Wybory powszechne są papierkiem lakmusowym norm społecznych

Istnieje cała gama dobrych praktyk w zwiększaniu dostępności do wyborów dla specjalnych grup wyborców. Podstawowa z nich, to uczestniczenie organizacji społecznych, skupiających tych wyborców, w decyzjach przygotowanych dla nich o rozwiązaniach technicznych

Kampania „Integracji” z 2015 roku wskazała, że ponad 5 milionów Polek i Polaków miało utrudnioną możliwość głosowania w wyborach. Z kolei najnowsze badania zlecone przez Adama Bodnara, Rzecznika Praw Obywatelskich, pokazuje, że 73 proc. wyborców z niepełnosprawnościami jako preferencję wskazało głosowanie w lokalu wyborczym, a nie korzystanie z alternatywnych form głosowania. Jednocześnie, według niedawnego raportu RPO, znaczna większość skontrolowanych przez niego lokali wyborczych w wyborach samorządowych 2018 r. nie była dostosowana do potrzeb wyborców z niepełnosprawnościami.

Z perspektywy zagadnień techniczno-wyborczych, osoby niepełnosprawne są częścią o wiele szerszej „specjalnej grupy wyborców”, do której należą wszyscy ci, którzy z powodów obiektywnych nie mogą uczestniczyć w głosowaniu w lokalu wyborczym w dniu wyborów lub potrzebują dodatkowych udogodnień, aby móc zrealizować swoje prawo do uczestniczenia w życiu publicznym kraju poprzez głosowanie. Najchętniej wybieraną strategią, co potwierdzają też wspomniane już badania RPO, jest uczestniczenie w wyborach na równi z innymi, czyli w lokalu wyborczym w dzień wyborów. Wpisuje się też to w wybory, jako wydarzenie społeczne, wybiegające poza wąskie rozumienie wyborów jako „ustalanie, kto wygrał”.

PRZECZYTAJ TAKŻE: Przedstawiamy pierwszego kandydata do obywatelskiego Senatu. Apelujemy: wyłońmy ich wspólnie!

Ze skontrolowanych przez RPO lokali obwodowych komisji wyborczych przy okazji wyborów samorządowych 2018 roku aż w 78 proc. z nich stwierdzono uchybienia w dostępności wyborców z niepełnosprawnościami do głosowania. Zdecydowana większość nieprawidłowości dotyczyła niedostępności fizycznej lokalu wyborczego dla osób o ograniczonej mobilności, czyli umiejscowienie lokali na wyższych piętrach (bez windy), wysokie progi i brak ramp (podjazdów). Biorąc pod uwagę fakt, że wybory w Polsce, podobnie jak na całym świecie, odbywają się w szkołach publicznych, te dane są tym bardziej niepokojące.

Jeśli już wyborcy z niepełnosprawnością udaje się dotrzeć do lokalu wyborczego, jegoukład musi uwzględniać dotykową przestrzeń, która pozwala na swobodne poruszaniesię. Można sobie wyobrazić, że pomieszczenia klasowe są zazwyczaj wystarczająco duże, sprawą bardziej istotną jestraczej to, jak jest ta przestrzeń jest rozplanowana, a głównie: czy i jakwpływa to na prawo do tajności wyborów. RPO wskazał, że był to potencjalny problem w prawie 40 proc. skontrolowanychlokali. W szczególności dotyczyło to braku oświetlenia i przestrzeni wkabinie do głosowania (za kotarą) oraz zbyt wysoko zawieszonych w nichblatów. W efekcie oznacza to, że osoba z niepełnosprawnością zmuszona jest dooddania głosu w miejscu alternatywnym do tego, które zabezpiecza tajność głosu.

PRZECZYTAJ TAKŻE: W interesie wyborców mniej istotne jest to, kto wygra, a bardziej – w jaki sposób to zrobi

Wyborczynie i wyborcy z niepełnosprawnościami wpływającymi na wzrok i słuch są grupą, której prawo uczestniczenia w wyborach powszechnych wymaga dodatkowych zabezpieczeń. W polskiej praktyce wyborczej istnieje możliwość używania nakładki na karty do głosowania, sporządzonej w alfabecie Braille’a na kartę wyborczą. „Nakładki Braille’a”, w niektórych krajach zwanej „rękawami”, zaprojektowane są w taki sposób, że po włożeniu w nie karty wyborczej, osoba głosująca może zidentyfikować porządek list oraz kandydatów na liście. Innymi słowy, aby podjąć decyzję na kogo zagłosować wyborca musi znać numer listy i numer kandydata zawczasu, ponieważ tylko dane numeryczne nadrukowane są na nakładce. Nie ma na nich nazw list oraz nazwisk kandydatek i kandydatów. Ile osób korzysta z tej metody? W tej dziedzinie dostępność danych jest niestety ograniczona. Te dane, które są dostępne, znamy dzięki pismu skierowanemu przez RPO do PKW w tej właśnie sprawie. W odpowiedzi na nie, PKW informuje, że w wyborach samorządowych 2018 roku z nakładek skorzystało jedynie 180 wyborców. Nie należy tu ulegać zbytnim uproszczeniom myślowym i potencjalnym mitom, które ta statystyka może wywoływać. Tak jak zobowiązaniem państwa jest umożliwienie głosowania wszystkim uprawnionym, tak i jest nim zadbanie o to, aby wyborcy wiedzieli, że mają dodatkowe udogodniania zabezpieczające ich prawo. To, że tak mała liczba wyborców skorzystała z tej możliwości, nie wskazuje na brak potrzeby tego rozwiązania, wręcz przeciwnie, wskazuje na potrzebę jego ulepszania.

PRZECZYTAJ TAKŻE raport RPO

Zastanawiając

Strony: 1 | 2

2 thoughts on “Wybory powszechne są papierkiem lakmusowym norm społecznych

  • 14 lipca, 2019 o 13:02
    Permalink

    Ciekawe, że jak ja się zwróciłem do RPO z zapytaniem i prośbą wyjaśnienia ograniczenia dostępności do kandydowania w wyborach wszystkich Polaków (tych zdrowych i po części upośledzonych), to RPO mi odpowiedział, że wybory to rzecz polityczna, a urząd RPO to urząd apolitycznych, który do spraw politcznych i wyborczych się z zasady nie wtrąca.

    Podobno Kukiz’15 zadał przed kilkoma miesiącami podobne pytanie do RPO. Ale to “partia polityczna”, więc zamiast bezczelnej odmownej odpowiedzi nie dostała od RPO żadnej odpowiedzi.

    Nic jak to nie zdradza tak wyraźnie fasadowości i partyjnego służalstwa instytucji zwanej urzędem RPO. Powszechność wyborów zaczyna się tam, gdzie się zaczyna pełna swoboda kandydowania w wyborach, a kończy się tam, gdzie się zaczyna pełna swoboda czynnego głosowania. Autor wątku i urząd RPO dla zachowania pozorów zaczyna jakby od końca. To jest czysta hipokryzja i służalstwo wobec nierządnej władzy w Polsce. Dzisiaj jest to służalstwo wobec pisowskiego nierządu. Ale wczoraj było służalstwem wobec PO-eskiego nierządu. A jaszcze wcześniej wobec nierządów UW, SLD, czy AWS.

    Odpowiedz
  • 14 lipca, 2019 o 13:19
    Permalink

    Tak mała ciekawostka. RPO Kochanowski (ten z smoleńskiego błota) osobiście przyznał dyskutantom z ruchu JOW, że Polska łamie konstytucyjne prawo obywateli do biernego prawa wyborczego. Ale na pytanie dlaczego nie wykorzysta swoich ustrojowych kompetencji by ten stan zaskarżyć i zmienić zbył tę prośbę milczeniem i nic nie robieniem. Widać, że prawicowy RPO też wolał służyć swoim mafijno-partyjnym mocodawcom, a nie obywatelom. To go łączyło z RPO Lipowicz (do której ja pisałem) i z RPO Bodnarem (do którego pisał podobno Kukiz).

    Po prostu urząd RPO to taki sam kurewski i sprzedajny urząd na usługach władzy, jak ta prywatna koleżanka Kaczyńskiego i kurtyzana Julia Przybłeda na czele Trybunału Prostutycyjnego.

    Odpowiedz

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *