Nie zgadzam się na zakłamywanie historii. Proces za blokadę Marszu Pamięci Żołnierzy Wyklętych

W piątek 12 października w Sądzie Rejonowym dla Warszawy Mokotowa rozpoczęła się rozprawa Leokadii Jung, Lucyny Łukian i Wojciecha Kinasiewicza. Są obwinieni o to, że 1 marca usiedli na jezdni na ul. Rakowieckiej i próbowali zablokować Marsz Pamięci Żołnierzy Wyklętych, czyli przeszkadzali w przebiegu niezakazanego zgromadzenia
 
Czyn ten sądzony jest z art. 52 par. 2 pkt 1 kw. Rozprawie przewodniczył sędzia Łukasz Malinowski, a obwinionych reprezentował mecenas Bartłomiej Trętowski. Oskarżyciel nie pojawił się w sądzie, jak zwykle w sprawach na Mokotowie.

1 marca 2018 roku przez Warszawę szedł Marsz Pamięci Żołnierzy Wyklętych. Pochód zorganizowała Młodzież Wszechpolska, Stowarzyszenie Marsz Niepodległości oraz Obóz Narodowo-Radykalny. Na ul. Rakowieckiej marsz próbowali zablokować Obywatele RP, jednak policja usunęła ich siłą. Teraz toczą się przeciwko nim sprawy w sądzie.
 
PRZECZYTAJ TAKŻE: Kolejny proces za próbę blokady Marszu Pamięci Żołnierzy Wyklętych
 
W piątek wyjaśnienia składała Lucyna Łukjan: – 1 marca odbywał się masz dla uczczenia zbrodniarzy takich jak Bury. Nie zgadzam się na zakłamywanie historii – mówiła. Jej sprzeciw budzą hasła typu „Polska biała albo żadna”, faszystowskie odznaki, symbole falangi, defiladowy szyk marszu, petardy i pochodnie. Zapowiedziała, że nadal będzie się sprzeciwiała takim wydarzeniom.

Wyjaśnienia złożył również Wojciech Kinasiewicz. Mówił, że 1 marca pojawił się, by monitorować nielegalne działania i zwracać uwagę policji na zachowania sprzeczne z prawem. – Miesiąc wcześniej byliśmy w Hajnówce z hasłem „Bury nie jest naszym bohaterem”. Żyją tam nadal potomkowie pomordowanych przez oddział Burego – opowiadał Kinasiewicz.

Wydarzenia 1 marca zaczęły się na ulicy Marszałkowskiej, pod siedzibą IPN. Odczytany został apel poległych dzieci i kobiet, ofiar oddziałów Burego i Łupaszki. Następnie Marsz Pamięci Ofiar Żołnierzy Wyklętych przeszedł na ulicę Rakowiecką. Kinasiewicz podjechał tam tramwajem, śledzony przez dwóch tajniaków. Na Rakowieckiej spotkał inspektora Piekuta, z którym wdał się w rozmowę. Wskazał mu te wszystkie faszystowskie odznaki, symbole, hasła i pochodnie, i prosił o interwencję. Inspektor Piekut odpowiedział, że policja nie ma takich możliwości.
 

 
W czasie, gdy narodowcy szykowali się do swojego marszu, Kinasiewicz z dwiema obwinionymi stali z białymi różami w rękach obok wejścia do dawnego aresztu śledczego na Rakowieckiej. Otoczeni byli przez policjantów i radiowozy policyjne. Od strony zgromadzenia narodowców słyszeli okrzyki „Raz sierpem raz młotem czerwoną hołotę”, „A na drzewach zamiast liści będą wisieć komuniści”. Gdy marsz miał ruszyć z miejsca, policjanci powiedzieli trójce obwiniony, żeby usunęli się z jezdni. Ci jednak odmówili i usiedli na asfalcie. Zostali przez policjantów wyniesieni na chodnik i wylegitymowani. Obok w szyku marszowym przechodzili narodowcy z pochodniami, flagami niesionym i specyficzny sposób, jak w Monachium, eskortowani przez polską policję państwową. – Nie mieliśmy żadnej możliwości w trzy osoby zatrzymać tego marszu – zakończył Wojtek Kinasiewicz.

Adwokat obwinionych, mecenas Trętowski, złożył wniosek, aby na kolejnej rozprawie oprócz świadków oskarżenia (dwóch funkcjonariuszy) przesłuchać również policjantów, którzy w trakcie postępowania przygotowawczego ich przesłuchiwali. Mecenas Trętowski zauważył, że ich zeznania w niezrozumiały sposób są tożsame z notatkami służbowymi, które sporządzili zaraz po wydarzeniu. A przecież przesłuchiwani powinni mieć możliwość swobodnej wypowiedzi.

Sąd postanowił odroczyć rozprawę do 8 stycznia 2019 roku (godzi. 8.30, sala 303).
 

Walczymy z mową nienawiści! Jeżeli nas popierasz, dołącz do nas albo nas wesprzyj!

Twoja pomoc pozwoli nam dalej działać!

Wspieram z pełnym przekonaniem

 

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *