11 listopada – mamy kłopot…

Piszę we własnym imieniu, chcąc właśnie osobiście i prywatnie zaapelować o podjęcie trudnego działania. Ze skali trudności w pełni zdaję sobie sprawę. O wsparcie, zaangażowanie, odwagę i rozwagę apeluję do tych obywateli, którzy brali dotąd udział w naszych akcjach w trakcie smoleńskich miesięcznic i którzy wszystko to zdążyli już z siebie dać. Ale nie tylko do nich apeluję. Również, a może nawet zwłaszcza do tej większości ludzi mediów, którzy nie mając ucha dla protestów niewielkiej garstki ludzi i sądząc, że chodzi raczej o folklor ulicznych przepychanek, a nie o poważne zjawisko o potencjalnie groźnych następstwach, te nasze akcje konsekwentnie dotąd ignorowali.

 

Kilka podstawowych prawd na początek.

  1. Każdy, kto dziś publicznie skanduje i śpiewa jakąkolwiek wersję starych, ale ponadczasowo głupich tekstów w rodzaju: „raz sierpem, raz młotem czerwoną hołotę”, albo „a na drzewach zamiast liści będą wisieć komuniści”, jest bandytą i dopuszcza się przestępstwa. Zgromadzenia publiczne zwołane w celu eksponowania takich haseł są przestępstwem. Społecznej szkodliwości tych przestępstw nie sposób przecenić.
  2. Definicja „czerwonej hołoty” i „komunistów” (czasem zastępowanych „syjonistami”, albo „islamistami”) nie ma tu żadnego znaczenia. Przestępstwo groźby karalnej i mowy nienawiści miałoby miejsce również wtedy, gdyby te okrzyki kierowano pod adresem prokuratora Piotrowicza lub sędziego Kryże, a nie ludzi niewinnych lub zasłużonych w walce o polską niepodległość i prawa człowieka.
  3. Wobec czynów tego rodzaju, napomnienia o różnicach pomiędzy nacjonalizmem, a patriotyzmem są nie na miejscu. Mamy tu do czynienia z faszyzmem i promocją przemocy. Bandytom, wznoszącym tego rodzaju okrzyki, nie da się przypisać patriotyzmu – nie da się im przypisać niczego, poza bandytyzmem.
  4. Umorzenie prokuratorskiego postępowania dotyczącego rocznicowego sabatu ONR w Białymstoku oraz komentarze polityków rządzącego obozu w tej sprawie oznaczają przyzwolenie władz państwa dla faszyzmu. To oczywiście nie pierwszy i nie ostatni przejaw tego procesu.
  5. Marsze Niepodległości, organizowane dorocznie 11 listopada, grupują te same środowiska narodowców, są zawsze sceną takich i innych bandyckich faszystowskich wystąpień – i są od lat tolerowane.
  6. Marsze Niepodległości nie powinny się w związku z tym odbywać, a ONR nie powinien móc w Polsce działać legalnie.

Nie chcę powtarzać znanych wszystkim historycznych analogii, napomnień o znanych z historii skutkach pobłażliwego ignorowania tego rodzaju ekscesów, nie chcę po raz nie wiadomo który przypominać, że z biegiem czasu o sprzeciw będzie coraz trudniej, że wreszcie przeciwstawienie się świadomie dziś organizowanym bojówkom i podgrzewanemu fanatyzmowi nacjonalistów zacznie wkrótce wymagać heroizmu, choć dziś trzeba wyłącznie stanowczości. Te wszystkie napomnienia i argumenty dawno już padły po wielokroć. Wszyscy je znamy. I nic.

Doświadczenie miesięcznic

Od wielu miesięcy prowadzimy w Warszawie akcje wymierzone przeciw narodowo-katolickiemu fanatyzmowi krzewionemu systematycznie w trakcie tzw. miesięcznic smoleńskich.

Skuteczność tych akcji wynika między innymi ze specyficznej sytuacji, którą osiągamy dzięki prawu o zgromadzeniach publicznych. Każde z tych zgromadzeń jest legalne, dopóki na miejscu nie zaistnieją zagrożenia bezpieczeństwa lub inne fakty, wskazujące na popełnienie przestępstwa i wymagające interwencji. W przypadku jednoczesnych zgromadzeń, które mogłyby doprowadzać do niebezpiecznego konfliktu – jak to się dzieje np. przy spotkaniach ONR z Atifą – decyduje kolejność zgłoszeń, ustalana co do minuty. W przypadku miesięcznic niemal bez wyjątku pierwszym zgłoszeniem bywają „kontrmiesięcznice”. Dla władz miasta i dla policji sytuacja jest więc kłopotliwa – literalnie stosując ustawę trzeba by było odmówić zgody pisowskim miesięcznicom.

W wyniku trudnych negocjacji ustaliliśmy wobec tego unikalny w Polsce i niezwykły w stosunku do przepisów prawa obyczaj prowadzenia obu demonstracji w tym samym czasie i w tym samym miejscu. Godzimy się na to, ponieważ naszym celem jest raczej wystawienie łżącemu Kaczyńskiemu przed oczy prawdy, konfrontacji z którą on w widoczny sposób nie umie wytrzymać. Co jest jednak ważniejsze, okazujemy w ten sposób nasz respekt dla gwarantowanej przez Konstytucję RP swobody kultu religijnego w miejscach publicznych, wolności słowa i wolności zgromadzeń. Wszystkie te wolności należą się naszym „smoleńskim braciom”, co demonstracyjnie im okazujemy, żądając respektowania naszych praw. Z pewnym trudem ten respekt udaje się nam osiągnąć.

Wspomniane okrzyki pasjami pojawiają się również w trakcie miesięcznic. Przemówienia Kaczyńskiego również bywały pełne tego rodzaju treści. Jednak po pierwsze udaje się skutecznie im przeciwstawić, po drugie to nie one są istotą tych zgromadzeń, po trzecie wreszcie te paskudne przyzwyczajenia u naszych „smoleńskich braci” i u samego Kaczyńskiego zaczynają wyraźnie zanikać, choć nie mamy złudzeń, że prawdopodobnie będą jeszcze powracać – a stoimy tam miesiąc w miesiąc po to, żeby jednak nie wracały.

Istotne, krytycznie ważne uzupełnienie. Tego wszystkiego zdołaliśmy dokonać dzięki stosowanemu konsekwentnie szantażowi: jeśli ktokolwiek zechce – bezprawnie lub nawet z wykorzystaniem przepisów prawa, jak tego również próbowano – uniemożliwić nam demonstrację, staniemy na miejscu „smoleńskiego krzyża”, blokując miesięcznicę i albo ona się nie odbędzie, albo nas będzie trzeba siłą z tego miejsca wynosić. Inne nasze wystąpienia przekonały zainteresowanych, że tak rzeczywiście zrobimy.

Co powinniśmy zrobić 11 listopada?

Środowiska ONR swój marsz zgłoszą na 30 dni przed terminem – to najwcześniejszy możliwy termin zgodnie z ustawą. Minister Błaszczak już zapowiada, że inne demonstracje będą prowokacją. Jawnie grozi konfrontacją. Ulec tej groźbie znaczy cofnąć się przed wzbierającym żywiołem i oddać pola faszystom.

Trasa marszu narodowców nie jest znana i po zgłoszeniu demonstracji ONR będzie z pewnością – jak zawsze – przedmiotem szczegółowych ustaleń. Znane są jednak „święte miejsca” ONR. Pomnik Dmowskiego, pomniki Piłsudskiego, Grób Nieznanego Żołnierza itd. Wszystkie te miejsca powinny zostać przez nas zgłoszone jako miejsca naszych demonstracji. Powinny zostać przez nas „zajęte” – tak jak na Krakowskim Przedmieściu robimy to w miesięcznice.

Tych miejsc jest w mieście wiele. Grupa Obywateli RP – w Warszawie ok. 30 osób – jest zbyt mało liczna, żebyśmy dali radę to zrobić samodzielnie. Do 10 października musielibyśmy wiedzieć, że istnieje jeszcze kilkadziesiąt innych osób, które zgodnie z ustawą o zgromadzeniach publicznych dokonałyby zgłoszeń w Urzędzie Miasta. Ci ludzie musieliby następnie – jak sami robimy to co miesiąc z okazji miesięcznic i innych wydarzeń – wziąć udział w negocjacjach w Urzędzie Miasta, stanowczo potwierdzić wolę demonstrowania we wskazanym miejscu i wymusić ustępstwa na narodowcach. Albo pójdą inną trasą, albo zgodzą się przestrzegać choćby takich zasad, jak te, które skutecznie wymusiliśmy na PiS w trakcie miesięcznic. Musielibyśmy także wiedzieć, że znajdzie się około tysiąca osób, które w wybranych miejscach faktycznie pojawią się 11 listopada.

Proszę o kontakt za pomocą formularza u dołu tej strony. Spotkajmy się na miesięcznicy 10 października. Policzymy się wtedy, ocenimy możliwości, porozmawiamy. I zdecydujemy. Mamy czas o 18.00 – zanim pojawią się „smoleńscy”. Proszę o obecność tych, którzy się tam dotąd zjawiali. Niech każdy z Was przyprowadzi jedną osobę nową, a wystarczy nas do odzyskania Warszawy 11 listopada.

Mamy cele inne niż KOD

Komitet Obrony Demokracji rozważa organizację własnej demonstracji w święto niepodległości. Decyzja jeszcze nie zapadła i nie wiemy, jaka będzie. Jeśli jednak do demonstracji KOD dojdzie, to z dotychczasowych doświadczeń, jak również z już opublikowanych wypowiedzi wynika, że cel wystąpienia KOD będzie inny. KOD będzie się odżegnywał od „prowokacji”. Będzie unikał „konfrontacyjnych spotkań” z narodowcami. Skoncentruje się na „pozytywnym przekazie”, pokazując pozytywny wymiar polskiego patriotyzmu. Wszystko to jest oczywiście godne i warte pochwały.

Nam jednak chodzi o coś innego. Nie chcemy tylko skandować „obronimy demokrację” – chcemy jej bronić naprawdę i naprawdę obronić. Chcemy stanąć na drodze pochodu polskich faszystów i ten pochód im uniemożliwić. Marsz narodowców albo się będzie przemykał opłotkami, albo będzie miał cywilizowany przebieg – bez bandyckiego pokazu narodowej siły i bez skrzykiwania się na rozprawę z „lewackimi szmatami”. Chodzi nam więc nie o pokazanie, że „są Polacy, którzy myślą inaczej”, ale o realne położenie tamy bezprawiu.

Wiem, że z pewnością usłyszymy znów o niepoważnej „ustawce” z narodowcami i kibolami. O niebezpiecznej konfrontacji, o wzywaniu do przemocy być może. Już to słyszeliśmy przy bardzo wielu okazjach. To fałsz. Być może podszyty intelektualnym tchórzem. Krakowskie Przedmieście zdołaliśmy już odzyskać od fanatyków dla normalnych obywateli. Odzyskajmy warszawskie ulice 11 listopada. Realnie. Tylko o to chodzi i to się da zrobić.

Bez przemocy – jedynie przemocy stawiając tamę. Godnie, stanowczo, spokojnie – po obywatelsku.

 

Proponowane hasła:

Wolny kraj to ten, w którym wolność i prawa mają obywatele.

Wolność to nie to, co wam daje wódz – wolność to coś, czego my nie pozwolimy sobie odebrać.

Zdradza Ojczyznę nie ten, kogo linczuje tłum – a ten, kto łamie jej najwyższe prawo.

Wypełnij, jeśli zgłaszasz akces

Twój wpis i dane będą widoczne wyłącznie dla Pawła Kasprzaka.

11 listopada
Sending

8 thoughts on “11 listopada – mamy kłopot…

  • 2 października, 2016 o 13:37
    Permalink

    W pełni zgadzam się i utożsamiam z wywodem Pawła Kasprzaka

    Odpowiedz
    • 3 października, 2016 o 12:41
      Permalink

      W pełni zgadzam się i utożsamiam z wywodem Pawła Kasprzaka. Przykro mi, że aktywnie nie będę mogła się włączyć, ale nie mam możliwości być w tym terminie w Warszawie. Podziwiam i pozdrawiam organizatorów.
      Katarzyna Mitros

      Odpowiedz
  • 4 października, 2016 o 00:30
    Permalink

    Jako członek KOD a jednocześnie sympatyk obywateli i ogólnie bardziej zdecydowanych działań bardzo was proszę o próbę dotarcia do osób w warszawskim KODzie z którymi da się porozumieć i o skoordynowanie obu akcji. Akcje oficjalnie grzeczne i “no logo” nie wykluczają się wzajemnie – przeciwnie – będą o wiele skuteczniejsze razem. Pozdrawiam serdecznie w Krakowa.

    Odpowiedz
    • 4 października, 2016 o 00:51
      Permalink

      Nie da rady, niestety. Słaliśmy oficjalne zaproszenia do wspólnych protestów i nigdy nie dostaliśmy żadnej odpowiedzi. Efektem np. 6 sierpnia w rocznicę prezydentury Dudy było dla nas sąsiedztwo demonstracji KOD (zgłoszonej później niż nasza i raczej dlatego, że my zgłosiliśmy własną, a po lipcowych hecach w Sejmie lokalny aktyw KOD miał spore pretensje do liderów o bierność w sprawie TK i dość skandaliczne potępienia naszych akcji, więc liderzy postanowili bierność przerwać robiąc to samo, co robiliśmy my). Sąsiedztwo, z którego się początkowo ucieszyliśmy, okazało się uciążliwe — zagłuszali nas, a naszą kwestę oskarżali przez megafony o oszustwo.

      Potem w sprawie miesięcznic prywatnymi kanałami próbowaliśmy nieoficjalnie. Usłyszałem odpowiedź, że KOD sympatyzuje, ale nie może oficjalnie poprzeć, bo to jest jednak awantura. Różnica pomiędzy miesięcznicą, a ową mszą w Gdańsku — usłyszałem wtedy — jest taka, że w Gdańsku uroczystości były państwowe, a miesięcznice nie. Nie mam pojęcia, co to niby zmienia i nie wiem, na czym polega “niepaństwowy” status miesięcznic (są skandaliczne m.in. właśnie dlatego, że jednak są państwowe), skoro mają wojskową asystę i pół rządu w nich uczestnicy. To wszystko wszakże były prywatne rozmowy. W ich efekcie jednak Kijowski napisał, że jakakolwiek wzmianka o udziale KOD w miesięcznicach jest prowokacją, bo KOD w “ustawkach” nie uczestniczy. Któryś już raz nas w ten sposób potraktował, naprawdę nie jestem w stanie policzyć.

      Ja już więcej próbować nie będę. Bardzo wiele miesięcy trwały moje własne podchody pod to towarzystwo. Mam dość. Straciłem sam i wszyscy przez to straciliśmy mnóstwo czasu. Morze społecznej energii zmarnowano. Bardzo dobrze wiem, jak świetnie mogłyby się uzupełniać nasze działania. Ale wyrokiem władz KOD nie uzupełniają się i nie wierzę, że będą.

      Swoje zrobiłem, przysięgam, w 200%. Doceniam oczywiście tę prośbę. Ale jest źle zaadresowana. Proszę spróbować do KOD… Sugerowałbym żądać, nie prosić. Perswazja — wiem z rocznego doświadczenia — nie daje niczego. Zarząd KOD da się wyłącznie zmuszać. Nam się na moment udało moralnym szantażem po samotnych akcjach w lipcu, które w KOD wywołały wzburzenie, pretensje o bierność i faryzejskie komentarze, dziewuchom udało się ruszyć KOD właśnie przed chwilą — siłą ogromnie masowego protestu. I mam nadzieję, że dziewuchy nie dadzą się spacyfikować — Kaczyńskiemu się dadzą, byle się nie dały Kijowskiemu 😉

      Odpowiedz
      • 9 października, 2016 o 10:12
        Permalink

        W całej rozciągłości popieram polityczne rozumowanie Kasprzaka, przestrzegam tylko (to rzecz fundamentalna) przed upajaniem się radykalizmem, funkcjonowaniem wyłącznie jako awangarda awangard. To niebezpieczna pokusa, zatrącająca niebezpiecznie o pychę i niewczesną pogardę dla mniej świadomych uczestników ruchu – mam nadzieję jeszcze wspólnego. Awangarda musi iść tuż przed głównymi siłami, zachowując z nimi nieustającą i sprawną łączność. Jeśli tego zaniedba, podzieli los Warusa i jego trzech legionów w Teutoburskim Lesie – 9 r. n. e., zginęły w całości elitarne XIX, XX i XXI Legion. Na rozkaz Augusta nigdy ich nie odtworzono

        Odpowiedz
  • 5 października, 2016 o 10:28
    Permalink

    Idea powstrzymania słuszna, acz wg mnie mało realna. Po pierwsze – oni mają marsz i marszu się zatrzymać po prostu nie da. Możemy ewentualnie stać na jego trasie w różnych miejscach z własnym przekazem. Trasa jest opublikowana na stronie www Stowarzyszenia Marsz Niepodległości. Od ronda Daszyńskiego Al. Jerozolimskimi pod stadion. Jednak obawiam się, że kilka “stacji” po drodze będzie wyglądało mało poważnie. Trochę jak świńskie ryjki i korytka obok marszu KOD’u. Zgłosić oczywiście powinniśmy zgromadzenia w wielu miejscach na trasie, aby pokazać siłę, determinację i żeby móc z nimi ewentualnie negocjować. A potem skupić się w jednym miejscu z silnym przekazem.
    Wszyscy jesteśmy Polakami i patriotami
    “Podparcie” się naszymi banerami z zamachu majowego też miałoby właściwy przekaz.
    Niepodległość mamy, wolność tracimy. Grozi nam faszyzm.

    Odpowiedz
    • 5 października, 2016 o 10:53
      Permalink

      TRasa jest publikowana i wielokrotnie bywała potem zmieniana. Zgromadzenie nie jest zgłoszone — bo nie może być zgłoszone. My legalnie zgłaszamy własne i jeśli zrobimy to wcześniej — oni muszą z nami negocjować własną trasę — jak do tego doprowadziliśmy w miesięcznice.

      W odróżnieniu od miesięcznic, nie miałbym żadnych op[orów, żeby marsz ONR (bo to jest właśnie ONR) po prostu uniemożliwić. Ale nie to jest celem. Jeśli ustalimy, że oni w swoim marszu przechodzą obok nas i nie zakłócają naszych zgromadzeń, zachowują się przyzwoicie, nie łamią prawa hasłami i okrzykami — jest ok. A wszystko to możemy zrobić

      Odpowiedz
    • 5 października, 2016 o 11:19
      Permalink

      Stroną negocjacji — jeśli z nich nie zrezygnujemy — będzie również KOD. Właśnie ogłosił wydarzenie, informując, że trasę poda 12. 10 ze względów formalnych. Mają oczywiście właśnie na myśli zgłoszenie, jednak — równie oczywiście — tkwią w błędzie, ponieważ szczegóły muszą zostać — i prawie na pewno — zostaną — ustalone w trakcie negocjacji, do których dojdzie później niż w dniu zgłoszenia. Chyba, że postanowili zgłosić swoje na Księżycu i wiedzą, że żadna “konfrontacja” im nie grozi.

      Sytuacja się komplikuje — swoje marsze zapowiadają również dziewuchy 😉

      Odpowiedz

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *