Tłum, problem skali i wstydu

Pojawiają się dwa pytania – napisał ostatnio Mateusz Kijowski, który co jakiś czas rzuca w sieć garść aforyzmów i przypowieści – W jaki sposób moglibyśmy zadowolić tych, którzy chcą szybciej, bardziej, lepiej? Czy przedstawili jakieś propozycje? Czy podjęli skuteczne działania? Podobno zorganizowali w czasie szczytu NATO marsz na Sejm… Jaki dał efekt? Kto o nim słyszał?

 

Cóż, to nie był i nie miał być marsz, tylko pikieta garstki ludzi – Kijowski po raz kolejny mija się z prawdą. I zwyczajowo wyraża szyderstwa retorycznymi pytaniami. Otóż nie zauważył nas niemal nikt. Dzieje się tak między innymi dlatego, że tego typu relacje nie mają prawa bytu w informacyjnych kanałach KOD. Istnieją też inne powody i o nich za chwilę, bo choć one są bardzo ważne, to jednak najważniejszy jest pewien moralny skandal, który uwadze Kijowskiego umknął tak całkowicie, że każe mi to pytać o jego moralne kwalifikacje.

Tego dnia bowiem przez Sejm przechodziła ustawa o Trybunale Konstytucyjnym, która go ostatecznie niszczy – wbrew masowo wyrażanym postulatom społecznym, do obrony których masowy ruch protestu demokratów w ogóle się zrodził. A byliśmy tego dnia – sześć osób – jedynymi protestującymi. Towarzyszyła nam nieco liczniejsza, ale wciąż bardzo mała grupa ludzi, którzy nas wspierali, choć sami z różnych powodów nie mogli łamać prawa i zakazu zgromadzeń. Szóstka demonstrantów – a nie marsz „my, naród”. Retoryczne pytania Kijowskiego, lidera ruchu masowego, który z obrony niezależności Trybunału czynił jeden ze swych sztandarowych postulatów, są właśnie moralnym skandalem. Stojąca samotnie szóstka i absolutna bierność liderów ruchu powinna Kijowskiego zwyczajnie zawstydzić. A wcale go nie zawstydza – i zamiast tego skłania do szyderstw.

Panie Kijowski, szyderstwa z tej okazji przystoją raczej Kaczyńskiemu – Panu przystoi wstyd!

Próby dyskusji z KOD

Dobra, spróbujmy podyskutować. Pominę arytmetyczny problem i fakt, że pytań w cytowanym fragmencie widzę pięć, a nie dwa. Mam również problem językowy – częsty u mnie przy lekturze aforyzmów Kijowskiego – nie widzę mianowicie dwóch sfer problemów sygnalizowanych znakiem zapytania. Może chodzi o konstruktywny program z jednej strony – o to więc, że KOD taki prezentuje, a „odszczepieńcy” nie. A z drugiej strony o skuteczność – w przypadku KOD wielką, w przypadku „odszczepieńców” zaś żałośliwie żadną. Niech będzie – przyjmijmy, że to właśnie o tym są te dwa pytania.

Próby poważnego traktowania enuncjacji lidera KOD są zawsze wielkim wyzwaniem dla mojej cierpliwości. Trudno. Kijowski widzi więc skuteczność własnych działań w kształtowaniu polskiej i międzynarodowej opinii, bo KOD dostarcza jej dowodów na to, że w Polsce istnieją miliony ludzi, którzy nie chcą Polski á la PiS. Temu służą pochody, które właśnie dostarczają dowodów istnienia owych milionów i one służą wyłącznie temu, i temu służy np. Jarosław Marciniak prezentujący w Sejmie obywatelski projekt ustawy o TK. Chcę podkreślić z całą powagą, na którą mnie stać w obliczu niezbyt poważnych zapisków Kijowskiego, że w odróżnieniu od wielu moich kolegów uważam te działania KOD za niezwykle cenne i potrzebne. Śmiem jednak twierdzić, że te tysiące ludzi stawiających się zawsze na marszach w obronie Trybunału rzeczywiście chciały go bronić, a nie tylko pokazywać światu, że w Polsce ludzie myślą inaczej niż Kaczyński.

Retoryczne pytania Kijowskiego o program „odszczepieńców” są już natomiast czystym fałszem. Kijowski z premedytacją mija się z prawdą twierdząc, że o niczym podobnym nie słyszał. Słyszał. Widział. Wydrukowane w gazetach i do siebie adresowane. Publikowane w sieci, przesyłane mailami itd. Nie będę tu streszczał własnych propozycji, bo program to jest jednak rzecz poważna i często trudna, a facebookowe głupotki go nie zastąpią. Przypomnę tylko własne, zgodne zresztą z „linią KOD” tezy o tym, że hasło przedterminowych wyborów jest błędem; postulat zamiany oczywistych, opisanych w konstytucji warunków przestrzegania prawa na listę politycznych celów ruchu, których spełnienie ruch próbowałby na władzy wymusić oporem i naciskiem społecznym; strategiczną zasadę koncentracji najpierw na celach stosunkowo drobnych i osiąganych jeszcze wtedy, kiedy rządzi PiS; polityczną grę na rozłam w rządzącej większości; rolę i siłę obywatelskiego nieposłuszeństwa i sposób jego wkomponowania w działania ruchu masowego, którego uczestników na nieposłuszeństwo na ogół nie stać; kwestię budowy etosu demokratów wreszcie. Przypomnę także prowadzone przez naszą garstkę od miesięcy konsekwentne działania, a więc pikietę pod KPRM, do izolacji której Mateusz Kijowski energicznie się przykładał i która rzeczywiście pozostaje bezskutecznym w praktycznych kategoriach wyrazem moralnego sprzeciwu; akcje nieposłuszeństwa Obywateli RP, które doprowadziły przynajmniej do oficjalnego stanowiska prokuratury o tym, że nazywanie Dudy łgarzem i krzywoprzysięzcą nie jest w Polsce przestępstwem, choć Art. 135 kk mówi coś przeciwnego; wreszcie systematycznie podejmowane wysiłki o odzyskanie centrum Warszawy z rąk smoleńskich wyznawców, które już dzisiaj całkowicie zmieniły charakter smoleńskich obrzędów, uniemożliwiając PiS-owi swobodne kształtowanie fanatyzmu wyznawców.

Ilu was jest?

I zwłaszcza przykład miesięcznic chcę podkreślić. Tę akcję prowadziliśmy dotąd w kilkanaście osób na ogół. Liczba uczestników w porywach osiągała 30. Dopiero ostatnio zjawiła się nas setka. W kategoriach KOD – żałosna garstka. Czegoś istotnego Mateusz Kijowski jednak nie wie. Liczba uczestników nie ma tu mianowicie żadnego znaczenia. Znaczenie mają racje i determinacja w obronie praw obywatelskich. Z tego zaś punktu widzenia im jest nas mniej, tym właściwie lepiej. Siła tego protestu jest potężna, również jeśli tylko kilka osób go prowadzi. Jeśli zechcemy, możemy Kaczyńskiemu te jego miesięcznice po prostu zablokować – albo doprowadzić do tego, że z Krakowskiego Przedmieścia trzeba nas będzie znosić i aresztować, a na to jesteśmy gotowi i dobrze o tym wiedzą w PiS, w służbach, w policji i we władzach miasta. Każdy wybór jest w takiej sytuacji dla władzy PiS fatalny i to tym razem my tę sytuację definiujemy, a nie Jarosław Kaczyński. My, czyli ta żałosna garstka, o której Kijowski wypowiada z pobłażliwością swoje głupawe aforyzmy.

Blokowania smoleńskich miesięcznic jednak nie chcemy – z bardzo pryncypialnych powodów, na których zrozumienie u Kijowskiego niespecjalnie liczę, zresztą przecież nie obchodzi go to wcale. Chodzi wszakże o coś, co powinno Kijowskiemu być bliskie, jeśli na chwilę uwierzyć, że naprawdę bliskie są mu wartości o których nam co jakiś czas opowiada. Smoleńskiej sekcie sprzeciwiamy się mianowicie jako część ruchu w obronie konstytucji, więc uznajemy prawo PiS do demonstracji i prawo smoleńskich wyznawców do religijnych rytuałów w miejscach publicznych – demonstracyjnie respektując te ich prawa, sprzeciwiamy się więc wyłącznie jawnym łgarstwom. A to jest do osiągnięcia nieco trudniejsze, choć i na tej drodze mamy za sobą spore sukcesy.

Przekonanie o tym, że w demonstracjach liczy się ilość uczestników jest bardzo powszechne. Lubimy wierzyć, że jest z nami większość i lubimy czuć siłę tłumu. W marszach w rocznicę 4 czerwca, ostatnich tak bardzo masowych, demonstrowało się to mrowiem biało-czerwonych motyli, których papierowymi skrzydełkami machaliśmy w charakterze pojedynczych pikseli obrazu ogromnego na sposób północno-koreański, wypełniając w dodatku fałszywą i głupawą metaforę, którą ktoś niedouczony zaczerpnął zapewne z jakiegoś internetowego opisu dla ćwierćinteligentów i który tak się miał do rzeczywistego efektu motyla Lorenza, jak się Paulo Coelho ma do Dostojewskiego.

Liczny tłum sam w sobie nie jest oczywiście niczym złym, a przeciwnie: coś pokazuje i coś buduje. W sprawie budowania decydujący jest jednak kontekst. Jeśli ten tłum podąża za hasłami, jeśli w ich doborze decydujące okazują się marketingowe kryteria, a nie etos, który byłby coś wart, jeśli ów tłum kultywuje jedność i towarzyszy temu rytualne wdeptywanie w ziemię wskazywanych przez wodza odszczepieńców – wtedy tłum staje się złowrogim wyrazem żywiołów totalitarnych. Chcę przed tym przestrzec uczestników KOD, do których sam się kiedyś zaliczałem. Ale to osobny temat i o tym innym razem.

Nie tylko Kijowski pyta o ilość. I to dlatego problem wydaje mi się ważny. Te same pytania słyszę również od dziennikarzy, a kiedy na nie odpowiadam, spotykam się najczęściej z utratą zainteresowania. Tak było również 7 lipca pod Sejmem, kiedy złamaliśmy zakaz zgromadzeń. Tam miały być media – obietnicę ich obecności uzyskaliśmy tego dnia na „wysokim szczeblu”. Zdecydował – na szczeblu niższym, ale roboczo decydującym – wydawca dnia. Zapytał właśnie o ilość uczestników, a uzyskawszy odpowiedź, machnął ręką. Również dziennikarze powinni się wobec tego dowiedzieć z grubsza dwóch rzeczy:

  1. Protest niewielkiej grupki bywa mimo to skuteczny. Czasem niezależnie od zainteresowania mediów – częściej jednak zdarza się tak, że ich obecność jest warunkiem powodzenia, a nieobecność skazuje na porażkę. To spora odpowiedzialność i często jest tak, że dziennikarskie decyzje i zaniechania są w istocie uzurpacyjnym nadużyciem „czwartej władzy”. Jest dość jasne, że niewiele z tematów, których media nie zrelacjonują, ma szansę się przebić. Ta zasada działa silniej niż prawo, które miałoby mówić, że przebijają się wyłącznie wydarzenia masowe.
  2. Warte zainteresowania bywają również racje, nie tylko „eventy”. Czasem się zdarza tak, że tym bardziej one na zainteresowanie zasługują, im mniej ludzi stać na ich obronę. Etos. To również warto pokazać. Chociaż czasem.

20 lipca – koniec Trybunału Konstytucyjnego

Jeśli więc chodzi o racje. W środę, 20 lipca Senat przyjmie uchwaloną przez Sejm ustawę. Duda podpisze jak zwykle ekspresowo. Protest na ten dzień i w tej sprawie zapowiedziały wyłącznie owe żałośliwie nieliczne i żenująco nieskuteczne grupy „renegatów”. Jeśli rzeczywiście będzie tak, jak było ostatnio – haniebne działania PiS staną się udziałem nas wszystkich. Jeśli naprawdę nikt nie zaprotestuje i nie zauważy protestu garstki.

Koalicja grup ludzi dawno już z KOD wykluczonych zaapelowała do KOD, organizacji pozarządowych i do partii politycznych o demonstrację przed Sejmem tego dnia. Zaczynamy o 10 rano. Choćby nas znowu miała być tylko szóstka.

2 thoughts on “Tłum, problem skali i wstydu

  • Lipiec 15, 2016 at 16:53
    Permalink

    Nie ważne, ilu nas jest. Ważnie, że jesteśmy. I nie dziw się, bo dla niektórych to taka miła, kołysząca ego melodia – kroków huk.

  • Lipiec 15, 2016 at 18:52
    Permalink

    Wrogów i sojuszników mam zwyczaj liczyć po walce.

Comments are closed.