Mniejszość, większość, Majdan i te sprawy

 
10 kwietnia w rocznicę smoleńską na pl. Piłsudskiego zjawiło się nas w proteście przeciw smoleńskiemu szaleństwu na moje oko tysiąc osób. Niektórzy oceniali to na dwa tysiące, inni na trzy. Podobno najlepiej było widać, kiedy ruszył pochód i się rozciągnął na sporą długość. No, niech będzie nawet, że trzy. To niewiele przy mobilizacji, o której tyle słyszałem zewsząd, że sam uznałem 10 tysięcy za niewykluczoną możliwość… Dość przy tym dla mnie niepokojąca była ta perspektywa tłumu po naszej stronie i między innymi o tym proponuję pomyśleć

 
Jak by nie patrzeć, nie było „marszu miliona”. Większość „obozu demokratów” takiego marszu oczekuje. Ja nie. Dlaczego?

 

Powody logiczne

 
Demokracja, którą mamy w głowach my, którzy bronimy konstytucji i domagamy się rządów prawa, na wiele sposobów i bardzo zasadniczo różni się od demokracji, która zdaniem PiS ma się w Polsce dobrze. Różni się tym mianowicie, że naszym zdaniem prawo chroni w demokracji mniejszość przed wolą większości wszędzie tam, gdzie większość chce mniejszość zdeptać.

 
Rację więc w tak widzianym sporze o demokrację ma nie ten, kto jest w stanie nakryć czapkami przeciwników. Tak myśli tylko jedna ze stron konfliktu, w którym uczestniczymy. Chciałbym wiedzieć, że to nie jest moja strona.

 
Kiedy bronimy demokracji – a to był jeden z istotnych powodów, dla których zebraliśmy się 10 kwietnia, niezależnie od tych, które się wiążą ze smoleńską katastrofą, pisowskim fałszem o spisku, uprawianą tam mową nienawiści i wszystkimi tymi rzeczami – to bronimy istnienia nieprzekraczalnych granic woli większości. Ludowa rewolucja większości przeciw „elitom” to pisowska specjalność. To Kornel Morawiecki, nie my, mówił o prawie na usługach narodu. My wiemy, że ponad wolą większości stoi najwyższe prawo Rzeczypospolitej i chronione nim prawa człowieka, których naruszać nie wolno nikomu i które należą się każdej jednostce. Żadnemu wyjącemu tłumowi nie wolno praw jednostki tknąć. W tej sprawie tam byliśmy. Od ponad roku tam jesteśmy. Tam stają jednostki przeciw tłumom, a nie większość przeciw mniejszości. I to jest właściwe.

 

Powody arytmetyczne

 
Spora część z nas uważa jednak – nie bez powodów przecież – że w rzeczywistości rządy PiS są mniejszościowe, skoro na PiS głosował mniej niż co piąty wyborca, a sukces tej partii był wynikiem niskiej frekwencji i fuksu ordynacyjnego. To prawda, choć wynik wyborów byłby przypuszczalnie ten sam lub gorszy, gdyby do urn poszli wszyscy. Przede wszystkim jednak, skoro podobno szanujemy konstytucję, wynik wyborczy powinniśmy uznać za wiążący bezdyskusyjnie, niezależnie od tego, że łamanie podstawowych praw skutecznie dzisiaj delegalizuje tę władzę.

 
Dla oprzytomnienia wspomnieć należy także, że za konstytucją, której dziś bronimy przed pisowskim zamachem, w referendum sprzed 20 lat głosował bynajmniej nie cały naród, ale 23% obywateli. Powinniśmy więc tę arytmetyczną miarę znać.

 

Strony: Początek |1 | 2 | 3 | ... | następna strona→ | Koniec

2 thoughts on “Mniejszość, większość, Majdan i te sprawy

  • 24 kwietnia, 2017 o 23:38
    Permalink

    Powody logiczne

    NIE CHODZI o nakrycie czapkami, CHODZI natomiast o bycie głosem niemarginalnym, bo tylko z takim demokratura PiS się liczy i tylko taki przebija się w mediach. Nie należy również demonizować słowa „większość”, albowiem większość większości nierówna. „Nasza” większość przestrzegałaby ograniczeń woli większości, nie deptałaby praw mniejszości, więc nie należy się jej bać.

    Powody arytmetyczne

    „Nasz” „tłum” jest zwykle jakościowo inny niż „ich” tłum. My pozostajemy grupą jednostek nawet, gdy jest nas dużo, ponieważ nie myślimy kolektywistycznie, nawet jeżeli w ważnych dla nas sprawach podobnie. Nasz tłum nie napada na obce jednostki, dla ich tłumu to sposób funkcjonowania. Nasz „tłum” nie ma nikogo zmiatać, ma tylko demonstrować, jak wielu ludziom zależy na państwie prawa, wymuszając respekt w kategoriach zrozumiałych dla drugiej strony. Zatem błędnie zrównujesz różne większości i niepotrzebnie się obawiasz przyrostu liczebnego.

    Piszesz, że myślenie, że zapewnimy sobie szacunek dla praw mniejszości, gdy odsuniemy od władzy formację programowo ich nieszanującą to fałsz. Niekoniecznie. Tylko PiS i być może Kukiz są poza normą, wszystkie pozostałe partie są normalne pod tym względem. Nie będzie „naszej” dyktatury na wzór PiSowskiej, jeżeli PiS przegra wybory (zakładając, że wybory się odbędą i będą uczciwe).

    Powody estetyczne

    Piszesz „gdy chodzi o siłę pozbawionych przemocy, skrajnie pacyfistycznych aktów obywatelskiego nieposłuszeństwa, liczy się właśnie siła przekazu – to jak on działa na opinię publiczną, w tym na tę jej część, która sympatyzuje z przeciwnikiem lub nie angażuje się wcale, a jej bierność gra na naszą niekorzyść”. „Efektem [obywatelskiego nieposłuszeństwa i kompromitacji władzy w związku z nim] jest zwykle odwrócenie społecznych sympatii lub ustępstwa władzy wywołane obawą utraty zaplecza. Przy władzy skompromitowanej do szczętu trwają wyłącznie ci, którzy muszą.”

    Akcje obywatelskiego nieposłuszeństwa nielicznych są niewątpliwie piękne, inspirujące i mobilizujące dla przeciwników opresyjnej władzy, ale ich skuteczność w zmienianiu postaw społecznych/polityki rządu to zupełnie inna sprawa.

    Problemem w Polsce nie jest przy tym jakaś wielka społeczna sympatia do PiS, którą trzeba by odwracać (prawdziwe emocjonalne związanie z PiS dotyczy tylko części wyborców PiS). Problemem jest ignorancja, obojętność i wygoda.

    Nie wiem, na czym opierasz swoją wiarę, że wyniesienie grupki protestujących Obywateli RP przez policję może istotnie wpłynąć na opinię publiczną (urabianą zresztą w znacznej części przez media PiS, a z drugiej strony przez nie zawsze mądre media niezależne). Na razie nic na to nie wskazuje (choć oczywiście dopiero teraz zacznie obowiązywać nowa ustawa o zgromadzeniach, w tym sensie 10 maja faktycznie będzie testem, także wpływu na opinię publiczną, nie robiłbym sobie jednak wielkich nadziei, bo przeważa i nadal będzie przeważać obojętność – co innego porusza ludzi, ostatnio np. ewidentna głupota, małostkowość i krótkowzroczność rządzących, jak w sprawie wyboru Tuska. Być może poruszą ich skutki głupiej reformy edukacji. Będą poruszać dalsze ograniczenia wolności wyboru kobiet. Niekoniecznie jednak ograniczenie wolności zgromadzeń przez nową ustawę unaocznione przez usunięcie protestujących Obywateli RP ani samo usunięcie pokojowej manifestacji w obronie uszanowania woli rodzin osób ekshumowanych lub innych wartości.

    Ograniczenie żądań protestu nie daje efektu, który sugerujesz, tzn. przynajmniej dotychczas nie skusiło drugiej strony do zachowania elementarnej przyzwoitości, nie mówiąc o przestrzeganiu prawa. Druga strona działa zgodnie z dewizą „ani kroku wstecz”, więc nie cofnie się przed czymś, co Twoim zdaniem ją skompromituje również w oczach jej stronników lub osób obojętnych, a moim zdaniem przejdzie bez echa (zwłaszcza wśród stronników władzy i osób obojętnych). Samo ograniczenie żądań protestu nie będzie miało żadnych magicznych skutków – z jednej strony będzie dawać pretekst do lekceważenia „maniaków/prowokatorów antyekshumacyjnych”, z drugiej – prowadzić do snucia dowolnych domysłów co do „ukrytej agendy” (nie może im chodzić tylko o ekshumacje itp.) i dorabiania gęby bez skrępowania.

    Porównania z czasami Gandhiego, Havla i Kuronia nie są do końca uprawnione. Pomijając już aspekt różnic treści i nośności protestów, obecnie zarówno media, jak i opinia publiczna są o wiele bardziej zróżnicowane i posegmentowane, dlatego nie ma i nie może być jednoznacznego, silnego efektu najpiękniejszych nawet akcji obywatelskiego nieposłuszeństwa.

    Powody polityczne

    Kaczyński nie jest wyłącznie rezultatem naszych kłopotów. Wzmocnił i obudził to, co mogło pozostawać uśpione/stopniowo słabnąć.

    Utożsamiasz elektorat PiS z jego bardziej ekstremalną częścią i sugerujesz, że tak rozumiany nie zniknie. Częściowo jednak zniknie, przynajmniej z przestrzeni publicznej, tak jak był mniej widoczny (bo nie był rozzuchwalony) przed objęciem władzy przez PiS. A mniej demoniczna część elektoratu PiS nie stanie się ponownie zagrożeniem, jeżeli dobrze przepracujemy doświadczenie obecnych rządów PiS.

    Sugerujesz, że po ewentualnej wygranej koalicji anty-PiS nastąpi powrót na tę samą beczkę prochu. Nastąpi jednak tylko wówczas, gdy nie wyciągniemy wniosków z obecnej sytuacji. Z rządów PiS w latach 2005-07 wniosków nie wyciągnęliśmy, ale wówczas PiS nie niszczył jeszcze samych fundamentów państwa prawa. Trudno mi sobie natomiast wyobrazić niefrasobliwość po obecnej nauczce.

    I nie, nie musielibyśmy pozbawiać elektoratu PiS praw i trzymać go pod butem, natomiast oczywiście musielibyśmy już naprawdę serio potraktować praworządność i konsekwentnie egzekwować prawo wobec wszystkich, wzmocnić, a nie osłabiać TK i sądownictwo oraz bardzo poważnie potraktować EDUKACJĘ OBYWATELSKĄ od wczesnego etapu edukacji. Jedynym „dyktatem” wobec PiS i jego elektoratu byłby dyktat traktowania prawa i demokracji o wiele poważniej niż dotychczas. Być może przez pewien czas nie byłoby miejsca na trzecią partię, ale byłoby to przejściowe.

    Dylemat Saint-Justa.

    Twój opis sytuacji jest trafny poza lekceważeniem roli programu 500+ (nie należy go przeceniać, ale nie należy też nie doceniać. 500+ pełni funkcję stabilizującą poparcie dla PiS, przeciwdziała odpływowi wyborców), natomiast cel zmuszenia tej władzy do praworządności i przestrzegania prawa poprzez akcje obywatelskiego nieposłuszeństwa jest nierealny.

    Dałoby się ją do tego zmusić tylko za pośrednictwem niezawisłych i niezależnych sądów, których wyrokom władza by się podporządkowywała (w warunkach istnienia prokuratury i policji przestrzegających Konstytucję i konstytucyjne ustawy, a nie wykonujących również niekonstytucyjne polecenia władzy), ale ta władza niestety podporządkowała sobie TK, prokuraturę i policję oraz właśnie energicznie pracuje nad podporządkowaniem sobie sądów.

    Jesteśmy obecnie w okresie przejściowym, gdy być może coś jeszcze da się ugrać (po przejściu całej drogi sądowej), ale nawet co do tego można mieć wątpliwości.

    Chwila prawdy 10 maja/wnioski końcowe

    Użycie aparatu państwa przeciwko pokojowej, nielicznej grupie Obywateli RP stającej w obronie takich wartości jak uszanowanie woli rodzin sprzeciwiających się ekshumacjom ich bliskich będzie kompromitacją czytelną dla podobnie do Ciebie myślących, ale nie dla aktywnych stronników tej władzy ani nawet dla wszystkich jej przeciwników. Gdyby ekshumacje wbrew woli części rodzin były czytelną abominacją dla znaczącej grupy Polaków, poparcie dla PiS doznałoby z tego powodu uszczerbku. Nic na to jednak nie wskazuje.

    Nowa ustawa stanie się fikcją wyłącznie w wymiarze wewnętrznym, duchowym osób protestujących (oraz osób pokrewnych im duchowo), które pozostaną wolne niezależnie od tego, co się stanie, natomiast w odbiorze społecznym wyniesienie protestujących będzie raczej oznaczać jej faktyczne wyegzekwowanie, o ile w ogóle ludzie się tym zainteresują lub przejmą. Wydaje się, że ani ekshumacje wbrew woli rodzin, ani wolność zgromadzeń nie są niestety powszechnie traktowane jako kwestie zasadnicze.

    Protest Obywateli RP zostanie odpowiednio przefiltrowany przez PiSowskie media, a media niezależne też nie muszą go sensownie pokazać, zatem nawet potencjalnie może on nie mieć takiej siły oddziaływania, jaką przewidujesz. Jego oddziaływanie ograniczy się zapewne jak dotychczas do mobilizowania i inspirowania części przeciwników nowego państwa PiS, co w sytuacji wciąż niezbyt wielkiej mobilizacji jest również bardzo potrzebne.

    Odpowiedz
    • 28 kwietnia, 2017 o 00:09
      Permalink

      “„Nasza” większość przestrzegałaby ograniczeń woli większości, nie deptałaby praw mniejszości, więc nie należy się jej bać.”

      To jest naiwność i błąd logiczny. Oraz nieporozumienie — chodzi w tym tekście o to, by akcje tego rodzaju nie służyły jedynie budowie większości, która wygra wybory, ale właśnie o to, by przed wyborami zmienić rzeczywistość w opisany sposób. Być może dlatego, że nie wierzysz w możliwość tej zmiany. Ja z kolei kompletnie nie cenię tej perspektywy — jeszcze będzie o tym mowa.

      “… wszystkie pozostałe partie są normalne pod tym względem”.

      Nie są. Powszechne komentarze o wyborcach PiS jako o “roszczeniowych menelach, którzy sprzedali wolność za 500+” pokazują społecznie uznawane wartości po naszej stronie. To jest pogarda dla strony przeciwnej, a nie demokratyczna normalność. Antydemokratyczne zachowania np. poprzedniej koalicji, głębokie systemowe wady i podobne rzeczy mogę wymieniać w nieskończoność. Dość wspomnieć zignorowane inicjatywy referendalne. Każda z nich była skandalem, który łatwo rozgrzeszamy, bo proponowaną treść uznajemy za idiotyzm lub czystą grozę. Często zresztą słusznie — tyle, że to niewiele zmienia gdy przyjdzie do ocen demokratycznych standardów naszych zachowań. Nie ma symetrii oczywiście i nie po to to piszę, by powiedzieć, że PiS zły, ale PO nielepsza. Piszę, że nie ma u nas demokratycznych instynktów — ani wśród polityków, ani wśród obywateli.

      “Obecnie zarówno media, jak i opinia publiczna są o wiele bardziej zróżnicowane i posegmentowane, dlatego nie ma i nie może być jednoznacznego, silnego efektu najpiękniejszych nawet akcji obywatelskiego nieposłuszeństwa.”

      To jedno z praw ściśle ogólnych, na które się powołujesz. Dowód jakiś? Z empirii? Ktoś próbował? My, owszem, dowody są i za chwilę o nich. Tu tylko o braku dowodów Twojej cytowanej tezy.

      “Przeważa i nadal będzie przeważać obojętność – co innego porusza ludzi, ostatnio np. ewidentna głupota, małostkowość i krótkowzroczność rządzących, jak w sprawie wyboru Tuska. Być może poruszą ich skutki głupiej reformy edukacji. Będą poruszać dalsze ograniczenia wolności wyboru kobiet. Niekoniecznie jednak ograniczenie wolności zgromadzeń przez nową ustawę unaocznione przez usunięcie protestujących Obywateli RP”.

      To akurat może być w jakiejś mierze prawdą. To się wpisuje w dobrze empirycznie uzasadnioną prognozę, przewidującą, że PiS zaplącze się we własne nogi, że pozostaje na to poczekać i zająć się tymczasem przygotowaniem do prezentacji (np. programowej) zwycięskiej alternatywy. Być może tak będzie — rządy w III RP nie zmieniały się raczej w rezultacie sprytu zwycięzcy czy jego ciężkiej walki, wybory w Polsce się przegrywa, a nie wygrywa. W tym sensie, że zwyciężcy dostają dar od losu. Podobnie komuna runęła pod własnym ciężarem, a nie w wyniku skoku przez płot Wałęsy. W tekście jednakże chodzi o to, że zmiana, która nastąpi w sposób tak prognozowany będzie głęboko niewystarczająca — to jest zmiana w cyklu, który w Polsce od dekad już działa, nic się zmienia w mechanizmach ten cykl stymulujących, amplituda drgań narasta zaś tak, że dewastacja i związane z nią zagrożenia postępują. O tym jest tu mowa. I stąd takie a nie inne wnioski co do tego, co należy robić. Bo celem nie jest dla mnie runięcie PiS. Co innego jest celem.

      “Ograniczenie żądań protestu nie daje efektu, który sugerujesz, tzn. przynajmniej dotychczas nie skusiło drugiej strony do zachowania elementarnej przyzwoitości, nie mówiąc o przestrzeganiu prawa.”

      Nieprawda, Mamy już za sobą ustępstwa ze strony PiS. One dotyczą tego samego protestu na Krakowskim Przedmieściu. Nie przypominam sobie, żeby ktoś poza nami zawarł z PiS porozumienie — my to zrobiliśmy i PiS go nawet przez moment przestrzegał. Nowelizacja prawa o zgromadzeniach jest elementem scenariusza uruchomionego przez nas — jak ognia tego unikali, zmusiliśmy ich do tego, jesli ich zmusimy do tego, że nas zaczną zamykać, będzie to początek ich kolejnej porażki, bo koszt zamykania będzie większy dla nich niż dla nas — wy wytrzymamy, oni nie. Niestety droga do tego akurat sukcesu może wyłącznie tak wyglądać i wiedzieliśmy o tym od początku tego prostestu.

      Nie doceniając dość klasycznie zdefiniowanej roli obywatelskiego nieposłuszeństwa, definiującego protest w kategoriach etycznych, a nie politycznych, demonstracyjnie niewinnego i posługującego się racjonalną kalkulacją ograniczonych celów i wielkich kosztów dla przeciwnika, abstrahujesz od historii. Również Polska zna tu przykłady. Ruch WiP osiągnął niewyobrażalny w komunie cel zniesienia obowiązku wojska i wprowadzenia służby zastępczej w wyniku właśnie protestów kilkusetosobowej grupy “desperados”. Ci młodzi ludzie przy okazji zdołali uratować całą “wielką Solidarność” — włąśnie wtedy, kiedy nie uciekali przed milicją, a z dumą dawali się wsadzać i na ich miejsce natychmiast zjawiała się następna (choć równie nieliczna) grupa. Represje przestały działać, co uruchomiło szereg równoległych procesów. Oczywiście polski komunizm upadł z powodu Gorbaczowa, ale negocjacje w Magdalence spowodowały właśnie takie rzeczy — a nie żadne wielkie demonstracje i nie strajki.

      Można mnożyć tego rodzaju przykłady.

      I nie — nie zaapeluję w ten sposób do ludzi o podobnej wrażliwości. Ten mechanizm działa ogólnie — co pokazują bardzo różnorodny przykłady tego rodzaju działań prowadzonych w najróżniejszych kontekstach kulturowych i politycznych — od faszystowskich Niemiec i okupowanych krajów, poprzez komunizm, kolonialno-feudalne Indie, dzikie reżimy afrykańskie, demokratyczną Amerykę, po… np. dzisiejszą Polskę i KOD, którym zdołaliśmy zatrząść (zresztą niechcący) latem, garską ludzi, z których władze KOD szydziły nierozważnie.

      Ale przede wszystkim — patrzymy z kompletnie przeciwstawnych perspektyw. Języki mamy nieuzgodnione.

      “Nasz tłum nie napada na obce jednostki, dla ich tłumu to sposób funkcjonowania. Nasz „tłum” nie ma nikogo zmiatać, ma tylko demonstrować, jak wielu ludziom zależy na państwie prawa, wymuszając respekt w kategoriach zrozumiałych dla drugiej strony. Zatem błędnie zrównujesz różne większości i niepotrzebnie się obawiasz przyrostu liczebnego.”

      Otóż pisałem właśnie o tym, że nasz tłum zaczyna napadać i jawnie deklaruje taką ochotę. Miesiąc zajęło mi perswadowanie ludziom pomysłów rzucania jajkami, a po fakcie też widzę wyrazy rozczarowania “ugodowością”. No, radykalizm nie na obrzucaniu bluzgami polega, ale np. na tym, żeby zablokować ten ich “marsz pamięci”.

      “Piszesz, że myślenie, że zapewnimy sobie szacunek dla praw mniejszości, gdy odsuniemy od władzy formację programowo ich nieszanującą to fałsz.”

      Nie — tego nie piszę, właśnie przeciwnie. Jeśli po prostu odsuniemy ich od władzy, nie zademonstrujemy szacunku dla praw mniejszości. W nas go wcale nie ma — to jedno. Po drugie logika wygranego plebiscytu i koalicji powstrzymującej zalew barbarzyńców wymusi na nas raczej brak respektu niż respekt dla praw pokonanych.

      Odpowiedz

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *