Nacjonaliści depczą patriotyzm

Nie tęczowa, nie laicka, tylko Polska katolicka! – to bodaj najłagodniejsze z haseł skandowanych zwykle na tzw. Marszu Niepodległości każdego 11 listopada, kiedy ulicami Warszawy idzie wielotysięczny tłum. Prawdziwe morze ludzi. Płoną race, budzące skojarzenia z pochodniami noszonymi niegdyś w Norymberdze i Berlinie

Echo złowrogich okrzyków – bo one mają brzmieć potężnie i złowrogo – to echo niesie się więc – jak wtedy – po ulicach zastygłych w przerażonym bezruchu. Jest też morze biało-czerwonych flag, ale z wrzaskiem wznoszącym się spod nich miesza się w dymie pochodni pijany rechot. Obraża mnie ten rechot, jak wszystko inne w tym potwornym marszu. I wcale nie moje demokratyczne ideały są obrażane, bo one mają się dobrze i wytrzymują te sceny bez szwanku. To mój patriotyzm jest deptany i plugawiony, wszystkie te moje drżenia serca, które kiedyś budził Mickiewicz, Szopen i Czerwone maki

Cóż, jestem patriotą

Choć to niestosowne w niektórych bliskich mi środowiskach czynić takie wyznania…

Istnieją inne wersje hasła o Polsce katolickiej. Np. nie pedalska, albo nie żydowska zamiast nie tęczowa. Różnice nie są tu istotne, to tylko taka swobodna wyliczanka rozmaitych rodzajów „nie-Polaka” wykrzykiwana po to głównie, by już za chwilę było dobrze wiadomo, co znaczy inne hasło wykrzykiwane w pustkę i w tę ciemność panującą pomimo dnia poza marszem, gdzie już nie płoną pochodnie. Śmierć wrogom Oj-czyz-ny! Komu ta śmierć jest pisana – już wtedy dobrze wiadomo.

Wszystko powinno być więc jasne i niech nikt nie ma złudzeń. Niech nikt z idących w pochodzie nie łudzi tych, którzy na to patrzą. Doprawdy nie trzeba falang, celtyckich krzyży, błyskawic „SS”, wspomnień Hitlera, żadnych nazistowskich symboli – a one przecież i tak tam są! I jest ich zawsze mnóstwo…

To myy! To myy! Po-la-cy – wrzeszczy ktoś z trybuny przez ogłuszające nagłośnienie, a potężny tłum odpowiada – Bóg! Honor! I Oj-czyzna! – Brzmienie okrzyków, rytm podkreślany bębnem i werblami, białe gotyckie napisy na czarnym tle, równe szeregi zielonych flag z falangą, scena jak ruszająca do boju armia orków z Tolkiena nie pozostawia złudzeń i staranna aranżacja temu właśnie służy.

Kolejny taki marsz – z pewnością tym razem jeszcze liczniejszy – przedefiluje przez Warszawę już zaraz w setne święto niepodległości. Tej niepodległości okupionej ogromnymi ofiarami – jak o tym wspomina przepiękna preambuła polskiej konstytucji. Uchwalaliśmy tę konstytucję już całe pokolenie temu pomni gorzkich doświadczeń z czasów, gdy podstawowe wolności i prawa były w naszej Ojczyźnie łamane, pragnąc na zawsze zagwarantować prawa obywatelskie, a wszystkie te prawa i całe prawo Rzeczypospolitej, bierze się z przyrodzonej godności człowieka, jego prawa do wolności i obowiązku solidarności z innymi.

 
PRZECZYTAJ TAKŻE: Marsz Niepodległości. Realizuje się najgorszy z możliwych scenariuszy
 

Samo to jedno hasło zatem – to najłagodniejsze, o Polsce katolickiej, a nie tęczowej – ono jedno wystarczy, by ów marsz zdeptał wszystko to, co w preambule konstytucji zapisano jako wartość najświętszą. Nie tęczowa… – krzykną – nie pedalska – uściślą – nie żydowska – dodadzą – nie islamska, nie brukselska i nie jeszcze jakaś… Tłum stu tysięcy, a może większy, niosąc morze biało-czerwonych sztandarów, wszyscy ci ludzie, nawet nie race niosący, nie błyskawice „SS” i nie celtyckie krzyże, a tylko właśnie polskie barwy narodowe – wszyscy będą deptać i wolność, i godność „pedałów”, „brukselczyków”, „żydów”. Zdepczą więc – tym swoim zgodnym krokiem biało-czerwonego tłumu – całą polską wolność. I również godność państwa, które miało być wspólne i wszystkim jednakową wolność dające. „Gorzkie doświadczenia przeszłości” powracają. W koszmarnej karykaturze, jak z pijackich zwidów. Niesione przez morze ludzi z biało-czerwonymi flagami – nie przez pijanych, obcych żołdaków. Powstają najkoszmarniejsze demony historii. W brunatną szmatę zmieniając narodową flagę. Moją flagę. W stulecie niepodległości mojego państwa.

Gdyby mi w latach młodości ktoś przeczytał preambułę konstytucji, to bym nie uwierzył, że takiej dożyję. Nie uwierzyłbym, że w stulecie 11 listopada będę żył w niepodległym kraju. I w jakimś sensie nie wierzyłem słusznie. Właśnie odbieramy sobie wolność sami – przekazujemy ją we władanie tłumowi wrzeszczącemu bezmyślnie i z wściekłością o polskiej narodowej dumie.

Przyjdę z Konstytucją RP. I z białą różą. Bo ta konstytucja jest tym, co niepodległa Polska ma dzisiaj najcenniejszego i co cudem jakimś zdołało jej dać moje pokolenie. Nie umiem uczcić mojej ojczyzny w żaden lepszy sposób, nie umiem sobie wyobrazić żadnego lepszego sposobu. A chcę ją uczcić. Patriotą już pozostanę, jakkolwiek to krępujące, trudno. Konstytucja powinna móc zatrzymać koszmarne demony historii. Po to ją pisano. Nie zatrzymuje. Bo ktoś ją jednak musi trzymać mocno, żeby się to udało.

Biała róża jest natomiast moja osobista. Wyraża bezbronność idei, wśród których chciałbym żyć.

Pewnie to wszystko jest nadmiernie egzaltowane. No, trudno. Wszystko, co tu napisałem, to rzeczy dla mnie święte. Naprawdę, a nie na niby. Albo z kolei najstraszniejsze: śmiertelnie groźne, wszystko niszczące. Uniesienia tego rodzaju zawsze bywają nieco zawstydzające – bardzo dobrze o tym wiem i nic nie poradzę: nie potrafię się wystrzegać akurat tego rodzaju kiczu. Za to konsekwencje tego, co napisałem, są już zupełnie nieegzaltowane:

Niedziela, 11 listopada, 14.00, ul. Smolna w okolicach de Gaulle’a – konkret, nie egzaltacja.

No, a poza tym…

Politycy

Poza tym PiS jak zwykle ucieka. Od ładnych paru lat wszyscy z PiS zwiewają na 11 listopada do Krakowa. W Warszawie zostawiając żywioł, który hodowali z premedytacją. Nie oni jedni pomogli mu się narodzić, ale oni jedyni z pełną premedytacją. Także nie oni jedni dzisiaj uciekają. Liberałowie zgromadzą się w Poznaniu, w Łodzi, ale nie tu, w Warszawie, oddanej brunatnym. To są z kolei ludzie poważni, egzaltacjom nie ulegają, histeria im nie przystoi, choćby to była histeria narodowa. Zrozumiałe to przecież jest jakoś…

Są jednak wśród polityków ludzie, którym w polityce powiodło się na tyle, że objęli urzędy i mandaty. A wtedy składali ślubowania. Na Konstytucję. Co znaczy to ich ślubowanie, kiedy Konstytucję depczą? Nie w Poznaniu to się dzieje i nie w Łodzi. To się dzieje w Warszawie. Oraz np. we Wrocławiu, gdzie – jak między innymi również rok temu – znajdą się ludzie, którzy staną na drodze depczącego wszystko pochodu i za to zapłacą z pełną świadomością. Pamiętacie stamtąd niepełnosprawnego Bartka Gawrońskiego? Bartek, wybacz, że o to spytam publicznie – ile Ty masz właściwie wzrostu? Może przed oczami polityków mignęły jakieś zdjęcia Bartka, kiedy ze swoją widoczną niepełnosprawnością stał naprzeciw dwukrotnie od siebie większych narodowców w klubowych szalikach? Może słyszeli na nagraniach, jak mówił o obronie własnej godności, stając z kolei przed sądem za to, że 11 listopada był we Wrocławiu tam, gdzie być powinien? Może mignął im obraz Małgosi Farynowskiej uderzonej w głowę płonącą racą, może słyszeli, że poleciały wtedy kamienie? Na pewno pamiętają warszawskie obrazki z mostu Poniatowskiego.

Wszyscy ci ludzie – zwykli, najczęściej dla publiczności całkiem bezimienni – stanęli tam, gdzie od dawna powinny stać służby polskiego państwa, jeśli konstytucja i wartości zapisane w jej pięknej preambule znaczą jeszcze cokolwiek. Państwa zabrakło, więc w obronie wartości podstawowych stanęli zwykli, bezbronni ludzie. Choć oni żadnych uroczystych przysiąg nie składali.

 
PRZECZYTAJ TAKŻE: Naprzeciw hordy nacjonalizmu stańmy 11 listopada z Konstytucją
 

Miało już być bez egzaltacji, a znowu nie dałem rady. To dlatego, że sobie wyobraziłem, jak 11 listopada na rondzie de Gaulle’a w Warszawie staje naprzeciw morzu płonących pochodni szpaler dwustu parlamentarzystów opozycji z transparentem „Tobie Ojczyzno, wierni Konstytucji, której przysięgaliśmy”… Kicz? Wiem. Ale poszedłbym potem głosować ze łzami w oczach.

Bo tymczasem siedzę, przeliczając szczegółowe dane z PKW o wynikach ostatnich wyborów. I one dla polityków opozycji nie są dobre.

Marszu można jeszcze zakazać

I o przestrzeganie prawa zadbać. Zakazu wydać się nie da – słyszymy bez przerwy – bo takie zakazy upadają potem w sądach. Organizatorzy deklarują pokojowe zamiary, zakazać demonstracji byłoby jak z prewencyjną cenzurą. Tak orzekały sądy i trybunały – polskie i międzynarodowe. Co więc znaczył przepis starej, jeszcze konstytucyjnej ustawy o zgromadzeniach, który mówił o zakazie? Wydawanym, jeśli miałoby dojść do zagrożeń i do łamania prawa? Czy to samo, co i w nowej ustawie, już niekonstytucyjnej, kiedy władza uważa, że wolno zakazać po prostu demonstracji opozycji?

Na tych marszach regularnie dochodzi do burd i przemocy. Chodzą w nich ludzie pijani, masowo używają zakazanych rac, rzucają nimi w ludzi. Króluje tam – a nie jest marginesem – mowa nienawiści w najczystszej postaci. Noszone są jawnie nazistowskie symbole. Organizatorzy są wciąż ci sami. Z rzadka tylko zmieniają organizacyjne barwy, ale twarzy nie zmieniają. Czy to taki problem to udokumentować? Czy naprawdę da się za wiarygodne uznać deklaracje tych samych ludzi, którzy już tak wiele razy złamali prawo, ciężko obrażając jego najwyższe i najcenniejsze wartości?

 


 

Zakaz Marszu Niepodległości wydany przed marszem byłby spośród rozwiązań słusznych i na dłuższą metę bezpiecznych najbezpieczniejszy na metę krótszą. Rozwiązanie tego pochodu na miejscu, kiedy prawo zostanie złamane już bez cienia wątpliwości, bezpieczne już nie jest. Coś trzeba zrobić z tłumem wściekłych osiłków. Ulegamy temu terrorowi faszyzujących kiboli już od wielu lat. Jak długo jeszcze można to znosić? Jak długo można to sankcjonować, wzmacniając w dodatku tę szkaradną kopię marszów norymberskich statusem zgromadzeń cyklicznych, szczególnie chronionych? Jak można tolerować ten koszmar w stulecie niepodległości?! Naprawdę nikt się nie sprzeciwi?!

Panie Brudziński, Pan nie daje policji podwyżek, chce ich Pan tam znowu wysłać za darmo. Pan musiał albo zwariować, albo przepuściliście już całą kasę w budżecie i naprawdę nie macie już z czego. Może Pan jednak jedną rzecz sprawdzić, Panie Brudziński. Zakażcie marszu, wasz wojewoda może to zrobić. Wyślijcie tych chłopców i dziewczęta w mundurach z orłami na czapkach, żeby tym razem naprawdę bronili prawa i Konstytucji, bo oni na nią również przysięgali. Ciekawe, ilu z nich podrze te swoje L-4, które już mają przygotowane, i stanie na posterunku tym razem wreszcie naprawdę? Bronić honoru Ojczyzny?

Stulecie Niepodległej byłoby tego warte, nie sądzi Pan?

Opozycja natomiast… Samorząd jest nasz i nie jest bezsilny. Zakaz możliwy jest także z jego strony. Warszawski Ratusz ma w dyspozycji Straż Miejską. Ona zaś zgodnie z ustawą ma również – nie tylko policja – obowiązki związane z ochroną prawa podczas demonstracji. Użyjcie jej. Na stulecie warto.

Za Wolność Naszą i Waszą

Jak mi się zdaje, poza Marszem Niepodległości marsz Za Wolność Naszą i Waszą będzie w Warszawie jedyną społeczną inicjatywą, nie licząc organizowanego przez nas wspólnie z KOD, WSK i OSK wystąpienia przy Smolnej. Organizują go środowiska antyfaszystowskie. Odbędzie się równolegle do Marszu Niepodległości, ale w oddaleniu od narodowców, więc tam będzie bezpiecznie. To powinna być liczna demonstracja. Ona powinna ratować obraz Polski i Warszawy. Niech będzie przeciwwagą dla marszu nienawiści.

Na Smolnej nie będzie z nami tłumów i one nie mają wielkiego znaczenia. To nie jest konkurencja na ilość. Tu starczą pojedynczy ludzie, choć pewnie przyjdzie ich kilkaset. Ich wystąpienie powinno być wystąpieniem bezbronnej mniejszości, a nie konfrontacją dwóch wrogich tłumów. Po naszej stronie wrogości nie ma. Nasza demonstracyjna bezbronność jak nic innego pokazuje grozę nacjonalizmu z drugiej strony.

Co to da? Czy warto się szarpać? Nie lepiej tego zostawić?

Zostawić nie wolno. Zostawiony sam sobie Marsz Niepodległości, podobnie zresztą jak miesięcznice smoleńskie, rozrastał się swobodnie do dzisiejszych rozmiarów. Z roku na rok stawał się też coraz groźniejszy. Mało kto dziś pamięta stającą mu kiedyś na drodze Antifę i lewicowe środowiska. Traktowano je wówczas jak radykałów, symetrycznych wobec skrajnej prawicy, niepoważnej i niegroźnej. Podobnie traktowano nas, kiedy stanęliśmy naprzeciw smoleńskiemu mitowi. Wartości sprzeciwu antyfaszystów społecznie nie rozumieliśmy, choć one powinny być jasne dla każdego i kojarzone nie z lewicą, a po prostu z humanitaryzmem. Trzeba było dopiero rządów PiS, żeby to zmienić. Kiedy obok młodzieży z Antify stanęli starsi państwo z ruchów obywatelskich, wizerunek symetrycznej politycznej chuliganerii zaczął ustępować zrozumieniu powagi sytuacji.

Konsekwentny upór obywatelskiego nieposłuszeństwa zawstydza. Nie ma szans niczego wyperswadować przeciwnikom, ale obnaża na przykład ich tchórzostwo. Pokazuje wyrachowanie zamiast idealizmu. Zdziczenie pijanego tłumu. Pokazuje bierność tych, którzy się temu przyglądają, choć powinni przeciwdziałać. Wstyd to potężna broń. Niestety, żeby pokazać grozę, trzeba się jej dać ujawnić. To zaś kosztuje.

Mamy już jednak za sobą kilka zakazów wymuszonych na władzach – w tym również na władzach „naszych samorządów”. Mamy za sobą kilka rozwiązanych imprez neonazistów. Mamy mnóstwo sądowych wyroków, orzeczonych nierzadko wprost z konstytucji, mówiących o nielegalności demonstracji przemocy i bezprawia oraz o obowiązku i nietykalności obywatelskiego protestu w obronie najwyższych wspólnych wartości. Warto było. I wciąż jest warto.

Paweł Kasprzak
 

Walczymy, by nacjonalizm nie rozlał się po Polsce. Dołącz do nas albo nas wesprzyj!

Twoje wsparcie pomoże nam działać!

Wspieram z pełnym przekonaniem

 

16 thoughts on “Nacjonaliści depczą patriotyzm

  • 5 listopada, 2018 o 09:58
    Permalink

    Wasz idol Verhofstadt raczej na Marszu nie będzie , stąd na pijaku rechot bym nie liczył.

    Odpowiedz
    • 5 listopada, 2018 o 10:02
      Permalink

      Pan był łaskaw pomylić osoby — to nie Verhofstadt jest z tego znany.

      Odpowiedz
      • 5 listopada, 2018 o 10:09
        Permalink

        Mój błąd. Przepraszam. Ten wyzywa od faszystów. Pije Juncker. Jego też nie będzie.

        Odpowiedz
        • 5 listopada, 2018 o 13:00
          Permalink

          No, już lepiej. Jednakże, wie Pan na pewno, że Junckera nie będzie? W końcu to państwowe święto jednego z krajów Unii 😉 Ale Juncker — pije, czy nie, dużo, czy mało — nie wrzeszczy np. “j..ć islam” i w ogóle nie wrzeszczy. NIestety zatem znów Pan myli osoby.

          Odpowiedz
  • 5 listopada, 2018 o 12:07
    Permalink

    A może nie warto się teraz bawić w pyskówki z pikointeligentem, tylko skoncentrować się na ważniejszych sprawach?
    Czy passus o programowym nieuczestniczeniu polityków opozycji w kontrdemonstracji w Warszawie jest argumentem za tym, że rola opozycji ulicznej (wolę “krawężnikowej”) zamiast się tracić wagę akurat nabiera kluczowego znaczenia? Trochę się obawiam zwykłego łomotu, ale może bardziej bycia użytym jako pretekst do ataku na całkiem bezbronnych ludzi, bo zdaje się, że głównie o to tym idiotom chodzi. Mówiło się, że teraz jest czas na pracę u podstaw, pracę polityczną, a tu znowu będę “kopalnianym kanarkiem” trochę jednak ryzykując. Więc chciałbym w końcu wiedzieć którym ludziom trzeba przypominać zupełnie oczywiste sprawy? Przecież nie demonstrujemy dla kiboli czy nazistów – zacofańcy nigdy nie dopuszczą do siebie myśli, że są zacofani, ani tym bardziej dla TVP, bo jest “publiczna”, tylko kim są ci, którzy powinni zareagować w pierwszej kolejności?

    Odpowiedz
    • 5 listopada, 2018 o 12:11
      Permalink

      Po co obrażasz mnie personalnie i innych zbiorowo. To wy chcecie blokować legalną manifestację. To wy dążycie do zadymy.

      Odpowiedz
      • 5 listopada, 2018 o 13:03
        Permalink

        Problem właśnie w tym, Szanowny Panie, że ta manifestacja wciąż uchodzi za legalną. Na tym polega skandal. Regularnie dochodzi na niej do wykroczeń i przestępst różnej kategorii. Burdy, pijani uczestnicy, bójki, mowa nienawiści, groźby karalne, nazistowska symbolika. Z tych z grubsza powodów ona już dawno powinna uznana za nielegalną. Jej faszystowska groza to rzecz osobna.

        Odpowiedz
        • 5 listopada, 2018 o 14:24
          Permalink

          Nie Wy o tym decyduje cie, to raz. Pijani uczestnicy to margines. Pojęcia nacjonalizmu i faszyzmu nie są jednoznaczne. Tak samo jak usuwa się blokujących marsze równości tak samo służby powinny usunąć blokujących marsz 11.11.

          Jeśli manifestacja jest legalna,a Wy ją blokujecie to jest to dla mnie szukanie zadymy.

          Odpowiedz
          • 6 listopada, 2018 o 04:58
            Permalink

            Owszem, my. I potem sądy. “Nie przysłuchuje ochrona prawna demonstracji, w której używa się przemocy” — to z sentencji jednego z wyroków. Uniewinniono w nim blokujących. Chodzi teraz o to, by sąd to uznał zanim trzeba będzie ten koszmar blokować.

            Żaden margines. Wystarczy policzyć flaszki pozostawione na ulicy. Czy “zadymą” są strajki? Czy “nielegalną zadymą” jest wszystko, co za taką uzna policja i władza? Np. w Rosji, na Białorusi, w Polsce za komuny? Pomyliły się Panu pojęcia i ich definicje. Dość dokumentnie.

          • 6 listopada, 2018 o 11:54
            Permalink

            Na przykład tak jak “usunięto” blokujących marsz równości 8 lipca w Częstochowie?

            “Pijani uczestnicy to margines”, “rasistowskie transparenty to margines”, “mowa nienawiści to margines”, “wyroby pirotechniczne to margines”, “przekleństwa skandowane przez tłum to też margines”. Same marginesy. A ilu z tych marginesów zostały postawione zarzuty np z poprzedniego marszu niepodległości?

            Kojarzę taki marsz w Warszawie gdzie poseł opozycji zapalił racę i zaraz pojawiła się policja i mandat, a na marszach narodowców co?

            Legalność demonstracji zawsze będzie tym jedynym argumentem nacjonalistów, który ma jakąś wartość. Może wiec zamiast po raz kolejny bezskutecznie blokować ten marsz, zmienić taktykę? Jeśli nie zamiast to chociaż jako dodatek, dokumentować i zgłaszać od razu wszelkie naruszenia do przewodniczącego marszu, do dowodzącego akcją policji i do przedstawiciela ratusza. Może ilość wykroczeń skłoni któregoś z nich do rozwiązania marszu.

            Takie tam pomysły i rozważania laika.

      • 5 listopada, 2018 o 13:44
        Permalink

        Ja wiem czy kogoś obrażam? Raczej nie; to autopsja pomieszana z refleksją. Byłem tam nie raz, swoje wiedziałem i swoje lata też mam. Jeśli ostro na to reaguję to na pewno nie dlatego, że szukam “zadymy”.
        Mój wpis był właśnie o tym, dlaczego my a nie Wy próbujemy pobudzić do reakcji tych samych ludzi, którzy od lat pobłażali czemuś takiemu? To nie jest manifestacja pokojowa, właściwie to nie jest żadna demonstracja, bo oni nie są za czymś, a najmniej za Polską, tylko dla postrachu.

        Z innej beczki, skoro tak ważny jest ten faszyzm, co to nie jest nazizmem:
        Benito Mussolini, dziecko lewicujących rodziców, co mu dali imię po Benito Juarezie, był postępowym dziennikarzem, bardzo dzielnie walczył na froncie i w końcu dostał szału. Nie mógł się pogodzić z faktem, że ta słabo działająca Republika Włoska tak nędznie wyposażała żołnierzy i nimi potwornie źle dowodziła, a którzy przecież masowo ginęli w jej obronie.

        Pytanie: czy obrana przez niego później droga warta była tych trupów i całej groteski, która temu towarzyszyła?

        Odpowiedz
  • 6 listopada, 2018 o 07:41
    Permalink

    Panie Kasprzak. Uzurpujecie sobie prawo do decydowania za większość obywateli. Ponadto w Polsce nie obowiązują precedensu w sądzie. Będziecie uparcie odnosić się do wyroku sądu z Wrocławia? Idąc tym tropem powinniśmy uniewinnić każdego sędziego przyłapanego na kradzieży.
    I tak, to legalnie wybrane władze i policja decydują o legalności zgromadzeń.

    I nie, nic mi się nie pomyliło. Spojrzy Pan proszę na odzew, z jakim spotyka się Pan choćby na Twitterze. Uzurpuje Pan sobie prawo do reprezentowania zdecydowanie większej ilości osób, niż rzeczywista liczba zwolenników Obywateli RP.

    Odpowiedz
    • 6 listopada, 2018 o 10:19
      Permalink

      Idę “tym tropem” i widzę totalne meandry mózgu wysilonego do granic możliwości. Przecież to nawet nie są przesłanki ani tezy, tylko papka propagandy akwarystycznej.

      A. Prawo nie jest w Polsce precedensowe. No prawda, ale co z linią orzecznictwa? Sąd we Wrocławiu stwierdził, że demonstracja, która nie jest pokojową nie podlega pewnej ochronie, a demostracja “narodowcow” taką nie byla. To już nie jest prawdą w Koluszkach?

      B. Sędzia popełniający kradzież jest uczestnikiem jakiejś demonstracji pokojowej we Wroclawiu i dlatego podlegalby ochronie prawnej?

      C. Legalnie wybrane władze i policja decydują o legalności czegokolwiek tylko na wschód od Polski. Od legalności są w normalnym kraju sady działające na podstawie prawa stanowionego. One jedynie realizują nakazy prawne w zakresie porządku i prewencji.

      D. Co sobie P.K. uzurpuje, to jego sprawa. Natomiast ma prawo do głoszenia swoich poglądów, i tak się dziwnie składa, że znakomita większość prawników, artystów mieszkańców miast, intelektualistów i takich tam, ma te poglady niemal tożsame z jego poglądami. Pozostaje pytanie, kto jeszcze podziela poglądy Pana K.Michalskiego i czy mógłby ten ktoś nam te poglądy precyzyjnie wytłumaczyć?

      Odpowiedz
      • 6 listopada, 2018 o 14:40
        Permalink

        Nie podnoś argumentu elit bo te, np. pani Nurowska, zwyczajnie się ośmieszają. Argument wykształcenia również niczego nie dowodzi – po obu stronach sztucznie wzniesionej barykady są osoby wykształcone.
        Wyjdź Pan na ulicę, wyjdź poza ten portal i sam się przekonasz, ile osób podziela “moje” poglądy. Pozdrawiam i bez odbioru.

        Odpowiedz
        • 6 listopada, 2018 o 15:03
          Permalink

          No teraz Nurowska i oskarżenie o elitarnosc. Ja kilkakrotnie podnosiłem sprawę, że dla mnie wykształcenie nie warunkuje jeszcze wartości człowieka.
          Po mieście sporo się poruszam i nie widzę jakiejś zarliwej wiary w nacjonalizm i przemoc, właściwie wszyscy są przeciw postępującej brutalizacji naszego “demosu”.
          Argumentujesz Pan swoje poglądy w sposób fatalny, a jak coś pójdzie nie tak, to pojawiają się dziwne inwektywy.
          Z tą barykada, to ona nie jest wcale taka sztuczna. Próbowałem Pana sprowokować do powaznej dyskusji o tym właśnie podziale, często zlosliwoscia, przyznaję. I co, “skompromitowana” Nurowska się pojawiła.
          Jeszcze coś z warszawskiego folkloru, bo mi zaczyna brakować lekkostrawnych argumentów:
          Bujać to my, a nie nas.

          Odpowiedz
          • 6 listopada, 2018 o 15:14
            Permalink

            Nigdy nie użyłem inwektyw ani nie pochwaliłem przemocy. Chce Pan więcej przykładów takich elit? Po co, przecież tylko w fatalny sposób udowodnią moją tezę. Pozdrawiam i kończę udział w dyskusji pod tym postem.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *