Sąd uznał, że zatrzymanie Obywateli RP było bezprawne

To przełomowe postanowienie. 11 listopada 2017 roku w centrum Warszawy doszło do policyjnego nadużycia uprawnień wobec przynajmniej 45 osób – pisze Piotr Pytlakowski na Polityka.pl
 
W Sądzie Rejonowym dla Warszawy Śródmieścia wersja policyjna rozsypała się jak domek z kart. Sąd orzekł, że uczestnicy ruchu Obywatele RP stojący z banerami przy ulicy Smolnej zostali bezprawnie zatrzymani. Policja twierdziła, że zatrzymanie nie było zatrzymaniem, a jedynie czynnością legitymowania.

Oto fakty. W dniu Święta Niepodległości przez stolicę przeszedł marsz, w którym dominowali członkowie organizacji nacjonalistycznych (Młodzieży Wszechpolskiej i ONR). Nieśli transparenty z hasłami nawołującymi do nienawiści i wznosili hasła o podobnej treści. Nieopodal trasy ich przemarszu, ale w odległości ponad 100 metrów, przy ul. Smolnej kilkadziesiąt osób stanęło z banerami o treściach antyfaszystowskich, aby wyrazić w ten sposób protest przeciwko zawłaszczaniu Święta Niepodległości przez skrajną prawicę.
 

 
W pewnym momencie, zanim jeszcze Marsz Niepodległości się rozpoczął, specjalny oddział policyjny na rozkaz przełożonych spacyfikował antyfaszystowską pikietę. Ludzi brutalnie porywano z ulicy i wrzucano do policyjnych tzw. suk (w tym niżej podpisanego). Przez kilkadziesiąt minut kolumna furgonetek jeździła po Warszawie, aby w końcu zaparkować przed komisariatem przy ul. Dzielnej. Tam przez kilka godzin zatrzymane osoby tkwiły w wąskim i dusznym korytarzu. Po pewnym czasie funkcjonariusze przystąpili do spisywania obywateli. Pierwsza osoba wyszła z komisariatu po mniej więcej dwóch godzinach, a ostatnia po prawie pięciu, jakie upłynęły od momentu zatrzymania.
 

 
Większość uczestników pikiety zaskarżyła czynności policyjne (…) 3 stycznia sąd w ustnym uzasadnieniu potwierdził, że doszło do bezzasadnego zatrzymania, a czynności policyjne wykonano nieprawidłowo. Sędzia zapowiedziała, że zostanie skierowane do prokuratury doniesienie o nadużyciu uprawnień przez funkcjonariuszy (….).

Tekst Piotra Pytlakowskiego na Polityka.pl – czytaj tutaj.
 

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *