ONR idzie przez Katowice. Policja legitymuje Obywateli RP

Członkowie ONR i Młodzieży Wszechpolskiej przeszli w sobotę przez Katowice. Szli z placu Chrobrego pod pomnik Żołnierzy Polskich na osiedlu Paderewskiego. Towarzyszyli im Obywatele RP, którzy rozwinęli transparent „Tu są granice przyzwoitości”
 
ZOBACZ: Narodowcy szli przez Katowice. Obok plakat: Tu są granice przyzwoitości
 

 

O marszu narodowców w Katowicach pisze Gabriela Lazarek:

Tatusiu, a co to te „komuniści, co będą wisieć na drzewach zamiast liści”? Co to się robi tym sierpem i młotem tej czerwonej hołocie i co to jest ta “czerwona hołota”? A kto to ci wrogowie Ojczyzny, co im mamy życzyć śmierci?

Od dłuższego czasu się zastanawiam, co mówią dzieciom rodzice, którzy ciągną je na te marsze? Jak wyglądają te rodzinne rozmowy? Co mówi taki rodzic dziecku, kiedy zapyta co to znaczy “jebać Żyda”?
Zastanawiam się, co odpowiada ojciec synowi idąc w tłumie ludzi z pochodniami, z twarzami wykrzywionymi od nienawiści, wykrzykującymi te wszystkie hasła?

Dzieci w tym tłumie niestety było sporo…

Pamiętam, kiedy byłam dzieckiem, rodzice mówili mi, żebym czegoś nie oglądała, bo to nie jest dla dzieci. I doskonale czułam, że to prawda. Sama wiem, czego nie pozwoliłabym mojemu dziecku oglądać. Czego nie chciałbym, żeby widziało, żeby doświadczyło.
To samo czuję patrząc na marsze narodowców i wiem, że to ostatnia rzecz, którą powinny oglądać dzieci.

Katowice, 3 marca 2018. Stoimy w kilka osób pod pomnikiem Żołnierza Polskiego. Trzymamy białe róże i transparent z napisem “Tu są granice przyzwoitości”. Obok nas około 70 osób z pochodniami. Wśród nich wiele rodzin z dziećmi.

Naprzeciw nich stoi człowiek i wykrzykuje pełne nienawiści hasła, wskazując palcem w naszą stronę. Za nim zwracają się wszystkie oczy uczestników, łącznie z tymi dziecięcymi, nazywając nas zdradziecką hołotą, na którą w końcu przyjdzie czas. Na schodach pod pomnikiem ustawione są portrety żołnierzy wyklętych. Portrety morderców i portrety bohaterów. Jeden przy drugim.

Obok nas stoi kilkunastu policjantów. Nikt nas nie ciągnie po ulicy, nie zatrzymuje. Jeden policjant tylko grzecznie mnie prosi, żebyśmy podeszli porozmawiać do radiowozu, kiedy skończymy. – Dobrze, jak tak ładnie nas pan prosi, to podejdziemy – pomyślałam. – Proszę tylko poczekać aż skończą nas wyzywać i składać obietnice śmierci.

Wyraźnie pijany “wielki patriota ” podchodzi do jednego z policjantów i wskazując na nas palcem. Żąda, żeby nas usunąć stamtąd. Bo prowokujemy. Nie mamy prawa tam być. Wyraźnie oburzony odchodzi, kiedy policjant przecząco kiwa głową.

Kiedy już wysłuchaliśmy tych wszystkich “obietnic” – tego co to nam i wielu podobnym zrobią, policja zaczęła nas legitymować. Zakłóciliśmy legalne zgromadzenie.

Strony: 1 | 2

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *