Kolejna rozprawa ORP. Serial z marnymi aktorami w policyjnych mundurach

Z serii rozpraw, jakie policja wytacza demokratycznej opozycji za to, że ta sprzeciwia się pełzającemu zamachowi, można by już ułożyć serial reality. Policjanci marnie grają prokuratorów i świadków. Na szczęście poziom trzymają sędziwie i oskarżeni
 
Za co można trafić przed sąd? Powodów jest wiele. Staniecie na ulicy z transparentem, albo będzie próbowali wejść do Sejmu. Można trafić też za wznoszenie okrzyków, które nie podobają się komuś, kto należy do szerokiego grona kierowniczego „dobrej zmiany”, a nawet – jak pokazuje rozprawa z 17 maja – za próbę sprzeciwu wobec przemarszu neofaszystów przez Warszawę. Marszu nazywanego przez policjantów legalnym.
 

29 kwietnia 2017 roku przez Warszawę przeszła manifestacja ONR, podczas której wykrzykiwano rasistowskie i ksenofobiczne hasła. Przeciwko marszowi protestowało ponad sto osób. Dziewiętnaście z nich jest obwinionych o utrudnianie przebiegu niezakazanego zgromadzenia, za co grozi im kara ograniczenia wolności lub grzywny (art. 52 par.2 pkt 1 kw).

 
Na ostatniej rozprawie stawiło się siedmiu obwinionych i pełnomocników. Oskarżyciel Judyta Prokopowicz, w stopniu – nomen omen – aspiranta. Wezwano też siedmiu świadków w policyjnych mundurach. Jeden nadesłał usprawiedliwienie. Reszta, niestety dla nich, musiała stanąć twarzą w twarz z oskarżonymi. I o ile jeszcze na ulicy, w harmidrze przepychanek, mogli mieć wrażenie, że służą dobrej sprawie. O tyle w sali sądowej, jeśli mają choć cień refleksji, nie mogli mieć wątpliwości, że coś jest nie tak z ich szefami, skoro wysyłają ich chronić bandytów i zeznawać przeciw spokojnym, kulturalnym, wykształconym i pełnym empatii ludziom.
 

 
Policjanci najczęściej niewiele pamiętają, nawet gdy byli dowodzącym. Nie wiedzą, nie pamiętają lub przypuszczają. – Prawdopodobnie ONR skandował hasła, ale nie pamiętam jakie. Nie zwracałem uwagi na marsz ONR i na hasła, które wykrzykiwali – zeznawał Rafał Jankowski, który kierował jednym z pododdziałów.
 
CZYTAJ TEŻ: Chcieli zatrzymać faszyzm. Trwa zbiorowy proces za blokadę marszu ONR
 
Niestety, jeśli już policjanci podają jakieś fakty, to mówiąc językiem eufemistycznym, mijają się z prawdą i to nie o centymetry. Na przykład, gdy twierdzą, że natychmiast zaczęli legitymować ściągniętych z ulicy. Jest to nieprawda, co widać na filmie, który nagrałem z tego wydarzenia w kwietniu ubiegłego roku. Ponad godzinę kilkanaście osób z Obywateli RP i z drugiej strony kilkudziesięciu młodych ludzi z organizacji antyfaszystowskich było trzymanych za kordonem, bez możliwości siadania, bez picia. Legitymowanie, które przypominało strajk włoski policjantów, też nie trwał krótko.
 

 
Dzięki mecenasowi Adamowi Ploszce udało się ustalić przynajmmniej jedno, że policjanci wiedzą jak wygląda krzyż celtycki i czyim jest emblematem. Że mieli kiedyś takie szkolenia. Nie będzie więc im już teraz łatwo wytłumaczyć, czemu swoje wszystkie działania koncentrowali na blokujących marsz, a nie na tych, którzy szli pod faszystowskimi hasłami.

To nie koniec tego serialu rozpraw. Z pewnością, kiedyś na jego podstawie, gdy wróci normalność, powstanie wiele prac magisterskich, doktorskich i habilitacyjnych na wydziałach prawa, historii, politologii i psychologii. Na razie jedyne co możemy to opisywać, wspierać zatrzymanych i protestować.

Wojciech Fusek


Walczymy z mową nienawiści. Wesprzyj nas, żebyśmy mogli działać!


Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *