiu widelcem przeszkodzić nie bardzo mogli. Nie reagowali wcale, kiedy np. pchałem Kaczyńskiego za pośladki, bo siadał nimi – wbrew woli, popychano go – na głowie Krysi Maluśkiej, która na wózku inwalidzkim znalazła się akurat pomiędzy nami. Jeden z goryli od Wąsika zajął się za to wykręcaniem głowy Krysi i nie wiem, czy po to, by nie ugryzła w tyłek prezesa, czy może, żeby nie widziała jaki to zaszczyt na nią spłynął – przecież niezasłużenie. Tuż za Kaczyńskim – patrząc z mojej strony – stała śmiertelnie przerażona Beata Szydło i nie tylko fryzurę miała w nieładzie, ale również zabezpieczona nie była wcale. Jej zaś – oraz jej fryzurze – ochrona BOR się już należy.

 

Poza wszystkim – ochrona okazała się zbyteczna. Członkowie najwyższych władz partyjno-państwowych, choć ściśnięto ich razem z ich najbardziej zaciekłymi wrogami, wyszli z tej opresji nietknięci z dokładnością do fryzur i być może garniturów. Żadną miarą nie jest to jednak zasługa służb państwa. Ofiarowanie białych kwiatów było wszystkim, co im z naszej strony groziło. I przed tym bronili się bardzo dzielnie. Obronili się. Sami. Ochrona na nic się tu nie przydała.

 

Nie jest prawdą, że jakikolwiek kordon oddzielił od siebie dwie demonstracje. Połączone siły policji, BOR i brygad Wąsika cały swój impet – spory, przyznaję – włożyły w odepchnięcie ludzi od smoleńskich tablic. W odpychanym tłumie staliśmy wszyscy: poza naszymi ludźmi był tam więc Kaczyński (wyglądał niezdrowo, zaniepokoiłem się), Szydło, Błaszczak, Macierewicz, był poseł Pięta i cały zwyczajowo tam obecny kwiat pisowskiej polityki. Oraz oczywiście nieszczęsny lud smoleński.

Strony: Początek |1 | 2 | 3 | ... | następna strona→ | Koniec

5 thoughts on “Coś dziwnego się stało

  • 15 grudnia, 2016 o 10:36
    Permalink

    Wielka szkoda, żeś nie miał tego widelca – może gdyby Zbasław nadział się na niego pupą, to by przestał gadać od rzeczy. A w każdym razie byłoby zabawnie.

    Odpowiedz
  • 15 grudnia, 2016 o 10:41
    Permalink

    Obserwacje, analiza, wnioski – moim skromnym zdaniem wszystkie bardzo trafne (też byłem “sardynką” – obywatelską).

    Odpowiedz
  • 15 grudnia, 2016 o 17:13
    Permalink

    dobrze, że zachował Pan rozsądek i umiar. Podziwiam

    Odpowiedz
  • 16 grudnia, 2016 o 01:47
    Permalink

    A co ja mam mówić :nie dość, że nie widziałam prezesa, a z opisu Pawła mogę się domyślać, że prezes stał tuź za moim wózkiem, to panowie z BOR u(chyba, nie wiem kto był kto), nie mogąc sobie poradzić z moim zahamowanym wózkiem ,, zostawili mnie po stronie smoleńskiej braci.
    Wydaje się więc, że prezes był w opałach, mając z jednej strony Pawła z drugiej mnie.
    Tylko narzędzi nie było. I pomyśleć, jaki mógł być epizod.;całe szczęście , że pan prezes i P.premier mieli z nami do czynienia
    Paweł Kasprzak ma rację pisząc o nieogarniętym Błaszczaku. Powiedziałabym mocniej :gdyby to był normalny rząd, na czele którego stoi premier, to po “występach”10.12
    kilka osób, waźnych osób, straciłoby pracę.
    Paweł zastanawiał się dlaczego całej operacji nie przeprowadzono inaczej. Ano po to, by Kaczyński miał pretekst do przyjęcia swojej ustawy.Scenariusz na poranek 10.12 napisał prezes, mając za nic bezpieczeństwa” swojego “premiera a także obywateli. To jednak nie jest niczym nowym. I mimo iż nie ja powinnam tym się martwić, to gdzieś tam trochę….. Do 10.01.2017r w tym samym miejscu.

    Odpowiedz
  • 16 grudnia, 2016 o 01:58
    Permalink

    Naprzeciwko mnie stał trochę chyba zdezorientowany p.europoseł Czarnecki oraz red Terlikowski. Starałam się odwracać wzrok
    I nie słuchać “mądrości” przez niego wygłaszanych. Pozdrawiam

    Odpowiedz

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *