Wyborcza chce Bodnara? Popieram. Okręg 44 na cały kraj

Jarosław Kurski napisał w Wyborczej wyjątkowo ostre słowa i dodatkowo wyakcentował je towarzyszącym tekstowi nagraniem. Pod wieloma z nich podpisałbym się z entuzjazmem i sam je czasem wypowiadałem. Tylko czasem jednak – bo wciąż towarzyszyła mi obawa, że tego rodzaju ostrość sformułowań zrazi nawykłych do „uczesanej” polityki redaktorów z Czerskiej, a ja wciąż szukałem kumpli i sojuszników, by nie bić się z partyjnym koniem wciąż samotnie.

Z partyjnymi końmi, mówiąc dokładniej, bo problem nie tylko Schetyna uosabia, ale i pozostali partyjni liderzy. Najwyraźniej „salon z Czerskiej” dojrzał. Zamyślił się głęboko w przerażonej trosce i wymyślił Adama Bodnara. Świetny pomysł. Pod nim też się podpisuję. Choć na Czerskiej wciąż rozumieją tylko ułamek rzeczywistości. I choć nie zagoiły mi się sińce po kuksańcach, które spadały na mnie z Czerskiej za zdania i czyny podobne do tego, co właśnie zaproponowano.

Do diabła z wami wszystkimi

My, obywatele, nie chcemy tego, co było. Dość kolejnych zmarnowanych lat – pisze Kurski. No,brawo! Chcąc, nie chcąc – nie jestem w stanie powstrzymać kolejnych „a niemówiłem?”, które mi przychodzą do głowy, kiedy patrzę na tekst Kurskiego. Mamodruch, by Kurskiego „do diabła z wami” zaadresować również do niego. Powstrzymamgo z łatwością, bo przecież moje sympatie wciąż właśnie na Czerskiej się lokują,ale muszę wyjaśnić, skąd się ten odruch bierze. Choćby po to, by samemu brzmiećwiarygodnie.

Niech każdy ma na kogo głosować, bez naginania swego sumienia – pisze na przykład Kurski, a japamiętam laurkę, którą na ewidentne zamówienie Wyborcza wystawiłaUjazdowskiemu, kiedy sam wystartowałem przeciw niemu właśnie dlatego, że nakazgłosowania nań w ramach paktu senackiego wywoływał konflikt sumienia. Donieszczęścia nie doszło, PiS nie wygrał w 44. okręgu senackim „pomimo wysiłkówKasprzaka”, jak napisała redakcja w tytule jednego z tekstów. Napisała podle. Mimobowiem próśb Wyborcza nie wezwała wtedy do debaty, choć akurat ta redakcja byćmoże mogłaby ją wymusić i problem rozwiązać, pokazując sposób wyłanianiakandydatów wiarygodnych i z autentycznym mandatem nawet wtedy, kiedy wystawiająich partyjne kuluary. Na wybory prezydenckie przydałoby się takie doświadczeniew sam raz. Ale Jarosław Kurski tego nie zrobił, choć kilka miesięcy wcześniejpublicznie deklarował udział Wyborczej w organizacji prawyborów lub chociażdebat, które wyłoniłyby wspólnych, wiarygodnych kandydatów opozycji w każdymsenackim okręgu wyborczym.

Wyłońmy własnego kandydata – woła Kurski w tytule i wypada przyklasnąć. W ostatniej kampanii wolał jednakpoprzeć wszystko, co wyprawiał Schetyna, bo przecież tuż przed wyborami niewolno szkodzić. I szkodnikiem był dlań każdy, kto wtedy robił to, co sam robidzisiaj. Schetyna jest zaś dziś atakowany zewsząd – i Wyborcza dołącza – za towłaśnie, czego jeszcze wczoraj domagali się odeń wszyscy z redakcją Wyborczejwłącznie. Miał jednoczyć – jednoczył. Miał ciąć „radykalne” skrzydła – ciąłbezwzględnie. Miał unikać „ekstremizmów” w rodzaju Jażdżewskiego, Sekielskich,Podleśnej, czy Kasprzaka – wszyscy byliśmy przecież oskarżani o efektywnesprzyjanie PiS-owi i obciążani odpowiedzialnością za wyborcze klęski – iSchetyna ich unikał. Robił dokładnie to, czego odeń oczekiwano. I dokładnie zato zbiera dzisiaj cięgi.

Dobra, to w większości jest już historia. Nie odpowiem Kurskiemu, pisząc „do diabła zwami wszystkimi” pod adresem redaktorów nadużywających czwartej władzy i bezproblemu skazujących na niebyt ludzi oraz głoszone przez nich idee, boredaktorom wydaje się, że lepiej niż wszyscy wiedzą, co jest dobre dla Polski –podobnie jak palącym cygara kolesiom z piątego piętra. Propozycja Kurskiegojest ważna i z całą pewnością wymaga odpowiedzi. Choćby dlatego, że czwartawładza Wyborczej może bardzo wiele. W senackich wyborach w moim okręgu to oczywiściedo Wyborczej należał werdykt decydujący o wyniku. W wyborach prezydenckichsprawa jest zdecydowanie trudniejsza, bo tu – w odróżnieniu od Warszawy – głosWyborczej nie przesądza, liczy się też zdanie Do Rzeczy. Ale propozycja jestnie tylko ważna – być może jest również poważna.

Co dokładnie proponuje Kurski?

Prezydent ma nie być średnim kandydatemśrednich polityków, uśrednionych interesów partyjnych frakcji i koterii.Ma nie wywodzić się z polityków rządzącychw dymie cygar, z piątego piętra bardzo z siebie zadowolonych. Takich,którzy władzy w partii nie oddadzą, choć przerżnęli właśnie czwarty z kolei mecz idziarsko kroczą po piątą klęskę. Ma zatem być „spoza układu” – mówiącjęzykiem PiS, Kukiza, czy Biedronia. Cóż, w dość powszechnej opinii, którą sampodzielam tylko w niewielkiej części, ale jakoś jednak podzielam, „Czerska”zawsze była częścią tego samego układu.

Ale w porządku – choć niezupełnie rozumiem, dlaczego przed ostatnimi wyborami niebyło wolno tych recenzji wygłaszać, a dzisiaj przed kolejnymi już wolno, toprzynajmniej tyle mnie cieszy, że Jarosław Kurski wreszcie jednak pozwala. Chętnieskorzystam.

Nie jest jednak dla mnie jasne, co dokładnie proponuje w tekście. Jego opis dotyczyAdama Bodnara – tak wyraźnie, że aż komicznie to brzmi, skoro Bodnar jednak znazwiska wymieniony nie został. Rozumiem z tego tyle, że kandydatury nieuzgodniono i sam zainteresowany niezupełnie o niej wie. Mogę się co najwyżej domyślać,w jaki sposób ta kandydatura miałaby się pojawić i kto miałby ją zgłosić.

Partie?

Strony: Początek |1 | 2 | 3 | ... | następna strona→ | Koniec

7 thoughts on “Wyborcza chce Bodnara? Popieram. Okręg 44 na cały kraj

  • 10 listopada, 2019 o 07:39
    Permalink

    Jarosław Kurski zmałpował Pawła Kasprzaka i krzyczy Eureka :).

    Odpowiedz
  • 10 listopada, 2019 o 09:31
    Permalink

    Somnabuliczne bajdurzenia bałamutne – tak można skwitować powyższy tekst.
    Natomiast jeżeli chodzi o konkretne kwestie . Jeżeli tzw. prawo do aborcji może być tematem debaty obywatelskiej to dlaczego nie może być takim tematem przywrócenie kary śmierci?
    Ciekawy jaki byłby wynik referendum dotyczącego przywrócenia kary śmierci?
    Prawo do życia nie jest i nie może być tematem żadnym dyskusji.
    Podobnie absurdalny jest wyimaginowany temat rozdziału Kościoła i państwa. Tego typu propozycje nie mają nic wspólnego z demokracją. Jest to na wskroś ideologiczna wizja państwa, a to już przerabialiśmy.

    Odpowiedz
    • 10 listopada, 2019 o 13:17
      Permalink

      Uważa się na ogół, Szanowna Pani — i zdaje się Pani ten pogląd podzielać — że etyka oraz podstawowe prawa człowieka nie mogą być przedmiotem głosowania. W istocie chodzi o dwie różne sprawy i należy się nimi zająć osobno.

      Zacznijmy od praw człowieka. Przyjmijmy, że oboje uznajemy zasadę, że tu głosować nie należy. Na przykład trudno byłoby zaakceptować głosowanie nad pozbawieniem praw wolnego człowieka jakiejkolwiek grupy ludzi lub choćby człowieka pojedynczego, prawda? Mam na myśli abstrakcyjny temat głosowania nad uczynieniem z jakiejkolwiek grupy ludzi niewolników — niech to na przykład będą przebywający w Polsce imigranci z Czeczenii. Tego robić bez wątpliwości nie wolno — choćby domagała się tego większość, która dla własnej wygody i we własnym interesie chciałaby tę czeczeńską mniejszość zniewolić i np. zapędzić do darmowej pracy. Zgoda? Raczej zgoda. Problem jest wtedy, kiedy tych praw brakuje, kiedy niewolnictwo np. istnieje i trzeba je dopiero znieść. Ktoś tę decyzję podjąć musi — czy będzie to parlament, czy ogół obywateli to już problem mniejszy. Tak się zdarzyło np. w Szwajcarii w 1971 roku, a chodziło o prawa wyborcze kobiet. Szwajcarskie referenda również nigdy nie dotyczą ani etyki, ani rozważanych tu podstawowych praw człowieka. Ale tak da się postąpić tylko wtedy, kiedy te prawa istnieją. Ktoś je w takich przypadkach nadać musi. Podjąć decyzję. W szwajcarskim przypadku rzecz wyglądała o tyle groteskowo, że o prawach wyborczych kobiet decydowali siłą rzeczy sami faceci i “w łaskowości swojej” na te prawa się zgodzili. Innego wyjścia zwyczajnie nie było.

      Czym innym jest etyka, choć można byłoby na prawo do aborcji spojrzeć w podobny sposób. Zwolennicy liberalizacji prawa aborcyjnego — do których bardzo radykalnego skrzydła sam należę — odmawiają na ogół w odróżnieniu ode mnie uznania, że mamy tu w istocie lub przynajmniej możemy mieć do czynienia z konfliktem wartości o bardzo zasadniczym charakterze. Odmawiają mianowicie wszelkiej racji zwolennikom tezy, że obrona przed aborcją dotyczy życia osoby trzeciej i że ograniczenie swobody poprzez zakaz aborcji ma wobec tego swoje uzasadnienie. Ja uważam, że tego robić nie wolno, że argumenty o życiu należy traktoeać poważnie, równiez wtedy, kiedy się je uważa za absurd, a argumenty o nieracjonalności tez o życiu od poczęcia nie mogą być zasadą w prawie, które co do zasady właśnie nie może odróżniać “racjonalnego” od “nieracjonalnego”, albo “naukowego” od “nienaukowego”. Dyskusja o prawie do aborcji nie dotyczy zasad etycznych, ale zakresu ingerencji państwa w życie obywateli. Głosowanie również. W przypadku aborcji sprawa jest skomplikowana w bardzo szczególny sposób choćby po prostu dlatego, że zakazy nigdy historycznie patrząc nie były w żaden sposób efektywne. Nawet uznając aborcję za zło, trzeba podjąć decyzję, czy efektywnie złu przeciwdziałać, czy tylko o nim głośno i po faryzejsku wrzeszczeć potępiającymi zakazami. Jeśli uznać — a Pani tak z pewnością uzna, domyślam się w Pani obrończyni życia i ten Pani pogląd z najwyższą powagą szanuję, choć go nie podzielam — że mamy tu w istocie do czynienia z konfliktem wartości i obie one są prawnie chronione (bo są — prawa kobiet istnieją, istnieje nie tylko prawo do życia), to z punktu widzenia prawa dobrym wyjściem jest nie zakaz, ale na wzór kanadyjski brak prawa w tym zakresie. W Kanadzie aborcję można przeprowadzić w każdym momencie — nie ma prawnych przeszkód. Ale też i każdego można potem oskarżyć, np. o zabósjtwo. Jak w każdej sytuacji o konfikcie wartości rozsztrzyga sąd. Nie jestem pewien, czy za tym rozwiązaniem opowiedziałaby się Pani, czy w ogóle ktokolwiek w Polsce. Mnie ono dość przekonuje, ale mniejsza z tym — zakaz aborcji, ani dzisiejszy”kompromis” nie jest wyjściem dobrym ani etycznie, ani prawnie, ani społecznie.

      Przede wszystkim jednak nazywanie obecnego stanu “kompromisem” jest absolutnym skandalem. To jedna z tych podstawowych dla życia wielkich grup ludzi norm prawnych, które wytargowano cichcem z biskupami i narzucono obywatelom, którzy nie byli stroną żadnego “kompromisu”. To kolejny powód, żeby w tej sprawie jednak głosować.

      Nie, proszę Pani, państwo świeckie nie jest ideologią świeckości — choć może nią być i czasem tak się dzieje. Proszę nie opowiadać o grozie świeckiego państwa w Polsce, gdzie jeśli dochodzi do grozy prawdziwej, to ona ma na sobie czerń kleszych sutann, a nie czeriweń lewackiego ateizmu.

      Odpowiedz
    • 10 listopada, 2019 o 21:14
      Permalink

      Bo prawo do aborcji jest prawem indywidualnym jednostki, ograniczonym warunkami ustalonymi przez panstwo, a kara smierci jest ograniczeniem praw jednostki. (bez wdawania sie w oczywiste mam nadzieje uzasadnienia)

      Co do wyniku ewentualnego referendum w sprawie przywrocenia kary smierci, to sadze ze zwyciezylyby glosy za utrzymaniem zniesienia.

      I tu zadam pytanie:
      Jak mozna stac nieugiecie po stronie prawa do zycie, z jednoczesnym poruszaniem przywrocenia kary smierci, ktora definitywnie zycie odbiera?

      Absurdalne jest nazywanie absurdalnym, rozdzialu kosciola od panstwa, podczas gdy wspomniany rozdzial jest zapisany w Konstytucji.

      Odpowiedz
  • 10 listopada, 2019 o 11:12
    Permalink

    elka26 napisał(-a): “absurdalny jest wyimaginowany temat rozdziału Kościoła i państwa. Tego typu propozycje nie mają nic wspólnego z demokracją.” Czyli, że tego tematu w demokratycznym referendum nie wolno tykać. A dlaczego? Czy czymkolwiek różni się ten temat od każdego innego, że nie mógłby być przedmiotem referendum? Podobnie, temat przywrócenia kary śmierci może być przedmiotem referendum, choć nie ma wątpliwości co do jego wyniku (byłby oczywiście “nie”, bo nasza cywilizacja jednak nieco, choć bardzo powoli, się ucywilizowała). A odnośnie do “ideologicznej wizji państwa”, to także można ustalić w wyniku referendum, np. państwo świeckie, czyli ideologia świeckości. Referendum rozstrzyga zwykłą większością. Z poszanowaniem mniejszości, bo nic jej nie zabrania, czy narzuca. Wystarczy.

    Odpowiedz
    • 10 listopada, 2019 o 13:27
      Permalink

      Samo wejście “somnambuliczne” wyklucza możliwość posiadania jakichkolwiek racji przez oponentów PiS. Nad pisią demkracją zwierzchność mają niesomnambuliczne racje kościoła, prezesa itd. Logika tego wystąpienia LK26 sprowadza się do ustanowienia nieomylności przez wyłączenie zasad wnioskowania, więc te jej argumenty są ni przypiął ni przyłatał. Jest to oczywista metoda, bo PiS jest nieomylny… właśnie w ten sposób.

      Odpowiedz
  • 11 listopada, 2019 o 00:06
    Permalink

    OK Pan Adam Bodnar okazal sie przyzwoitym porzadnym I wywiazujacym sie ze swoich obowiazkow urzednikiem. Szacunek za caloksztalt dzialalnosci I osiagniecia.

    Niemniej nie widze w nim kandydata na urzad Prezydenta RP. W innym, spokojnym czasie, bylby prawdopodobnie swietnym kandydatem I najpewniej jeszcze lepszym Prezydentem.

    Ale nie dzis!

    Dzis ja z pewnoscia nie oddam glosu na Pana Bodnara w pierwszej turze, bo w pamieci mam jego fundamentalistyczne podejscie do kwestii aborcji chociazby… Bo czym innym jest obrona pewnych praw, gdy ma sie taki obowiazek z prawa obowiazujacego wynikajacy, a czym innym akceptacja nowego prawa, nowej Ustawy, blizszej osobistym pogladom. Tu, obawaiam sie, Pan Adam Bodnar moze nie miec watpliwosci moralnych I podpisac Ustawe zaostrzajaca …

    Jesli ktos ma watpliwosci, to zachecam do zapoznania sie z pogladami Pana Bodnara wielokrotnie wyrazanymi, chocby w licznych wywiadach udzielanych Jackowi Zakowskiemu w TOK FM I w innych miejscach.

    Powyzsze wymaga wyjasnienia. W “spokojnych czasach” Pan Bodnar bylby idealem Prezydenta, bo daje gwarancje przestrzegania obowiazujacego prawa, co bez cienia watpliwosci udowodnil, pelniac funkcje RPO. Ale problem w tym, ze nie mamy spokojnychg czasow, tylko mamy wojne jak Jaroslaw Kaczynski wytoczyl przeciwko prawu, przyzwoitosci i moralnosci, zeby przejac I podporzadkowac sobie Panstwo.

    I, co z przykroscia konstatuje, Pan Adam Bodnar sie zwyczajnie nei nadaje, do podjecia tej wojny, co zreszta sam zadeklarowal, stwoerdzajac, ze nie bedzie kandydowal.

    Dlatego, uwazam ze nalezy sie jeszcze raz przypatrzec inicjatywie Jaroslawa Kurskiego I Gazety Wyborczej I zastanowic sie nad tym, co tak naprawde chcieli/chca osiagnac lamiac podstawowa zasade klasyki dziennikarskiej, czyli nie wplywania na decyzje czytelnikow inaczej niz przedstawianiem faktow, z powstrzymaniem sie od produkowania opinii.

    Odpowiedz

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *