KOD, PO, Wałęsa. Co się takiego stało

Koniecznie trzeba odnotować dwa wyjątkowo ostre publiczne oświadczenia członków ZG KOD. Są ważne. Ale są niejasne. Wymierzone wprost przeciw władzom Platformy Obywatelskiej. I coś zapowiadają. Co? O tym proponuję porozmawiać publicznie
 
Bardzo niedawno, po przykrej wymianie zdań z Magdą Filiks, proponowałem byśmy otwarcie pogadali raczej o programie, a nie tylko od czasu do czasu ujawniali to, co które z nas o kim powiedziało komu, i dlaczego to było świństwo.
Mamy zaś do czynienia z sytuacją przedziwną, naprawdę. Co się takiego stało?

Kryzys w Gdańsku

W obliczu kryzysu wyborczego w Gdańsku, kiedy urzędujący prezydent Paweł Adamowicz ogłosił, że będzie kandydował w wyborach, nie czekając na partyjną nominację Platformy Obywatelskiej – nie tyle nawet zawrzało, co doszło do eksplozji.

Politycy PO – w kontaktach z nami zawsze dotąd dezawuujący naszą ideę prawyborów, twierdząc, że to niebezpieczna mrzonka lub świadoma dywersja na rzecz PiS – przez moment w stanie najwyższego pomieszania sugerowali nawet prawybory w Gdańsku jako sposób rozwiązania problemu krnąbrnego Adamowicza. W dodatku zwracali się do nas w tej sprawie. Istotnie kłopot – w Gdańsku na politycznym rynku pojawił się obok Adamowicza również Jarosław Wałęsa, którego stosunki z PO są skomplikowane i który prawdopodobnie przestał być członkiem tej partii, Agnieszka Pomaska, którą wskazywano jako kandydatkę PO i Ewa Lieder z Nowoczesnej. Wszyscy kandydaci uparcie bronili swego i nie wyglądało na to, żeby któremukolwiek opłacało się ustąpić. Sytuacja na prawybory wzorcowa. Studziłem budzący się w tej sytuacji entuzjazm kolegów i ich nadzieję na prawybory w Gdańsku – wiatr powiał przez chwilę w naszą stronę, ale poczekajmy, jeszcze się dziesięć razy zdąży odwrócić.

Czekać istotnie nie trzeba było długo. W Gdańsku pojawił się Grzegorz Schetyna i wspólnie z Lechem Wałęsą ogłosili Wolontariat Wolnych Wyborów. Lech Wałęsa symbolicznie staje na jego czele. Chodzić ma o pilnowanie uczciwości w trakcie głosowania, ale Wałęsa to Wałęsa – skojarzenie z legendarnym Lechem, którego sfotografowany uścisk dłoni rekomendował kandydata „drużyny Solidarności” w wyborach z 1989 roku, działa oczywiście z całą siłą i musiało to być skojarzenie zamierzone.


Podoba Ci się? Udostępnij!

[apss_share]


Schetyna do Gdańska pojechał oczywiście nie w trosce o rzetelność liczenia głosów – raczej po to, by uzyskać od Wałęsy to, co uzyskał – stanowcze wezwanie Pawła Adamowicza do rezygnacji z kandydowania. Załatwiwszy więc tę sprawę, omawiano i dalsze. Wałęsa (Lech) nie potwierdza i oficjalnie mówi, że czeka na decyzję PO, którą popiera bezwarunkowo – wydaje się jednak jasne, że to Wałęsa (Jarosław) do niedawna pokłócony z PO, a nie Agnieszka Pomaska, będzie kandydatem PO w Gdańsku. Zmienia się niewiele – odpada raptem Pomaska, bo w grze zostaje i krnąbrny Adamowicz z największym poparciem mieszkańców, i młody Wałęsa, i Ewa Lieder, która nie bardzo ma jak ustąpić wobec którejkolwiek z tych kandydatur. Nie licząc potencjalnych innych kandydatów np. z SLD. Co powoduje, że prawybory nadal proponujemy jako rozwiązanie dobre dla polityków. O wyborcach nie wspominamy, bo wspominać o nich politykom, to wystawiać sobie papiery niepoważnego amatora, koncentrującego się na szczegółach doprawdy drugorzędnych w „poważnej polityce”. Ale telefony z PO oczywiście zamilkły po akcji Schetyny, a na naszych spotkaniach znów będziemy prawdopodobnie słyszeć, że proponując prawybory, rozbijamy jedność w opozycji, symbolizowaną tym razem nie billboardem z uśmiechniętym Schetyną, ale pomnikową postacią Lecha Wałęsy.

Przy okazji to jednak właśnie Wolontariat Wolnych Wyborów spowodował wybuch Magdy Filiks. Napisała otwarty list do Grzegorza Schetyny – chyba najostrzejszy z tych, które widziałem dotychczas. Wypomniawszy Schetynie szereg grzechów najcięższych, powiedziała „dość!” Co to ma znaczyć dokładnie, nie jestem pewien. Na przykład w Gdańsku… Co zamierza tam robić KOD w sprawie wyborów? Kontrolować liczenie głosów?

O co chodzi KOD-owi?

List Magdy wywołało to, że nowa inicjatywa WWW dezawuuje Obywatelską Kontrolę Wyborów, nad którą KOD pracuje od wielu miesięcy. Istotnie dezawuuje – politycy PO, zamiast uspokajać awanturę wyjaśnieniem, że chodzi o tę samą propozycję, a draka o nazwę i patronat Wałęsy jest nieporozumieniem, twierdzą dziś, że OKW to niepoważna inicjatywa amatorów bez kadr, struktur, finansów i środków technicznych. Jeszcze wczoraj oferowali wsparcie i pomoc i wszystko wyglądało dobrze. To tylko Obywatele RP z niebezpieczną prawyborczą mrzonką byli niebezpieczni, natomiast KOD i OKW były dla PO poważne i cenne. Magda wymienia bardzo wiele grzechów PO, a gdyby tę wyliczankę zestawić z tekstem Jarka Marciniaka, to mielibyśmy niemal komplet: od samej przegranej w 2015, która wynikała z bezmyślnej arogancji, przez nierozliczenie klęski i brnięcie wciąż w tę samą, bezproduktywną, antypisowską frazeologię, poprzez paternalistyczne traktowanie wszystkich partnerów w opozycji, po egoistyczny cynizm i dbałość wyłącznie o własne pozycje liderów.
 

 
Oboje liderzy KOD napyskowali partiom parlamentarnej opozycji serdecznie, co budzi moją sympatię, a sam miałbym coś do dodania w ich gniewnych wyliczankach i trochę mnie nawet korci. Prawda jest oczywiście taka, że na liście grzechów PO i Schetyny ruch w sprawie WWW jest prawdopodobnie najmniej ważny, a pozostałe są od dawna znane i były od dawna tolerowane – przez KOD również.

Nie – nie będę pytał złośliwie, dlaczego dopiero teraz. Rozumiem, że się Magdzie Filiks czara przelała teraz, i to z tego powodu postawiła się Platformie otwarcie po raz pierwszy i od razu tak strasznie mocno.

Solidaryzuję się z tym Magdy wybuchem. Oczywiście sądzę, że było trzeba już dawno. Stanowczo i przede wszystkim konsekwentnie – bo gwałtowność sformułowań nie zastąpi konsekwentnej realizacji celów. Wobec partii nawykłych do parlamentarnych rozgrywek i próbujących w typowy dla siebie sposób rozgrywać również obywatelskie ruchy, potrzebna jest przede wszystkim solidarność, a ta wymaga świadomości celów i zasad. Tego brakowało po stronie ruchów obywatelskich. Cieszę się więc przede wszystkim z tego, że dzisiaj znam część możliwej, zaproponowanej przez Magdę odpowiedzi KOD na pytanie „co po PiS”. No, wygląda na to, że nie PO. Też tak sądzę i ta zgoda mnie cieszy. Ale w takim razie, co?

Ruch polityczny

Magda Filiks tego nie pisze, więcej o tym napisał Jarek Marciniak. Trochę nie bardzo spójnie to wygląda, bo Jarek z jednej strony napomina, że KOD nie jest od udziału w grze politycznej i walce o władzę, ale z drugiej twierdzi, że celem powinien być właśnie ruch polityczny, który do wyborów pójdzie. Nie po władzę, ale po to, by zmieniać Polskę… Cóż…

Diagnoza partii, zwłaszcza tej najsilniejszej brzmi tak, jakbym słyszał Frasyniuka – tyle tylko, że on ją wypowiada sprawniej i mocniej. Postulat też jest jakby z niego – ruch polityczny, w miarę możliwości szeroki, z dużym wsparciem ruchów obywatelskich lub wręcz właśnie wokół nich skupiony. Taki, który zmiata PiS i przejmuje Polskę. Ten postulat popieram, choć domagam się określeń wyraźniejszych.

Czy KOD pójdzie do wyborów – domyślam się, że w grę wchodzą raczej parlamentarne, nie samorządowe – i jak to zrobi, to jest jedna sprawa. Skomplikowana, bo KOD-owi nie bardzo wolno, jak zresztą Jarek Marciniak słusznie zaznaczył. Drugą sprawą jest jednak, co dokładnie ma zrobić ruch, który przejmie władzę i zmieni rzeczywistość. Jarek Marciniak pisze, że chodzi o wymianę pokoleń, zamianę liderów konkurujących między sobą, na „inkluzywnych” i współpracujących, cyników na uczciwych idealistów.

Wygląda na to, że cały pomysł właśnie na tym polega. Kolejna wizja uzdrowienia moralności polityków. Tyle w każdym razie wyartykułowano. Jak to zrobić – nikt nie wie. Jarek zdaje się sugerować, że pokolenie trzydziesto-, czterdziestolatków to ludzie sprawniejsi, uczciwsi, zdrowsi… Jeśli nawet tak jest rzeczywiście, nie jest w najmniejszym stopniu jasne, czy ruchy obywatelskie mają wobec tego sprawdzać metryki urodzenia kandydatów, ich życiorysy, badać ich na wariografach, czy co dokładnie mają robić.
 

 

Nam chodzi o ustrój

Mówię o Obywatelach RP, rzecz jasna. Przeciw wodzowskim praktykom i innym patologiom partyjnego życia proponujemy prawybory, projekt nowej ustawy o partiach i referenda w tej sprawie, które odbywałyby się, czy pisowska większość się zgodzi, czy nie. Ten przykład streszcza nasze myślenie o celach i strategii ich osiągania – czy to w wyborczym, frontalnym starciu z PiS, czy w drodze długiego marszu obywateli sięgających po własność nad państwem i jego instytucjami.

  1. Prawybory przetną tę bezwzględną zależność polityków od szefów ich partii – i to oczywiście dlatego partie są tak bardzo przeciw. Zbudujemy – tu i teraz – absolutnie niezbędne, instytucjonalne podstawy, by o demokratycznej reformie dało się w ogóle poważnie myśleć i rozmawiać.
  2. Projekt ustawowej reformy ustroju partyjnego, likwidującej wszechwładzę partyjnych baronów, wzbudzi silne poparcie po obu stronach dzisiejszego podziału politycznego. Bo obie strony w tej akurat sprawie mają poglądy bardzo wspólne. Tworzy to silny nacisk na partię władzy, powodując erozję wśród jej elektoratu i tworząc sytuację, w której nie da się odpowiedzieć na pytanie, dlaczego nie chcecie tych zmian.
  3. Referenda obywatelskie, odbywające się bez zgody sejmu, stworzą nacisk na władzę tak silny, że ona tego może nie wytrzymać.
  4. Prawybory wyłonią wreszcie taką reprezentację opozycji, która będzie miała silny mandat i jej przywództwo nie będzie kwestionowane.

Władzę w wyborach parlamentarnych przejmowałby więc nie ruch stworzony w oparciu o KOD, o nas, czy kogokolwiek pod czyimkolwiek patronatem, ale komitet obywatelski skupiający wszystkich, którzy identyfikując się z walką o polską demokrację, stanęliby do otwartych prawyborów wyłaniając wspólną, pluralistyczną reprezentację obywatelską i jeśli trzeba również kierownictwo polityczne ruchu obdarzone czytelnym mandatem, a nie ustalone w partyjnych gabinetach.

Celem działania ruchu musi zaś być – uściślając słuszne uwagi Jarka Marciniaka – nie władza którejś partii, czy samego ruchu. Chodzi o to, by do polskiego parlamentu wprowadzić pluralistyczną reprezentację organizacji politycznych. Każdą ze swoim programem. Nowy parlament wyłoniony przy znaczącej frekwencji i cieszący się wynikającym z niej silnym mandatem społecznym, powinien zająć się kluczowymi sprawami ustroju Polski. Reformą systemu partyjnego i wyborczego, reformą sądownictwa, niezależnością mediów, nie tylko publicznych, niezależnością korpusu urzędniczego i kadr spółek skarbu państwa, apolitycznością służb, reformą sądownictwa i organów ścigania, reformą ustroju samorządowego, ale także służbą zdrowia, ubezpieczeniami społecznymi, zasadami polityki społecznej państwa i nigdy dotąd poważnie nie potraktowanymi w Polsce kwestiami praw człowieka, w tym zwłaszcza praw kobiet, mniejszości religijnych, etnicznych, seksualnych i innych oraz prawami jednostki w zderzeniu z systemem instytucji państwa. Wymieniać da się jeszcze trochę – choćby strefę euro i całość europejskiej integracji. Nowy parlament musi w każdym razie przede wszystkim potwierdzić lub – owszem – zmienić polską konstytucję tak, by nigdy więcej nie była kwestionowana przez grupę polskich obywateli tak liczną, że zdolną wygrać kolejne wybory.

To tak określony ruch polityczny powinien iść po władzę w Polsce.

25 thoughts on “KOD, PO, Wałęsa. Co się takiego stało

  • 27 lutego, 2018 o 01:15
    Permalink

    W pełni i bez uwag zgadzam się ze scenariuszem Pana Kasprzaka. To właśnie Komitet Obywatelski powinien wprowadzić do Parlamentu odpowiednie osoby – niekoniecznie należące do jakiejkolwiek partii. Od dawna coś takiego sobie wyobrażałem i parokrotnie na różnych forach proponowałem. Wszystkie, literalnie wszystkie nasze partie się nam “przejadły” i zdezawuowały. Widzimy, że bycie w partii to wzajemne podkopywanie się i walka o lepsze pozycje. My już tego nie chcemy. Partie odstawiamy. Nie wiem tylko, jak Komitet Obywatelski miałby uzyskać odpowiednią “osobowość prawną”, aby mógł normalnie działać – są od tego specjaliści. W takim Komitecie powinni być Obywatele RP, Tama, OSA, Protest Kobiet i inne, które w ostatnich kilkunastu miesiącach robiły szlachetną, autentyczną, szeroko akceptowaną “dobrą robotę” (i psuły PiS-owi skutecznie krew).
    Dosyć walk wewnątrzpartyjnych, bo nas to nie obchodzi. Mamy mieć fachowych przedstawicieli w Sejmie i Senacie, wybranych przez Obywateli, nie z list partyjnych. Niech będą nimi znane i uznawane osoby z odpowiednim wykształceniem (ekonomicznym, prawniczym, technicznym itd.) z uczelni, instytutów badawczych, przemysłu, wojska itp. Zatroszczmy się przy tym, aby wreszcie nasze reprezentantki i reprezentanci byli we “władzach” wyrównani: 50-50 (w bliskim przybliżeniu). Jeżeli ten aspekt zaniedbamy, skażemy kobiety na ciąg dalszy wiecznej, beznadziejnej i upokarzającej walki o równouprawnienie. Niech Islandia będzie przy tym wzorem. Wieczna dominacja mężczyzn do niczego dobrego nie prowadzi.

    Odpowiedz
  • 27 lutego, 2018 o 01:58
    Permalink

    Też popieram niemal w pełni stanowisko pana Kasprzaka. To jest logiczna konsekwencja zastałej sytuacji. Jedyne zastrzeżenie czy ostrzeżenie. Wystrzegałbym się nawet w przybliżeniu wszelkich postulatów ideologiczno-światopoglądowych w rodzaju “wprowadzić karę śmieci”, “precz z abrocją / precz z zakazem aborcji” i tym podobne, które mają działanie wykluczające i dyskwalifikujące dla większości ludzi o określonych światopoglądach. Są to tak zwane postulaty KO typowe dla ruchów 1 procenta. Pełna koncentracja powinna być skierowana na uniwersalne postulaty ustrojowe ukierunkowane na wprowadzenie klasycznej demokracji opartej na pryncypiach państwa prawa wywiezionych z dziedzictwa zachodniej cywilizacji. Takie sprawy mogą przemówić do wszystkich niezależnie od światopoglądu stojących w dzisiejszym sporze i wycofanych na emigrację polityczną niechcących brać udziału w tak zdefiniowanym sporze.

    Odpowiedz
  • 27 lutego, 2018 o 15:16
    Permalink

    Otóż czekam z nadzieją, aż ORP w koalicji z wieloma organizacjami uchwalą nową ustawę o partiach politycznych, najlepiej taką, aby ich nie było 🙂 :). Czekam z utęsknieniem aż utworzony Komitet Obywatelski wprowadzi do parlamentu samych świętych posłów i senatorów :). Czekam na te referenda, organizowane bez zgody parlamentu, których wynik będzie obowiązujący :).
    A teraz już poważnie powtórzę, co już wielokrotnie pisałem. Debatowanie o prawyborach ma sens, bo prawybory udoskonalają demokrację parlamentarną. Prawybory muszą jednak mieć silne oparcie w kulturze społecznej, w kulturze politycznej, a nie tylko w uregulowaniu w ustawie o partiach politycznych. Innym niezbędnym czynnikiem jest zmiana systemu wyborczego z proporcjonalnego na JOW i najlepiej nie od razu do Sejmu, tylko przez pierwsze dwie kadencje pół na pół, aby obywatele przyswajali sobie. Ta znienawidzona przez lidera ROP, Platforma Obywatelska wprowadzała stopniowo te zmiany. To PO od powstania mówiła o JOW, ale nie było drugiej siły politycznej, która chciałaby to wesprzeć. No ale co tam, przecież to była ta wraża “ciepła woda w kranie”.

    Odpowiedz
    • 27 lutego, 2018 o 16:01
      Permalink

      Heniu — wynik referendów nie jest obowiązujący. Nawet za zgodą sejmu. Wnioski z milionem podpisów są odrzucane przez sejm. O czym ta rozmowa? Chodzi o nacisk świadomych swych celów obywateli. Referendum w Katalonii nie było obowiązujące, a kontrakcja rządu spowodowała, że to referendum sprawie katalońskiej niepodległości — słusznej, czy absurdalnej — przysłużyło się najlepiej ze wszystkiego. Żadna guerilla tego by nie osiągnęła.

      “Samych świętych posłów”? Co Ty gadasz. W tekście masz napisane, że nie o świętość chodzi, a o mechanizmy ich partyjnej zależności. Niech więc będzie Schetyna — ale w takim ustroju, który na nim wymusza słuchanie wyborców.

      “Prawybory muszą mieć silne oparcie w kulturze” — ok, ale skąd się bierze kultura polityczna? Z nadania zwycięskiej PO się weźmie? Widzimy rezultaty właśnie. Cenisz prawo i regulacje ustrojowe, kiedy je sam wydeptałeś uparcie, a nie kiedy Ci je dano.

      Odpowiedz
      • 27 lutego, 2018 o 17:42
        Permalink

        Pawle, nie dorośliśmy jako społeczeństwo do wiążących i częstych referendum. Nie jesteśmy Szwajcarami, którzy odrzucili w referendum gwarantowany dochód, bo uznali to za nieracjonalne, przynajmniej na tym etapie rozwoju. Nie wykluczam, że w epoce powszechnej robotyzacji, będzie to nieuniknione, ale my tego nie dożyjemy.
        Samą debatę i promocję o prawyborach jaką prowadzicie uważam za bezcenną, byle tylko odbywała się bez postponowania opozycji parlamentarnej. Jak trzeba to należy skrytykować, ale np. w tym przypadku do którego się odniosłeś, (list otwarty do Schetyny Magdy Filiks), nie zgadzam się z takim podejściem. Doskonale pamiętamy co Ciebie i mnie odrzuciło od KOD, między innymi ta próba zawłaszczania. Magda uważa, że jej (KOD-u) pomysł na ma wyłączność kontroli wyborów. Otóż nie, nie można zabraniać nikomu innemu tworzenia podobnych inicjatyw, szczególnie w przypadku PO, która ma struktury, a KOD w powiatach, nie mówiąc o gminach nie istnieje. Poza tym, nie ma alternatywy opozycyjnej obecnie. Też bym wolał, aby na miejscu Schetyny był Jacek Jaśkowiak, który zrobiłby z PO bardzo sensowną partię. Ale jest jak jest i nie pogrążajmy tego co jest, co nie znaczy, że mamy pozostać obojętni na niemrawość opozycji. Poza tym tym obaj doskonale wiemy, że to KOD zniszczył KOD i cały entuzjazm oporu obywatelskiego i ludzie z KOD, zwłaszcza ci z pierwszego zarządu powinni o tym pamiętać.
        A co do prawyborów, to jeżeli uda Ci się zaszczepić i zorganizowane zostaną prawybory, powiedzmy w 20 gminach, to będzie to i tak wielki sukces, a jeżeli ci kandydaci pochodzący z prawyborów wygrają wybory to będzie mega sukces. Nie ma jednak takiej opcji, aby organizować prawybory w takich dużych ośrodkach jak Gdańsk, nie w obecnej sytuacji politycznej.

        Odpowiedz
    • 27 lutego, 2018 o 16:13
      Permalink

      a) Mówienie, że można coś wprowadzić pod warunkiem, że najpierw się ma odpowiednią “kulturę” to czysty nonsens. W wielu kwestiach tylko praktykowanie czegoś może ukształtować kulturę i umiejętność tego czegoś. Jak na przykład sztuka mówienia, chodzenia, pływania, czy choćby demokracji. Nikt się w życiu nie nauczy pływać, jeśli warunkiem wpuszczenia go do basenu, będzie udowodniona przez niego umiejętność pływania. Bez wejścia do wody nikt nigdy w życiu nie nauczył się pływać. Tego też nie da nauczyć się z książek.

      b) Prawo ma funkcję normatywną i “kulturotwórczą”. Więc jak najbardziej prawem można wymusić normy postępowania według zasad pożądanej “kultury”. W Niemczech obowiązek prawyborów w partiach wprowadzono już przed pierwszymi wyborami w 1949 roku. I żadna partia od tego czasu bez stosowania kultury prawyborów swoich kandydatów do żadnych wyborów nie zarejestruje. Kultura może rozwinąć się naturalnie, ale wymaga to czasu i sprzyjających warunków. Ale kulturę można też w trybie przyśpieszonym wymusić prawem. W wielu krajach się to z dobrym skutkiem stosuje. A polska polityka takich środków szczególnie wymaga, bo jest do szpiku kości zdegenerowana i nie daje żadnych rokowań na samoistne wypracowanie jakieś kultury.

      c) PO nigdy nie chciało JOW-ów w wyborach do Sejmu i strzegło jak źrenicy w oku monopolu nomenklatur partyjnych. Ten ich postulat JOW-ów to jest klasyczna zasłona dymna, czyli postulowanie czegoś czego z góry wiadomo, że nie można i nie chce się zrobić. Gdyby PO była zainteresowana demokratyzacją kraju to mogła już 1000 razy 1000 różnych rzeczy w systemie proporcjonalnym zrobić. Choćby znieść ogólnokrajowe progi wyborcze i dopuścić realnie do wyborów lokalne listy kandydatów i listy jednoosobowe likwidując monopol wyborczy odgórnie koncesjonowanych centralistycznych klik nomenklaturowych. Mogła też coś zrobić z ustrojem partii politycznych w państwie. A miała ku temu pełne możliwości już co najmniej od kwietnia 2010 roku. Ale PO postawiła na lansowanie kibolstwa i zwyrodniałości w wykonaniu sekty smoleńskiej. Myśleli, że im to się bardziej opłaca i umocni ich u władzy. I przeliczyli się. Polacy nie poddali się polityce psychicznego terroru i szantażu. I nie poddają się tej polityce do dzisiaj. PO chciało zaszczuć społeczeństwo pompując PiS. Ale to społeczeństwo PiS-em tę hołotę poszczuło.

      Odpowiedz
      • 27 lutego, 2018 o 17:47
        Permalink

        Miałem odnieść się poważnie, ale po przeczytaniu punktu “c”, pełnego kłamstw i demagogi uznałem, że do takiego poziomu nie zniżę się.

        Odpowiedz
        • 27 lutego, 2018 o 18:03
          Permalink

          To dobra decyzja. Żadna partyjna retoryka mnie bezpartyjnego na najniższych progach nie przekona i byłaby waleniem grochem o ścianę.

          Jedyne co mnie przekona to wyniki powszechnych, równych i wolnych wyborów z wolnym udziałem i prawem wyboru dla bezpartyjnych. Wtedy by się zobaczyło co warte są te medialne partie i czy jest z kim i o czym rozmawiać. Ani PiS ani PO nigdy nie były i nadal nie są gotowe na taką konfrontację. One wiedzą najlepiej co są w realu warte.

          Odpowiedz
          • 27 lutego, 2018 o 18:52
            Permalink

            NIGDY NIE BYŁEM CZŁONKIEM JAKIEJKOLWIEK PARTII, więc bez insynuacji mądralo.

          • 27 lutego, 2018 o 19:18
            Permalink

            Ja mówiłem o retoryce partyjnej a nie o członkowskie.

            I jeśli można zapytać: dlaczego Pan NIGDY NIE BYŁ CZŁONKIEM JAKIEJKOLWIEK PARTII, i traktuje to za insynuację, a jednocześnie za partiami Pan gardłuje?

            I jeszcze jedno proszę wyjaśnić: Dlaczego nerwowe “JA NIGDY NIE BYŁEM CZŁONKIEM JAKIEJKOLWIEK PARTII !!!” brzmi w Polsce identycznie jak “JA NIGDY NIKOGO NIE ZABIŁEM, NIC NIE UKRADŁEM, ŻONY NIE BIŁEM I NA UB NIE DONOSIŁEM !!!!!”

            A potem niech się jeszcze chwileczkę zastanowi z jakich powodów normalni i porządni ludzie mieliby głosować na takie partie?

          • 27 lutego, 2018 o 20:44
            Permalink

            Na tym skończyłem, z anonimowymi głupkami nie rozmawiam.

  • 27 lutego, 2018 o 18:10
    Permalink

    Paweł, czegoś nie rozumiem. W jednym miejscu piszesz, że nie ma mowy o tym, by ORP miała stać się ruchem politycznym (Bit…), natomiast tutaj to jest czysta deklaracja polityczna. Przynajmniej tak to odbieram

    Odpowiedz
    • 27 lutego, 2018 o 18:20
      Permalink

      Wystarczy uważniej czytać. Ja wyczytałem, tu cytuję:
      Władzę w wyborach parlamentarnych przejmowałby więc nie ruch stworzony w oparciu o KOD, o nas, czy kogokolwiek pod czyimkolwiek patronatem, ale komitet obywatelski skupiający wszystkich, którzy identyfikując się z walką o polską demokrację, stanęliby do otwartych prawyborów wyłaniając wspólną, pluralistyczną reprezentację obywatelską i jeśli trzeba również kierownictwo polityczne ruchu obdarzone czytelnym mandatem, a nie ustalone w partyjnych gabinetach.

      … dalej też w tym stylu. Ja to rozumiem tak, że to nie ma być ruch Schetyny, Kasprzaka, Łozińskiego lecz oddolny ruch obywateli, którzy na dole decydują, kto ich reprezentuje.

      Odpowiedz
    • 27 lutego, 2018 o 22:26
      Permalink

      Zależy, co rozumiesz przez deklarację polityczną. Twoja (nasza) deklaracja o krzywoprzysięstwie Dudy była jak najbardziej polityczna. Obywatele RP — moim zdaniem — nie mogą być stroną w międzypartyjnym sporze. Ruchowi, który strzeże konstytucyjnych wartości, przypada rola strażnika, kontrolera itd. Nie powinien np. startować w wyborach, choć — myślę — nie bez wyjątków. My chcemy wymusić prawybory. To polityka, owszem. Ale właśnie taka, która polega na narzuceniu standardów demokracji i na niczym więcej.

      Odpowiedz
  • 27 lutego, 2018 o 18:42
    Permalink

    Zgadzam się z analizą Pawła a rozwój sytuacji w Gdańsku jest potwierdzeniem, że idea prawyborów jest najlepszym rozwiązaniem, które pozwoliłoby wyłonić najlepszych kandydatów środowisk, które nie akceptują dyktatury, łamania prawa i Konstytucji. Celowo używam określenia środowisko ponieważ aby zwyciężyć trzeba zaangażować nie tylko partie polityczne ale także organizacje pozarządowe, stowarzyszenia, ruchy miejskie i wiejskie itd. Prawybory pozwoliłyby skonsolidować ten szeroki wachlarz i uwierzyć, że pokonanie tego małego na k jest możliwe. W ostatnich dniach na Węgrzech cała opozycja antyorbanowska wystawiła jednego kandydata w wyborach uzupełniających na burmistrza miasta o bardzo długiej nazwie i pewniak Orbana przegrał w mateczniku Fideszu 57 do 41 % a co najważniejsze frekwencja wyborcza z 36 % w 2014 wzrosła w tych ostatnich wyborach do 62 %. I to był klucz do zwycięstwa. Prawybory i wystawienie w ich wyniku wspólnych kandydatów szerokiego środowiska w kapitalny sposób mogą zwiększyć udział wyborców i dają większą szansę na pokonanie dojnej/podłej zmiany. Ponadto uważam, że ORP winni jednak zmienić swoje stanowisko i zadeklarować możliwość wystawienia w prawyborach swoich najlepszych ludzi. To samo uważam powinien zrobić KOD i inne znane już organizacje obywatelskie.

    Odpowiedz
  • 27 lutego, 2018 o 19:09
    Permalink

    W tym swietnym pod wzgledem opisu biezacego polskiego krajobrazu “przed bitwa” (choc z wieloma potyczkami w toku) tekscie, ale takze niezwykle przekonujaco diagnozujacym sytuacje, no i wreszcie najwazniejsze, werbalizujacym precyzyjnie cele, w ktore warto sie na calego sercem i glowa zaangazowac – brakuje mi tylko jednego. Mianowicie wsrod kwestii kluczowych, jakimi powinna sie zajac przyszla pluralistyczna (to bardzo wazne) reprezentacja parlamentarna, zabraklo edukacji.
    Nie sadze oczywiscie, aby wynikalo to z lekcewazenia zagadnienia, jedynie pragne uzupelnic je tutaj, albo jeszcze lepiej, postawic wraz z innymi wymienionymi pod koniec ustrojowymi zadaniami w grupie wagi zasadniczej lub – jesli kto woli – ciezkiej.
    Nie chce podnosic wszystkiego, co wiemy o tzw. deformie sygnowanej nazwiskiem Anny Zalewskiej, czy w obszarze szkolnictwa wyzszego o wizjach (z ich plusami i minusami) Jaroslawa Gowina, a co powiedzielismy sobie w tym, czy innym gronie sto razy. Nie mam tez na mysli sugerowania kolejnego wiru, jaki polityczne zapedy posanacyjnego uzdrawiania (jakkolwiek to brzmi paradoksalnie i/lub tautologicznie, ale taki jest wlasnie obraz zalosnego chaosu pojec w Polsce obecnie) mialyby wywolac w tej sferze. Edukacja nalezy do najwrazliwszych funkcji calego organizmu spolecznego. W tym sensie, i kontynuujac analogie z organizmem, jest to z pewnoscia sprawa ustrojowa, choc nie powinno sie jej krepowac gorsetem nakazow, zakazow i regulacji z pozycji wladzy wykonawczej (vide dobry w tym wzgledzie przyklad Finlandii).
    Niemniej to ona, jak ostatnio krotko i pieknie uslyszalem z ust pewnej nauczycielki, jest obszarem gdzie przekazujemy idee naszym dzieciom i kolejnym pokoleniom, gdzie te idee kielkuja w nowe idee, gdzie sie dlugotrwale zmiany rzeczonego organizmu spolecznego dokonuja. Edukacja jest jak zasadzanie ziaren na przyszlosc. Zadna regulacja ustawodawcza nie bedzie gwarantowala niczego bez tej konstytucji, ktora stanowiona jest w dzieciach przez wiedze i interpretacje tej wiedzy, jakie im przekazujemy. I dalej wzwyz wiekowo, rzecz (pospolita) jasna :).
    (to tyle, przepraszam za brak polskich znakow, ale dokladam tu swoj glos z zagranicy i “w locie” wystukujac na klawiaturze telefonu)

    Odpowiedz
    • 27 lutego, 2018 o 21:15
      Permalink

      Dzięki. Pewnie, że jest ważne, akurat mnie nie trzeba przekonywać. To tylko w tym tekście — przecież nie próbuję w nim upychać wszystkich rzeczy ważnych. Poniżej fragment tekstu wspólnego, który się niebawem ukaże w mainstreamowych mediach podpisany przeze mnie w grupie i który dotyczy debaty nad zmianą konstytucji:

      “Jasnych, konstytucyjnych regulacji powinna się doczekać zasada znana jako rozproszona kontrola konstytucyjna, w której jednostka, stając przed sądem przeciw instytucjom państwa może skutecznie dochodzić praw wyprowadzanych wprost z konstytucji – ponieważ wiele jest sfer, w których obywatel okazuje się całkowicie bezbronny, a sądy nie mogą stanąć w jego obronie.

      Edukacja, organizowany przez państwo i przez nie nadzorowany system obowiązkowej dla każdego oświaty, to nie tylko ważna sfera życia publicznego i ważne zadanie państwa. To również ostry problem z kategorii praw człowieka, kiedy uświadomimy sobie, że ustrój polskiej szkoły decyzją pojedynczego ministra projektuje w najdrobniejszych szczegółach rozkład zajęć wszystkich polskich dzieci na kilkanaście kluczowych lat ich życia, planując szczegółowo zawartość ich głów, rozstrzygając nieodwołalnie i jednolicie dla wszystkich poddanych bezwzględnemu szkolnemu obowiązkowi. To może i powinno się stać przedmiotem ważnej debaty konstytucyjnej. Należy przypomnieć, że do sejmowego kosza trafił nie tylko niedawny projekt referendum w sprawie reformy oświaty, ale że również w poprzedniej kadencji w ten sam sposób zignorowano istotne z punktu widzenia podstawowych konstytucyjnych wartości postulaty środowisk konserwatywnych. Ostra i bardzo uzasadniona krytyka indoktrynacyjnego charakteru ostatniej reformy oświatowej powinna nam uświadomić, że to przede wszystkim ustrój szkolnictwa ma wady, a dopiero potem ten lub inny minister edukacji. Jeśli ministrem zostanie opętany jakąkolwiek ideologią fundamentalista, dzieci i rodzice okazują się wobec niego całkowicie bezbronni i pozbawieni możliwości dochodzenia prawa do swobodnego rozwoju, nauki, wolności sumienia i wyznania. Likwidacja gimnazjów to przy tym nieistotny drobiazg, choć odczuliśmy ją boleśnie. Ustrój polskiej oświaty – przed i po ostatniej reformie – każe obywatelom posłusznie oddawać dzieci indoktrynacyjnemu systemowi proklamowanymi nie ustawą nawet, ale rozporządzeniami. Na podstawowe w tej kwestii pytanie – czyje jest dziecko w procesie edukacji: państwa, czy rodziny – polska konstytucja odpowiada wyraźnie. Państwa. I choć powiedzieć trzeba uczciwie, że te same rozstrzygnięcia obowiązują w niemal wszystkich cywilizowanych krajach świata, to być może debata jest potrzebna również w tej kwestii. “

      Odpowiedz
      • 27 lutego, 2018 o 22:31
        Permalink

        Nic dodac, nic ujac! Nie ma co sie wymadrzac i dzielic wlosa na czworo (tej goraczki pseudopolemicznej najbardziej nie rozumiem, pseudo- bo z reguly nie dotyczy meritum sprawy, a ekspozycji siebie), gdy rzecz jest tak rzeczowo i adekwatnie do stanu rzeczy wyrazona. Dziekuje serdecznie za to, co robicie.

        Odpowiedz
      • 28 lutego, 2018 o 00:12
        Permalink

        Bardzo ciekawe te dwa pasaże. Scentralizowana kontrola konstytucyjna od lat blokowała obywatelom możliwość dochodzenia swoich konstytucyjnych praw, a po otwartym skoku PiS-u na TK wyszło na jaw jak katastrofalny i niebezpieczny jest taki centralizm. Rozproszona kontrola konstytucyjna to arcyważny postulat, który idzie w kierunku nadania rzeczywistych gwarancji dla podstawowych obywatelskich praw a dodatkowo urzeczywistnia gwarancje niezależności sądownictwa.

        Co do oświaty, to zgoda, że 1000 spraw jest ważnych, ale droga do ich żmudnego i długotrwałego rozwiązywania otworzy się dopiero po rozwiązaniu kilku spraw arcyważnych, a do spraw arcyważnych należą zainicjowanie procesów demokratycznych, reprezentatywność władzy i suwerenność społeczeństwa obywatelskiego, które ma być dopuszczone do głosu i o takich sprawach faktycznie decydować. Zawłaszczanie i ideologizacja edukacji tutaj przedstawiona, to problem wtórny o tyle, że wynika z niekompetencji, braku reprezentatywności i legitymizacji zarówno partii politycznych jak i dzierżonej przez nie władzy. Podobieństwa do systemów w innych krajach są tu mylące, bo w systemach gdzie władza jest faktycznie demokratycznie wybierana, reprezentatywna i kompetentna takie eksplozje wandalizmu systemowego jak ostatnia “deforma” oświaty są najzwyczajniej w świecie niewyobrażalne i niemożliwe. Dlatego widzę ten problem jak wtórny i wynikający z zupełnie innych problemów, co nie znaczy, że również w ustroju edukacji nie należy pomyśleć nad decentralizacją i systemowymi zabezpieczeniami.

        Odpowiedz
        • 28 lutego, 2018 o 17:58
          Permalink

          “Zawłaszczanie i ideologizacja edukacji tutaj przedstawiona, to problem wtórny o tyle, że wynika z niekompetencji, braku reprezentatywności i legitymizacji zarówno partii politycznych jak i dzierżonej przez nie władzy. Podobieństwa do systemów w innych krajach są tu mylące, bo w systemach gdzie władza jest faktycznie demokratycznie wybierana, reprezentatywna i kompetentna takie eksplozje wandalizmu systemowego jak ostatnia „deforma” oświaty są najzwyczajniej w świecie niewyobrażalne i niemożliwe.”

          To niezupełnie jest prawda, niestety. To osobny, bardzo złożony i trudny problem. Kryzys edukacji jest widoczny wszędzie na świecie i ogromna większość cywilizowanych krajów w związku z tym wiecznie reformuje swoją szkołę. Problem polega — moim zdaniem — na tym niestety, że rzetelna diagnoza sytuacji prowadzi wprost do bardzo radykalnych wniosków. Poza klasycznym Iliiczem (“Odszkolnić społeczeństwo” — radykalizm wariacki, diagnozy nie podważył nikt) jest tu jeszcze mnóstwo publicystyki w rodzaju Hartmana (“Tego się nie da uratować, to trzeba zaorać”) powstałej jeszcze za poprzedniej kadencji (to dopiero teraz Hartman, jak wszyscy, zaczął chwalić sukces polskich gimnazjów).

          Sam zajmowałem się nauczaniem przedmiotów ścisłych. W Polsce zwłaszcza, ale również w całej Europie, to jest nauczanie przeciwskutecznie. Powoduje wyłącznie lękowe urazy i prowadzi do ukształtowania u całych kończących szkołę pokoleń z gruntu fałszywego obrazu świata — a mówię o filozofii nauk przyrodniczych, nie humanistycznych. Poziom “indoktrynacji” w tej sferze jest zupełnie niewiarygodny — nie widzimy go, bo wszyscy (i wszędzie, nie tylko w Polsce) przeszliśmy przez tę samą (pruską) szkołę, przechodzimy przez nią od pokoleń, wydaje się nam oczywista i nie umiemy jej zakwestionować.

          Jednolitość programów edukacyjnych jest orwellowska z ducha — i to jest jeden z problemów, oczywiście nie tylko polskich. Dotyczy nie tylko humanistycznej “indoktrynacji” — to jest zaledwie najłatwiej widoczne. Jeśli sobie uzmysłowimy, że w jednej szkolnej klasie siedzą obok siebie nad tymi samymi zadaniami z podręcznika przyszły piekarz i przyszły pisarz, rockowy gitarzysta i matematyk, to zaczyna do nas docierać absurd. Ale pytanie z punktu widzenia ludzkich praw brzmi — co takiego daje państwu prawo decydowania, co koniecznie ma umieć każdy z nas i czym się ma w związku z tym zajmować przez kilkanaście lat życia. Również demokratycznemu państwu.

          A mamy w dodatku do czynienia z ustrojem, w którym nawet w demokracji Ministrem Oświecenia Publicznego może zostać Josef Goebbels i wymyślić sobie, co Goebbels wymyślał. Albo Legutko, Giertych, czy teraz Zalewska. Dobry ustrój nie zakłada, że Goebbels nie zostanie ministrem. Dobry ustrój zakłada, że wobec Goebbelsa nie będziemy bezbronni. A jesteśmy. Nie tylko w Polsce. W Niemczech też, a choć tam system edukacji zapewnia nieporównanie większy wybór — to jednak trend światowy (skutecznie zresztą lobbowany przez korporacje — i proszę mnie nie posądzać o alterglobalistyczne szaleństwo, bo mam za sobą solidne badania przedmiotu) zmierza do unifikacji, bo wtedy testy PISA i podobne wypadają lepiej.

          Proszę spróbować nie posłać dziecka do szkoły — jeśli Pan dojdzie do wniosku, że szkoła ogłupia i indoktrynuje (a tak nie tylko jest teraz, ale i było poprzednio). Nawet przed sądem nie ma jak stanąć przeciw państwu. Tak jest nie tylko w Polsce, ale w większości europejskich krajów. Proszę spróbować zapewnić dziecku kształcenie z matematyki, w którym nacisk położy Pan świadomie na sztuce myślenia, zamiast na umiejętnościach rachunkowych (rozróżnienie świadomie wprowadzone do podstawy programowej w reformie min. Hall z PO z 2008 roku, a nie w reformie Zalewskiej) — będzie się Pan musiał zderzyć z biurokratyczną machiną państwa, nie mając w tym zderzeniu żadnych szans i żadnych praw.

          Jedynym europejskim wyjątkiem jest oczywiście Wielka Brytania, w której w tego rodzaju konfliktach rozstrzygają sądy (nigdzie indziej w Europie sądy tej “kognicji” nie mają) i która w dodatku ma specjalne sądownictwo oświatowe.

          Konstytucyjnych pytań jest kilka. Jedno z nich brzmi: czyje jest dziecko — państwa, czy rodziny. Polska, Europejska i w ogóle nowoczesna odpowiedź brzmi: państwa. Cóż, wzorce znamy z Antyku. W Spracie siedmioletnie dzieci zabierano rodzinom i umieszczano w słynnych spartańskich agoge. W Atenach prawo Solona lakonicznie powierzało obowiązek wykształcenia dzieci rodzicom. I nawet ustanawiało sankcję — ten, kto tego obowiązku zaniedba, nie będzie mógł na starość skutecznie dochodzić opieki od własnych dzieci. I wystarczyło. Grecka tradycja naukowa i filozoficzna to jednak Ateny — zupełnie nie Sparta. Na filozoficznym poziomie problem nie budziłby wątpliwości. Gdyby nie system przeświadczeń o tym, co dziecko musi umieć absolutnie koniecznie. Można je po kolei zbijać — ale to jest ogromnie trudne i żmudne zajęcie.

          Odpowiedz
          • 1 marca, 2018 o 05:47
            Permalink

            Pańskie uwagi o edukacji uważam za arcyciekawe, chociaż mam znowu wrażenie, że poruszamy się tutaj trochę na różnych poziomach. Ja mówiłem o reprezentatywności, odpowiedzialności władzy, która nigdy by nie popełniała takich wandalizmów jak ostatnia “deforma oświaty”, gdyby była realnie przez realną bazę partyjną i realnych wyborców kontrolowana, a że ta władza systemowo nie jest przez nikogo kontrolowana, to traktuje całe państwo, w tym system oświaty, jako prywatne podwórko, czy też “prywatne ranczo Lenina lub Kaczyńskiego”. To jest problematyka z zupełnie innego poziomu i mało związana z poziomem, który Pan porusza, a który nazwałbym poziomem cywilizacyjnym. Faktem jest, że cała ludzka cywilizacja, w tym też globalnie pojęta edukacja stoi przed zupełnie niekonwencjonalnymi wyzwaniami wynikającymi z eksplozji rozwojowej w zakresie technologii, informacji, rozwoju wiedzy i nauki, natury pracy, robotyzacji itp. To jest fenomenalnie ciekawy temat i wymaga intensywnego myślenia nad nowymi rozwiązaniami, metodologiami i modelami organizacyjnymi w systemach edukacji. To jest faktycznie wielkie zadanie stojące przed całą ludzkością.

            Na pytanie – czyje jest dziecko – państwa czy rodziców, ja z automatu na dzisiaj odpowiadam, że rodziców, a omnipotencja państwa w tym zakresie mnie w sposób skrajny wkurza. Ale zaraz sobie zadaję pytanie, czy tak postawione pytanie nie jest u podstaw niewłaściwe. Bo przecież dziecko nie jest prywatną własnością i rzeczą, która komukolwiek się należy, czy to państwu, czy rodzicom. Rodzice z natury mają wobec dziecka obowiązki, a nie prawa do dziecka własności. Podobnie państwo. To nie jest podmiot, który może sobie rościć jakiekolwiek prawo własności wobec dzieci czy całego społeczeństwa. Państwo to jest tylko instrument (w moim demokraty mniemaniu) organizacji i wdrażania woli stanowiącego to państwo społeczeństwa. Dziecko to jest pełnoprawny członek tego społeczeństwa (podmiot), który z natury rzeczy wymaga opieki rozwojowej całego społeczeństwa (z kluczową rolą rodziców), by potem z natury rzeczy i w miarę możliwości być pełnokrwistym podmiotem, motorem, współtwórcą, bogactwem tegoż społeczeństwa.

            Ja więc widzę to bardziej w kategoriach podmiotowości każdego człowieka i podmiotowości wspólnoty, do której ten człowiek należy z zaznaczeniem, że podmiotowości są organicznie zależne i związane (i w sumie funkcjonalnie niezmienne od czasów wspólnot plemiennych i jaskiniowych) Gdy się jednak pojawiają pojęcia jak prawo własności do dziecka czy to z uzurpacji instytucji rodzinnych, czy państwowych, to narusza się istotę podmiotowości człowieka i wspólnoty oraz zacierania lub wynaturzania ról podmiotowych i przedmiotowych w relacjach państwo-społeczeństwo-rodzina-człowiek.

            Ta myśl leży u mojej prywatnej wizji oświaty w przyszłości, w której ministerstwa oświaty w dzisiejszym sensie zostaną symbolicznie przynajmniej rozwiązane. Symbolicznie, bo pewne funkcje wykonawcze w państwie w zakresie oświaty pozostaną, ale żaden wybieralny minister lub niewybieralny urzędnik resortowy nie będzie miał prawa napisać choćby linijki podstaw programowych dla przyszłej szkoły.

  • 28 lutego, 2018 o 00:32
    Permalink

    Pawel Kasprzak i pozostali dyskutanci.Mowicie o demokracji,prawyborach,wyborach,Konstytucji i opowiadacie swoje wizje Polityki w Polsce.O zagranicznej polityce nic nie mowicie ,bo to dla Was jest nie istotne.Ale nic nie mowicie o Polakach ? Nie wiecie czy poglady KODu i Obywateli RP podzielaja Polacy? Czy wiecie? Czy tak samo jak PIS,PO,PSL <SLD narzucicie im swoje wizje? Czy Polacy chca Waszych wizji Polski? A moze Polacy nie chca tych wizji ,moze sa grupy ,ktorym te wizje nie odpowiadaja?A moze to wszystko co proponujecie wogole Polakow nie interesuje?Wyglaszacie swoje poglady uwazajac,ze cala reszta Polakow je podziela? Uwazam ,ze wielu Polakow wogole to nie interesuje,wielu Polakom z PISem jest dobrzei zadnych innych Partii ,Grup Spolecznych i ich ideii nie poprze.Czy o tym pomyslelyscie.?Czytajac Was i czasami sluchajac odnosze wrazenie w sumie jestem pewna ,ze funkcjonujecie w zupelnie innej galaktyce niz spoleczenstwo Polskie.W tej bitwie miedzy soba wogole nie widzicie co robi PIS.Jaka jest jego polityka w kraju i zagranica.Partie Polityczne tez sa zajete soba Wy tez jestescie zajeci sobaORP i KOD.Polacy w swojej masie niechca z Was wszystkich nikogo .Musicie sie wszyscy zastanowic nad ta sytuacja.Polacy nie popra zadnej Partii ani zadnego ugrupowania ,popra tylko PIS jak nie bedzie zeczywistego dla kazdego ,jPolaka jasnego programu na zycie i rozwoj na najblizsze 25 latPrawybory ,wybory i cala reszta dla 90% Polakow jest bez znaczenia.Pora na powazne zastanowienie sie w jakiej Polsce chcemy zyc bezwzgledu na wiek stan zamoznosci i wyksztalcenie oraz miejsce zamieszkania.Czasy Partii politycznych i roznych Grup ,ktore wyznaczaly kierunki polityki powoli sie koncza na calym Swiecie do glosu dochodza Grupy Obywateli czyli Spoleczenstwo Obywatelskie zaangazowane w rozne programy,to tez zbliza sie do Polski,poraisc ze swiatowymi pradami nowego zycia ,spolecznego gospodarczego i politycznego.Wiec zastanowmy sie co chca Polacy a nie co My Partie Ruchy Spoleczne itd,

    Odpowiedz
    • 28 lutego, 2018 o 01:05
      Permalink

      Ja za wszystkich Polaków nie będę się wypowiadał. Ja mogę się wypowiadać za siebie, chociaż mam poczucie, że nie jestem całkiem osamotniony w swoich chęciach i postawach.

      Ja na przykład chcę wolności wyboru, wziąć w Polsce chociaż raz udział w wyborach do Sejmu zgodnych z konstytucją RP oraz zgodnych z zasadami powszechnych, równych i wolnych wyborów (patrz: https://bisnetus.wordpress.com/biblioteka/akty-ustrojowe/kodeks-dobrej-praktyki-komisji-weneckiej/kodeks-wytyczne-dla-wyborow/).

      Chciałbym również wiedzieć co tak naprawdę inni Polacy chcą, bo to dopiero będzie wstępnym warunkiem dla jakiejkolwiek rozsądnej i rzeczowej wymiany poglądów i dyskusji. A co chcą dowiem się dopiero, gdy oni będą wolni w swoim wyborze. A dzisiaj nie są. Więc nie mam pojęcia, czego naprawdę chcą. I nie ma kompletnie z kim i o czym dyskutować.

      Wiem też czego nie chcę. Wiem, że nikt mnie nie zapędzi do fasadowych wyborów, w których nie ma rzeczywistego wyboru (nie spełniają konstytucyjnych i demokratycznych zasad powszechności, równości i wolności wyborów). Wiem również, że nie zagłosuję nigdy na obecne partie polityczne, które nie mają odwagi stanąć do wolnych wyborów. Jedyny wyjątek zastrzegam sobie dla sytuacji, gdy wbrew systemowi powstanie pierwsza partia, bądź jej odpowiednik, która spełni podstawowe warunki partii obywatelskiej, otwartej i demokratycznej. Ostatnio spisałem sobie nawet te warunki w któtkim dokumencie (https://bisnetus.wordpress.com/2018/02/17/dla-jakiej-partii-poszedlbym-na-wybory/)

      Tu nie ma co gdybać, co Polacy chcą. Należy im pozwolić wyrazić w wolnych wyborach czego chcą. Myślę, że Polacy, czy ich znacząca część jednego na pewno nie chcą. Żeby im jakieś gadające głowy w telewizji sobie zmyślały i gęgały co im się wydaje, że Polacy chcą.

      Odpowiedz
  • 28 lutego, 2018 o 01:07
    Permalink

    Ja za wszystkich Polaków nie będę się wypowiadał. Ja mogę się wypowiadać za siebie, chociaż mam poczucie, że nie jestem całkiem osamotniony w swoich chęciach i postawach.

    Ja na przykład chcę wolności wyboru, wziąć w Polsce chociaż raz udział w wyborach do Sejmu zgodnych z konstytucją RP oraz zgodnych z zasadami powszechnych, równych i wolnych wyborów (Google: “Kodeks Dobrej Praktyki w Sprawach Wyborczych – Wytyczne”).

    Chciałbym również wiedzieć co tak naprawdę inni Polacy chcą, bo to dopiero będzie wstępnym warunkiem dla jakiejkolwiek rozsądnej i rzeczowej wymiany poglądów i dyskusji. A co chcą dowiem się dopiero, gdy oni będą wolni w swoim wyborze. A dzisiaj nie są. Więc nie mam pojęcia, czego naprawdę chcą. I nie ma kompletnie z kim i o czym dyskutować.

    Wiem też czego nie chcę. Wiem, że nikt mnie nie zapędzi do fasadowych wyborów, w których nie ma rzeczywistego wyboru (nie spełniają konstytucyjnych i demokratycznych zasad powszechności, równości i wolności wyborów). Wiem również, że nie zagłosuję nigdy na obecne partie polityczne, które nie mają odwagi stanąć do wolnych wyborów. Jedyny wyjątek zastrzegam sobie dla sytuacji, gdy wbrew systemowi powstanie pierwsza partia, bądź jej odpowiednik, która spełni podstawowe warunki partii obywatelskiej, otwartej i demokratycznej. Ostatnio spisałem sobie nawet te warunki w któtkim dokumencie (https://bisnetus.wordpress.com/2018/02/17/dla-jakiej-partii-poszedlbym-na-wybory/)

    Tu nie ma co gdybać, co Polacy chcą. Należy im pozwolić wyrazić w wolnych wyborach czego chcą. Myślę, że Polacy, czy ich znacząca część jednego na pewno nie chcą. Żeby im jakieś gadające głowy w telewizji sobie zmyślały i gęgały co im się wydaje, że Polacy chcą.

    Odpowiedz
    • 28 lutego, 2018 o 01:15
      Permalink

      Dodam jeszcze, że propozycja prawyborów lansowana przez Obywateli RP idzie mocno w kierunku stworzenia jakiegoś politycznego ruchu o charakterze otwartym, demokratycznym i obywatelskim, stąd moje sympatie dla tej inicjatywy, nawet gdy wyrażam kilka zastrzeżeń (niepotrzebne i niecelne ukierunkowanie na wybory samorządowe zamiast na parlamentarne, czy nie dająca żadnych rokowań na powodzenie próba wciągnięcia w to skrajnie zdegenerowanych i skorumpowanych “partii politycznych”, ale to są szczegóły i sama materia wymusi korekty)

      Odpowiedz

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *