Co jest ważniejsze: płynność ruchu drogowego czy prawo do wyrażania poglądów

W sądzie Rejonowym dla Warszawy Mokotowa odbyła się druga rozprawa dwojga obwinionych o blokowanie drogi do KRS 27 kwietnia 2018 roku. To kolejne postępowanie za protest przed Krajową Radą Sądownictwa

Tym razem przed sądem stanęli Anula i Borys Stankiewicz, ich obrońcą był adwokat Radosław Baszuk.

Obwinionym zarzucono, że 27 kwietnia 2018 r. przy al. Niepodległości w Warszawie położyli się na drodze publicznej, czym uniemożliwili wjazd pojazdom na tern należący do SGGW.  Pisaliśmy już o tym, ale przypomnijmy, że w dniu zdarzenia odbywało się pierwsze posiedzenie nowej Krajowej Rady Sądowniczej, powołanej z naruszeniem prawa.

PRZECZYTAJ TAKŻE: Protest przed budynkiem KRS. Brutalna interwencja policji

Obydwoje obwinieni złożyli oświadczenia. Anula:  – Faktycznie byłam pod bramą wjazdową. Nie mogę się zgodzić z zarzutem blokowania drogi. Nasze spontaniczne zgromadzenie zwołane zostało przez Komitet Studencki. Ja pojawiłam się jako osoba wspierająca młodzież w tym proteście. Głównym celem było zaprotestowanie przeciw upartyjnieniu i upolitycznieniu sądownictwa. Była nas nieduża grupka, około 10 osób. Między godz. 10 a 11 zaczęły pojawiać się auta, które usiłowały wjechać przez bramę.  Chodziło o pokazanie nowym członkom KRS, że my się nie zgadzamy ze sposobem ich wyboru. Wśród nich był również Borys Budka, który wysiadł z samochodu i udał się na posiedzenie pieszo.

Obwiniona wspomniała, że funkcjonariuszka policji założyła jej chwyt na szyję tzw. „agrafkę” w celu uniemożliwienia jej dalszego protestu. – Po prostu byłam duszona – mówiła.

 

 

Zachowanie policji względem protestujących było bardzo brutalne.

Zeznania złożył też Borys Stankiewicz (ORP), zgodził się z zeznaniami Anuli i dodał, że akcja była spontaniczna. – Chcieliśmy zaznaczyć swoją niezgodę na taki sposób reformy KRS – mówił.

Według niego policja przekroczyła swoje uprawnienia względem protestujących, stosując przemyślane chwyty, tak by były szczególnie dotkliwe. Następnie wszystkich manifestujących, w tym oboje obwinionych, przewieziono na komisariat przy ul. Malczewskiego.

Mecenas Radosław Baszuk nie kwestionował treści protokołów i notatek policji. Złożył jednak wniosek, aby sąd zwrócił się do Zarządu Dróg Miejskich przy ul. Chmielnej 120 oraz do Urzędu Dzielnicy Mokotów, Wydziału Infrastruktury o udzielenie odpowiedzi, czy droga dojazdowa od Al. Niepodległości, na teren SGGW jest drogą publiczną, drogą położoną w strefie zamieszkania, czy też znajdującą się w strefie ruchu. Jeśli tak, to zawnioskował o przesłanie kopii stosownej uchwały właściwego organu, stanowiącej podstawę do uznania tego odcinka za drogę publiczną lub strefą zamieszkania lub strefę ruchu.

Na kolejnej rozprawie sąd i obwinieni zapoznali się z odpowiedzią z Zarządu Dróg Miejskich, która mówiła, że omawiany odcinek drogi nie jest drogą publiczną. Droga ta stanowi dojście do terenu SGGW i część pasa drogowego. Adwokat podkreślił, że w tej sytuacji nie doszło do wyczerpania znamion wykroczenia z art. 90 Kodeksu wykroczeń.

– Prócz tego obwinieni realizowali prawo do wyrażania poglądów w sferze publicznej, a ich manifestacja miała charakter zgromadzenia publicznego – wyjaśniał adwokat. Skoro rodziła uciążliwości, to powinna zostać rozwiązana zgodnie z opisanym procedurami. Jednak zgromadzenie nie zostało rozwiązane w żaden sposób, ani prawidłowy, ani nie prawidłowy. Policja nie podjęła żadnej próby rozwiązania zgromadzenia.

– W tej sprawie – dodał mecenas Baszuk – zachodzi kolizja dwóch wartości prawem chronionych: prawa do wyrażania poglądów i przepisów kodeksu drogowego.

Teraz sąd musi rozważyć, co dla dobra społecznego jest ważniejsze: płynność ruchu drogowego, czy wartości płynące wprost z Konstytucji RP.

Ogłoszenie wyroku w tej sprawie nastąpi 7 marca.

Małgorzata Nowogońska


Nie możesz się zaangażować? Pomóż nam finansowo

Twoja pomoc pozwoli nam dalej działać

Wspieram z pełnym przekonaniem

10 thoughts on “Co jest ważniejsze: płynność ruchu drogowego czy prawo do wyrażania poglądów

  • 23 lutego, 2019 o 12:15
    Permalink

    Obrońca demonstrantów, mec. R. Baszak, uciekł się do mało wyszukanych kruczków prawnych, wnosząc wnioski o opinie: czy każdy ciąg pieszy i/lub jezdny jest drogą? Literalnie z art. 90 KW i definicji różnych aktów z tym związanych wynika, że wykroczenie dotyczy tylko drogi publicznej lub stref zamieszkania. Ale każdy Sąd kierujący się logiką formalną dokona wykładni rozszerzającej. Że każdy dojazd lub każde dojście dokądś – w szczególności utwardzone, wytyczone etc. – jest dojazdem i/lub dojściem. Jak inaczej chronić prawo (wolność!) przemieszczania się – nie tylko na drogach publicznych czy w miejscach zamieszkania, ale także np. w miejscach pracy?
    Po czym mec. R. Baszak (cytuję za treścią artykułu jak wyżej pt. “Co jest ważniejsze: płynność ruchu drogowego czy prawo do wyrażania poglądów”) dodał – że “zachodzi kolizja dwóch wartości prawem chronionych: prawa do wyrażania poglądów i przepisów kodeksu drogowego”. Czym – po pierwsze – strzelił sobie w stopę, pośrednio przyznając, że ma tu zastosowanie kodeks drogowy, co wcześniej kwestionował. Po drugie – chyba źle zaznaczył opozycje wartości. Granicą mojej wolności, jest prawo do wolności innych ludzi. Mam (powinienem mieć) prawo do wyrażania poglądów, o ile wyrażanie ich nie narusza (nie ogranicza) “poglądu” kogoś innego, że np. musi na czas dojechać do pracy, zawieźć dziecko do szkoły itd.
    Uznając inaczej, dokonamy de facto pochwały polskiego warcholstwa typu liberum veto, gdzie jeden poseł mógł zablokować cały Sejm i Senat. Wyobraźmy sobie, że 10 ludzi – obojętnie z prawicy, lewicy czy środkowicy – będzie miało kaprys wyrażania poglądów poprzez blokowanie wejścia do urzędu. A setki innych ludzi będą musiały tracić czas pokornie stojąc “w kolejce”. Te metody to nie demonstracje – to warcholstwo, które działa przeciw-skutecznie, bo skutecznie odstręcz różne osoby trzecie, które skądinąd mogą podzielać poglądy demonstrantów. Podobnie obalenie pomnika ks. H. Jankowskiego. Większość normalnych ludzi była oburzona informacjami o jego wybujałym życiu seksualnym. Teraz jest oburzona na wandalizm. To jak atak wojsk w kierunku odwrotnym niż pozycje wroga!

    Odpowiedz
    • 23 lutego, 2019 o 16:33
      Permalink

      Proszę Pana, wybujałe życie seksualne – nie jest w Polsce penalizowane. Karane z Kodeksu Karnego art. 200 jest obcowanie płciowe z osoba poniżej 15 roku życia (W USA nazywa się to gwałtem), a to właśnie zarzucają Jankowskiemu ofiary i śledztwa dziennikarskie.
      Nie jest karane, ale budzi powszechne zgorszenie i oburzenie zakłamanie Jankowskiego.

      Odnoszenie się kolejno do pozostałej części Pańskiej powyższej opinii jest zbędne, skoro stawia Pan w symetrii krzywdę ofiar Jankowskiego z aktem samowolnego demontażu jego pomnika.

      Odpowiedz
      • 23 lutego, 2019 o 21:04
        Permalink

        Sekowanie księdza za pedofilstwo bez najmniejszych dowodów winy i sekowanie żydów za porywanie dzieici i przerabianie ich na macę bez żadnych dowodów winy jest dokładnie tym samym barbarzyństwem/ Ciekawe, że tak zwana “liberalna opozycja” się od pizdizelstwa i nazistowsko-bolszewickiego gówna zupełnie niczym nie różni. Takie samo z własnej woli odhumanizowane gówno. Gardzę liberałami, tak samo jak jak gardzę nazistami.

        Odpowiedz
          • 25 lutego, 2019 o 15:54
            Permalink

            …. mam objawy, Bisnetusie ratuj!!!!

  • 23 lutego, 2019 o 21:38
    Permalink

    Ad vocem wpisu p. Małgorzaty Nowogońskiej z 23/02/2019 g. 16:33.

    Po pierwsze – mój wpis odnosił się głównie do problemu (według mnie) nielegalnych i głupich blokad, ze strony demonstrantów, którzy skądinąd merytorycznie mają rację. Niestety jest coś takiego jak różnice między prawem i rozumem. Jestem za, żeby te różnice zmniejszać. Na rzecz rozumu, ale prawo musi zostać. To była treść zasadnicza, Pani była uprzejma wybrać wątek poboczny. OK.

    Po drugie – przytoczony w związku z tym, przykład rozwałki pomnika prałata z Gdańska, w żadnym miejscu nie był apoteozą klechy. Zechce Pani wybaczyć, może wyraziłem się zbyt subtelnie pisząc o jego “wybujałym życiu seksualnym”. Zamiast po prostu zbluzgać. Ale X lat temu dorosłem i uważam, że obelgi nie są kategorią analityczną. Nie służą żeby cokolwiek zrozumieć. Jeśli ma Pani inną ocenę, nie będę protestował.

    Po trzecie – czytając mój wpis ze zrozumieniem – nigdzie, wbrew temu co Pani pisze – nie “stawiam /…/ w symetrii krzywdę ofiar Jankowskiego z aktem samowolnego demontażu jego pomnika”. Skąd ta interpretacja? Co ma piernik do wiatraka? 3-ech gości obaliło pomnik. Zapewne moralnie mieli rację, ale prawnie nie. Może nawet dostarczyli powodów prawno-administracyjnych żeby utrudnić usunięcie tego i innych pomników?

    Po czwarte – na marginesie, poza kontekstem. Bardziej niż pedofil H. Jankowski, brzydzą mnie ludzie, którym zabrakło odwagi cywilnej, żeby (ewentualnego) pedofila oskarżyć gdy żył. A teraz zza grobu ma ograniczone szanse obrony. Trzeba było wcześniej otwierać gębę, albo teraz ją zamknąć, Chyba, że jak zwykle się mylę. Pani Małgosiu, pozdrawiam!

    Odpowiedz
    • 25 lutego, 2019 o 23:47
      Permalink

      Panie Robercie.

      “…Podobnie obalenie pomnika ks. H. Jankowskiego. Większość normalnych ludzi była oburzona informacjami o jego wybujałym życiu seksualnym. Teraz jest oburzona na wandalizm. To jak atak wojsk w kierunku odwrotnym niż pozycje wroga!”

      Tym zdaniem równoważy Pan poszkodowanych w obu sprawach, lekceważąc przy tym ludzi wykorzystanych przez Jankowskiego, który teraz ma ograniczone szanse obrony, za to za życia bez skrępowania korzystał z parasola ochronnego episkopatu i wpływowych przyjaciół.

      Nie byłam uprzejma odnieść się do wcześniejszych akapitów Pańskiego wpisu, bo choć uważam, że nie ma Pan racji, każdemu wolno mieć poglądy. Natomiast nazwanie czynów Jankowskiego “wybujałym życiem” wymaga reakcji. Nie musi Pan nikogo obrzucać bluzgami, żeby nazwać rzeczy po imieniu. Zresztą, nie unika Pan dosadnych określeń pisząc o “otwieraniu gęby”.

      Z poważaniem.

      Odpowiedz
  • 25 lutego, 2019 o 11:08
    Permalink

    Punkt “po czwarte” jest po prostu oburzający, haniebny i zwyczajnie podły. Wyrażenie tego w ten sposób sugeruje u autora brak empatii, wąskie horyzonty myślowe i zasoby inteligencji niewystarczające do głębszego zrozumienia zbrodni pedofilii.
    Nawet jeśli wypowiadający chciał zwrócić uwagę na pewne aspekty sprawy (np. wątpliwości co do wiarygodności zeznań jakie zaistnieją gdy osoba oskarżana nie żyje) to zamiast używać takiej formy lepiej byłoby “zamknąć gębę”.

    PS. Taką to iskierkę “odwagi cywilnej” w sobie wykrzesałem by powiedzieć jak takie bezduszne wypowiedzi mnie brzydzą.

    Odpowiedz
  • 25 lutego, 2019 o 18:32
    Permalink

    Ad vocem wpisu p. Marka z 25/02/2019 g. 11:08.

    Szanowny Panie Marku, może ma Pan rację zarzucając mi “brak empatii, wąskie horyzonty myślowe i zasoby inteligencji niewystarczające …” itd.
    Chcę zapewnić, choćby z racji funkcji dziadka dwóch wnuków, że przestępstwo pedofilii nie jest przeze mnie miło widziane. I nie będzie, bez względu na wnuki.
    Przykro mi, acz cynicznie przyznam nie szczególnie – bo przykro mi tylko wtedy, kiedy ktoś naprawdę mnie trafi – że uznał Pan to co napisałem za “bezduszne wypowiedzi” – które Pana “brzydzą”.
    Może to moja wina, a może wydziału Prawa UW, ale uwrażliwiono mnie w ramach edukacji analizować fakty, okoliczności, sekwencje. Powtórzę, nie jestem obrońcą pedofilów. Cywilnych ani duchownych, ani żadnych innych.
    Ale odczuwam, Panie Marku, pewien niedosyt faktografii. Dlatego pytałem o brak “odwagi cywilnej”. Jeśli fakty wypłynęły za życia ks. HJ, a zostały pominięte, ukryte itd. – niech zostaną ujawnione.
    Mogą być (powinny być) dowodem w sprawie/-ach. Ale jeśli ktoś, ileś lat po śmierci sprawcy, po prostu zgłasza “na gębę” dowody przestępstwa (zeznanie ustne/pisemne świadka), żywię wątpliwości. Różnej natury. Przede wszystkim – nie ma szans na tzw. kontradyktoryjność procesu karnego, bo oskarżona (druga) strona nie żyje. Żadnych zeznań etc. nie złoży.
    Co innego gdyby to był krótki odcinek czasu. Wtedy ok. Akt pedofilii zdarzył się np. tydzień temu i/lub osoba wnosząca skargę ukończyła pełnoletniość np. 5 lat temu. Wtedy mogę zrozumieć, ale tu, Panie Marku, mogę powołać się tylko na swoje “wąskie horyzonty”.
    Jednocześnie podtrzymuję, że “bardziej niż pedofil H. Jankowski, brzydzą mnie ludzie, którym zabrakło odwagi cywilnej, żeby (ewentualnego) pedofila oskarżyć gdy żył”.
    Panie Marku, pomimo ewidentnej różnicy zdań, serdecznie pozdrawiam!

    Odpowiedz
  • 26 lutego, 2019 o 19:23
    Permalink

    Na wpis p. Małgorzaty Nowogońskiej (z 23/02/2019 g. 16:33) już odpowiadałem. W tym samym dniu – o g. 21:38. Pani Małgorzata była uprzejma odnieść się do moich wyjaśnień (25/02/2019 g. 23:47) zarzucając mi, słusznie, brak ogłady słownej w opisie sytuacji/konkluzjach. Przyznaję, i przepraszam.

    Przejdźmy do rzeczy. Jako zajadły antyklerykał nie występuję w obronie księdza i ewentualnego pedofila prałata H. Jankowskiego. Staję po stronie cywilizowanych zasad procesowych. Nie jest do końca poprawne, co Pani Małgorzata napisała, że prałat HJ ewentualnie naruszył tylko art. 200 Kodeksu karnego. Z opisów medialnych sprawy, w grę mogą wchodzić także:
    – art. 197 KK (zgwałcenie osoby poniżej 15 lat);
    – art. 199 KK (wykorzystanie seksualne);
    – art. 200a (kontakt w celu wykorzystania);
    – art. 202 (treści pornograficzne z udziałem małoletniego).
    Ale zostawmy te i inne kwalifikacje, o nie – niech martwi się (albo nie) Prokuratura.

    Moje uwagi zmierzały to tego, że. Delikty i przestępstwa seksualne (molestowanie, gwałt, pedofilia) są bardzo trudne do udowodnienia. Jak nie ma tuż po fakcie dowodów materialnych (sperma, DNA itd.) to pozostaje tzw. słowo przeciw słowu. Ktoś twierdzi “A”, a drugi zaprzecza “nie-A”. Oczywiście, może być nawet spora grupa ofiar-świadków, wtedy jest to jakaś przesłanka procesowa. Ale też nie zawsze ilość musi przechodzić w heglowską jakość. Presja środowiska, psychoza zbiorowa, nie wiem co – w sumie ludzie zbiorowo widzieli różne cuda, np. objawienia Matki Boskiej.

    Powtórzę po raz n-ty. Nie bronię prałata H. Jankowskiego, bo nie mam ku temu żadnego powodu. Ani nie kwestionuję – czy mógł dopuścić się pedofilii. Wiadomo, że prowadził magnacki tryb życia. Na co są pewnie aż nadto liczne dowody (wyposażenie pałacu, nagrania czy zbyt wielu świadków żeby zeznania lekceważyć). Ale gościu zmarł w 2010. A tu dopiero w 2018 i teraz “wychodzą na jaw” jego inne brudy, Trochę nie za późno? Obojętnie – winny czy niewinny – jak ma się ewentualnie bronić post factum? Jak ma umarły przedstawić swoją wersję?

    Dlatego sformułowałem zarzut o braku “odwagi cywilnej” ewentualnych ofiar (?) – z pełną empatią dla nich jeśli tak było – i brzydko zakończyłem o “nie otwieraniu gęby”. Nawet jeśli było jak dzisiaj twierdzą. Nie przeczę, że mogą mieć rację! Ale niech powiedzą, jak to teraz rozsądzić? Na podstawie czego?

    Na podstawie opinii medialnej prof. A. Friszke? Historyka, którego za wiele prac cenię, a za inne nie. W niedawnym (bodaj z 24/02/2019) wywiadzie dla “Rzeczpospolitej” prof. A. Friszke powiedział (cytuję za “Rzepą”) – “był pedofilem i o tym wszyscy wiemy”. Wplótł dodatkowy wątek o prałacie H. Jankowskim – “agent bezpieki zwłaszcza w 1980-1981”. Panie Profesorze, zasiadł Pan w Kolegium IPN w 1999. Ksiądz prałat HJ zmarł w 2010. Porównując daty, nie zadam pytania.

    Reasumując. Nie lubię Zjednoczonej Prawicy (PiS plus przystawki: J. Gowin, dawniej PO – oraz Z. Ziobro, dawniej PiS). Psują prawo ile mogą, a o sprawiedliwości niech bura suka zapomni. A jednak czasem im coś z sensem wypada. Od nowelizacji KK z 13/07/2017 mamy (art. 240) “prawny obowiązek zgłaszania do organów ścigania przypadków wykorzystania seksualnego małoletnich”. Bardziej jasne niż art. 239 KK dotyczący poplecznictwa. Ciśnie się na usta pewne analityczne pytanie, ale go nie zadam.

    Łączę ukłony, pozdrawiam Wszystkich Oponentów/-ki!

    Odpowiedz

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *