Dziwi milczenie na ten temat

Wygląda na to, że w najnowszej historii Polski jedynie w czasach stanu wojennego władze komunistyczne represjonowały z powodów politycznych więcej osób niż PiS obecnie. Tylko wobec demonstrujących na ulicach przeciw łamaniu prawa przez władzę toczy się w sądach grubo ponad 1000 spraw

 

Oprócz tego prokuratura i służby PiS prowadzą niewiadomą liczbę motywowanych politycznie śledztw przeciw niepisowskim dziennikarzom, parlamentarzystom, samorządowcom, sędziom, adwokatom i innym „wrogom ludu”.

 

Tło i uzupełnienie raportu Amnesty International „Polska: Demonstracje w obronie praw człowieka/ zastraszanie, inwigilacja i ściganie uczestników protestów”  (1) [wszystkie linki pod tekstem, tu także dane Obywateli RP].
Po publikacji tego raportu, w miniony poniedziałek (23 X) na pierwszej stronie „Gazety Wyborczej” ukazał się tekst o tym, że w sądach odbywa się/odbędzie się ponad 800 spraw (dane Obywateli RP, Piotr Pytlakowski w ostatnim numerze „Polityki” pisze, że po aktualizacji danych jest ich w samej Warszawie ponad 900), w których oskarżonymi są demonstrujący przeciwko łamaniu prawa przez PiS (2). Informacja, że policja i prokuratura wytaczają tyle procesów politycznych powinna odbić się w mediach szerokim echem – tymczasem nic takiego się nie stało, cisza, flauta i zero reakcji: jeszcze gorzej niż żenujące milczenie, które zaległo tuż po dramatycznym samospaleniu Piotra Szczęsnego pod Pałacem Kultury i Nauki. Tylko „Newsweek” streścił w krótkiej notce materiał „GW” (w najnowszym numerze pisze więcej), a obszernie i na bieżąco sprawy te omawiają jedynie OKO.press i „Polityka”, incydentalnie zaś TVN. Odnotowano za to w wielu mediach oświadczenie ministra Błaszczaka, który bezpodstawnie, nie odnosząc się w żaden sposób do faktów zawartych w raporcie, stwierdził, że jest on fałszywy (3).

 

O wiele więcej niż 1000
 Nim jednak zajmiemy się kłamstwami ministra, kilka słów wyjaśnienia, dlaczego w ogóle piszę ten „aneks” do opracowania AI. Po pierwsze: raport obejmuje jedynie okres od stycznia do końca sierpnia br., a od tamtej pory liczba postępowań sądowych wzrosła, władza dokonała zaś kolejnych bezprawnych czynów. Po drugie: niczego nie ujmując obserwatorom AI, nie mogą oni siłą rzeczy być świadkami wszystkich aktów bezprawia i wszystkie je opisać. Po trzecie: informacje Obywateli RP nie obejmują wszystkich postępowań, które toczą się w całej Polsce, bo przecież nie wszyscy zgłaszają się po pomoc akurat do nich, a właśnie te zgłoszenia są podstawą do szacowania ilości postępowań. Po czwarte: informacje zawarte w tym uzupełnieniu, wraz z linkami do opisów wydarzeń zgromadzonymi w jednym miejscu, przydadzą się każdemu, kto chce poznać skalę zjawiska represji wobec obrońców praw człowieka w Polsce PiS, choć zdaję sobie sprawę, że mój tekst również nie jest wystarczająco szczegółowy i kompletny.
Podanie rzetelnie liczby procesów politycznych z całego kraju jest niemożliwe, nie ma bowiem żadnej zbiorczej bazy danych, centrum zbierającego informacje od wszystkich organizacji i pojedynczych osób. Dane ORP nie uwzględniają więc raczej spraw wytaczanych obrońcom Puszczy Białowieskiej (4,5), ani mieszkańcom gminy Dobrzeń Wielki w województwie opolskim (6), nie obejmują również postępowań wszczętych w związku z organizowanym przez Akcję Demokrację „Łańcuchem świateł” w obronie niezależności sądów (7,8), działań podejmowanych przez Strajk Kobiet czy KOD oraz inne osoby i organizacje (9,10,11). Uwzględniając powyższe okoliczności, nie popełnię chyba rażącej omyłki, jeśli ocenię liczbę postępowań motywowanych politycznie na ponad tysiąc. Nie wiem, czy przypadkiem PiS tym wynikiem nie przebił liczby postępowań wobec opozycjonistów w czasach schyłkowego PRL-u, wyjąwszy stan wojenny i internowania (rzecz jasna nie porównuję mocy represji, które za komuny były dotkliwsze – wszystko przed nami – lecz ich skalę). Tym bardziej dziwi milczenie w mediach na ten temat. A jeszcze bardziej dziwi bezczelność ministra Błaszczaka, który raport AI nazywa „fałszerstwem” bez cienia dowodu.

 

Łgarstwa ministra
 W sprawie raportu AI nie tylko nie odnosi się do faktów w nim opisanych, ale i kłamie publicznie (3): „Nie ma przepisów ograniczających wolność zgromadzeń, czasy równych i równiejszych już się w Polsce skończyły.”
W kwietniu br. weszła w życie pisowska (niekonstytucyjna) nowelizacja ustawy „Prawo o zgromadzeniach”, gdzie właśnie ograniczono wolność zgromadzeń, wprowadzając kategorię uprzywilejowanych „zgromadzeń cyklicznych” (w praktyce chodzi jedynie o miesięcznice smoleńskie), w pobliżu których (bliżej niż 100 metrów) przez całe lata nie wolno organizować żadnych innych manifestacji (zgłaszanych w trybie zwykłym, o uproszczonym pisowski „ustawodawca” zapomniał, o czym za chwilę). Wszystko po to oczywiście, żeby sprzed oczu Kaczyńskiego usunąć kontrmanifestantów na Krakowskim Przedmieściu. Duża część z tego tysiąca spraw w sądach toczy się właśnie w związku z rzekomym zakłócaniem miesięcznic smoleńskich, czyli manifestowaniem poglądów podczas jak najbardziej legalnych, pokojowych protestów przeciw ograniczeniu wolności przez PiS.
W praktyce władza dławi przemocą obywatelskie protesty, wychodząc z całkowicie bezprawnego założenia, że są one właśnie „równiejsze” od miesięcznic smoleńskich i samym swoim istnieniem je „zakłócają”. Bezprawne założenie powoduje bezprawne czyny policji: karanie za udział w legalnych pokojowych protestach (wznoszenie okrzyków w trakcie zarejestrowanych zgromadzeń obywatelskich policja bez żadnych podstaw prawnych automatycznie traktuje jako „zakłócanie” zgromadzenia smoleńskiego), faktyczne pozbawienie wolności na długie godziny podczas bezpodstawnego legitymowania, używanie nieuzasadnionej przemocy wobec manifestantów i bezpodstawne konfiskaty sprzętu używanego podczas manifestacji, itp., etc. (lista bezprawnych działań policji i ich dokładny opis: 12,13,14).
Następny cytat z całkowicie kłamliwej wypowiedzi ministra: „Blokowane jest wejście na Wawel. W Warszawie są próby blokowania uroczystości. Proszę zwrócić uwagę na charakterystyczne zachowanie i deklaracje tych ludzi. Oni mówią, że ich zadaniem jest zablokowanie uroczystości. Ich zadaniem jest odebranie innym prawa do zgromadzenia się. To negatywne działanie. Nie ma problemu, żeby mogli manifestować. Oni chcą jednak odebrać innym prawo do gromadzenia się. Oni też deklarują, że nie będą przestrzegać prawa.”

 

1. Pisowska propaganda ciągle powiela fałszywą informację o tym, że demonstranci blokują prezesowi wjazd na Wawel, kiedy przyjeżdża tam w każdą miesięcznicę pogrzebu pary prezydenckiej. Tymczasem do próby blokady doszło tam jedynie raz: 18 grudnia 2016 roku kilka osób, nb. nie członków Obywateli RP, do których pije Błaszczak, spontanicznie utrudniało wjazd Kaczyńskiemu w reakcji na brutalną akcję policji, która w nocy z 16 na 17 grudnia siłą usunęła pokojową demonstrację spod Sejmu, żeby utorować drogę prezesowi po dokonaniu przez PiS parlamentarnego zamachu stanu i praktycznym wykluczeniu z obrad posłów opozycji. Od tamtej pory pod Wawelem nikt nie próbuje blokować wjazdu Kaczyńskiemu ani przedstawicielom pisowskiej władzy, którzy tabunami ściągają na „prywatną modlitwę prezesa”, odbywają się jedynie zgodnie z prawem zarejestrowane zgromadzenia przeciwko wykorzystywaniu Wawelu do partyjnych wieców oraz… pisowskie kontrmanifestacje.

 


Popierasz nasze działania? Wpłać darowiznę!

 

2. Po wprowadzeniu przez PiS ograniczenia wolności zgromadzeń, kiedy to władza metalowymi barierkami i kordonami policji zablokowała obywatelom dostęp do części Warszawy i na Wawel, faktycznie kilkakrotnie podjęto próby symbolicznej blokady smoleńskiego wiecu na Krakowskim Przedmieściu i okolicach (np. szeroko opisywane wydarzenia, podczas których blisko sto osób, w tym Władysław Frasyniuk, usiadło na ulicy). Jednak prób tych dokonywała jedynie część manifestantów, decydując się w ramach obywatelskiego nieposłuszeństwa na poniesienie konsekwencji za to, że łamią przepisy. Tymczasem represje PiS obejmują nie tylko tych, którzy pokojowo, godnie i odważnie narażają się na poniesienie konsekwencji za blokowanie marszów smoleńskich, ale wszystkich biorących udział w protestach.

 

3. Nikt nigdy nie chciał „smoleńskim” odbierać prawa do demonstracji. Cele protestów były jasno sformułowane: wstrzymanie ekshumacji tych ofiar katastrofy, których rodziny się na to nie zgadzają oraz przywrócenie wolności zgromadzeń ograniczonej przez PiS.

 

Kontrmiesięcznice – o co chodzi?
Kontrmiesięcznice rozpoczęły się w marcu 2016 roku od demonstracji bodaj ośmiu osób, które stanęły naprzeciw smoleńskiego tłumu, chcąc wyrazić sprzeciw wobec sianiu nienawiści przez prezesa Kaczyńskiego, wypowiadanym przez niego kłamstwom i oszczerstwom, w obronie demolowanego przez PiS Trybunału Konstytucyjnego. Stąd wziął się „firmowy”, olbrzymi transparent Obywateli RP z cytatem o niezależności TK oraz wizerunkiem śp. Lecha Kaczyńskiego, doprowadzający do furii prezesa, który wskazywał na słowa brata i tłumaczył swym wyznawcom, że „obrażają pamięć zmarłego”. Fanatyczny tłum bezkrytycznie przyjmował słowa wodza, pluł (dosłownie) na kontrmanifestantów, obrzucał ich najgorszymi obelgami, rwał się do rękoczynów.
Trwaliśmy tam jednak (ja od maja ubiegłego roku) w przekonaniu, że nasz pokojowy, milczący protest przeciw pisowskim parteitagom, gdzie podsyca się wiarę w zamach oraz mianuje zdrajcami i mordercami każdego przeciwnika PiS, jest moralnie konieczny – to wyraz niezgody na budowanie obozu politycznego na zakłamanym, prymitywnym i nienawistnym micie, mającym dzielić Polaków na sorty „lepszy” i „gorszy” (15).
Nasz protest był przez wiele miesięcy skrupulatnie pomijany przez media. Kamery wszystkich telewizji skierowane były jedynie na podest, gdzie przemawiał Kaczyński. On i jego akolici widzieli nas doskonale i nazywali publicznie wrogami Polski, ubekami, potomkami KPP i zdrajcami (16).
W ubiegłym roku zgodnie z prawem rejestrowaliśmy zgromadzenia publiczne pod Pałacem Prezydenckim, przy samych tablicach smoleńskich, i pod Kordegardą, naprzeciwko. Wedle wtedy obowiązującego prawa liczyła się kolejność zgłoszeń, a ponieważ zawsze wysyłaliśmy je pierwsi, zgodnie z prawem mogliśmy nie opuszczać miejsca, gdzie przemawia prezes. Nigdy jednak nie skorzystaliśmy z tej możliwości. Szanując prawo PiS do demonstracji, ustępowaliśmy spod Pałacu pod Kordegardę. Nigdy też nie odzywaliśmy się podczas modłów smoleńskich. Mówiły za nas transparenty z cytatami z Lecha i Marii Kaczyńskich, które jasno komunikowały prezesowi, że zakłamuje historię własnej rodziny i Polski.
Dopiero w grudniu 2016 roku, kiedy wiadomo już było, że PiS przygotował niekonstytucyjną nowelizację „Prawa o zgromadzeniach,” a ekshumacje ofiar katastrofy smoleńskiej, polityczny danse macabre PiS, trwały mimo sprzeciwu niektórych rodzin (17), postanowiliśmy wreszcie skorzystać ze swoich praw i nie usuwać się spod Pałacu. Wtedy też pierwszy raz odezwaliśmy się podczas przemówienia Kaczyńskiego – usłyszał, że jest kłamcą. Odpowiedzią władzy była bezprawna przemoc.

 

Strony: 1 | 2

4 thoughts on “Dziwi milczenie na ten temat

  • 7 listopada, 2017 o 01:06
    Permalink

    Na Boga, jaki jest sens podawania moich opisów linków bez samych linków? To się w głowie nie mieści… Przecież sensem tej publikacji jest to, aby Czytelnik mógł sprawdzić podane informacje u źródła.

    Odpowiedz
    • 7 listopada, 2017 o 02:17
      Permalink

      Są linki. Należy kliknąć aktywne “tutaj” po każdej zajawce.

      Odpowiedz
    • 7 listopada, 2017 o 02:24
      Permalink

      Przepraszam, nie zauważyłem, że linki kryją się pod “tutaj”. Cóż, nie łatwo być komputerowym idiotą 🙂

      Odpowiedz
      • 7 listopada, 2017 o 08:42
        Permalink

        Przesadzasz, ale poza tym i tak masz dobrze. Ja np. jestem idiotą pożytecznym 😉 To jest dopiero los…

        Odpowiedz

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *