Dość!

Polska i jej problemy to zbyt poważna sprawa, by je zostawić politykom.Mówię o politykach obu stron polskiej wojny, choć stoję w tej wojnie po jednej z nich i to tak twardo, jak tylko potrafię

Mówię to wiedząc świetnie, jak nikłe mamy szanse jesienią, kiedy kolejna kadencja PiS stanie się faktem już bez niemal cienia wątpliwości. Rozwiązanie polskich problemów jest jednak możliwe. Powstrzymanie populistów również. Tyle, że to się jednak niemal na pewno nie stanie. Przykro mi. Wiem, że większość demokratów to zaskakuje, ale akurat Obywatele RP od zawsze wiedzieli, z czym mierzymy się naprawdę i większych złudzeń nie mieli nigdy.

Dlaczego?

Patrzę na komentarze po wyborczej klęsce, której nijak nie da się przypudrować. To wina Biedronia, bo rozbił głosy, oraz „ciemnego ludu”, który znów dał się omamić propagandowym łgarstwom i politycznemu przekupstwu „sprzedając wolność za jałmużnę” z publicznej kasy. To samo z grubsza mówiono po klęsce z 2015 roku i po wyborach samorządowych, choć postanowiono je uznać za sukces opozycji, nie bacząc na fakty. U nas jest wszystko ok. To tylko wyborcy są do kitu. „Ciemnogród”, sprzedajna, roszczeniowa „hołota”. Plugastwa tego rodzaju wypowiadają o współobywatelach demokraci…

I póki je wypowiadają, ich szanse wyglądają marnie.

Wina Biedronia, Sekielskiego, Jażdżewskiego i wielu innych miała polegać również na tym, że wszyscy oni zintegrowali PiS i zmobilizowali jego elektorat „nieodpowiedzialnie radykalnymi” hasłami. Nikt nie zauważa, że po stronie demokratów są tacy, dla których „radykalne tezy” Biedronia, Jażdewskiego oraz Sekielskiego są tak ważnym postulatem, że chowanie ich pod dywan jest uważane za zdradę i odbiera polityce wszelką wiarygodność. Nie tylko Kościół jest jednak tematem tabu. Węgiel również. Tu także „radykałowie” odbierają koalicji poparcie np. na Śląsku. Takich tematów jest bez liku i dotyczą one wszystkich w zasadzie ważnych w Polsce spraw, jak choćby wiek emerytalny, o którym nie wiemy, czy go na powrót podwyższyć, czy pozostawić na obniżonym przez PiS poziomie. Nikt nie chce nawet pomyśleć, że istnieje, musi istnieć  sposób budowy frontu demokratów, w którym da się połączyć zarówno rzekomych „radykałów”, jak i tych podobno „umiarkowanych”, których radykałowie odstraszają. Zamiast tego w obozie demokratów ma panować zdyscyplinowane milczenie we wszystkich sprawach ważnych. Okazało się to właśnie receptą na klęskę, ale wniosków uparliśmy się nie wyciągać i co więcej uparliśmy się ignorować te, które leżą na stole.

PRZECZYTAJ TAKŻE: Kult długiego słupka

Wszyscy polscy mędrcy będą więc co prawda wytykać błędy w kampanii, sugerować poprawę „technik komunikacji” i podobne duperele, a czasem nieśmiało nawet zmianę lidera – ale nadal będą mówić o koniecznej mobilizacji, o wojnie kultur, a wspierać będzie to wszystko internetowe pokrzykiwanie na „pisowską hołotę”. Nie wolno będzie krytykować „naszych”, bo to dywersja w obliczu wroga; nie wolno będzie formułować wyraźnych oczekiwań programowych, bo każde z nich grozi utratą poparcia tych, którzy sprawy widzą inaczej; wszystko, co w Polsce jest do załatwienia dzisiaj trzeba zmilczeć, bo najpierw musimy odsunąć PiS, zatem „wszystkie ręce na pokład”. Problem w tym, że one na pokładzie są już od bardzo dawna. I ich nie wystarcza, co nam po raz trzeci z rzędu pokazano w przegranych wyborach. Problem nie w rękach – problem mamy z głową.

Dorzuć swoją cegiełkę do walki o demokrację i państwo prawa!

Tylko dzięki Twojej pomocy będziemy mogli działać.

Wspieram z pełnym przekonaniem

Póki polskie elity polityczne i intelektualne, w tym zwłaszcza media będą bezrefleksyjnie brnąć w ten ślepy zaułek, uwiąd demokracji będzie postępował, a demokraci przestaną się czymkolwiek różnić od swoich populistycznych przeciwników – poza tym wszakże, że oni są wiarygodni, a „nasi” stanowią absolutny wzorzec cyników, w których zapewnienia może uwierzyć wyłącznie ktoś, kto zapadł na całkowitą amnezję. Politycy nawet tego nie są w stanie przyjąć do wiadomości, że nie bez podstaw w zbiorowej pamięci Polaków to PiS jest dziś jedyną partią, która dotrzymała swych najważniejszych, strategicznych obietnic. Wszyscy inni natomiast po prostu łżą.

Brniemy w wojnę kultur, choć uderzyliśmy właśnie w ścianę i okazano nam twardy dowód, że nie tylko nie możemy jej wygrać, ale już nawet żadna racja nie stoi po naszej stronie, póki do boju prowadzą nas ci, którym nikt nie wierzy. Tu się nawet polec z honorem nie da, bo sztandar mamy mocno fałszywy i cynicznym picem zalatuje od niego na kilometr.

Nowa umowa społeczna i program narodowej zgody

Program Obywateli RP od dawna da się streścić właśnie w ten sposób, choć od zawsze widziano w nas kogoś zupełnie innego: radykalnych i twardych bojowców antypisowskiej opozycji. Utrwalały ten nasz wizerunek zarówno media prawicy, jak niezależne media liberalne. Wolno nam było dokonywać aktów najczęściej zresztą rzekomego, albo przynajmniej przecenianego bohaterstwa na ulicach i wtedy chętnie nas doceniano, nasze projekty politycznej i społecznej zmiany są już jednak konsekwentnie ignorowane. Czy jest w tym intencjonalna cenzura, czy pozbawiona premedytacji bezmyślność, wychodzi na jedno.

O przyszłości Konstytucji słyszymy rzadko. Najpierw jej po prostu broniliśmy, a przynajmniej wielu z nas tak twierdziło – i dlatego uznawaliśmy, że jest nienaruszalna. Potem jednak – przy okazji np. europejskiej waluty – zdaliśmy sobie sprawę, że nie wszystko jest w Konstytucji święte. W niektórych kręgach wątpliwości wzbudzał także np. Art. 18 i zawarta tam definicja hetero-normatywnego małżeństwa, a jest takich wątpliwych zapisów więcej i są one bardzo różnego rodzaju. Bezpieczniki demokracji – kolejny powód do zmian, w tym także zasadniczych, dotyczących najważniejszych instytucji władzy i relacji między nimi. Temat jest nadal „politycznie niebezpieczny”, a przy tym nie wydaje się „sexy”, więc nieczęsto zajmuje czyjąkolwiek uwagę, choć powinien – bo np. zwykłe przesunięcie kadencji Sejmu i Senatu, bardzo zasadniczo zmieniłoby oblicze polskiej polityki. Pomysłów zmian byłoby dzisiaj prawdopodobnie wiele – choć niewiele o tym wiemy, bo one dyskutowane nie są.

PRZECZYTAJ TAKŻE naszą propozycję na jesienne wybory do parlamentu

Konstytucja jest jednak również umową społeczną między obywatelami. Ta umowa musi zostać świadomie zawarta, jeśli istotnie wszyscy mają ją szanować i bezwzględnie jej przestrzegać. Skoro zaś jesteśmy właśnie świadkami odrzucenia konstytucji przez może nawet większość rodaków, to jest to dobry powód, by umowę społeczną w Polsce spróbować zawrzeć na nowo. O jakości konstytucji świadczy nie tylko doskonałość jej zapisów, ale właśnie powszechność zgody co do tkwiących w nich zasad wspólnoty.

To właśnie proponujemy – konstytucyjną umowę społeczną – ale nie tylko konstytucyjną. Do rozwiązania pozostają również inne, po prostu nabrzmiałe kwestie społeczne, które domagają się rozwiązania w społecznej debacie zakończonej porozumieniem. Proponowany przez nas obozowi demokratycznemu program właśnie w ten sposób określa zadanie parlamentu, w którym oczywiście władza PiS musiałaby się skończyć, ale którego misją byłoby nie odsunięcie PiS, ale zakończenie polskiej wojny pokojem ustalającym powszechnie przez obywateli akceptowany ład państwa i stojące u jego podstaw wartości. Nazwaliśmy więc ten parlament Konstytuantą. Adam Szłapka – jedyny polityk, który poza nami tak formułował polityczne cele demokratów – wybrał chyba szczęśliwszą nazwę Sejmu Wielkiego. Tak czy owak, chodzi o program narodowej zgody. Sejm Wielki dokonałby reformy ustrojowej kraju i podjął kilka innych kluczowych decyzji, po czym rozwiązałby się, rozpisując nowe wybory, a demokracja w Polsce – zresetowana – ruszyłaby na nowo.

Program Obywateli RP zawiera dość pokaźną, choć nie przesadnie długą, listę spraw, których rozwiązanie jest kluczowe dla stabilności ustroju praworządnego państwa i bezpieczeństwa praw jego obywateli – w tym np. praw socjalnych. Byłyby one zadaniami Sejmu Wielkiego. To właśnie sama lista tych spraw – a nie propozycje konkretnych rozwiązań – byłaby dla demokratów wspólna. Wspólna byłaby również umowa co do sposobu ich rozstrzygania. Z poszanowaniem debaty z udziałem obywateli, z poszukiwaniem konsensusu, z zasadą decydowania w sposób zastrzeżony dla konstytucji, z zagwarantowanym stanowiącym głosem obywateli.

Za przykład weźmy aborcję. Jest jasne, że w Polsce ten problem nabrzmiewa i samo to jest groźne, niezależnie od tego, jaki każdy z nas ma tu pogląd. Inicjatywy ustawodawcze zarówno domagającej się zakazu aborcji Kai Godek, jak żądającej pełnej liberalizacji Barbary Nowackiej prowadzą za każdym razem do politycznych wstrząsów zdolnych zachwiać każdą władzą. Każda władza – czy jest to PiS, czy PO/PSL – zamiata więc temat pod dywan. W programie Obywateli RP rozstrzygnięcie sporu o aborcję zajmuje więc ważne miejsce. I choć niemal na pewno ogromna większość z nas, o ile nie wszyscy opowiadamy się zdecydowanie za powszechną dostępnością aborcji, to jednak nie uważamy, że w programie nasze zdanie jest ważne. Wymieniamy sprawę aborcji jako konieczny temat decyzji, biorącej pod uwagę wszystkie strony sporów. Domagamy się podjęcia wiążącej decyzji przez obywateli, a nie podjęcia decyzji, która podoba się nam.

Sejm Wielki miałby za zadanie wypracować konsensualne rozwiązanie lub przedstawić alternatywy, jeśli konsensus nie okaże się możliwy. Odpowiednia prawna regulacja byłaby następnie przedmiotem społecznej debaty zakończonej referendum, uzupełnionej panelami obywatelskimi, by uniknąć populistycznych ekscesów w rodzaju referendum brexitowego. Prawo o aborcji – jako fundamentalnie ważne rozstrzygnięcie dotyczące podstawowych praw człowieka – miałoby charakter tzw. ustawy organicznej. Nie wolno byłoby jej zmieniać zwykłą większością głosów. Sprawy tej rangi nie mogą zależeć od chwilowych politycznych koniunktur, czy kaprysu biskupów.

Obywatelski wolny wybór

W wyborach do tak pomyślanego parlamentu nie przynależność partyjna powinna się liczyć, ale stosunek do listy tego rodzaju zagadnień ustrojowych i społecznych. Konkretna odpowiedź – tak lub nie – na pytania dotyczące wszystkich spraw fundamentalnych. W sprawie aborcji – by przy tym przykładzie pozostać – w obozie demokratycznej reformy mogą i powinni się znaleźć zarówno zwolennicy liberalizacji, jak utrzymania obecnego tzw. „kompromisu”, być może także nawet zwolennicy zakazu – o ile tylko zgodzą się, że rozstrzygać ma debata i głosowanie powszechne, którego wynik będzie również dla nich wiążący.

To taki powinien być naszym zdaniem cel obywatelskiego ruchu i formowania demokratycznego frontu, który z samej natury demokracji musi być pluralistyczny i musi akceptować spór również w tak zasadniczych i wybuchowych sprawach, jak przywołana tu za przykład aborcja. Motorem zmian może tu być wyłącznie ruch obywatelski – niestety nie partie rządzone partykularnym interesem liderów, na który w wodzowskim ustroju nikt nie ma żadnego demokratycznego wpływu.

PRZECZYTAJ TAKŻE: Najdłuższy spot wyborczy w historii

Słowo „prawybory” jest w polskiej polityce zakazane – choćby słowami Grzegorza Schetyny o tym, że „trzecia droga nie istnieje”, istnieje tylko Koalicja Europejska i twarde zjednoczenie po to, by najpierw odsunąć PiS, a potem ewentualnie pogadać o reszcie. To zakazane słowo oznacza zaś tworzenie wspólnego frontu demokratów głosami wyborców wyłaniających wspólną listę, a nie w drodze gabinetowych, niejawnych targów partyjnych bossów, które potem w plebiscytarnym głosowaniu mamy zaledwie potwierdzić. To zatem jest całkiem po prostu kwestia demokratycznych pryncypiów, ale nie tylko. To również kwestia wiarygodności polityki, a za wiarygodność dostaje się premię silniejszą niż za zjednoczenie. To także kwestia sumowania elektoratów, a nie wzajemnego ich demobilizowania – w czym absolutnym mistrzem okazała się właśnie KE pod wodzą PO. Na wspólnej liście jest wtedy miejsce dla jawnie deklarujących swoje poglądy np. w sprawie aborcji zwolenników liberalizacji i „kompromisu”. Znaleźliby się na niej nie dzięki unikom w deklaracjach, ale właśnie dzięki twardemu obstawaniu przy programowych postulatach. Zwolennicy konkurencyjnych poglądów mogą zasilić obóz reformy – a nie zniechęcać się wzajemnie.

Międzypartyjne, otwarte prawybory właśnie na tym polegają, by o miejsce na wspólnej liście trzeba było walczyć w politycznej konkurencji i by do jego uzyskania potrzebna była nie wyłącznie nominacja partyjnych szefów, ale poparcie wyborców.

Tak się nie stanie

Przegrywamy nie dlatego, że po stronie PiS stoi tłum ludzi niedorosłych do demokracji. Dlatego, że do demokracji nie dorośliśmy my.

Dociera do nas zawód przegranej KE i być może widzimy, że jej twórca i lider, Grzegorz Schetyna cierpi na pewne – mówiąc oględnie – niedostatki wizji i charyzmy. Rozglądamy się więc za nowym liderem, wymarzony wydaje się nam Tusk, 6% z nas nadzieję dostrzegło w Biedroniu. Póki to w liderach widzimy nadzieję, żadnej nadziei dla nas w rzeczywistości nie będzie. Póki będziemy – po obu stronach zresztą – dawać się zaganiać do politycznych zagród, póki będziemy gotowi rezygnować ze wszystkich wartości w imię strategii popierania najsilniejszego, póki aktywnie będziemy zwalczać konkurencję dla lidera – lider będzie zawsze słaby i zawsze bez programu. Tyle powinni wiedzieć demokraci, że to w konkurencji idei i w sporze między nimi, a nie w zdyscyplinowanej, monopartyjnej jedności, wyrasta jakość. Cynizm Schetyny nie jest najpoważniejszym problemem. Co by nie mówić, Grzegorz Schetyna jest rozsądnym człowiekiem. Zrobi, co mu się opłaca. Ani wizji od niego nie wymagamy, ani programu, ani skuteczności nastawionej na cel inny niż umocnienie własnej pozycji kosztem potencjalnych konkurentów z tej strony wojny, która również mu się opłaca, bo nie trzeba w niej ani nic umieć, ani niczego robić. Wystarczy powtarzać, że PiS jest złem najgorszym, a PO jest jaka jest. Cyniczny polityk będzie tańczył, jak mu zagramy. Uparliśmy się jednak nie grać wcale, uparliśmy się , żeby Schetynie grał Kaczyński, skoro sam Schetyna nie umie, a my nie chcemy. Więc mamy, co mamy. Pewną kolejną kadencję PiS.

I ja sam, i przyjaciele z Obywateli RP wiemy bardzo dobrze, że opowiadanie mrzonek o froncie demokratów, prawyborach i narodowej zgodzie, skazuje nas wciąż na wariackie papiery. Szok wyborczej przegranej powinien skłaniać do myślenia i szukania innej drogi – ale nikogo z nas nie zaskakuje, że dzieje się inaczej. Diagnozę przyczyn kryzysu demokracji postawiliśmy dawno i nie dziwią nas w żadnym stopniu jego kolejne objawy. Dla politycznych partii opozycji, dysponujących kadrami, strukturą i niemałym budżetem publicznych pieniędzy nie ma niczego nierealnego w projekcie prawyborów. Niczego specjalnie trudnego nie ma w projekcie konstytuanty i porozumienia ponad wojennymi okopami. To wszystko jest wyłącznie kwestią woli i decyzji przełamujących krótkowzroczny egoizm, do których trzeba wyłącznie odwagi.

Dla nas, niewielkiego, choć nieproporcjonalnie rozpoznawalnego ruchu obywatelskiego, te cele pozostają utopią. Etykietę naiwnych marzycieli akceptujemy, jak ją akceptowaliśmy zawsze, bo nie pierwszy raz zostajemy sami, poza opozycyjnym mainstreamem.

Ockniemy się wszyscy jesienią w koszmarze, który nastąpi niemal na pewno. Wtedy nasze wariackie papiery zamienią się w certyfikaty przyzwoitości. To słaba pociecha, bo zbyt wiele szans zaprzepaścimy, zbyt wielki dorobek zmarnujemy. Trudno, robimy swoje.

Paweł Kasprzak


P.S.: By polską wojnę skończyć, trzeba się przestać dawać wodzić za nos jej generałom. Tuwim ujmował to tak:

20 myśli na temat “Dość!

  • Maj 28, 2019 o 03:43
    Permalink

    Te rozpaczliwe i nieudolne próby reformowania od środka organicznie niereformowalnego systemu wzbudzają u mnie już tylko współczucie. Takie systemy można obalać albo bojkotować czekając na ich samoistny rozkład (jak z komuną). Polsce nigdy nie było demokracji lecz partyjna dyktatura, która z fasadowej wielopartyjności przechodzi właśnie w fasadową dwupartyjność, by w końcu zaowocować rzeczywistą monopartyjnością, której ucieleśnieniem i szczytową formą jest właśnie PiS. W tworzącej się “dwupartyjności” każda “partia” będzie zdobywać absolutną większość, a mając dodatkowo Prezydenta i TK na swoich usługach, będzie dzierżyć de facto absolutną władzę (nawet wtedy gdy będzie w “opozycji”). A dotyczy to “partii” pozbawionych jakiejkolwiek reprezentatywności (brak obywateli we własnych szeregach) oraz demokratycznej legitymizacji do sprawowania władzy (brak wolnych wyborów w których obywatele mogą kandydować, zgłaszać własnych kandydatów i wybierać swoich autentycznych przedstawicieli do ciał reprezentacyjnych państwa).

    Ten system zarówno nierządom jak i “opozycji” bardzo pasuje i nikt przeciw dyktaturze partyjnej w państwie nie protestuje. I to jest prawdziwe tabu. Reszta to jest oczywisty rezultat tego stanu rzeczy.

    Odpowiedz
  • Maj 28, 2019 o 04:52
    Permalink

    Wydaje mi się, ze Autor jest bardzo przywiązany do swojego pomysłu prawyborów, który miałby uzdrowić i naprawić na zasadzie czarnej magii. Ale tak się nie stanie, jeśli prawybory będą. Magia prawyborów jest podobna do magii JOWów. Oba pomysły są na oko świetne, ale brakuje mechanizmów, dzięki któremu miałyby zadziałać. O ile pamiętam, Tusk zrobił prawybory. Wynik był fatalny. Nie widzę, dlaczego miałby być inny w przyszłości.

    Ustrój kraju funkcjonuje dzięki mechanizmom, a nie dzięki dobrej woli albo rozumowi obywatela. Mechanizm to jest coś, czemu jednostka musi podporządkować. Jeśli się nie podporządkuje, to jest karana. Łatwo widać, ze, szeregowy obywatel jest dyscyplinowany przez rozmaite mechanizmy i obywatel musi się podporządkować, choćby nawet nie chciał. (Przykłady: przymus podatkowy, przymus chodzenia do pracy, albo przymus posłania dziecka do komunii w społecznościach wiejskich.) Te mechanizmy są tworzone przez rozmaite grupy nacisków, jak na przykład Kościół albo politycy. Trochę trudniej dostrzec, ze politycy czy księża tez podlegają mechanizmom i tez nie są wolni w swoich decyzjach. Ale ich wolność jest inna i dużo większa od wolności szeregowych obywateli, ponieważ władza typowo zajmuje się usuwaniem ograniczeń dla siebie, i powiększaniem ograniczeń obywatelskich. Innymi słowy, władza zabiera wolności obywatelom i przypisuje je sobie. Kościół oraz PiS są patologicznymi przykładami tej postawy. Jednak PO tez nie była tu bez winy, choć nie na taką skalę. (Publicysta PIRS regularnie przypomina o tym w Studiu Opinii.)

    Po to, aby ten proces zatrzymać i miejmy nadzieje odwrócić, należałoby go porządnie zanalizować. Trzeba się przyjrzeć mechanizmom selekcji i awansu polityków, włączając w to księży oraz Episkopat. Trzeba by zanalizować mechanizm symbiozy władzy i Kościoła, sięgając do lat ’80. (Prześladowanie Kościoła przez tzw. komunę to jest wygodny mit i kłamstwo.) Trzeba by odpowiedzieć na pytanie, dlaczego liczące się ośrodki władzy są takie do siebie podobne. Trzeba by przeanalizować przyczyny i przebieg upadków inicjatyw politycznych z prawa i lewa. (Losy LPR, Palikota, .Nowoczesnej, albo Razem wydaja się mieć wiele wspólnego. Wiosna najprawdopodobniej dołączy do tej listy.) Trzeba tez do tej listy dołożyć KOD i jego spektakularną degenerację. Na tych przykładach można się uczyć, co na pewno nie działa. Z kolej po stronie pozytywnej są PiS oraz PO, które nie są jednodniówkami. W jaki sposób one to robią, ze się nie rozpadają po jednej kadencji? A także, jaki był mechanizm zjechania PO po równi pochylej po odejściu Tuska. Czy tylko dlatego, ze Komorowski, Schetyna, czy Kopacz byli kiepskimi szefami? A może zadziałało coś jeszcze? Jak głęboko trzeba by poskrobać, żeby zrozumieć katastrofę Komorowskiego? Czego można się nauczyć na tym przykładzie?

    A na koniec lista pytań prokuratorskich, które tez trzeba postawić, ponieważ polityka często balansuje na granicy przestępstwa. Tutaj trzeba jasno rozważyć postępowanie Rosji, oraz powiązania takich osobników jak Kaczyński, Macierewicz, albo Rydzyk. Trzeba rozważyć agenturalna role polskiego Kościoła. Trzeba rozważyć gigantyczna aferę SKOKow oraz mechanizmy finansowania prawicowej publicystyki. To wszystko jest habitatem polskich polityków. Oni w tym egzystują, obracają się na co dzień, i są po szyje unurzani. Znając szczegóły, być może lepiej zrozumiemy swoistą symbiozę PiSu, PO, oraz Kościoła. A także (zapewne) rosyjskiej agentury. To są te prawdziwe mechanizmy, a nie te udawane.

    To wygląda jak program badaczy. Ale nie ma rady. Jeśli ktoś rozważa politykę i formułuje recepty, to powinien się opierać na wiedzy. Nawet, jeśli ta wiedza dostarcza intensywnego smrodu, który niestety z reguły wydobywa się z prawdziwej polityki.

    Odpowiedz
    • Maj 28, 2019 o 17:07
      Permalink

      @narciarz2 A ma Pan pomysł, kto i w jaki sposób miał by przeprowadzić takie badania? O ile zaproponowane przez p. Kasprzaka prawybory i Konstytuanta wydają mi się trudne do przeforsowania, o tyle Pana pomysł brzmi, jak kompletna utopia. Ale być może po prostu nie biorę pod uwagę, jakichś oczywistych rozwiązań, które Pan przewidział w swojej koncepcji?

      Odpowiedz
      • Maj 28, 2019 o 20:20
        Permalink

        Ośrodki studyjne (ang. think tank) to nie jest pomysł ani nowy, ani rewolucyjny. Kiedyś znane było Konwersatorium Doświadczenie i Przyszłość. Ostatnio sporo hałasu narobił Maciej Gdula swoim raportem. To dobry przykład eksperta, którego można by zaprosić. Takich ludzi jest więcej. Dobry ośrodek studyjny powinien liczyć od 10 do powiedzmy piętnastu specjalistów tak na początek. Trzeba zgromadzić ludzi mądrych i godnych zaufania, pozwolić im mówić i pisać, i zwracać uwagę na ich produkcje. Tutaj nie trzeba wyważać otwartych drzwi, bo formy są znane.

        To nie jest żadna “kompletna utopia”. Sam fakt, ze musze to tłumaczyć, jest dowodem upadku polskiej kultury politycznej.

        Odpowiedz
        • Maj 28, 2019 o 22:52
          Permalink

          Zdanie o upadku jest, powiedziałbym, biezmiernie prawdziwe, bo i upadek bezmierny…

          Ma Pan rację, co do diagnozy. Własną zrobiliśmy, jak umieliśmy, nie tyle poprzez badania, co poprzez metabadania, choć i to jest oczywiście określeniem na wyrost. Prawdopodobnie nie znajdzie Pan poza Obywatelami RP — którzy nie są think tankiem — środowiska, które by tego stopnia konsekwentnie próbowało wyciągać wnioski z diagnozy (niepełnej, pewnie) kryzysu demokracji w Polsce na globalnym tle.

          Prawybory z tej diagnozy wynikają. Upieramy się przy nich z różnych powodów, ale jednym z nich wzięcia się za bary właśnie z mechanizmami kryzysu. Wiemy, że zarówno ustrój partii jest chory, jak filwarczny mechanizm psychospołeczny wyborców-klientów partii. Stąd pomysł — tragicznie skonfrontowany z rzeczywistością w trakcie wysłuchań — by prawyborami ukształtować postawę buntu, który (jak to się często buntującym zdarza) prowadzi do wypracowania rzeczywiście funkcjonujących społecznie wartości i postaw i nadanie im instytucjonalnego kształtu “obywatelskiej własności nad polityką”. Ale o ile w sądach daliśmy radę (z kontroli konstytucyjności jestem dumny jak cholera), o tyle z partiami — kompletna porażka.

          Nie wiem, czy think-tanki… Badania… Gdyby zrobić np. o partiach i o samorządach film jak to Sekielskiego… Trzeba by zrobić to o wiele lepiej zdokumentowane, więcej case studies itd. Obraz wychodzi koszmarny, naprawdę trudny do zniesienia, co wiem po sobie i dwukrotnym objeździe w sprawie prawyborów, komitetów wyborców itd. Przy całym własnym pryncypialnym szaleństwie wahałbym się, czy takie rzeczy publikować, bo jest co prawda napisane, że prawda wyzwala, ale moim zdaniem dobry Bóg w tym akurat miejscu mocno przegiął. Prawda wpędza w depresję raczej 😉

          Odpowiedz
          • Maj 29, 2019 o 04:55
            Permalink

            Panie Pawle: właśnie odkryłem Klub Jagielloński. Nie wiem, czy mi jest z nimi po drodze ideologicznie (przedstawiają się jako “republikanie”), ale ich artykuły wyglądają ciekawie. Podlinkowałem dwa artykuły u siebie na stronie FB. Jeden link podaje poniżej. Teza poniższego artykułu jest mniej więcej taka, ze trzeba się zastanowić nad potrzebami i mechanizmami wyborców, a nie nad potrzebami i mechanizmami wybieranych. Kluczowe pytanie “dlaczego wyborcy glosują tak a nie inaczej”, zamiast pytania “jak skłonić wybieranych, aby oni skutecznie przekonywali wyborców do swoich programów”. O ile rozumiem Pana zalecenia, to Pan się raczej skupia nad tym drugim. Jeśli tak jest, to ja widzę dwa problemy. Po pierwsze, Pan próbuje się odwoływać do jakiejś przyzwoitości czy tez profesjonalizmu polityków. A skoro obecni są nieprzyzwoici i nieprofesjonalni, to Pan zaleca, aby w partiach wybrano zamienników. (W drodze prawyborów.) Moim zdaniem ten mechanizm jest zbyt idealistyczny. Taka idealistyczna demokracja panowała w czasie pierwszej “S”, i o mało co nie spowodowała zwycięstwa “prawdziwków”. Tak to niestety działa: gorszy wypiera lepszego, jeśli tylko może. W warunkach swobodnej selekcji wygrywają nie profesorowie, tylko krzykacze. Tak było wtedy, i tak będzie teraz. To jest mechanizm pospolitego ruszenia, czy tez Polski szlacheckiej, jeśli Pan woli. Wyniki były złe zarówno w wieku XVIII, oraz w czasie pierwszej “S”.

            Co by złego nie mówić o obecnych politykach, to jednak są zawodowcy. Byc może lepszy jest taki sobie zawodowiec niż napalony amator. Kleski KODu, Twojego Ruchu, .N, oraz prawdopodobna klęska Wiosny wynikają właśnie stad, ze to są ruchy tworzone przez napalonych amatorów. Podobnie było w pierwszej “S”. Względna stabilność PiSu oraz PO zapewne biorą się stad, ze w tych dwu partiach pracują zawodowcy. Mozna mieć do nich sporo pretensji, ale ich długoletnie kariery dały im szanse wykształcenia się w zawodzie. Pana postulat otworzenia drzwi i wpuszczenia świeżego powietrza może doprowadzić do zwycięstwa napalonej amatorszczyzny. A to byłoby gorsze od tego, co mamy teraz.

            Moim zdaniem, należy się skupić nie tyle na wewnętrznych mechanizmach pracowników kadrowych (czyli polityków), ile na tworzeniu zaplecza oraz mechanizmów wymuszających stosowanie wiedzy. Klub Jagielloński dostarcza przykładu. Byłoby wspaniale, gdyby było więcej takich ośrodków, grup nacisku, oraz grup interesów. Byc może Obywatele RP mogą stać się jednym z nich. Marka już jest i moim zdaniem to jest dobra marka. Moje gratulacje i podziw dla Pana za stworzenie takiego ośrodka.
            https://klubjagiellonski.pl/2019/05/28/koniec-polskiej-transformacji/

          • Maj 29, 2019 o 10:11
            Permalink

            Klub Jagielloński do debaty usiłujemy przyciągnąć od dawna. To konserwatyści, kiedyś chcieli być think-tankiem PiS-u, ale PiS ich nie chciał. Teraz oni by też raczej nie chcieli. Ale — zdaje mi się — ktoś od nich będzie u nas na kongresie programowym na dniach.

            Niezupełnie zalecam wybór zamienników w partiach. Liczę nie na przyzwoitość polityków, liczę na to, że cynizm polityków skłoni ich do pożądanych zachowań, kiedy wymuszą je warunki, a te zależą zwłaszcza np. od mediów. To, co Pan pisze o “idealistycznej demokracji”, to przecież rzeczy bardzo dobrze znane od Platona przez de Tocqueville’a po Arendt i współczesnych. To nie może oznaczać rezygnacji z wyboru, bo jednak — tak przynajmniej sami diagnozujemy sytuację — kryzys demokracji bierze się własnie z poczucia alienacji i tego, że rzeczywisty wybór nie istnieje. Stąd np. w tekście się zastrzegałem, że refendum powinien poprzedzać panel obywatelski itd.

            Inaczej widzę sukcesy i upadki tych wszystich nowych inicjatyw politycznych. Ich pojawianie się i znikanie to jeden z objawów kryzysu i obecnego w ludziach poczucia, że polityka ich nie reprezentuje. To wstedy pojawia się potrzeba “nowego”. Jej głód pokazuje właśnie to, że każdy, kto “nowego” zdoła udać, punktuje natychmiast. Ludzie chcą widzieć “nowe” i widzą. Późniejszy rychły upadek to w jakimś sensie właśnie efekt “profesjonalizacji”. Rzeczywistej lub pozornej — bo tu ani “nowość”, ani “profesjonalizacja” nie są autentyczne, a tylko tak to postrzegają ludzie, widząc jak “nowi” wchodzą w negocjacje, koalicje itd. Z KOD-em to jest jeszcze trochę inna historia.

          • Maj 29, 2019 o 11:12
            Permalink

            “Spluwaczki wyborcze” – tak nazywam te kilkumiesięczne efemerydy wyborcze, które pojawiają się w każdych wyborach, mają żywotność nie większą niż jedna kadencja i dodają 5-6% frekwencji w każdych wyborach przyciągając najbardziej odrażonych wyborców. Palikot w trzech odsłonach, Korwin-Mikke w 30 odsłonach, Kukiz, Petru, Razem, teraz Biedroń. W 2014 roku spluwaczki wyborcze zdobyły w sumie 25% głosów co razem z wyeliminowaniem 1,6 miliona głosów na ZLEW dało PiS-owi bezwzględną większość.

            Biedroń zaczął wyjątkowo kiepsko, w porównaniu ze swoimi poprzednikami, co wynika chyba z ekstremalnej polaryzacji, nadprzeciętnej ogólnej frekwencji i wyjątkowo niskiej frekwencji wśród najmłodszych “wyborców” pierwszego razu, którzy szczególnie się lubują w formacjach odlotowych (nieważne czy penis w buzi, czy krzyż w odbycie, ważne by było odlotowo i nie te stare pryki z eksponowanych “partii”).

            Od dawna też uważam, że te “spluwaczki wyborcze” to objaw fasadowości polskie “demokracji”. Zero członków, zero struktur, zero programów, zero doświadczeń, zero treści. Wystarczy jeden nowy, czy raczej odświeżony i sprzedawany jako nowy ryj na wizji dla stworzenia “formacji” i ściągnięcia skrajne obrzydzonych “wyborców”.

          • Maj 30, 2019 o 04:00
            Permalink

            Panie Pawle:
            pod Pana następnym wpisem nie ma “odpowiedz”, wiec odpowiadam tutaj. Okazuje się, ze KE przegrała przez tupolewizm. Nie można uratować ludzi, którzy z uporem i na ślepo kierują swój wehikuł prosto w w ziemię. Czy będą prawybory, czy tez nie, jakoś-to-będzizm doprowadzi do katastrofy. (Innymi słowy, nie należy się dopatrywać spisków tam, gdzie wystarczającym wytłumaczeniem jest zwykła głupota.) Poniższy artykuł opisuje tę sytuację.

            Na Pańskich proponowanych konferencjach być może należy się domagać przede wszystkim wysokich zawodowych standardów. Jak na razie wygląda na to, ze PO nie wyciągnęła żadnych pozytywnych wniosków z katastrofy Komorowskiego, i podobnymi metodami doprowadziła do kolejnej katastrofy. Tych ludzi po prostu nie można uratować. Szkoda, ze przy okazji ucierpią niewinni pasażerowie.
            https://www.newsweek.pl/polska/polityka/bledy-kampanii-ke-przegrala-na-wlasne-zyczenie/ge94fzp

  • Maj 28, 2019 o 07:03
    Permalink

    Pytania pytania pytania
    Jak dotrzeć do tych umysłów trwale edukowanych przez światłe umysły duchowieństwa. Jak dyskutować, spierać się demokratycznie kiedy już w podstawie poziomu rozumienia wielu spraw nie ma linii równości.
    Nie wiem gdzie znaleźć odpowiedź i lekarstwo na te braki edukacyjne.
    Jesteśmy zagubieni bo wszystko poszło w kierunku ślepej uliczki. Mówi się że aby się odbić trzeba sięgnąć dna co dzisiaj brzmi niemal prześmiewczo. Co by nie było to właśnie Kaczyński, którego od 20 ponad lat oceniłem za złodzieja i intryganta politycznego wciągając nas na to dno zmusza nas do podjęcia wyzwania o którym pisze i mówi Pawł.
    Nie wiem dzisiaj co się musi wydarzyć aby wstrząsnąć również i nami, żyjącymi sobie dość wygodnie, w pewnej inercji osiągniętego lepszego bytu. Zabiera nam się prawo głosu krok po kroku. Może nam trzeba i ten byt pogorszyć

    Odpowiedz
  • Maj 28, 2019 o 09:45
    Permalink

    Prawybory to nie czarna magia, tylko klasyczny instrument wewnątrzpartyjnej demokracji, w niektórych krajach, jak u sąsiada Niemcy, absolutnie obowiązkowy. Żadna partia w Niemczech nie zarejestruje swojej listy lub kandydata do wyborów bez udokumentowanego zjazdu prawyborczego spełniającego wszystkie normy demokracji. Dodatkowo obowiązuje całkowity zakaz wpływania na przebieg zjazdu i wybór kandydatów jakichkolwiek innych niż lokalna organów partii.

    Taki obowiązek powinien i w Polsce obowiązywać, bo jak widać naocznie nie tylko Niemcy potrzebują bezpieczników chroniących państwo, demokrację i społeczeństwo przed wynaturzeniami organizacji o charakterze nazistowskim, bolszewickim, czy innym wodzowskim.

    Różnica postulatu Gospodarza tkwi w tym, że nie chodzi mu o prawybory w sensie demokracji wewnątrzpartyjnej, lecz o prawybory w sensie konsolidacyjnym w celu wyłonienia wspólnej listy “opozycji” weryfikowanej oddolnie przez obywateli, a nie przez centrale partyjne. I tu tkwi pewna naiwność pomysłu, bo pomysł uderza w istotę działania partii nomenklaturowych. Liczenie, że te partie poddadzą się temu dobrowolnie przypomina płonne nadzieje, że członkowie i kierownictwa mafii kryminalnych przyjmą dobrowolnie śluby ubóstwa i czystości i się usuną dożywotnio do klasztorów pustelniczych.

    Tak więc Pan Kasprzak jest skazany na walenie grochem o ścianę, wołanie na puszczy i walenie głową w betonowy mur.

    Moim zdaniem, dużo sensowniejsze byłoby stworzenie czegoś w rodzaju “Kodeksu wewnątrzpartyjnych prawyborów”, przygotowanie projektu ustawy o działaniu partii politycznych, która kodyfikowałaby parę obowiązkowych mechanizmów wewnątrzpartyjnej demokracji (nie tylko obowiązek prawyborów, ale również aspekty jawności, uzależnienie finansowania partii od ich liczebności i poszanowania zasad demokratycznych), a następnie lobowania takiego projektu wraz z organizacjami zaprzyjaźnionymi w środowiskach politycznych. Tych starych dla formalności i dla uzyskania “szczerego” stanowiska, i jeszcze bardziej, tych nowych, które chcą budować, czy choćby udawać nowe twory polityczne odróżniające się od starych. Po ewentualnym obaleniu dyktatury nomenklatur partyjnych, taki projekt powinien być jednym z kilku filarów zmian ustrojowych, które tak ja w Niemczech prawnie wykluczą możliwość działania niedemokratycznych i nieobywatelskich organizacji politycznych. Skoro w wielu krajach zachodnich tak można, to dlaczego nie można tego w Polsce?

    Odpowiedz
    • Maj 28, 2019 o 10:41
      Permalink

      Projekt ustawy o partiach jest w naszym programie. To jeden z istotnych i chronologicznie pierwszy punkt programu konstrytuanty. Programów jest od cholery, mniej jest wskazania instrumentów zmiany. Partii przekonać się nie da. Proponuje Pan ustawę — kto wygra wybory i uchwali ją w parlamencie? Partie? Zostaną sędziami we własnej sprawie?

      Tak czy owak, instrumentem może być raczej wyłącznie nacisk zorganizowanej opinii publicznej. Tu mamy pewne osiągnięcia za sobą. Np. kontrolę konstytucyjności w sądach powszechnych. Projekty w tej sprawie można było z góry schować. Perswadować i edukować do śmierci. Wystarczyło, by kilkaset osób złamało niekonstytucyjne przepisy i dziś prawo sądów do orzekania wprost z konstytucji jest powszechnie uznawaną i realizowaną normą. O ile wiem — dość unikalną w Europie.

      W sprawie partii nacisk działa natychmiast. Żaden polityk nie będzie umiał publicznie odpowiedzieć, dlaczego koniecznie koalicje i listy muszą być zawierane w gabinetach i pisane przez bossów, a nie wyborców w głosowaniu. “Jedyny” problem w tym, że takich pytań nikt nie zadaje. Robił to dotąd jeden jedyny Jacek Żakowski, a przepytywanym był nie kto inny jak Grzegorz Schetyna. Działało natychmiast.

      Co więcej, jeśli spytać wyborców prawicy, co ich zdaniem w praktyce działania partii jest, a co nie jest do zaakceptowania — będą mieli to samo zdanie, co wyborcy po “naszej stronie”.

      Presja na prawybory ma więc ogromny sens, tworzy szansę uruchomienia potencjału realnej zmiany. Dlatego uważam, że należy na jej rzecz pracować przede wszystkim. Że to trudne na granicy wykonalności — doskonale to wiem, bo od dwóch lat obijam się o ścianę boleśnie, flekowany tym razem głównie przez “naszych”.

      Odpowiedz
      • Maj 28, 2019 o 12:27
        Permalink

        Ja przecież pisałem, że reformy ustrojowe są możliwe dopiero po “obaleniu partyjnej dyktatury”. Problem tylko, że “obalać” jest łatwo, nawet gdy trudno, ale samo “obalanie”, czy inna okazja to rzecz niewystarczająca. Dobrze jest mieć już projekty gotowych rozwiązań lub choćby do kwalifikowanych dyskusji. I tego jest tyle co kot napłakał. W każdej dziedzinie. To miałem na myśli, mówiąc, że lepiej pracować nad projektami, nawet gdy dzisiaj obywatele nie mają w Polsce nic do gadania (i decydowania). A praca nad projektami nie wyklucza też innych działań, jak propagowania prawyborów. Wręcz przeciwnie. Wspaniale je wspiera, uzupełnia, urzeczowia. Otwiera drogę do nowych działań (np. obywatelskie projekty ustawodawcze, które nawet przy torpedowaniu ich przez partie każą ujawniać nieco szersze stanowiska). Funkcje edukacyjne, promocyjne, itd. Tak można by wymieniać bez końca.

        Jak Pan widzi, nawet wśród ludzi podobno wykształconych rzucenie terminów jak prawybory, zasada powszechności, wolności i równości wyborów, trójpodział władzy, bierne i czynne prawo wyborcze i wiele innych to zupełna abstrakcja i “czarna magia”. Hasełka, zaklęcia bez treści i znaczenia. I jak tu się dziwić, że to PiS właśnie odnalazł tajemnicę idealnej władzy,

        Dzisiaj zrodziła się u mnie myśl, że Polska z dużym prawdopodobieństwem zmierza do meksykańskiego modelu władzy (rządy jednej partii wybieranej przez 60 kolejnych lat). Zanikanie nawet pozornego pluralizmu, powstawanie systemu “dwupartyjnego”, trwałe zawłaszczanie instytucji państwa przez wiodącą partię przy wyraźnym odmóżdżeniu i oszołomstwie tzw. “opozycji”, która najwyraźniej dąży do krwawej wojny religijnej przeciwko konserwatywnej katolickiej większości, co czyni tę “opozycję” w praktyce niewybieralną a nierządy PiS-u w praktyce jedynym gwarantem utrzymania skorumpowanego pokoju w kraju – otwiera duże prawdopodobieństwo scenariusza meksykańskiego w Polsce (“demokracji” monopartyjnej nie na kadencje lecz na pokolenia)

        I muszę przyznać, że model meksykański należy uznać za mniejsze zło w porównaniu do modelu pańskiego kolegi Żakowskiego, który w jakimś obłędnym amoku przed trzema tygodniami w swoim Poranku TOKFM nawoływał do wszczęcia wojny religijnej w Polsce w celu, jak zrozumiałem ostatecznego rozwiązania kwestii katolickiej w Polsce.

        Odpowiedz
  • Maj 28, 2019 o 11:05
    Permalink

    Można przewidzieć, że KE poniesie jesienią podobną porażkę jak w wyborach do Europarlamentu. Deklarowanie przywrócenia status quo sprzed stycznia 2016 roku nie tylko nie satysfakcjonuje wyborców ale wręcz budzi w nich gniew. Większość wyborców nie chce rządów PiS-u ale nie chce również powtórki z rządów PO-PSL. Arogancja i jednoczesna polityczna nieudolność Schetyny mają duże znaczenie dla odrzucenia przez wyborców Platformy Obywatelskiej. Ponadto Polacy uświadomili sobie, że tak naprawdę od momentu podpisania Konkordatu rządzi Polską Kościół za pomocą ulokowanych we wszystkich partiach KE katolickich fundamentalistów, zaprzysiężonych na wierność i absolutne posłuszeństwo przez Opus Dei, co oznacza, że dbają oni przede wszystkim o interes Kościoła, mając za nic interes państwa polskiego i Polaków. Prawdopodobnie to nawet nie liderzy poszczególnych partii ale Episkopat i Opus Dei wybierają większość kandydatów na posłów i senatorów, zobowiązując partie do zapewnienia im pierwszych miejsc na listach wyborczych. Część wyborców obawia się, że gdyby jakimś cudem Wiosna zdobyła teraz możliwość samodzielnych rządów i podjęła próbę realizacji swojego programu, Kościół doprowadzi do wojny domowej w obronie swoich politycznych wpływów i dochodów. Tym bardziej, że Kościół od dawna przygotowywał się na taką ewentualność, tworząc organizacje katolicko-faszystowskie, takie jak Młodzież Wszechpolska, czy Narodowe Odrodzenie Polski, w skład których wchodzą liczne, dobrze uzbrojone i wyszkolone do walki z bezbronnym społeczeństwem, bojówki. Po utracie przez Kościół władzy nad Portugalią i Hiszpanią, po skandalach we Francji, Niemczech, we Włoszech i Irlandii, Polska stała się jedynym w Europie krajem całkowicie podległym państwu kościelnemu, zapewniającym Kościołowi znaczne dochody, nie tylko z tzw funduszu kościelnego ale również z tysięcy nie płacących podatków przedsiębiorstw i dużych gospodarstw rolnych korzystających z bezpłatnej pracy bezdomnych. Można się spodziewać, że Kościół będzie bronił swojej obecnej pozycji w Polsce za wszelką cenę. Kiedy Polacy zdali sobie sprawę z hegemonii Kościoła, z tego że elity władzy zaprzedały się Kościołowi i USA, stracili zainteresowanie wyborami, bowiem jakby nie głosowali, to Kościół i tak będzie górą. Marzenie o wolnej, suwerennej, integrującej się z Unią Europejską, cywilizowanej i sprawiedliwej Rzeczpospolitej, legło w gruzach. Zamieniliśmy jednego hegemona na dwóch następnych, czyli Kościół decydujący o polskiej polityce wewnętrznej i Stany Zjednoczone dyrygujące naszą polityką zagraniczną. Stąd ta żałosna frekwencja wyborcza. Biedniejsi Polacy, których jest większość, uważają że rządy PiS przynoszą im przynajmniej jakieś korzyści, podczas gdy ewentualna wygrana KE może jedynie znów zepchnąć biedotę w niebyt, faworyzując urzędniczą klasę średnią. Będą więc głosowali na PiS, mając jednak poczucie beznadziei, jeśli idzie o rzeczywistą naprawę Rzeczpospolitej. Może kiedy Wiosna Biedronia przetrwa falę ataków ze wszystkich stron i wzmocni się na tyle, by skutecznie przeciwstawić się dotychczasowemu układowi władzy, a w Unii Europejskiej znów zdobędą zdecydowaną przewagę przeciwnicy konserwatywnej prawicy reprezentującej też interesy Kościoła, Polacy zdobędą się na bunt i powszechne poparcie dla Wiosny. Nie nastąpi to jednak prędko. Nie ma co gdybać, ale jeśli by KE zadeklarowała konkretne zmiany zapewniające Polakom odrobinę bezpieczeństwa socjalnego i ograniczenie władzy Kościoła oraz gdyby Koalicji nie przewodziła PO, a liderem tej partii był ktoś inny zamiast Schetyny, istniałaby szansa na odsunięcie od władzy PiS. Upór PO w dążeniu do przypodobania się jak najszerszej grupie wyborców sprawia, że już nikt im nie ufa, traktując ich politykę jako czysty koniunkturalizm. Niestety, na przegrupowanie w KE nie ma szans, bo obecny układ sił zadowala Kościół. Wbrew temu co głoszą politycy KE, to nie Wiosna powinna się przyłączyć do Koalicji ale partie wchodzące w skład KE powinny się przyłączyć do Wiosny, jedynego ugrupowania w Polsce, które miało odwagę ujawnić prawdziwe przyczyny porażki demokracji i powstrzymania rozwoju współpracy z Unią Europejską.

    Odpowiedz
  • Maj 28, 2019 o 13:03
    Permalink

    Tekst bardzo ciekawy, jak zwykle Pawła Kasprzaka. Szkoda, że tak brakuje mi czasu, bo dopowiedziałbym to i owo, a może nawet, jak to u mnie bywa, polemizowałbym :).
    Pawle, znowu podkreślę, jak zawsze, prawybory są w mojej opinii wisienką na torcie procesu wyborczego, ale nie w tych warunkach. Byłbym wdzięczny, gdybyś napisał ilu kandydatów po wysłuchaniu przez ORP i rekomendowanych przez ORP weszło do PE?
    Pozdrawiam i pozostaję z szacunkiem.

    Odpowiedz
    • Maj 28, 2019 o 21:26
      Permalink

      Cześć Henryku!

      Tak jak z pewnością podejrzewasz, nasze wysłuchania i rekomendacje nie miały śladu wpływu na wyniki kandydatów. Najbardziej wymownym i dla mnie najbardziej przykłym przykładem jest Michał Wawrykiewicz, który startował z Wielkopolski i z 5 miejsca osunął się w wynikach na 6. W Poznaniu nie zdołaliśmy przekrowadzić wysłuchań — Michała wspieraliśmy i tak. Sam prowadził niezwykle intensywną kampanię. W Warszawie Monika Płatek przeskoczyła i wejdzie po rszygnacji Biedronia z niezłym wynikiem, który jednak zawdzięcza sobie, a nie nam przecież. Wyniki pokazują, że liczy się to co zwykle. Partyjna rekomendacja lub nazwisko kojarzone z polityką — i jest w zasadzie wszystko jedno, czy kojarzone dorze, czy źle, bo to przecież zależy, kogo pytasz.

      To jest rzecz jasna potężny argument przeciw formom obywatelskij partycypacji — dla “politycznych realistów”. Rozmiar tej naszej klęski uzasadnia wszelkie szyderstwo. Ale to by było tak, jak z naszym niegdysiejszym “wkroczem” na teren Sejmu w lipcu 2016, kiedy rozjeżdżano Trybunał Konstytucyjny, a KOD i wszyscy pojechali na wakacje. Byliśmy jedynymi próbującymi i pamiętam Kijowskiego, ktory szydził, pytając ‘kto w ogóle zauważył ten ‘szturm na Sejm?” Odpowiedziałem wtedy — że nikt oczywiście. Co zresztą wtedy można było uzupełnić opowieścią dość dramatycznie obnażającą kulisy milczenia na ten temat. Ale odpowiedziałem Kijowskiemu uwagą, że “szyderstwa z tej okazji przystoją np. Kaczyńskiemu — Pan natomiast powinien się raczej wstydzić”.

      I to jest sytuacja dość podobna. Nasze wysłuchania w bezpośrednich transmisjach — nawet jeśli transmitującą była Gazeta Wyborcza — miały po kilkudziesięciu widzów, z czego przypuszczalnie połowa i tak była na sali i miała włączone telefony z tym przekazem.

      Prawybory i wisienka na torcie. Nie — tu nie chodzi o luksus pełnej partycypacji obywatelskiej w dobrze funkcjonującej demokracji. Zresztą wcale nie uważam, żeby prawybory — zwłaszcza otwarte — były rzeczywiście najistotniejszym i najlepszym narzędziem. Najlepiej funkcjonujące partyjne demokracje w Niemczech i Skandynawii świetnie (w każdym razie najlepiej) sobie radzą bez prawyborów. Załatwiają to ustawy wymuszające demokratyczne praktyki, finansowanie zależne od ilości członków — takie rzeczy raczej.

      Chodzi o nacisk na prawybory ważny właśnie dzisiaj z dwóch powodów. Ten nacisk może pomóc wymusić demokratyzację partii — one same tego nie zrobią, nie ma żadnych sprzyjających temu bodźców i mechanizmów. Demokratyzacja partii — choć w żadne sposób nie na krótką metę — przywróci im elementarną wiarygodność, a ona leży w gruzach, co jest jedną z przyczyn niskiej frekwencji i innych symptomów kryzysu demokracji w ogóle. Prawybory i lista powstała w wyniu zapytania raczej wyborców o zdanie tę wiarygodność być może zbudowałaby szybciej.

      Międzypartyjne, otwarte prawybory — a to proponujemy teraz — są mechanizmem tworzenia koalicji, w której egzotycznie się między sobą różniące partie dodają swoje elektoraty (zyskując przy tym bonus i za zjednoczenie i za wiarygodność właśnie), zamiast nawzajem je sobie odstraszać, jak to robi KE.

      To jest potrzebne teraz — czy raczej byłoby. Mentalnie tkwimy w folwarku, liczy się lider i takie rzeczy. Więc mamy przechlapane. Nawet, jeśli się jakimś cudem uda wygrać.

      Szczerze mówiąc, to, co sam robię jest podążaniem za Camusa przeróbką mitu Syzyfa — chodzi o “Syzyfa szczęśliwego”. Robię, co należy robić, nawet jeśli wiem, że nie ma szans. Robienie co należy jest ważniejsze od wtoczenia kamienia na szczyt — czy to się może udać, czy nie. I będę tak robił, dopóki to, co robię nie tworzy przeszkody we wtaczaniu. A nie tworzy. Największą przeszkodę dzisiaj funduje sobie sama KE. Nie — nie dlatego, że Schetyna nie ma charyzmy i nikt go nie lubi. Dlatego, że pomysł zawiera nieusuwalne sprzeczności.

      Odpowiedz
  • Maj 28, 2019 o 21:56
    Permalink

    Przesłuchania niektórych kandydatów to oczywiście wynik szczątkowy, wręcz symboliczny w stosunku do pierwotnego zamiaru przeprowadzenia prawyborów, ale dobrze, że się odbyły. Wysłuchałem z zainteresowaniem większość, które zostały tu wklejone. Z mojej perspektywy największą ich wartością był wkład kulturę dyskusji. Tak sobie wyobrażam cywilizowaną debatę demokratyczną zwłaszcza wyborczą. Każdy mógł solidnie i rzeczowo przedstawić swoje stanowiska, nikt nikomu w zasadzie nie przerywał, nikt nie próbowała “uwalić” zaproszonych gości, uczciwa organizacja trybu dyskusji, możliwość przygotowania się do z góry ustalonych tematów i pytań. Tego w ogóle nie ma w tak zwanych mainstreamowych mediach. To była w zasadzie egzotyka, a powinien być to standard w każdych normalnych mediach, a w publicznych to już obowiązkowo.

    Oczywiście, nie miało to realnego wpływu na przebieg i klimat wyborów, bo przecież nie mogło mieć. Ale jako mały kroczek w kierunku odtwarzania minimalnych standardów debaty publicznej i śladowych przejawów poddawania się kandydatów pod weryfikację przez grupy obywateli, był to moim zdaniem dość ważny krok.

    Ostatnio mnie wiele od ORP i stylu jego działań odrzucało, ale przeprowadzenia tych przesłuchań to ORP szczerze gratuluję.

    Odpowiedz
  • Maj 29, 2019 o 10:20
    Permalink

    Wiele wskazuje na to, że na w wyborach jesiennych jest już pozamiatane, chociaż akurat w Polsce nie wykluczałbym jakiś nagłych zwrotów. Analiza masowych przepływów “elektoratów” wiejskich z PSL do PiS-u wskazuje, że PSL popełnił wstępując do koalicji swego rodzaju harakiri, ze skutkami być może nieodwracalnymi. Trochę szkoda, bo to była na polskiej scenie politycznej jedyna partia nieco reprezentatywna i zakorzeniona, która miała jakiś potencjał do oddolnego stworzenia jakiegoś pragmatycznego, chadeckiego centrum. Ta szansa wydaje się jednak zaprzepaszczona, a 120 letni projekt partii ludowej chyba poległ na ołtarzu dyktatury nomenklaturowej. Zamiast partii powszechnej pozostaje już chyba tylko rola odgrywania medialnych pajaców dla kilku funkcjonariuszy na kolanach i na garnuszku jakiegoś nomenklaturowego wodza. A 3-4% żelaznego elektoratu przechodzi do PiS-u. Aczkolwiek w tym punkcie mam jeszcze jakieś drobne nadzieje na dokonanie zwrotu. Nie mam jednak liczb, które by wskazywały, czy ten proces jest już całkowicie nieodwracalny, czy są jednak jeszcze szanse na dokonanie jakiegoś zwrotu. Pożyjemy, zobaczymy.

    Sama koalicja obywatelska, która nie ma w zasadzie programowo i intelektualnie nic do zaoferowania oprócz hasełka “katolicy do gazu, Heil Hilter”, “przecz z ciemniakami-wyborcami” i “święte konstytucyjne prawo człowieka do seksualanego molestowania i obciągania banana” jest w praktyce w konserwatywnej Polsce niewybieralna. Na placu boju pozostaje już chyba bezalternatywny PiS.

    Witamy w Węgrzech, czy też wcześniej wspomnianym Meksyku. Chociaż ja jestem optymistą, i wierzę, że właśnie ten owoc i ukoronowanie patologicznego systemu pozorowanej demokracji da się prędzej niż później obalić otwierając drogę do wprowadzenia normalnej demokracji.

    Odpowiedz
    • Czerwiec 3, 2019 o 17:50
      Permalink

      Ta demokracja to gra cieni, albo raczej
      kolorowych pudełek na sznureczkach. Jak się mają wybory do PUE do jutrzejszej rekonstrukcji rządu?
      Tu PiS, i tu PiS, that is the question.

      Odpowiedz
  • Maj 30, 2019 o 16:42
    Permalink

    Panie Bisnetus:
    Pańskie insynuacje, ze KE ma hasełko “katolicy do gazu, Heil Hilter”, i to drugie o banach, są obrzydliwe, fałszywe, skłamane, i nie do przyjęcia. Pana komentarze są bardzo cenne i ciekawe. Byłyby jeszcze bardziej wartościowe, gdyby Pan się wstrzymywał od wylewania frustracji na poziomie rynsztoka.

    Odpowiedz

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *