Ludzie i rzeczy, których nie widać

Artykuł 30 Konstytucji RP: Przyrodzona i niezbywalna godność człowieka stanowi źródło wolności i praw człowieka i obywatela. Jest ona nienaruszalna a jej poszanowanie i ,ochrona jest obowiązkiem władz publicznych
 
Tyle teorii. Tyle o władzach publicznych. Porozmawiajmy o nas – o ludziach i rzeczach, jakimi są.

Kuba i Krzysztof.
Niepełnosprawny i opiekun.
Pierwszy ma 59 lat, drugi jest o rok młodszy.

Kuba jest potężnym, wysokim mężczyzną, Krzysztof – niższy od niego, szczupły. Obaj na rencie. Krzysztof z powodu przebytego odkleszczowego zapalenia mózgu. Zarażają uśmiechem, pod którym kryje się życie w pełnej krasie i w pełnej brutalności.

Kuba jest niepełnosprawny intelektualnie: w ciele 59-latka mieszka kilkuletni chłopiec. Kiedy się nie uśmiecha czarująco, bywa agresywny nie tylko werbalnie. Krzysztof tej fizycznej złości Kuby doświadczył, rzucony kiedyś przez podopiecznego na ścianę. A Kuba złości się jak dziecko, kiedy nie dostaje czego chce i kiedy chce. Na przykład słodyczy, które uwielbia. Uwielbia też kiełbasę i mógłby jeść ją ciągle, kocha telewizję i sport. Jest fanem i kibicem Unii Skierniewice. W tym mieście jest ich dom.

Zaniedbany, brudny, w opłakanym stanie

Ale zacznijmy od początku.

Krzysztof pojawia się w życiu Kuby w 2015 roku. Nie jest z nim biologicznie spokrewniony. Jak na siebie trafili – nie ma w tej historii większego znaczenia. Znaczenie ma to, że Kuba od 2015 roku jest szczęściarzem.

Krzysztof poznaje Kubę, gdy ten jest w opłakanym stanie – zaniedbany, brudny, z zaawansowaną grzybicą, którą wyhodował m.in. pijąc obłędne ilości pepsi, około dwóch litrów dziennie. Kulał z powodu powrastanych i zajętych chorobą paznokci.
 

Kuba pochodzi ze znamienitej rodziny skierniewickich naukowców. Miał brata-geniusza hołubionego przez rodzinę, ale ten, choć młodszy, już nie żyje. Rodzice również, ostatnia odeszła matka cierpiąca m.in. na demencję; to także jej choroba przyczyniła się do ogromnego zaniedbania Kuby. Kiedy jeszcze żył ojciec, to on dbał, by syn chodził do szkoły i na inne zajęcia. Były oczywiście opiekunki: pierwsza wykorzystując okazję okradała rodzinę, druga – choć dobra i czuła – nie wytrzymała trudów opieki nad Kubą. To właśnie wtedy Krzysztof wkracza w życie Kuby w pełnym wymiarze i pełnej odpowiedzialności. Daje mu nie tylko bezpieczeństwo i opiekę, ale i miłość.

Idealny do wykorzystywania

Kuba pracował dorywczo, był między innymi pomocnikiem piekarza, który się nad nim pastwił, np. skutego łańcuchem przypalał… W sklepie ogrodniczym eksploatowany był jak wół roboczy do dźwigania ciężkiego towaru, płacono mu 2 złote za dzień pracy (sic!). Kuba nie zna wagi pieniądza i nie umie oszacować wartości swojej pracy, jest więc idealnym obiektem – bo przecież nie człowiekiem i podmiotem dla swojego pracodawcy – do brutalnego i łatwego wyzyskiwania. Fizycznego i ekonomicznego. Dziś zatrudniony jest w miejskim Ośrodku Sportu i Rekreacji i wykonuje tam drobne prace porządkowe przez kilka godzin dziennie. Lubi tę pracę.

Zanim do niej pójdzie, wstaje o 5 rano, ścieli łóżko, potem pije herbatę. Siada do pisania – bo Kuba czyta i pisze – a jego pasją jest przepisywanie tekstów z gazet i różnych przewodników, które sam kupuje. Najbardziej interesują go wiadomości sportowe. O godzinie 7 wyjeżdża rowerem do pracy w OSiR, wraca do domu o 11, funkcjonuje w miarę samodzielnie. Teraz – wiosną – pomaga Krzysztofowi w ogrodzie. Ogląda dużo telewizji, lubi m.in. „Kryminalnych” i „Nasz dom”, no i obowiązkowo kanały sportowe. Czyta też bajki, jest przecież dużym dzieckiem. Przed snem myje się, ale tej czynności Krzysztof musi dopilnować, zważywszy że fizjologia Kuby wciąż jest kapryśna – choć mniej niż kiedyś – co często oznacza, że opiekun jest uwięziony na długi czas w łazience, którą trzeba oczyścić z fekaliów. Nie tylko toaletę. Krzysztof próbuje nauczyć Kubę reakcji na sygnały fizjologiczne, by wreszcie mogli zapomnieć o pampersach. Na razie jeszcze nie mogą, choć i tak jest lepiej niż kiedyś. Kuba coraz częściej zamiast pampersów nosi zwykłe majtki.

Ambasadorowie wspaniałej sprawy

Kuba jest w mieście znany i często odwiedza skierniewicki rynek, gdzie zaczęto go szanować i lubić (kiedyś wyszydzano i wyśmiewano, nazywano np. „przygłupem”); ludzie znający Kubę i Krzysztofa docenili ogrom pracy opiekuna. A zwłaszcza tej pracy efekty. Pozostali jednak pojedynczy „życzliwi”, którzy uprzejmie donoszą opiece społecznej, że skoro Kuba schudł (miał kiedyś sporą nadwagę) i nie jada już obiadów w miejscowym Instytucie Sadownictwa, to z pewnością musi być przez opiekuna maltretowany i głodzony. Tymczasem Kuba i Krzysztof jadają w domu razem. Opiekun przyjął zasadę, że wszystko, co się da, robią wspólnie – to ogromna odpowiedzialność i wyrzeczenie się przez Krzysztofa niemal całej prywatności i czasu na wyłączność – ma go tylko wtedy, gdy Kuba jest przez kilka godzin w pracy. Zależy więc od Kuby, a Kuba od niego. Obaj zajmują się także czterema psami.

Kuba jest dziś czysty i zadbany, rzadziej zdarzają mu się napady agresji, jest kochany. Choć mówi do Krzysztofa tylko (a może aż?) „lubię cię”, ich wzajemną więź widać na pierwszy rzut oka.

Historia Krzysztofa i Kuby, rozpoczęta w 2015 roku, trwa. Niemal 3 tygodnie temu zaczął się w Sejmie protest rodziców osób niepełnosprawnych. Też trwa. Kuba i Krzysztof regularnie przyjeżdżają pod Sejm wspierać protestujących. Ktoś powiedział, że Krzysztof lansuje się kosztem Kuby; mam nadzieję, że będzie ten „lans” uprawiał dalej i nie zważał na głosy niemądrych. Obaj są bowiem wspaniałymi ambasadorami sprawy, dla której przyjeżdżają do Warszawy w poczuciu solidarności z protestującymi. Kto, jak nie oni, czują jej wagę?

Zapisy Konstytucji RP są obowiązujące. Żaden jednak protest i żaden akt prawny nie zmieni rzeczywistości, jeśli najpierw nie wypełnimy ich człowiekiem i empatią. Kubą i Krzysztofem. Tysiącami im podobnych.

Ewa Błaszczyk

Na zdjęciu Kuba i Krzysztof, podczas jednej z pikiet wsparcia RON przed Sejmem, fot. ©WILK

Jedna myśl na temat “Ludzie i rzeczy, których nie widać

  • Maj 5, 2018 o 09:39
    Permalink

    Piękna opowieść o ludziach. Trzymam za nich kciuki.

    Odpowiedz

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *