Złe zwycięstwo

Coś wreszcie drgnęło wyraźnie, PiS kompromituje się i traci na wszystkich frontach, wygląda więc na to, że pomimo kontrofensywy być może jesienią ta władza wreszcie się skończy

Z pewnością w jakiejś mierze pomogły w tym nieustanne społeczne protesty oraz polityczny opór opozycji, która wreszcie zdołała podjąć od dawna oczywistą decyzję o wystawieniu wspólnej listy w wyborach. Ale – zgodnie zresztą z przewidywaniami formułowanymi u początków tej władzy przez wszystkich ludzi rozsądnych – upadek PiS nie jest skutkiem ofensywy opozycji. Zgodnie ze starym politycznym porzekadłem w Polsce nie da się wygrać wyborów, można je co najwyżej przegrać. Od zawsze więc prorokowano, że PiS zapadnie się raczej pod własnym ciężarem i wszystko wskazuje dziś na to, że właśnie jesteśmy świadkami tego procesu. Jesienią u władzy znajdzie się więc opozycja – skazana na sukces. Rzecz jednak w tym, że może to być dla Polski przyszłość równie zła, jak kolejna kadencja dla PiS.

Samobójstwo Obywateli RP

Czy Koalicja Europejska jest istotnie na sukces skazana – tego być pewni jeszcze nie możemy. W wyborach europejskich, gdzie typowa frekwencja jest skrajnie i zawstydzająco niska, nie przekraczając 25%, każdy, kto zdoła przyprowadzić do urn dodatkowe choćby 5% wyborców, jest w stanie wygrać wszystko. Temu zdają się służyć ogłoszone przed kilkoma dniami projekty PiS i one mogą być skuteczne. Tym bardziej, że odpowiedź opozycji wciąż opowiadającej o rozdawnictwie – wbrew własnym wcześniejszym deklaracjom poparcia dla tych samych postulatów i wbrew temu, że PiS adresuje w nich realne problemy i kwitowanie ich wciąż tym samym argumentem o populizmie nie może być skuteczne – nie należy do zręcznych. Niemniej sondażowy efekt jednoczenia opozycji również widać wyraźnie i każdy zaangażowany w ostatnich latach po stronie opozycji wita go z radością. Będziemy więc w Polsce walczyć o mobilizację anty-PiS-u, cieszyć się wzrostami, kibicować dalszym, starać się o frekwencję. Jeśli ktoś nadzieje lokuje w Wiośnie Biedronia, najprawdopodobniej będzie te nadzieje porzucał na rzecz skuteczniejszego rywala PiS, jakim jest bez wątpienia Koalicja Europejska. Kto nie z KE, ten za PiS – znamy to na pamięć i jeśli nawet ktoś, jak ja, ma dość tego szantażu, będzie mu ulegał tym bardziej, im bliżej będzie wyborów.

Przestróg o złym zwycięstwie i jego fatalnych konsekwencjach nikt w każdym razie słuchać nie zechce. Dla nas, Obywateli RP, wciąż marudzących na opozycję, wytykających jej błędy i zaniechania, ale przede wszystkim straszących konsekwencjami programowej niemocy i braku rozwiązania problemów społecznych oraz ustrojowych, oznacza to wizerunkowe samobójstwo. Przestaniemy być ulubionymi łobuzami antypisowskiej opozycji, staniemy się nieodpowiedzialnymi warchołami rozbijającymi jedność i szkodzącymi wspólnej sprawie. Przed nami jest więc kolejny okres marginalizacji, co się zresztą daje łatwo zauważyć już teraz. Cóż – to dla nas nic nowego, wspomniane samobójstwo jest trudnym lecz najzupełniej świadomym wyborem. Podjęliśmy go blisko rok temu, uchwalając własny program i wiedząc, z jakim oporem się on spotka.

Zaprzestać przestróg nie zamierzamy – słabe zwycięstwo źle skonstruowanej opozycyjnej koalicji przyniesie w efekcie katastrofę znacznie poważniejszą niż wszystko, co dotąd widzieliśmy ze strony „pisowskiej drużyny”. Naszych dotychczasowych sympatyków wypada jednak uprzedzić również o tym, że będziemy ich rozczarowywać – bardziej niż to się nam zdarzało kiedykolwiek w przeszłości.

W rzeczywistości nigdy nie byliśmy antypisowskimi radykałami, choć to tej etykiecie zawdzięczaliśmy swoją popularność. Protestując przeciw smoleńskim miesięcznicom, broniliśmy równocześnie konstytucyjnego prawa naszych przeciwników do kultu w miejscu publicznym; zakazywaliśmy okrzyków w trakcie modlitw, usiłując – co było jeszcze trudniejsze – szanować również prawo Kaczyńskiego do publicznych, niezakłócanych przemówień. Protestowaliśmy, ilekroć ktoś krzyczał „ZOMO” do interweniującej policji. Przed agresją tłumu, choćby tylko werbalną, broniliśmy np. Kornela Morawieckiego i innych naszych przeciwników. Próbując blokować cudze demonstracje, domagaliśmy się równocześnie w sądach wyroków stwierdzających, że tego robić nie wolno – więc dla siebie chcąc raczej kar niż uniewinnień. Odpalając race w proteście przeciw bezkarności faszyzujących nacjonalistów czyniących to samo, domagaliśmy się dla siebie skazania, a nie uniewinnień – bo wyrok, którego oczekujemy, zakazuje ponurych, przemocowych marszów z pochodniami i jakichkolwiek ulicznych demonstracji siły. Twierdząc, że na władzy PiS da się wymusić pokojowym oporem ustępstwa na rzecz praworządności i dostarczając na to dowodów, deklarowaliśmy tym samym – i nikt poza nami tak daleko posuniętych deklaracji nie wypowiadał – że nie o samą władzę PiS nam chodzi, bo ona pochodzi z wyborów wciąż potwierdzanych autentycznym poparciem, ale właśnie o praworządność i poszanowanie praw podstawowych. Powtarzaliśmy i wciąż powtarzamy, że stabilny ustrój państwa wymaga powszechnej akceptacji i wobec tego – co jest wyzwaniem największym i najtrudniejszym – musi powstać w debacie i dialogu z wyborcami drugiej strony.

Nie trzeba podkreślać, że wszystko to znajdowało umiarkowane zrozumienie wśród tych, którzy nas skądinąd lubili za odwagę i konsekwencję. Całe nasze gadanie o wartościach, których konsekwencje bywają trudne, tonęło natychmiast w żywych emocjach, które budziły się nieodmiennie, ilekroć ktoś krzyknął „będziesz siedział” w twarz Kaczyńskiemu. Nasz radykalizm polegał na czymś bardzo odmiennym od potocznych wyobrażeń. Jeśli demonstrowaliśmy odwagę, to widać ją było raczej w sprzeciwie wyrażanym wbrew wszystkim, ilekroć w owczym pędzie deptano istotne wartości.

Dzisiaj u progu kolejnych wyborów sytuacja jest w jakimś sensie podobna – nie przestaniemy żądać demokracji, uczciwie formułowanych programów i zgodnych z nimi działań – najpierw od „naszych partii”, a od przeciwników dopiero potem. Nie tylko w imię pryncypiów, bo również zwykły rozsądek i elementarna logika każe dostrzec bardzo podstawowe i bardzo poważne zagrożenia. Jeśli ich dzisiaj nie widzimy, to dlatego, że nie przeanalizowaliśmy przyczyn, dla których możliwy stał się wynik wyborów z roku 2015 i wszystko, co się działo potem. Polscy wyborcy padli ofiarą propagandowych łgarstw, owszem, ale mieli też dobre powody, by w demokrację po prostu przestać wierzyć. Powodów dostarczyła poprzednia władza – ta sama opozycja zatem, która się dziś jednoczy i która jesienią być może zastąpi upadający PiS. Nasze związane z tym żądania adresowane do partii opozycji– zwłaszcza przed wyborami – pozostaną niezrozumiane i zostaniemy z nimi sami.

Nie teraz, trzeba najpierw odsunąć PiS – na przykład w Lublinie

We wszystkich sprawach ważnych, choć one na ogół bywają kontrowersyjne, słyszymy wiecznie powtarzaną frazę „załatwimy to, gdy przywrócimy demokrację – trzeba najpierw odsunąć PiS”. Najwyraźniej widać to w kwestiach zwanych światopoglądowymi, choć to określenie budzi we mnie złość, skoro do sporów światopoglądowych zalicza się zwłaszcza kwestię praw kobiet. W istocie mówimy przecież nie o światopoglądowej abstrakcji, a o wynikającym z dyskryminacji najprawdziwszym cierpieniu dotykającym połowę obywateli państwa.

Przede wszystkim wystarczy rzut oka na historię III RP, by dostrzec fałsz obietnicy „przywrócenia demokracji”, która sama z siebie w sposób cudowny zapewni realizację wszystkich istotnych społecznie postulatów. „Kompromis aborcyjny” – w rzeczywistości najbardziej restrykcyjne prawo w Europie – trwa niewzruszenie od 1993 roku i demokracja nie wpłynęła na ten stan rzeczy w żadnym stopniu, jeśli pominąć roczny okres „aborcyjnej odwilży”, kiedy w 1996 roku aborcję dopuszczono również „ze względów społecznych”, co zakończył w roku następnym załatwiający sprawę odmownie wyrok Trybunału Konstytucyjnego. Antyaborcyjne inicjatywy ustawodawcze Kai Godek stanowią dziś w charakterystyczny sposób kłopot dla władzy PiS, ale kłopot równie poważny ma PO i cała opozycja, ilekroć wolność wyboru w tej sprawie zaproponuje np. Barbara Nowacka. Pamiętamy głosowania w tej sprawie, a kaca po nich czujemy do dziś.

Strony: Początek |1 | 2 | 3 | ... | następna strona→ | Koniec

32 thoughts on “Złe zwycięstwo

  • 1 marca, 2019 o 15:35
    Permalink

    Długie, gorzkie i smutne. Gdzie masz zamiar pytać i kogo o węgiel, aborcję, prawych europosłów, prawa kobiet i ceny energii?
    Paweł, nikt nie odpowie, bo ORP nie jest 10 milionowym ruchem obywatelskim, a nawet nie ma wpływu na tej wielkości elektorat. Ba, nie wpływu choćby na 100 tysięcy wyborców.
    Ale rozumiem ta bezsilność. Pamiętam, jak szukaliśmy chętnych na codzienne stanie pod pałacem na krakowskim z banerem lżącym krzywoprzysiężcę. Potrzeba było 500-600 osób, a skończyło się na kontrmiesięcznicach.

    Odpowiedz
  • 1 marca, 2019 o 18:31
    Permalink

    Panie Pawle, ad vocem artykułu “Złe zwycięstwo”.
    Tekst przemyślany i ciekawy, dlatego uważnie przeczytałem 2 razy. Jako wolny-myśliciel tak mam.
    Zgadzam się z Panem w 99% uwag szczegółowych. Np. z postulatem ORP urządzania pra-wyborów, co wszystkie partie mają tam gdzie mają. Dopóki nie powstałby taki nakaz ustawowy. Ale nie powstanie – jeśli ruchy obywatelskie (de facto partie) będą hołubić bezpartyjność, czyli formalną apolityczność. A Pan do takiej tezy ogólnej zdaje się zmierza.
    Jak Pan to rozumie? Apolityczne i bezpartyjne mogą być najwyżej ruchy lokalne np. miejskie czy ruchy, nazwijmy je branżowe np. ekologiczne. Ale ogólnokrajowy ruch ORP? Jasno anty-prawicowy, żeby nie wiem co pod tym rozumieć. Jednocześnie, Panie Pawle, głosi Pan – według mnie słuszną tezę – że jest potrzebna (cytuję z Pańskiego artykułu j/w) “gruntowna reforma kraju – polityczna i społeczna – a nie odsunięcie PiS”.
    To jak Pan pogodzi “apolityczność” ORP ze słusznie zalecaną przez siebie gruntowną reformą kraju? Konkretnie za czym lub przeciw czemu mają protestować? Jaki azymut? Przeciw: ogólnie wiadomo – kler, prawica i co tam kto na lewicy uważa. Ale co “za”, co w zamian? Głęboka cisza. Kolejny Uniwersał Połaniecki, po którym najbardziej w d… dostali kosynierzy i ich rodziny? Kolejna deklaracja, kolejnego ruchu, z którego wynika, że politycznie (partyjnie) nic nie wynika?
    Bez rozstrzygnięcia kwestii ogólnych (ZASADNICZYCH) cała reszta szczegółów jest równie urocza, co pozbawiona głębszej treści. Oczywiście, wiem i szczerzę przyznaję – próbuję podpowiadać ster na lewą burtę – ster na prawo już jest! Co, rozkraczyć się po środku? To jakieś rozwiązanie, na ile mnie instynkt polityczny nie myli, większość polskich wyborców w tym roku wybierze właśnie tak – bo nie ma oferty niczego innego.
    Przepraszam, że zabrałem czas, pozdrawiam!

    Odpowiedz
    • 1 marca, 2019 o 18:53
      Permalink

      Uchwaliliśmy obszerny program, nie wchodząc w rolę partii. Wymieniliśmy w nim listę problemów, które muszą zostać rozstrzygnięte, choć nie przesądzamy jak. Np. bezpieczniki ustrojowe w rodzaju np. przesunięcia kadencji Sejmu i Senatu. Przedstawiliśmy założenia do ustawy o partiach politycznych. Opowiadamy się zaś tym, by o prawach człowieka (więc np. o ustawie aborcyjnej, ale też i o prawach socjalnych) nie wolno było decydować zwykłą większością, ale by wymagać dla nich większości konstytucyjnej. Itd. Jest tego trochę.

      Prawybory natomiast są potrzebne właśnie teraz, kiedy wojna z PiS uniemożliwia wybór w głosowaniu, a opozycja potrzebuje wspólnej listy. Da się to zrobić bez zmian prawnych.

      Odpowiedz
  • 1 marca, 2019 o 20:10
    Permalink

    Gorzkie, ale trudno Autorowi odmówić racji. Miliony, w tym całkiem rozsądni zdawałoby się ludzie, zdają się głosić to samo hasło: Odsuńmy PiS od władzy, a potem się zobaczy

    Odpowiedz
  • 1 marca, 2019 o 20:34
    Permalink

    Muszę szanownego Obywatela zmartwić -powyższe rozważania radzę przesłać do miesięcznika “Nowa Fantastyka” – są duże szanse na uznanie w gronie miłośników political fiction.
    Zapewniam, że jesienią “ta władza nie skończy się”, i wzmożone starania obozu “nocnej zmiany” nie przyniosą oczekiwanych efektów. Zwłaszcza, że nie jesteście w stanie zaproponować nic istotnego dla społeczeństwa poza stereotypowym zestawem populistycznych haseł, chociażby takich jak straszenie Polexitem.
    No cóż, przed laty Stanisław J. Lec proroczo stwierdził, że “Myśli niektórych ludzi są tak płytkie, że nie sięgają nawet ich głowy”.

    Odpowiedz
    • 1 marca, 2019 o 21:39
      Permalink

      My jesteśmy społeczeństwem, a władza to jest zapyziala o zacietrzewiona efemeryda. Przeminie, pozostanie fetor i łzy oszukanych ludzi. Oraz długi trolli pozbawionych zajecia.

      Odpowiedz
      • 1 marca, 2019 o 23:06
        Permalink

        Jesteście przedtsawicielami niewielkiej garstki Jurku. Zejdź na ziemię.

        Odpowiedz
        • 2 marca, 2019 o 06:24
          Permalink

          Czy masz na myśli to forum, czy to co ludzie mówią między sobą?
          Sądzę, że nadchodzi moment otrzezwienia, bo ludzie nie chcą pływać w pomyjach, a te wszystkie prawdy, zamachy i wielkie dokonania polskiej megalomanii po prostu olblaza jak poniemieckie futro po prababci.

          Odpowiedz
          • 2 marca, 2019 o 09:01
            Permalink

            To, że zjednoczyly się partie tak różne jak popłuczyny po nowoczesnej z psl, za to głos Obywateli RP o prawyborach zignorowano. A większość z piszących tu widzi w nowotworze pod nazwą KE zbawcę, który zgładzi pis i… i właśnie nic, żadnego planu, tylko słowa, że najpierw trzeba odsunąć pis od wladzy, a potem jakoś to będzie.

            Ale, parafrazując internetowego mema,Jurku, to j….e.

          • 2 marca, 2019 o 10:51
            Permalink

            No NIE, ja dość sceptycznie na to patrzę. Chyba dałem temu dowód w porannym wpisie.

    • 2 marca, 2019 o 08:52
      Permalink

      Wszelkie wypowiedzi na temat tego, czy na jesień ta władza skończy się czy nie, odnoszą się, jak wiadomo, do przyszłości. A w związku z tym są fantastyką. Trzeba mieć niezły tupet (i słaby kontakt z rzeczywistością), aby zapewniać.

      Odpowiedz
  • 2 marca, 2019 o 08:56
    Permalink

    Szukam prostszego i KRÓTKIEGO ujęcia dla powyższego tekstu P.K., bo się z nim podskórnie zgadzam, ale ślizgam się po meandrach i powtórzeniach przedstawionej argumentacji.
    Czy może jest tak, że wskutek różnych patologii, narastajacych w Polsce od lat, obecna ekipa doprowadziła do redukcji struktur państwa na dwie władze? Jedną sądowniczą, a drugą polityczną – tu amalgamacja d. władzy wykonawczej z upotulnionym parlamentem. Pierwsza władza zachowuje pewną niezawisłość i posiada cechy merytorycznosci, natomiast ta druga władza jest całkowicie pozamerytoryczna, niszczycielska, wsobna i nieszanowana. Rolą społeczeństwa obywatelskiego byłoby zajęcie zdecydowanego stanowiska wobec takiej władzy, ale w wyborach nie popierać środowisk, partii czy koalicji, które chętnie same obsadza sie w roli nowej wladzy politycznej.

    Odpowiedz
  • 2 marca, 2019 o 23:37
    Permalink

    wiesz Paweł, że jestem członkiem Obywateli RP, sam jak zdrowie pozwala staram się uczestniczyć w wydarzeniach. Popieram zawarte w tekście tezy, pomysły i Twój stosunek do tego co wokół dzieje się w Polsce. Zgadzam się niemal w 100%, ale nie o ilość tych procent chodzi. Polska jest do generalnej naprawy. Wszystkie rządy, po drodze od czasu przemian, nawaliły. Wszystkie. Obywatele zostali ograni, oszukani, zrobieni w balona. Waw, nie będę się rozpisywał. Wszystko jest wiadomo. Myślę, że trzeba wygrać wybory, czytaj odsunąć pis. Następców od pierwszego dnia pilnować by podjęli remont Polski. Super by było wprowadzić do sejmu ludzi prodemokratycznych, prawdziwie prodemokratycznych. Niestety rujnuje się szybko, naprawia b.b.b. długo i w tym czasie nie może zabraknąć Obywateli RP

    Odpowiedz
    • 4 marca, 2019 o 14:56
      Permalink

      Trzeba wygrać wybory. Odsunąć PiS. Ale trzeba mieć większość konstytucyjną lub bliską i autentyczny, wielki mandat zaufania. Inaczej będzie tylko gorzej. Istnieją dowody. Próbowałem je przedstawić. Wiem, że trudno je zaakceptować. Niemniej…

      Odpowiedz
  • 3 marca, 2019 o 17:43
    Permalink

    Ad vocem wpisu Pawła Kasprzaka 01/03/2019 g. 18:53.
    I ad vocem wpisu Leszka z Gorzowa 02/03/2019 g. 23:37.
    Sz. PANIE LESZKU – co do zasady zgoda, że Polska (dodam, nie tylko!) “jest do generalnej naprawy”. Ale co to znaczy? Pisze Pan, “trzeba wygrać wybory, czytaj odsunąć pis”. Proszę wybaczyć, to samo piszą i mówią wszelkiej maści prostaccy liberałowie. Czyli najpierw przywróćmy co było, potem zobaczymy? Jak chce Pan “od pierwszego dnia pilnować, by podjęli remont Polski”? Otwarcie przyznaję – byłem, jestem i pozostanę RADYKALNYM SOCJALISTĄ, czyli w moim mniemaniu PRAWDZIWYM DEMOKRATĄ. Bo nie ma wg mnie żadnej innej ścieżki demokracji. A gaworzenie ORP o demokracji – acz popierane godnymi szacunku aktami oporu wobec anty-demokracji – nadal pozostaje dziecinadą.
    Sz. PANIE PAWLE – ruch Obywateli RP przyjął pewien program. Ewidentnie POLITYCZNY. Jednocześnie ORP zarzeka się jak żaba błota, że jest APOLITYCZNA “nie wchodząc w rolę partii”. To w co wdeptujecie – w udawanie, jak Pan napisał, “nie wchodząc w rolę partii”? W swoim programie wymieniając “listę problemów, które muszą zostać rozstrzygnięte”? Pokornie przyznam, za głupi jestem żeby zrozumieć sejf za obrazem i obraz w sejfie. ORP to ruch polityczny czy np. hobbystyczno-uliczny? Albo może jakiś nowego typu? Panie Pawle, będę wdzięczny za odpowiedź. Proszę wybaczyć dosadność dygresji.

    Odpowiedz
    • 4 marca, 2019 o 12:38
      Permalink

      Uprzejmie proszę nie manipulować. W żadnym tekście ani wypowiedzi ORP nie twierdzili, jakoby by byli ruchem apolitycznym. To, co twierdzimy, to że nie zamierzamy być partią polityczną. Istnieje sporo ruchów o celach politycznych (wprowadzenia zmian w jakichś ustawach lub konstytucji, lub praktykach), które partiami nie są i być nie zamierzają: ruchy LGBT, pro-choice (a także część anti-choice), lokatorskie, itp. Co w tym nie do pojecia, że może istnieć ruch nie mający zamiaru przekształcenia w partie, którego celem jest demokratyzacja życia publicznego?

      Odpowiedz
  • 4 marca, 2019 o 02:35
    Permalink

    Tak się zastanawiam, ile czasu autor poświęcił na napisanie tego tekstu i ile osób ten tekst przeczyta

    Odpowiedz
  • 4 marca, 2019 o 14:00
    Permalink

    Ad vocem wpisu p. Magdaleny Pecul-Kudelskiej z 4/03/2019 g. 12:38.
    Szanowna Pani! Nie wiem czy to dobrze czy źle, że zarówno w tym roku jak w wielu dekadach wstecz – o polityce, czyli wszelkich sprawach publicznych i bardzo wielu osobistych, decydują partie polityczne. Ruchy społeczne, które Pani wymieniła i mnóstwo innych MAJĄ WPŁYW na opinię publiczną, sondaże wyborcze itd. Ale DECYDUJĄ parlamenty i rządy, kształtowane nie przez co innego jak partie polityczne. Nawet na poziomie samorządów terytorialnych.
    Nie wiem czy to z mojej strony manipulacja czy logika formalna. Szanuję Państwa wybór oraz Państwa decyzje. Ale podtrzymuję tezę real-politik, że każda działalność polityczna, która chce uważać się czy uchodzić za “bezpartyjną” jest de facto apolityczna. Stwarza tylko listek figowy, choćby nie wiem jak piękny. Nie dąży do współudziału w realnym wpływie na bieg wydarzeń tylko w ich kontestacji, ocenie itd.
    Kwestionuje Pani mój zarzut apolityczności wobec ORP, czym potwierdza, że jest polityczny. I pyta Pani – “co w tym nie do pojęcia, że może istnieć ruch nie mający zamiaru przekształcenia w partie, którego celem jest demokratyzacja życia publicznego?” No, właśnie to jest nie do pojęcia: jak chcecie Państwo demokratyzować życie publiczne w Polsce, zależne głównie od centralnych władz publicznych (rząd, parlament) – i jednocześnie odżegnywać się od bezpośredniego wpływu na te władze?
    Przyznaję zgłupiałem, serdecznie pozdrawiam!

    Odpowiedz
    • 4 marca, 2019 o 16:30
      Permalink

      Niemal każda działalność obywatelska to jest działalność polityczna. Problem jest, wg mnie, w rozumieniu tego określenia, w Polsce nie wiedzieć czemu polityka=partia.
      Usiłuje Pan zaprzeczyć możliwości wpływu przez obywateli, apartyjnych (!), a nie apolitycznych, na władze centralne. To ja pozwolę sobie przypomnieć 2010 rok i ruch Obywateli Kultury. On się rozpoczął na normalnym, oficjalnym Kongresie Kultury w Krakowie. Ten Kongres, poprzez swoje wystąpienia i spontaniczne inicjatywy przejęli uczestniczący w nim obywatele. Następnie się zorganizowali i zmusili Tuska osobiście i jego gabinet do podjęcia negocjacji w efekcie których został podpisany Pakt dla kultury. Podpisany i realizowany, co istotne. Negocjacje toczyły się wokół wyznaczonych obszarów, w zespołach roboczych. Zupełnie tak jak przy podstolikach przy Okrągłym Stole. Jedyną kompletnie nie załatwioną sprawą zostały media publiczne, mimo, że strona obywatelska przestrzegała przed właśnie teraz realizowanym scenariuszem zawłaszczenia. Kompletnie niezałatwioną w sensie niepodjętą przez rząd, bo obywatele swoją część wykonali, tzn. przygotowali projekt ustawy, tyle, że nie odbyła się nad nim żadna dyskusja. Został wrzucony do najgłębszej szuflady ministra od kultury.
      Zatem jest możliwy obywatelski wpływ na władze centralne, na największe partie, tylko trzeba przestać bajdurzyć, że go nie ma i, że partie to są takie prywatne firmy i co tam sobie ustalą to ich prawo. Skoro tak, to może niech tylko członkowie partii mają prawo na nie głosować. W sumie będzie to może, na moje oko, ze 100 tys. ludzi, ale niech będzie nawet 200 tys. Tymczasem do wyborów chodzi jednak przynajmniej kilka milionów i opowiadanie, że one nie mają nic do gadania jest największą trucizną demokracji.

      Odpowiedz
    • 4 marca, 2019 o 16:54
      Permalink

      Ja podam inny przykład na to, że ruchy obywatelskie mają “wpływ na władze”. Pod sądami staliśmy i staliśmy, krzyczeliśmy i zagrzewalismy jedną z takich władz do wytrwania. Organizacja tego na pewno nie była profesjonalna, zupelnie spoleczne byly te dzialania, a maszyny partyjne miały nas głęboko w d…. Pierwsze co usłyszeliśmy od sędziów, gdy do nas wyszli to były słowa szacunku, uznania i podziękowania. “Kanarki kopalniane” dały im muskuły.

      Odpowiedz
  • 4 marca, 2019 o 17:26
    Permalink

    Ad vocem Ewa Borguńska 04/03/2019 g. 16:30. Szanowna Pani!
    Potwierdzam, że nowożytna i współczesna polityka – równa się partie. Tak to jest jakoś na świecie. To one mają bezpośredni, wymierny wpływ na ciała przedstawicielskie, rząd czy jak w Polsce na zarządy województw i niższych jednostek samorządu terytorialnego. To absolutna podstawa, czy się podoba czy nie. Jak ktoś chce, może przyjąć optykę pewnego rosyjskiego arystokraty. Pytany co sądzi o obecności wojsk napoleońskich, które właśnie paliły Moskwę – “postanowiłem ich nie zauważać”.
    Tak, w pełni przyjmuję Pani zarzut i potwierdzam – zaprzeczam “możliwości wpływu przez obywateli, apartyjnych /…/ na władze centralne”. Wprost poświadcza to podany przez Panią przykład. Co zostało z sukcesów Obywateli Kultury sprzed 9 lat? Nastał w parlamencie i rządzie minister P. Gliński i partyjna (!) polityka, nazwijmy ją kurtuazyjnie, kulturalna. Pani końcowa filipika – “może niech tylko członkowie partii mają prawo /…/ głosować” – chyba wypacza istotę problemu. Łączę ukłony!

    Odpowiedz
  • 4 marca, 2019 o 19:18
    Permalink

    Szanowny p. Jurku (ad vocem 04/03/2019 g. 16:54).
    Niech Pan rozwinie tezę, że ruchy obywatelskie mają “wpływ na władze”. Konkretnie jak, na ile trwały?
    Jak Pan pisze – staliście, krzyczeliście i zagrzewaliście. Z grubsza wynika – kogo – Sędziów? Czuje Pan paradoks sytuacji?
    Po czym niezawisły Sąd złożył Wam “słowa szacunku, uznania i podziękowania”. To paradoks nr 2. Sąd nie może działać pod wpływem hałasu z ulicy. Wasz “wpływ na władze” Sądowniczą – o ile miał miejsce – był, delikatnie rzecz biorąc praeter legem.
    Wiem, że zbiorę kubeł pomyj na głowę. Wtrąca Wam się do rozmów Facet, który NIE POPIERA BLOKAD legalnych marszów, nawet neo-faszystów z ONR. I KRYTYKUJĘ BEZPARTYJNOŚĆ jako apolityczność.
    Oczywiście, może się mylę. Tylko jakieś rozsądne argumenty przeciw? Łączę ukłony!

    Odpowiedz
    • 4 marca, 2019 o 19:54
      Permalink

      Trochę protekcjonalnie i trochę impertynencko Pan brzmi, Panie Robercie. To niekoniecznie zarzut, a tylko uwaga, że Pańskie wpisy poza argumentami (moim zdaniem, niezbyt wyraźnie widocznymi) zawierają sporo zdań po prostu irytujących.

      W tekście powyżej jest kilka istotnych fragmentów o tym, jaki wpływ na polityczną rzeczywistość miewają często i miały w ostatnich 3 latach “apolityczne” ruchy społeczne lub obywatelskie. Rozumiem, że żadnego z tych argumentów Pan nie dostrzegł lub nie uznał za warte Pańskiej wzmianki. No, trudno…

      Nikt tu przy tym nie twierdzi, że którykolwiek z tych ruchów ma ochotę i szanse zastąpić partie polityczne. Nie znamy innej demokracji niż partyjny parlamentaryzm. Ustrój polskich partii politycznych jest jednak chory do cna i jest to jedną z istotniejszych (co nie znaczy, że uświadomionych) przyczyn kryzysu polskiej demokracji (nie tylko polskiej, to globalne zjawisko). Nacisk na prawybory, wysłuchania publiczne lub inny podobny mechanizm, który oznaczałby de facto przecięcie wszechwładzy partyjnych bossów nad politykami własnych partii, jest elementem wymuszającym demokratyzację partyjnej polityki — a ta jest potrzebna, jeśli demokracja ma przetrwać. To jeden z przykładów — niezrealizowany, więc mocy dowodu nie ma. Ważne w tym przykładzie jest to, że partie z całą pewnością nie zreformują się same, że chora polska demokracja wymaga naprawy, w której partie musiałyby być sędziami we własnej sprawie

      Związki zawodowe wymuszają na partiach kontrakty socjalne, rozmaite stowarzyszenia wymuszają inne rzeczy i nieco mnie dziwi, że te sprawy trzeba wyjaśniać socjaldemokracie 😉

      Opisanej w tekście zmiany stosunku do aborcji nie uzyska Pan żadnym dekretem żadnej partii u władzy — to się może stać tylko w ruchu społecznym, a to, że koniecznym zwieńczeniem tego procesu jest ustawa przegłosowana przez partyjnych polityków w parlamencie jest — proszę wybaczyć — truizmem niezasługującym na uwagę. Również opisanej w tekście zmiany stosunku do kontroli konstytucyjności też Pan nie zadekretuje. Rok 2015 i wszystko, co nastąpiło potem pokazuje w istocie, że żadnej z konstytucyjnych norm nie da się zadekretować, jeśli one mają rzeczywiście działać, a nie być ozdobną fasadą demokracji.

      Odpowiedz
  • 4 marca, 2019 o 23:48
    Permalink

    Ad vocem Paweł Kasprzak 04/03/2019 g. 19:54. Szanowny Panie Pawle!
    Do znudzenia mogę powtarzać, że BEZPARTYJNOŚĆ – oznacza współcześnie APOLITYCZNOŚĆ, a jak mawiali starożytni Grecy – apolityczność to polityczny idiotyzm. Jeśli ktoś przedłoży racjonalne tezy, np. na bazie M. Castellsa, że jest inaczej – zgodzę się z tym.
    Przyjmuję do wiadomości (ale nie obiecuję poprawy, bo nie do końca jarzę o co chodzi), że wyrażam się “Trochę protekcjonalnie i impertynencko [a] sporo zdań po prostu irytujących”. Z całym szacunkiem niech Pan wyłuszczy – jak Pańskim zdaniem spełnić choć jeden szlachetny cel, o których Pan pisze, bez PARTYJNOŚCI, której też nie lubię?
    Będę zobowiązany RD.

    Odpowiedz
    • 5 marca, 2019 o 08:09
      Permalink

      Np. obecny Rzecznik Praw Obywatelskich został wybrany mocą mobilizacji organizacji obywatelskich i społecznych i ich nacisku na większość parlamentarną.
      Najwyraźniej niewiele Pan wie, Panie Robercie, o celach Obywateli Kultury zawartych w Pakcie dla kultury. On jest w niektórych punktach realizowany do dziś. Celem OK nie było za to obsadzanie stanowiska ministra kultury. Poza tym… nic nie jest dane na zawsze. Także demokracja i prawa człowieka (pomijając nawet, że w Polsce nigdy nie były przestrzegane i przede wszystkim postrzegane jako wartość sama w sobie, do gruntu zrozumiana).
      Również Ustawa o kinematografii została uchwalona w 2005 r. po wieloletniej pracy i negocjacjach prowadzonych przez środowiska filmowe, przez ich organizacje. I nie była to inicjatywa stricte branżowa, choć oczywiście miała na celu także rozwój zamierającej branży, ale dotycząca Kultury, tak właśnie, przez duże K.
      Jak byśmy tego nie oceniali, to postulaty części społeczeństwa, które wyrażone zostały także podpisami pod petycjami dot. np. wieku dzieci idących do szkół zostały spełnione przez “nową władzę”. Nie jestem przekonana, że podpisywali się pod tym wyłącznie wyborcy, a zwłaszcza członkowie PiS.
      Radziłabym odkleić się od ostatnich 3 lat, a sięgnąć bardziej wstecz, bo wtedy życie obywatelskie, wbrew pozorom też się toczyło, tyle, że mało na ulicach. Choć protest wobec ACTA był jak najbardziej uliczny i raczej odniósł skutek.

      Odpowiedz
    • 5 marca, 2019 o 10:17
      Permalink

      O co z tym Castellsem chodzi? Umasowienie? Indywidualizm? Zimny racjonalizm? Bo, że pisał o ruchach społecznych w konfliktach, to akurat pojęciowo mało odkrywcze, jeśli dobrze pamiętam jego przecież niezupełnie trafne proroctwa. Równie dobrze mógłby się Pan na Koniec historii powołać. To dla Pana apolityczność rozumiana jako bezpartyjność jest synonimem politycznej głupoty. Dostał Pan wiele odpowiedzi o tym, że realne zmiany społeczne następują poza klasycznym systemem politycznego parlamentaryzmu, a realne zmiany polityczne często na skutek nacisku spoza systemu. Tu akurat Castells być może miałby zastosowanie z uwagami na temat cywilizacyjnych przemian i ich politycznych konsekwencji — ale to po prostu nie jest ten przypadek.

      Tekst jest właśnie o tym, że przemiana następująca w wyniku zmiany politycznej władzy jest po pierwsze skrajnie mało prawdopodobna, a po drugie zupełnie niewystarczająca.

      Odpowiedz
  • 5 marca, 2019 o 13:46
    Permalink

    Ad vocem p. Ewa Borguńska 5/03/2019 g. 08:09 oraz p. Paweł Kasprzak 5/03/2019 g. 10:17.
    Szanowni Państwo! Niby nic Nas nie różni – wszyscy jesteśmy zwolennikami podobnych wartości i działań – pro-społecznych, pro-obywatelskich, pro-demokratycznych. I w tym zakresie na pewno nie będziemy się spierać. Jak mawiał Konfucjusz, niech kwitnie tysiąc kwiatów. Może z wyjątkiem żeby łąkę zarosły chwasty typu ONR, tu też się na pewno zgadzamy. Może z wyjątkiem metod pielenia.
    Różnica między Nami – co można wyczytać z wymiany zdań – tkwi w rozumowaniu pro-partyjnym, czyli wg mnie pro-państwowym. Tylko proszę, nie zarzućcie mi Państwo czy ktokolwiek inny, jakiś sympatii do “państwowców” typu sanacja itp. Nie w 100, ale w 200% zgadzam się z Panem, Panie Pawle, że współczesne partie to w większości kliki partyjnych bossów. Zgadzam się na milion procent, że powinny być prawybory i cały szereg innych rzeczy, żeby partie polityczne nie były maszynkami do mielenia kiełbasy wyborczej. Można ustanowić takie wymogi prawno-ustrojowe wobec nich, skoro partie są dotowane z budżetu państwa.
    Może nie umiem wyjaśnić – zapewne tak, skoro trwa dyskusja. Ale aby wprowadzać nawet najbardziej szlachetne i oddolne zmiany w życiu społecznym, kulturalnym etc. potrzebne jest dążenie do zdobycia i osiągnięcie INSTRUMENTU ZMIAN – realnego, instytucjonalnego wpływu na WŁADZĘ PAŃSTWOWĄ. A to obecnie możliwe jest tylko poprzez partie. Ergo, każdy ruch społeczny – demokraci, ekolodzy, ruchy kobiece, miejskie itd. itp. – jakkolwiek sam w sobie niosący istotne wartości, tak naprawdę, w praktyce tylko ociosuje mgłę – jeśli nie włącza się w zdobycie wpływu na władzę państwową. Czytaj: parlament, rząd. Bez tego mgła się trochę rozrzedzi lub nie, jutro wróci.
    Pani Ewo, Panie Pawle! Przepraszam, że absorbowałem Państwa czas. Mimo wspólnego mianownika, może nie wszystkich, ale na pewno większej części wartości ogólno-publicznych – różnice zdań są jakie są. Może Pani i/lub Pan macie racje. Widocznie za stary jestem i/lub zbyt doświadczony, by uwierzyć w bajki, że w życiu publicznym możliwa jest “apolityczność”, a w związku z tym “bezpartyjność”. Nie, to wg mnie logicznie niemożliwe! Ale skoro macie Państwo inne zdanie, może się mylę. Dziękuję za czas poświęcony na wymianę “różnic zdań” i serdecznie pozdrawiam!

    Odpowiedz
    • 5 marca, 2019 o 18:05
      Permalink

      Chyba jeszcze parę uwag, zanim mnie, intruza, stąd wysiudacie.
      Ad vocem p. Roberta. Jeśli mniej lewicowa, w sensie humanizmu lewicowego, postawa innych Pan drażni, to wcale nie znaczy, że od razu musimy się by Pana zadowolić walić młotkiem w środek czoła by pobudzić się do myślenia. Przecież staramy się argumentować z Panem.
      Państwo to nie tylko władze obieralne, ale cały tropodzial władz, gdzie sposób racjonalnego urządzenia naszego państwa obejmuje wszystkie te władze. W sensie efektywnych zmian systemowych to partię w trybie uchwał takie zmiany ustanawiając, ale ze zmiana konstytucji jest to już bardziej skomplikowane. Tyle tylko, że dla zawodowego polityka ferment może byc jedynie zwykłym paliwem, a pochodzić od szczerze wkurzonego “demosu”, i tak często się dzieje.
      Np. gdy patologia doprowadza do spojenia władzy parlamentarnej, wykonawczej z partią i prokuraturą, wtedy obywatele występują w obronie struktury swojego panstwa, co jest obroną całości systemu, chociaż może mieć formę obrony tylko jednej z władz. Czy jest to skuteczne – wykonuję powyżej opisaną procedurę pobudzenia się do myślenia…..TAK, w pewnym momencie TAK, bo wybuch fermentu, niekoniecznie rewolucja, jest momentem historycznym. Władza sądownicza to też ludzie, na tamtą chwilę potrzebowali pomocy. Ciekawe co by było gdyby ta “kasta” wtedy odpuściła?
      Z partiami jest u nas właściwie bardzo źle. Gdy padał nasz byt państwowy, gineliśmy jako zwarholona społeczność, gdzie nieokrzesana wolność polityczna nie pozwalała na wprowadzenie absolutyzmu oświeconego. No ale praworządność wymaga utrzymywania pokoju, zbierania podatków, oferowania wyroków w ramach jednolitego sytemu prawnego … W IMIENIU PANSTWA. Dlatego to dopiero wtedy udało się ustanowić państwo prawne. Z resztą ci absolutni monarchowie z nieukrywana radością powoływali na ważne stanowiska panstwowe mieszczan, bo samowole arystokracji należało bezwzględnie ukrócić.
      Teraz w XXI wieku w pewnym kraju myli sie demokracje z samowola, a nie widzi jak partie destabilizuja państwo, tworząc beznadziejny klientelizm.

      Odpowiedz
  • 5 marca, 2019 o 18:55
    Permalink

    Ad vocem Jurek 05/03/2019 g. 18:05.
    Szanowny Panie Jurku – proszę wybaczyć, nie odniosę się ad meritum Pana wpisu.
    Po analizie wielu artykułów, komentarzy, polemik itp. podjąłem banalną decyzję.
    Nie będę się już angażował w teksty na tym forum. Z korzyścią dla forum i/lub dla mnie. Sic!
    Z dziwnych powodów Pan i ja “złapaliśmy” jakąś niezrozumiałą więź, więc dlatego Panu odpisuję.
    Przy okazji serdecznie pozdrawiam Wszystkich, z którymi miałem zaszczyt polemizować albo nie.
    I życzę Obywatelom RP wszystkiego co sami sobie życzą. I oby to było pragmatycznie racjonalne.

    Odpowiedz
    • 5 marca, 2019 o 20:19
      Permalink

      Poprosiliśmy kiedys razem p. Bogusława by zmienił swoją decyzję i został. Zadziałało. Teraz ja Pana proszę by Pan zmienił swoją. Lewicowego humanizmu nie da się pielęgnować w samotności.
      Może małe winko pod “cycata foczka” odmieniloby Pana?
      Pozdrowienia

      Odpowiedz
  • 5 marca, 2019 o 22:32
    Permalink

    Sz. Panie Jurku!
    Apel Pana i mój do do Pana Bogusława – dotyczył jednego, incydentalnego zdarzenia. I cieszę się, że Pan Bogusław z powodu tego zdarzenia i z racji Naszych apeli – nie podjął decyzji definitywnej.
    Mój przypadek jest trudniejszy. Ileś razy różnie to wyłuszczałem. Myślenie sekwencyjne:
    LOGICZNA
    STRUKTURA
    POLITYCZNA.
    Panie Jurku, widzę i wiem, że nie dociera.

    Odpowiedz
    • 6 marca, 2019 o 08:19
      Permalink

      Proszę o dowód, że nie dociera, bo do mnie coś czasami dociera.
      Dlaczego jakiś homo sapiens miałby być logiczny? Od zbiorowości, która wda się w dyskurs, np. Sokratenski czy Platonski, można wymagać rozwiązania racjonalnego, ale logika jest bardziej zindywidualizowana.
      Struktura polityczna wynika z przyjętego rozwiązania racjonalnego, to dlaczego taka racjonalność miałaby być holistyczna, a nie być optymalną jedynie z punktu widzenia najmocniej rozpychajacej się koterii?
      Struktura polityczną jest terminem z wąskiego kręgu nauk społecznych, czy politycznych, to mało upowszechnianie pojęcie. W fizyce teza staje się twierdzeniem, gdy każdorazowo potwierdza ją eksperyment. W naukach społecznych staje się twierdzeniem, gdy sprawdza się już w 15%, a w naukach politycznych, jeśli coś tak strasznego jest w ogóle nauką, teza może się wcale nie sprawdzać a jednocześnie staje się prawdą objawiona – nawet wtedy gdy teza przeciwna sprawdza się w 100%, np. zamach, ktorego nie było, bezmięsna afera mięsna, syjonisci w Panstwowych Ośrodkach Mechanizacji Rolnictwa.
      Sokrates nie raz wyluszczal swoje poglądy, ale czynił to za pomocą dialogów. Pewnie dlatego nie uważał, żeby jego przypadek był “trudniejszy”. Demokracja tak ma.
      Pozdrowienia

      Odpowiedz

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *