Białe róże, TAMA, OSA, Obywatele RP – nie tylko medialne zamieszanie

 
Relacje medialne bywają wciąż kompletnym nieporozumieniem. W reakcji więc na orzeczenie sądu, uchylające zakaz demonstracji stowarzyszenia TAMA wydany przez wojewodę, media donoszą, że kontrmiesięcznica odbędzie się i że to jest już pewne. Sądowa walka TAMY dość mi się podoba, ale akurat nam chodzi o coś zupełnie innego

 
Powszechne w mediach mieszanie wątków nie podoba mi się już wcale i powoduje nieporozumienia nie dość, że niebezpieczne, to jeszcze skutecznie wykorzystywane przez PiS. TAMA to nasi kumple i wszystko jest w porządku, podobnie rzecz się ma ze stowarzyszeniem OSA, gdzie związki mają również personalny charakter. Cele mamy jednak odmienne – kilka rzeczy zdecydowanie wymaga wyjaśnienia. W tym jeden problem, który jest ważny i bardzo znaczny.

 
Otóż kontrmiesięcznice są pewne niezależnie od tej lub innej decyzji wojewody, a także – w tym akurat przypadku – decyzji sądu. Z powodu trwającej od marca ubiegłego roku akcji Obywateli RP przeciw miesięcznicom smoleńskim, PiS zdecydował się tak zmienić prawo o zgromadzeniach, by kontrmanifestacje wobec tego ulubionego wiecu Kaczyńskiego uniemożliwić. Lex miesięcznice jest więc zakazem demonstrowania naprzeciw władzy – co jest jedną z krytycznie ważnych wolności w demokracji. Wspomniany poważny problem polega na tym, jak zareagować na ten zakaz. Wypada przy tym uczciwie powiedzieć, że zakaz dotyczy wyłącznie nas, Obywateli RP, ponieważ nikt inny – więc ani np. KOD, ale też TAMA i najczęściej także OSA – nie demonstrował w sposób, który by tak rozsierdził PiS, że zdecydowano się na niekonstytucyjną ustawę i cały ten cyrk z przepychaniem jej przez świeżo ubezwłasnowolniony trybunał Przyłębskiej.

 
Stowarzyszenie TAMA, które jakiś czas temu zdecydowało się wspierać nasze działania, stając w osobnej pikiecie na skwerze Hoovera, postanowiło wykorzystać lukę w PiS-owskiej nowelizacji i uniemożliwić PiS-owskiemu wojewodzie wydanie zakazu. Chwała im za to. Wypada jednak przy tej okazji zwrócić uwagę, że osobna pikieta TAMY zawsze oznaczała różnice między nami – TAMA woli więc stać osobno i nie musieć się podporządkować naszym, Obywateli RP zwyczajom. Inny jest język ich wystąpień, inaczej określane są postulaty. Oczywiście TAMA ma takie prawo i nikomu nic do tego. To jedno. Po drugie wszakże sądowa ścieżka stowarzyszenia TAMA respektuje PiS-owską nowelizację i w całości tej ustawie się podporządkowuje.

 
Podobnie postępuje stowarzyszenie OSA, choć w uznaniu PiS-owskiej ustawy posuwa się jeszcze dalej i swoje zgromadzenie zgłasza w oczekiwanym przez PiS oddaleniu 100 metrów. OSA liczy na to, że również z tej odległości zepsuje humor smoleńskim wyznawcom i istotnie była ich nawet w stanie sprowokować do bardzo gwałtownych rękoczynów.

 
W tej sprawie Obywatele RP, choć solidaryzują się z przyjaciółmi z TAMY i OSY, zajmują jednak całkowicie odmienne stanowisko. PiS-owską ustawę uważamy za nielegalną i otwarcie ją w związku z tym łamiemy. Kiedy się walczy o wolność demonstracji, a nie tylko o tym gada – jesteśmy o tym głęboko przekonani – pierwszą rzeczą, którą należy zrobić, jest stanąć właśnie tam, gdzie nam tego zakazano, a nie tam, gdzie nam się na to jeszcze pozwala. Zakaz należy w ten sposób przełamać, a odebraną nim wolność po prostu sobie wziąć. Innej rady nie ma, kiedy nie istnieją już normalne możliwości parlamentarnej demokracji. Nasze kontrdemonstracje odbywają się więc właśnie wbrew zakazom. 10 maja PiS-owski zakaz faktycznie nie obowiązywał, mimo znowelizowanych przepisów, obecności tysięcy policjantów, furii PiS-owskiego tłumu i samego Kaczyńskiego. Nie dlatego, że stały tam legalne pikiety TAMY i OSY, ale dlatego, że pomimo wyniesienia kilkudziesięciu osób, wszczęcia postępowań wobec nich, pomimo zatrzymania kilku – i tak setki ludzi stały z różami, transparentami i okrzykami – właśnie tam, gdzie stać zakazano. Nie wiem, jak dla pozostałych – dla mnie ten dzień był z tego powodu prawdziwym świętem polskiej demokracji. 10 czerwca spodziewam się podobnego święta, choć jest bardzo możliwe, że spędzimy je całą grupą w areszcie.

 
To jest decyzja, którą w gronie Obywateli RP podejmowaliśmy świadomie, wśród wielu, nierzadko gwałtownych dyskusji, głosując. Wiemy po tych głosowaniach i dyskusjach, że absolutnie nie wolno ulegać bandyckiemu PiS-owskiemu prawu, zgłaszając jakiekolwiek zgromadzenia w otoczeniu PiS-owskiej miesięcznicy i próbując zapewnić sobie legalny status. PiS-owski zakaz należy zamiast tego twardo bojkotować. Przed sądem należy przede wszystkim domagać się oceny naszych praw do demonstracji wywiedzionych wprost z Konstytucji RP, dowodząc sprzeczności pomiędzy nią, a narzuconym przez PiS prawem. Ta ścieżka prowadzi od polskich sądów do trybunałów międzynarodowych, jeśli zajdzie taka potrzeba. Ale obok ścieżki sądowej istnieje twarda, że tak powiem, udeptana wielopokoleniową tradycją droga obywatelskiego oporu. Opór jest w stanie uczynić z prawa bandytów martwe prawo. Sądzimy, że tak się właśnie stanie. Wolność zgromadzeń zamierzamy odzyskać tu i teraz. Nie w następnej kadencji.

 
Z tych samych dyskusji i głosowań wynika również postulat powstrzymania się od zgłoszeń każdej innej manifestacji – póki niekonstytucyjne prawo uznaje się w Polsce za obowiązujące. Decyzji w tej sprawie nie da się uznać za obowiązującą nas wszystkich – Obywateli RP. Tym z nas, których nie stać na stawienie czoła możliwej interwencji policji i zarzutom o wykroczenia, wolno oczywiście zgłaszać rozmaite własne demonstracje na podstawie istniejących przepisów. Jasne jest jednak, że ustawę powinniśmy uznać i uznajemy za non est. Nie chcemy i – o ile potrafimy – nie będziemy się jej podporządkowywać w żaden sposób: choćby zgłaszając zgromadzenie w miejscu i czasie (jeszcze) dozwolonym.

 
Taką i niestety tylko taką postawę uznajemy za racjonalnie uzasadnioną, jeśli istotnie wolność zgromadzeń jest naszym celem. Rozumiemy inne postawy i doceniamy wartość np. sądowej inicjatywy stowarzyszenia TAMA. Niemniej wszystkim innym ugrupowaniom opozycji i również opozycyjnym partiom proponujemy:

 

Niech wolność zgromadzeń i z unieważnienie PiS-owskiej nowelizacji będzie dziś pierwszym postulatem opozycji. Z pewnością nie jest to postulat najważniejszy, ale bardzo pilny i możliwy do wywalczenia tu i teraz. Nie odrosną od tego wycięte przez Szyszkę drzewa, nie ożyje Trybunał Konstytucyjny, nie zatrzyma się destrukcja szkoły. Ale uzyskamy narzędzie osiągania dalszych celów i przede wszystkim – uczynimy wreszcie wyłom w PiS-owskim monolicie.

 
Kłopoty z „medialnym przekazem” nie ograniczają się tylko do tego problemu. Pikieta TAMY stoi przy trasie smoleńskiego marszu i, w odróżnieniu od wszystkich demonstracji Obywateli RP, ani nie jest zasłaniana smoleńskimi parawanikami, ani szczelnymi, wielokrotnymi kordonami policji. Jest za to pilnie sprawozdawana przez wszystkie media, w tym zwłaszcza przez TVP i w tych relacjach oczywiście akcentuje się co ostrzejsze, czasem agresywne wypowiedzi – TVP przypisuje je następnie nam. W tej sprawie będziemy zresztą sądownie skarżyć TVP. To jest oczywiście najmniejszy problem i to nie TAMA za to odpowiada. Tego rodzaju manipulacje były, są i będą dokonywane również bez ich udziału – TVP umie sobie z tym radzić znakomicie. Przyjaciołom z TAMY wypada jednak zwrócić uwagę, że po niewoli zaczynają robić za statystów. Jest dla nas całkowicie zrozumiałe, że się PiS-owi opłaca pokazywać całość „wichrzycieli” przez pryzmat TAMY.

 
To nie pretensje. Moja sympatia była i pozostaje po stronie pikietującej obok nas TAMY. To wyjaśnienie. Nas, póki co, dość skutecznie wynoszą, TAMA uwiera PiS na inne sposoby i pacyfikowana nie jest. Na Krakowskim Przedmieściu odbywają się po prostu różne demonstracje. Osobno i inaczej demonstrują OSA, TAMA i Obywatele RP.

 
Proszę wszystkich, a zwłaszcza media, o świadomość i uszanowanie tych różnic.

 
Paweł Kasprzak

6 myśli na temat “Białe róże, TAMA, OSA, Obywatele RP – nie tylko medialne zamieszanie

  • 3 czerwca, 2017 o 20:42
    Permalink

    Paweł , ale czy nie uważasz jednak , w całej swojej chrześcijańskiej wyrozumiałości dla przyjaciół, że ewidentne manipulacje i powielanie nieprawdy powinny być jednak przez przyjaciół z Tamy prostowane w imię po prostu zwykłej przyzwoitości. Jakoś tego nie zauważyłem.

    Odpowiedz
    • 3 czerwca, 2017 o 22:27
      Permalink

      Mogą nie wiedzieć i nie mieć jak. Pisząc, co napisałem, i tak ryzykuję przecież posądzeniami o “liderowanie”, lans, zamordyzm, prowokowanie konfliktów itd. Utarło się, że sygnalizowanie i wyjaśnianie różnic jest “rozbijactwem”, “awanturnictwem”, próbą “zawłaszczania”, czy co tam jeszcze. Dawno już postanowiłem się w takich razach “nie szczypać”, zresztą przecież się Tamy nie czepiam, rzeczywiście wyjaśniam różnice i naprawdę uważam te ich powygrywane z wojewodą procesy za fajną sprawę i niebylejakie osiągnięcie. To natomiast, co się dzieje na miejscu, już w trakcie demonstracji nie przestaje mnie dziwić z wielu powodów.

      Tak czy owak — mają prawo. O prawo autorstwa “białych róż” ubiegało się iluś. Przecież nie będziemy stawać akurat do tych zawodów i domagać się, by każdy pilnie dementował tego rodzaju informacje na własny temat.

      Odpowiedz
  • 3 czerwca, 2017 o 23:22
    Permalink

    Nie wiedzą jak to zrobic ? To proste .Wystarczyło by aby Tama napisała post publiczny na FB w którym by sprostowala , przynajmniej to! Przeciez widzą! Czy widziałeś jak zmanipulowane jest Twoje wystąpienie z Frasynikiem i Lampart na WP.pl ?

    Odpowiedz
    • 3 czerwca, 2017 o 23:53
      Permalink

      Widziałem, napisałem do autora.

      Odpowiedz
  • 4 czerwca, 2017 o 10:26
    Permalink

    W różnorodności siła a nie przeszkoda. 10 kwietnia maszerowałem na Podwale z białą różą w ręku, przy innej okazji pójdę być może z TAMĄ lub OSĄ, lub z kim mi akurat będzie po drodze. Najważniejsze, że idziemy w jednym kierunku i mamy wspólny cel.

    Odpowiedz
    • 4 czerwca, 2017 o 13:02
      Permalink

      To prawda, dążenie do jednolitości od dawna uważałem za odruch po prostu totalitarny. Natomiast co do wspólnego kierunku i celu — w tym właśnie rzecz, że one nie w każdym punkcie są wspólne. To nie oznacza jakiegoś rozbratu, ale świadomość różnic warto jednak kultywować, a nie zamiatać je pod dywan. Mnie nie jest wszystko jedno, gdzie i z kim stanę, co nie oznacza np. mojego braku solidarności z TAMĄ, czy OSĄ.

      Odpowiedz

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *