Między nami, demonstrantami

Kilka spostrzeżeń po sobotniej demonstracji. Tekst dotyczy wewnętrznej organizacji, w zasadzie powinien trafić wyłącznie do uczestników. Ze zrozumieniem i życzliwością przyjmę uwagi lub odpowiedzi.

  1. Pytania z zewnątrz i o czym one świadczą:
  • Pierwsze dotyczyło godziny rozpoczęcia wydarzenia. Faktycznie, oprócz desperados, mało kto zdecyduje się spędzić w ten sposób kilkanaście godzin. Nie każdy też jest świadomy stałego harmonogramu sekty. Nie wiem, jak to zrobić, ale na pewno kluczowe wydarzenie ma miejsce wieczorem i na te godziny powinno się wskazać jako główne wydarzenie / kulminację. Osobne wydarzenie rano i coś, co dopiero szuka swojej formy, a ma miejsce się w ciągu dnia.
  • Czy wy tu stoicie za czy przeciw? To pytanie padło w ciągu dnia, ale sygnalizuje problem wizerunkowy. Gdyby się bliżej przyjrzeć trudno znaleźć prosty i szybki przekaz; duże płachty rozłożone na ziemi są słabo czytelne. Brakuje oznakowania pionowego (cyt. za pord), dostępnego na wysokości wzroku. Po drugie, portret prezydenta może mylić; jest potrzebny wieczorem, w dzień eksponujmy inne treści (mamy innego odbiorcę niż wieczorem).
  1. Inne spostrzeżenia:
  • Jak już tam jesteśmy, zróbmy coś. Wielki szacunek dla „misjonarzy”, którzy próbowali nawiązać kontakt z przechodniami. Trzeba to robić śmielej, to doskonała szkoła opanowania i przedstawiania swoich racji. To męczące zajęcie i wysiłek powinien być wspierany przez całą grupę. Wyobraźnia podpowiada, do ilu osób można dotrzeć w ten sposób w tym miejscu, wykorzystajmy szansę.
  • Potrzebujemy ulotek z prostym przekazem, jako wsparcia w działalności misjonarzy. Przy całej sympatii do wszystkich, którzy nas wspierają, wszystkie ich cele nie mogą się tam zmieścić. Nie wiem, czy formuła jest idealna, ale po jednym – dwóch zdaniach o celach manifestacji można dodać formułę „Wspierają nas / są z nami również osoby i organizacje, które mają inne cele. Chcesz wiedzieć więcej – zapytaj”. Jeśli można to wyrazić lepiej, chwała autorowi. Literaci – do pióra.
  • Jeśli obie strony na piśmie uznały wzajemnie swój patriotyzm, proponuję potwierdzenie tego eksponowaniem flag narodowych. Dużo flag,  czytelny sygnał dla wszystkich.
  • Bezpieczeństwo. Wiem, że wszyscy, którzy przychodzą pod Kordegardę, wiedzą co robią i jakie jest ryzyko. Nie oznacza to, że można dopuszczać do tego, żeby wywierać na nich dodatkową presję. Mam tu szczególnie na myśli pana fotografa, który rano natrętnie kadrował wszystkim zbliżenia (prawdopodobnie z mikrofonem kierunkowym również). O ile rozumiem zasady, organizatorzy mogą sobie nie życzyć i policja pomoże (oświećcie mnie, organizatorzy…).
  1. Odpowiedź na zadane pytanie. Scena ze Sławkiem była poruszająca i pokazywała siłę. Ale ja nie wiem, czy widzowie z drugiej strony ulicy odczuwają to podobnie do mnie. Paweł, daruj, ale odpowiedź rozwinę przy innej okazji. W każdym razie wszystkie obawy, które wyrażałem w sobotę, pozostają aktualne mimo oceny powyżej. Wiele zależy od tego, do kogo adresujemy nasze wystąpienia. Tych grup może być wiele, każda z nich przyjmie ten przekaz inaczej.

5 thoughts on “Między nami, demonstrantami

  • 13 września, 2016 o 08:01
    Permalink

    Paweł, dzięki.

    Odpowiedzi w skrócie i wg innych porządków, niż je tu zaproponowałeś. Ja jestem “doktryner” i jestem przywiązany do takich oto tez (są moje prywatne — w różnym stopniu, którego tu nie rozróżniam):

    1. Polski kryzys widzę głównie w kulturowych kategoriach — w mitach historycznych, którym ulegamy, choćbyśmy historii byli kompletnie nieświadomi, w jakichś dziedziczonych etosach i socjo-psychologicznych kompleksach. Żyjemy w świecie symboli w każdym razie, to jest naturalne dla naszego gatunku.

    To symbole wyganiają na ulice i polskich Tutsi, i polskich Hutu, żeby użyć tego opisu — moim zdaniem zresztą bardzo nietrafnego. Takiej siły nie mają żadne programny polityczne, czy gospodarcze, ani żadne interesy. Gdyby nie to, nie udałby się plan Balcerowicza (popieraliśmy go wbrew interesom), ale i pewnie nie wygrałby Kaczyński.

    PiS jest od dawna jedyną partią o wyraźnie określonej i czytelnej dla ludzi aksjologii. Demokraci są pod tym względem bezsilni, ponieważ demokracja w społecznym odbiorze nie jest wartością, a jedynie pojęciem określającym technikę rządzenia.

    2. Polityka w parlamentarnym sensie jest — obawiam się bardzo — mocno nieaktualna. Parlamentarna opzycja ani nie ma żadnego wpływu na poczynania PiS, ani nie może liczyć na wyborczą zmianę. Z różnych względów — od dezintegracji partii “demokratycznych” poczynając, a na niepewności co do przyszłej ordynacji kończąc. Nie ma też żadnych ustrojowych instytucji, które chroniłyby nas przed naruszaniem praw obywatelskich demokratycznego państwa. Pozostaje więc opór społeczny.

    3. Skoro tak, to istnieją dwa niezbędne warunki skutecznego działania: wyraźny i zrozumiały etos obywatelski, zdolny integrować nas w ruchu oraz sprawdzone w działaniu instrumenty skutecznego nacisku na władzę.

    4. Trudności leżą tam, gdzie moim zdaniem leżą przyczyny. Problem jest kulturowy i to głównie tu zawiodły chyba dosłownie wszystkie instytucje życia publicznego w Polsce. W tym między innymi media, a wśród nich również ten żywioł internetu i mediów społecznościowych, w którym tkwimy po uszy i którego destrukcyjny wpływ ujawnia się nie tylko siłą głupawych memów w kampanii wyborczej, ale również skuteczną zamianą programowego myślenia w bełkot haseł jak z Coelho.

    5. Mnie się wydaje, że jesteśmy w mniejszości. Uzasadnienie jest złożone, ale ono wynika między innymi z tego, że konflikt z KOD-em w niektórych sferach (nie wszystkich, ale jednak), jest równocześnie konfliktem z KOD-owcami. Tymi, którzy się np. godzą na bany i cenzurę, a takich sfer jest więcej.

    Na akcje w miesięcznice patrzę siłą rzeczy z perspektywy tych tez i usiłuję o nich myśleć tak, żeby tym tezom te akcje podporządkować.

    Więc miesięcznice wg mnie:

    6. Edukują — nie “smoleńskich” jednak, ale przede wszystkim nas. Stąd np. długość tekstu wypisanego na transparentach i ich nienatychmiastowo jasny sens jest dla mnie zaletą, a nie wadą. :”Edukujmy edukatorów” — w tym zwłaszcza ludzi mediów: to dla nich być może przede wszystkim, ale na pewno najpierw nasz przekaz jest, jak widać, trudny do pojęcia.

    7. Przede wszystkim odpowiadają na dwa pytania główne: o etos i o instrumenty nacisku. Etos zarysowujemy bardzo wyraźny, a miarą skuteczności instrumentów nacisku jest sam fakt “zdobycia Kordegardy”.

    8. Dyskusje “na argumenty” moim zdaniem mają bardzo niewielki sens. Przeciwstawiamy się archetypom, a nie innym poglądom na temat ustroju państwa. To kulturowa dyskusja — argumentem jest tu “piękno idei” i jej siła, a nie np. gospodarcza efektywność lub budżetowa poprawność. To niekoniecznie musi oznaczać np. populizm i taniznę w sformułowaniach. Raczej póki co zaprezentowaliśmy coś bardzo odwrotnego. W każdym razie bardziej skutecznie jest zrugać panią Stankiewicz “etosowo” niż jej wyjaśniać — zapędzając z kozi róg — zawiłości kadencyjnego obsadzania sędziów itd.

    9. Walić więc trzeba — moim zdaniem — z jak najgrubszej rury, choćbyśmy mieli walić do wróbli. I te nasze akcje ten warunek dotąd spełniały.

    I teraz wg Twojego porządku problemów (aczkolwiek z tej wyżej zarysowanej perspektywy własnej):

    1a. Godzina rozpoczęcia i plan dnia. Tak, wiem o tym kłopocie. Co poradzić — dość wyraźnie informowaliśmy o “kluczowych godzinach”. Prawda jest taka, że godziny poranne są dla “desperados”. Nasi “smoleńscy bracia” dysponują tu zdecydowanie lepszym zapleczem. Dla “ogółu” jest część wieczorna. Trudno wymagać “od ludzi” obecności tak wcześnie rano. Rzecz w tym, że rano często działy się rzeczy najdrastyczniejsze (choć poziom decybeli jest niższy) — i działy się bez świadków. Uspokojenie sytuacji nie będzie długotrwałe i ja sądzę, że już w październiku będzie znowu ostro, a pierwszym, który się wyłamie z koncyliacyjnego tonu będzie oczywiście Kaczyński. Tak czy owak, to się prędzej czy później skończy jakimś przesileniem, a jeśli nastąpi atak, to właśnie nad ranem. PiS ma świadomość, jak bardzo jesteśmy izolowani. “Obsada poranków” jest pilną potrzebą.

    1b. Niejednoznaczność haseł. Masz rację — cytat z Lecha K. jest nam potrzebny wyłącznie w czasie smoleńskich obchodów — w ciągu dnia można go sobie darować, zastępując czymś wyraźniejszym. Z drugiej strony — niech się ludzie uczą czytać i myśleć z naszych transparentów.

    2a. Dyskusje z przechodniami. Sam nie mam do tego serca. Przypadkowi ludzie, którzy nie są w stanie poświęcić uwagi. Próbowaliśmy debat — przy tej i innych okazjach. Z niektórych ludzie byli zadowoleni — ja nie byłem. Do tego moim zdaniem potrzeba spełnienia kilku warunków:
    — debata powinna być “typu oxfordzkiego”, mieć tezę i antytezę wyraźnie zarysowane, ktoś jest za, ktoś przeciw;
    — Warto te tezy zaznaczyć dużym afiszem zawieszonym nad rzecznikiem tezy. Dyskusję odbywają rzecznicy między sobą — publicznie oczywiście — albo dyskutują z nimi “przechodnie;
    — mamy ze sobą krzesła dla audytorium i jakoś choćby minimalnie ogradzamy teren.
    Próbowałem — nie wychodzi mi zupełnie. Teraz chciałem debaty o świeckim państwie — nie wyszło.

    2c. Flagi. Ja sam nie lubię ich eksponować, ale przede wszystkim obawiam się, że to osłabi, a nie wzmocni identyfikację.

    2c. Bezpieczeństwo. Tu jest kilka problemów. Nie umiem o nich myśleć, bo ja w ogóle raczej bym marzył, żeby policji w ogóle nie było. Wiem, że to estremizm — ja tylko mówię, że trudno jest mi osobiście docenić względy bezpieczeństwa. Ja tam szukam guza. Raczej próbowałbym podzielić role.

    3. Moje zastrzeżenia były nawet poważniejsze. Na Twoje w jakiś sposób próbowałem odpowiadać, mówiąc. To był tekst adresowany właśnie do tych, którzy mogą nie podzielać czegoś tam. Niezależnie od tego, czy uważamy zagadnienia równościowe za pierwszorzędnie ważne, czy za drugorzędne — trzeba było najpierw zrobić co innego. Ten “temat” czekał pół roku i mnie się wydaje, że moment był dobry.

    Dla mnie to cholernie ważna rzecz związana z tą “etosową perspektywą”. Jechaliśmy “patriotycznym kombatanctwem”, żeby “odbić” pisowcom tę sferę — co zresztą trudne nie jest, bo oni są tu żałośni. Ale to oczywiście znaczy trochę wejść w ich buty, a one się nam podobać nie powinny. Konstytucja to nie jest “karta patriotycznego kombatanta” tylko zwłaszcza właśnie prawa człowieka wywodzone z godności ludzkiej osoby.

    Problem wydaje mi się trudniejszy niż go opisujesz. Prawa człowieka vs. niepodległość — to jest polski problem. I w Polsce jeszcze nikt tym nie wygrał ze wspólnotowo widzianym patriotyzmem, który się godzi na tyranię, jeśli ją jakiś swojak dziarski ma sprawować — jak, nie przymierzając, Marszałek. Więc kiedy mówisz “zależy do kogo adresujemy”, czy “każdy przyjmie inaczej” — ja wiem prawie na pewno, że spora większość przyjmie to źle. Trudno — taki los.

    Stąd między innymi taka konwencja — bierny opór, szantaż, moralny, sam przeciw tłumom itd. Jeśli coś dociera z mniejszości do większości — to właśnie takie gesty. Do smoleńskich oczywiście nie dotrą, ale jest jeszcze mnóstwo innych ludzi “do wychowania”.

    Odpowiedz
  • 13 września, 2016 o 09:34
    Permalink

    Pawle Droździe 🙂

    Oczywiście muszę wyjść z nory w temacie punktu 3.

    Po całej akcji i występie Pawła ze Sławkiem rozmawiałam z zaprzyjaźnionymi gejami. Byli bardzo wzruszeni i pozytywnie zaskoczeni. To zaskoczenie wiele mówi, dla mnie osobiście jest powodem pewnego wstydu – pierwszy raz poczuli się potraktowani tak poważnie i obywatelsko (kontekst okazji jest tu szalenie ważny), nie jak lajtowa hipsteria zaliczająca weekendami kluby gejowskie, postulująca co najwyżej egzotyczne w naszym pojęciu michałki w stylu formalizowania związków jednopłciowych, prawa do adopcji, dziedziczenia po partnerze, etc. A tu bach i zdziwko – to są OBYWATELE. Patrioci! Rozumieją konstytucję, szersze nich ich własne prawa człowieka; chcą ich bronić. Tymczasem ilekroć mieliby się pojawić w naszej konwencji kontrmiesięcznicowej, automatycznie zęby szczerzy obraz-skojarzenie – słyszałam je wielokrotnie – piórka, tęcze, śmiech, zabawa. Zaryzykuję nawet tezę, że owo wąskie sprofilowanie przekłada się na ich niewiarę, że mogą.

    Były już plany, by pojawili się na miesięcznicy wcześniej. Chcieli koniecznie w tęczowych koszulkach, był jednak strach, że zrobią z tego niepoważny happening i zepsują nam przekaz.

    Na jakiekolwiek rozumienie tego rodzaju symboliki po stronie smoleńskich liczyć nie należy, bo nie rozumieją spraw dużo bardziej podstawowych. Co z tego? Ano to, że tym silniej należy je komunikować. Te kontrmiesięcznice mają dla mnie i pewnie dla nas wszystkich silny rys godnościowy. Godność Sławka w Polsce jest wciąż pojmowana jako rzecz drugiej kategorii. Póki tak jest, Sławek ma pełne prawo pojawić się w tęczowej fladze, a nie w zwykłej koszuli.

    Obserwowałam reakcję smoleńskich. Duże zaskoczenie, konsternacja, cisza, nawet chyba ciekawość. Paczpan – gej pod ramię z prawosławnym hetero wykrzykującym o godności i odwadze. O podstawach. Genialne.

    Odpowiedz
  • 13 września, 2016 o 13:37
    Permalink

    Szanowni Państwo,

    1. Chciałbym wyrazić wielkie uznanie dla Obywateli RP (dalej jako ORP). Inicjatywa ta jest świadectwem odwagi (nie tylko obywatelskiej, lecz również fizycznej), współgrającej z silną potrzebą analityczno-strategicznej refleksji. Odwaga i refleksja – w połączeniu z autokrytycyzmem – stanowią konstelację cnót niemal niespotykanych na współczesnej polskiej agorze. Kibicuję więc Państwu z całego serca.

    2. Kibicuję również dlatego, że bardzo ważny wydaje mi się nacisk, jaki Paweł Kasprzak kładzie na kwestię anty-autorytarnego etosu. Nawiasowo przypomniałbym, że greckie słowo “ethos” oznacza zarówno “normę” jak “sposób postępowania”. Etosowość odnosi się zatem do pewnego zespołu norm zmaterializowanych w społecznej (np. politycznej) praktyce. Tak pojęty etos bywa wartością deficytową w szeroko pojętym obozie liberalno-lewicowym. Anty-pisowskim działaniom brakuje mocnego zakorzenienia w dobrze pojętych teoriach – normach, wyobrażeniach społecznych (jak powiedziałby Baczko lub Taylor). Przykładem tego stanu rzeczy jest znaczny deficyt teorii (dyskursu, retoryki) w narracjach KOD-u. Chodzi mi przy tym o teorię, które konkretnie i przekonująco opisałaby pożądane normy (moralne, polityczne, ustrojowe, obyczajowe etc.). Z kolei np. w środowisku Krytyki Politycznej obecność komponentu teoretycznego nie idzie (niestety) w parze z dobrze pojętą praktyką stricte polityczną. W tym układzie inicjatywa ORP wydaje mi się aktem bezcennym po anty-autorytarnej stronie barykady.

    3. W powyższym kontekście chciałbym jednak zwrócić uwagę na pewien istotny aspekt Państwa położenia, który chyba umyka Wam z pola autokrytycznej refleksji. ORP wychodzą z teoretycznego założenia – sformułowanego przez Pawła Kasprzaka – że radykalne działanie może przynieść wyłącznie korzyści: albo Kaczyński zacznie Wam ustępować, albo zastosuje wobec Was przemocy fizyczną (obnażając tym samym swój istotowy nihilizm i niemoralność). W obu wypadkach dojdzie więc do porażki strony “smoleńskiej”. Niestety, istnieje jeszcze trzecia ewentualność – niekorzystna dla ORP. Może się bowiem okazać, że Wasz radykalizm – zamiast pobudzić społeczeństwo do “nieposłuszeństwa obywatelskiego” – w dłuższej perspektywie zostanie przez obie strony konfliktu zaklasyfikowany jako marginalne oszołomstwo, a tym samym zneutralizowany. Kto wie, czy wówczas nie dojdzie nawet do tego, że w miejsce spodziewanego przez pana Kasprzaka przemocowego przesilenia pojawi się pobłażliwa “tolerancja” – “lud smoleński” oswoi się z Waszą obecnością na Krakowskim Przedmieściu i będzie odprawiał swe obrzędy nie wchodząc w zwarcia fizyczne z ORP (co najwyżej w rytualne utarczki oralne).

    4. Czy jesteście Państwo przygotowani na taką ewentualność? Innymi słowy, czy pracujecie nad teoriopraktycznymi wariantami reagowania na taki rozwój wydarzeń? Mówiąc jeszcze inaczej: czy możliwość przewlekłej obojętności wobec ORP nie będzie Was popychać w kierunku złej radykalizacji? Znamy przecież takie wypadki w historii, gdy osamotnione grupy bezsilnych radykałów dochodziły do wniosku, że w sytuacji przedłużającej się beznadziei jedynym wyjściem są akty indywidualnego terroru. Jak zatem uniknąć tej aporii, w której grozi obojętność – tak ze strony sojuszników jak wrogów – a jednocześnie majaczy spirala radykalizacji? Co będzie, jeśli pewnego dnia staniecie tam, gdzie dotąd stawał “lud smoleński”, ale policja Was nie zgarnie, ONR nie pobije, a tylko przytłaczająca masa wrogiej większości wypchnie Was – fizycznie, lecz nie brutalnie; w milczeniu, bez wyzwisk i szarpaniny – z zajętego miejsca pod Pałacem? Albo nawet nie wypchnie, lecz swoją większością wchłonie? Zaleje Was ilościowo i przykryje Wam transparenty swoimi transparentami. Czy wówczas będziecie robić awanturę w “brzuchu Behemota”? A jeśli Wasze skandowania i werble utoną w werblach smoleńskich; transparenty zaś znikną, wessane w toń transparentów “smoleńskich”? Jakie taktyki w takiej sytuacji należy stosować? I jak uniknąć przekształcenia się w “biesy” (Dostojewski), albo (mówiąc bardziej współcześnie) w “mudżahedinów” anty-autorytaryzmu?

    Odpowiedz
    • 22 września, 2016 o 14:51
      Permalink

      Tak, oczywiście bierzemy pod uwagę taką ewentualność. Doświadczyliśmy zresztą tego samego w czasie akcji “lżenia Dudy”, któremu publicznie zarzucamy łgarstwa i krzywoprzysięstwo, co przecież powinno być z automatu uznane za przestępstwo z Art. 135. kk. Spodziewaliśmy się, że władza wybierze wyjście w zasazie jedyne “bezkosztowe”, tj. po prostu ten protest zignoruje. Śledztwo w tej sprawie w Warszawie zostało umorzone. Postąpili racjonalnie. Powinniśmy to umieć wykorzystać, a nie bardzo umiemy — przyznaję to z przykrością.

      Odpowiedzią powinna być eskalacja. To nie wychodzi. Nigdy nie udało się nam naszych “lżących” transparentów podstawić Dudzie pod nos. Z powodów techniczno-logistycznych. Usiłowałem wyprodukować koszulki z napisem “Duda tchórzliwy łgarz i notoryczny krzywoprzysięzca / Wyprodukowano na podstawie decyzji prokuratury nr…”, ale — wstyd przyznać — nie bardzo umiałem znaleźć kogoś, kto wykonałby graficzny projekt (utknąłem na etapie karykatury Dudy). Obie reczy powinny nastąpić. Duda nie powinien się móc pokazać publicznie bez towarzystwa znieważających transparentów. No, jest nas zwyczajnie za mało.

      Szczerze mówiąc, wartość akcji w miesięcznice — kiedy je zaczynaliśmy w marcu — widzieliśmy również w tym, że jest to także eskalacja nacisku i również w kontekście “lżenia Dudy” tę wartość widzieliśmy sądząc — jak się dotychczas okazuje, dość słusznie — że to ma szansę “wkurzyć Kaczora”, wyprowadzić go z równowagi i sprowokować błędy.

      Tu jesteśmy w sytuacji o tyle lepszej, że rzeczywiście wszystkie objawy Kaczyńskiego sugerują, że on tej konfrontacji z nami nie jest w stanie wytrzymać. Zrobiono naprawdę sporo, żeby się nas stamtąd pozbyć. I my dość sporo wygraliśmy. Moglibyśmy zdecydowanie więcej, gdyby media zechciały spróbować zrozumieć, o co w tej zabawie chodzi i ją jakkolwiek sprawozdać, ale i tak bez nich zrobiliśmy zdumiewająco wiele. Po kilku agresywnych “natarciach” ze strony smoleńskiego ludu — zorientowali się (filmy rozeszły się po sieci, nie było ich w mediach poza Wyborczą), że to im się nie opłaca, więc wyraźnie się postarali ukrócić takie zachowania. To jednak oznacza, że w żadnej przemowie nie wolno nas nazwać zdrajcami i używać całej tej tradycyjnej frazeologii. Nas nazywają “wrogami” i “przeciwnikami” — ale nie zdrajcami, gorszym sortem itd. Ilekroć takie słowa pojawiają się w ustach Kaczyńskiego, tłum reaguje agresją i on się musi, biedak, pilnować. Ostatnio zmusiliśmy ich do zawarcia z nami porozumienia — nie potrafię podać innego przykładu, w którym PiS paktowałby z opozycją, godził się na ustępstwa i w dodatku ich przestrzegał. Znów — szkoda, że nikt się o tym nie dowiaduje, ale trudno. Pojawił się przy okazji kolejny, wcześniej przez nas nieprzewidziany cel akcji i jest nim obudzenie etosu dziennikarskiego 😉

      Wracając zaś do samych miesięcznic — zobaczymy, co będzie w październiku. Wrześniowa miesięcznica nie należała do udanych z perspektywy PiS. Kaczyński i całe jego otoczenie rzeczywiście tym razem wyglądali pogrzebowo i strasznie depresyjnie. Być może to była zapowiedź rzezi w PiS, którą Kaczyński rozpoczął nazajutrz na pisowskim kongresie, ale może był to skutek naszej obecności, której oni nie potrafili zaradzić. Trudno powiedzieć — zobaczymy następnym razem.

      Tak czy owak wariant łagodny z ich strony pozostaje nadal możliwy i oczywiście świadczyłby o ich rozsądku. Ale długo utrzymać się go nie da. Nadchodzi rocznica i my tam będziemy. Nie pozwolimy się zepchnąć. Będą musieli negocjować z nami możliwość jej przeprowadzenia. To jest sytuacja, której sam nie umiem sobie wyobrazić, ale ona niewątpliwie nadejdzie. Pracujemy w tej sprawie właśnie w tej perspektywie. O ile dotąd właściwie zależało mi na ostrych dysproporcjach ilościowych między nimi i nami — bo to pokazywało siłę indywidualnego protestu — o tyle teraz jednak musimy doprowadzić do tego, żeby przed rocznicą zaczęły się tam z nami pokazywać jednak setki ludzi i żeby perspektywa zebrania w rocznicę kilku tysięcy demokratów stała się realna.

      Jakieś przesilenie w rocznicę nastąpić musi. Jeśli PiS się wycofa i będzie łagodnie — dobrze! Będą przemowy pisowskie i będą nasze. Zobaczymy.

      Odpowiedz
  • 13 września, 2016 o 13:48
    Permalink

    Sprawą niesłychanie ważną – moim zdaniem kluczową – jest równouprawnienie mniejszości seksualnych. Kwestię tę – przy wszystkich różnicach – skojarzyłbym z walką abolicjonistów czy sufrażystek. Walka o równouprawnienie musi być jednym z haseł na sztandarze każdego ruchu czynnie kwestionującego tyranię. Dlatego ORP nie może unikać – tak jak unika KOD i każda partia w Polsce – rzeczowej dyskusji o politycznym wymiarze braku praw obywatelskich dla osób o orientacji LGBTQ.

    Odpowiedz

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *