Wrocław. Znów przed sądem za protest 11 listopada 2017 roku

Ochronie prawnej podlegają zgromadzenia pokojowe, a Marsz Wielkiej Polski Niepodległej nie był pokojowy – stwierdził sędzia Wojciech Sawicki i uniewinnił osiem osób, obwinionych o blokowanie marszu narodowców we Wrocławiu. Policja z wyrokiem się nie zgodziła i wniosła apelację. Dzisiaj odbyło się posiedzenie odwoławcze

11 listopada 2017 roku przez Wrocław przeszedł Marsz Wielkiej Polski Niepodległej, prowadzony przez znanego z antysemickich wypowiedzi byłego księdza Jacka Międlara i Piotra Rybaka, który na wrocławskim rynku spalił kukłę Żyda. Szedł skandując hasła zawierające groźby („Śmierć wrogom ojczyzny”, „A na drzewach zamiast liści…”).

Na trasie, w okolicy Przejścia Świdnickiego, z transparentem „Tu są granice przyzwoitości” oraz „Polska wolna od faszyzmu” stanęło kilkanaście osób: Obywatele RP, przedstawicielki Strajku Kobiet oraz osoby niezrzeszone. Zostali obrzuceni racami (jedna z kobiet została poparzona), butelkami, kamieniami. Byli wyzywani, szarpani. 12 osób zasiadło na ławie obwinionych (osiem w ramach jednego procesu, a cztery w ramach dwóch odrębnych). Policja zarzuciła im przeszkadzanie w niezakazanym zgromadzeniu.

PRZECZYTAJ TAKŻE: Sąd uniewinnił Obywateli RP, którzy stanęli na trasie marszu narodowców

W procesie ośmiu obwinione zostały dwie przedstawicielki Ogólnopolskiego Strajku Kobiet: Anna Kowalczyk-Derlęga i Marta Lempart oraz sześcioro Obywateli RP: Dagmara Drozd, Małgorzata Farynowska, Włodzimierz Komisarczyk, Bartosz Gawroński, Jacek Zabokrzycki i Patryk Iwanicki. 30 października 2018 roku sędzia Wojciech Sawicki z Sądu Rejonowego dla Wrocławia Śródmieścia nie dopatrzył się szkodliwości społecznej czynu, który obwinionym zarzucała policja i wszystkich uniewinnił. Sędzia podkreślił, że marsz narodowców nie był marszem pokojowym. – Tym samym powstaje uzasadniona wątpliwość, czy akcja protestacyjna obwinionych może być uznana za czyn społecznie szkodliwy – tłumaczył.



Od wyroku odwołała się jednak policja i sprawa trafiła do Sądu Okręgowego. Dzisiaj odbyło się posiedzenie odwoławcze.

– Z wielką satysfakcją przyjęłam wyrok, który zapadł w m.in. mojej sprawie 30 października 2018 roku. W wyroku tym sąd nie tylko uznał moje prawo do protestu, ale także stwierdził, że Marsz Wielkiej Polski Niepodległej, który przeszedł ulicami Wrocławia 11 listopada 2017 roku, nie miał pokojowego charakteru – mówiła w sądzie Dagmara Drozd, jedna z obwinionych.

Dagmara Drozd: – Dzisiaj ponownie staję przed sądem. Oskarżyciel publiczny upiera się przy wykazaniu „wyjątkowej szkodliwości” mojego czynu i jego prowokacyjnym wpływie na uczestników marszu. Z apelacji wynika, że to ja jestem winna ich „zachowań niezgodnych z prawem” czyli nazwijmy je po imieniu: wznoszenia okrzyków, gróźb karalnych, podżegania do nienawiści na tle rasowym i religijnym czy też aktów przemocy fizycznej i słownej, jakie w tym dniu miały miejsce na trasie marszu, a których sprawców policja do dzisiaj nie ustaliła. Z niesłabnącym za to zapałem policja ściga kilka osób, których zachowanie nie tylko nie mogło być szkodliwe, ale przy okazji rozpoczęło dyskusję na temat przekraczania wszelkich granic przyzwoitości przez marsze nacjonalistów w naszym mieście.

Z prowokacyjnym wpływem blokady na uczestników Marszu Wielkiej Polski Niepodległej nie zgodził się również obwiniony Patryk Iwanicki. Tłumaczył w sądzie, że rok później, 11 listopada 2018 r., Obywatele RP nie blokowali marszu, a jedynie stali z transparentami na chodniku, marsz szedł obok i reakcja jego uczestników była identyczna. – Były wyzwiska, agresja, race rzucane w stronę demonstrantów – opowiadał Iwanicki.

Adwokaci wskazywali sądowi, że apelacja nie ma podstaw merytorycznych, jest jedynie polemiką z wyrokiem sądu pierwszej instancji. W uzasadnieniu apelacji jest zwrot, że organizatorzy marszu „mieli zarezerwowany teren”. – Prawo natomiast nie daje gwarancji, że w miejscu marszu będzie wolny plac. Niedopuszczalne jest, żeby policja uznawała osoby poszkodowane za prowokatorów – mówił mecenas Dariusz Krupa.

Kolejny obrońca argumentował, że trudno dopatrzyć się szkodliwości czynu, gdy kilkanaście osób stoi z transparentem „Polska wolna od faszyzmu”. – Z takim transparentem czyn nie może być społecznie szkodliwy – podkreślał tłumacząc, że parę osób nie jest w stanie przeszkodzić marszowi, w którym idą blisko 4 tysiące, na co wskazywał również sąd pierwszej instancji.

Zdaniem adwokata policja ściga uczestników pokojowej demonstracji. – Mamy do czynienia z próbą ukarania obywateli korzystających ze swoich praw do wyrażania poglądów – mówił mecenas.

– Ta apelacja to jest przekroczenie granic przyzwoitości – uważa Ewa Trojanowska, która do sądu przyszła wesprzeć obwinionych.

Wyrok zostanie ogłoszony 2 maja o godz. 10.


Walczymy z mową nienawiści

Twoja pomoc pozwoli nam dalej działać!

Wspieram z pełnym przekonaniem

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *