Edukacja Niepodległa. Co to jest populizm?

Pojęcie populizm zrobiło niewiarygodną karierę. W walce politycznej omal wszyscy wszystkich oskarżają o populizm. Są populiści zwykli, prawicowi i lewicowi; jest populizm narodowy, ekologiczny, polityczny i kilka innych

Populizm nie jest ideologią, jest sposobem uprawiania polityki; jego centralną ideą jest przywrócenie władzy narodowi, zdradzonemu przez elity; istnieją dwie homogeniczne, zantagonizowane grupy: „czysty naród” i „skorumpowane elity”, elity w polityce, gospodarce, kulturze. Populiści nie odwołują się do nieskazitelnej moralności narodu, ale do jego „zdrowego rozumu”. Naród, to porządni, patriotyczni, ciężko pracujący, praworządni, dumni ludzie. Populiści twierdzą, że naród to jedność, ignorują fakt, że w społeczeństwie istnieją różne grupy interesów, bo ta rzekoma jedność pozwala im docierać do dużych grup docelowych.

Immanentną cechą populizmu jest także zależność od charyzmatycznego przywódcy. Trudno znaleźć populistyczną partię bez takiego „trybuna ludu”. Ciekawe, że populistyczni przywódcy rzadko pochodzą z wychwalanego przez nich ludu i bywają bardzo bogaci, jak Silvio Berlusconi, czy Donald Trump.

Prawicowy populizm jest specyficznie powiązany z prawicową bądź z prawicowo-ekstremistyczną ideologią. Populizm generalnie idealizuje naród, a ten prawicowy ponadto ustala, kto do narodu nie należy i przed kim naród należy bronić. „Agresorami” są imigranci, obcokrajowcy, Muzułmanie, Żydzi, obcy rasowo, homoseksualiści. Wykluczenie wszelkiego rodzaju „obcych” ma umocnić dumę narodową. Zagrożeniem dla narodu są także elity. O ile „zwykły” populizm nie musi zagrażać demokracji, to populizm prawicowy jest dla niej istotnym zagrożeniem; zagrożeniem są także politycy sięgający po takie argumenty.

Lewicowy populizm adresuje lęki ludzi: strach przed biedą, przed bezrobociem, przed utratą bezpieczeństwa socjalnego, przed kapitalistycznym społeczeństwem opartym o rywalizację. Tym adresatem są bogaci, których zaprasza się do kasy w celu wyrównania krzywd. Przykładem lewicowego populizmu był ruch Occupy-Wall-Street w USA. Przeciwstawiał potrzeby „prostego człowieka” (99 proc. ludności) panującej „plutokracji” (1 proc.). Inny przykład to hiszpański Podemos i początkowo grecka Syriza. Lewicowi populiści sięgają po argumenty socjalno-ekonomiczne podczas gdy prawicowi populiści grają na emocjach etniczno-kulturowych.


Buduj z nami patriotyzm obywatelski

Twoja pomoc pozwoli nam dalej działać!

Wspieram z pełnym przekonaniem

Dlaczego tak się dzieje? Politolodzy zgodnie twierdzą, że jest to skutek kryzysu demokracji; utraty zaufania obywateli do instytucji politycznych. Populizm nie jest przyczyną a symptomem tego kryzysu. Nowoczesna demokracja wspiera się na dwóch kolumnach: państwie prawa i suwerenności narodu. Prawo, szczególnie konstytucyjne ma chronić jednostkę i mniejszości przed omnipotencją państwa. Suwerenność narodu to plon Rewolucji Francuskiej, która ustanowiła, że każda władza pochodzi od ludu. Naród jako najwyższy suweren jest też najwyższym sędzią i kontrolerem demokracji, a swoją wolę wyraża w powszechnych wyborach.

Mamy dobre czasy i warunki dla rozkwitu populizmu. Powstaje coraz więcej populistycznych partii, a także coraz więcej znanych i uznanych polityków sięga po populizm. Brytyjski Brexit i zwycięstwo Trumpa w wyborach przydały wiatru w populistyczne żagle.

Skąd takie „wzięcie” populizmu? Bo oferuje on proste rozwiązania nawet najtrudniejszych problemów; pokazuje uproszczoną rzeczywistość, a za kłopoty obwinia elity, oszukujące i zdradzające naród. Takie ekstremalne upraszczanie rzeczywistości powoduje ogromną polaryzację społeczeństwa i utrudnia, a nawet wyklucza rzeczową debatę społeczną i wymianę poglądów.

PRZECZYTAJ TAKŻE o nacjonalizmie w Europie

Nieufność liberalnych elit wobec mas, narodu zawsze była duża. Liberalny konserwatysta Alexis de Tocqueville przestrzegał przed „tyranią większości”, a inny Francuz, François Guizot tłumaczył, że to nie naród, a rozsądek jest suwerenem, a do rozsądku są zdolni tylko ludzie wykształceni i dobrze sytuowani; naród jest zbyt emocjonalny, łatwo nim sterować, a nawet manipulować. Po wprowadzeniu powszechnego prawa wyborczego wbudowano filtry mające zapobiec, żeby wola narodu nie była bezpośrednio artykułowana. Jednym z takich filtrów są partie polityczne, jako reprezentanci narodu.

Także architekci powojennego porządku politycznego w Europie byli dość sceptyczni wobec narodu jako suwerena. Uważali, że to „masy” stworzyły warunki dla totalitaryzmu. Pytali, jak można zaufać narodom, które wyniosły faszystów do władzy, albo kolaborowały z okupantem. Twórcy powojennego porządku chcieli też uniknąć „absolutyzmu parlamentarnego” (wszak to niemiecki parlament przekazał władzę Adolfowi Hitlerowi, a francuski kolaborantowi Philippe Pétainowi) i ograniczyli uprawnienia legislatywy na rzecz egzekutywy. Ustanowiono też instytucje, których członkowie nie pochodzą z wyborów powszechnych, jak bank centralny, czy trybunał konstytucyjny. Te zmiany najdalej zaszły we Francji, gdzie Assemblée nationale jest najsłabszym parlamentem w zachodniej demokracji. Obywatele są trzymani na dystans, a ich możliwości bezpośredniej partycypacji politycznej są dość ograniczone. Ten powojenny system oparty na braku zaufania do obywateli mamy do dzisiaj.



Taki model demokracji przestaje działać w sytuacji kryzysu reprezentatywności. Coraz więcej ludzi nie czuje się reprezentowanymi przez tradycyjne partie, które nie pełnią już funkcji pośrednika między społeczeństwem i państwem, odchodzą od wewnętrznej demokracji, oligarchizują się. Hiszpańska Podemos wyrosła na walce z „oligarquía”. Tradycyjne partie utraciły także swoją dawną rozpoznawalność. Socjaldemokraci popierają liberalną politykę gospodarczą, a chadecy realizują postulaty o charakterze światopoglądowym, jak związki partnerskie, czy małżeństwa jednopłciowe. Wyborcy gubią się w tym i szukają jasnego przekazu.

PRZECZYTAJ TAKŻE: O kulturze demokracji

Obserwujemy też kryzys partycypacji; coraz więcej ludzi, szczególnie z uboższych warstw społecznych, nie chodzi na wybory. Jednocześnie pomstują wobec tych „na górze” i szukają ujścia swoich frustracji. To do nich, do zapomnianych, do „prostych ludzi”, do milczącej większości populiści kierują swoją ofertę partycypacji. I robią to z powodzeniem, jak włoski Ruch Pięciu Gwiazd, który błyskawicznie stał się drugą siłą polityczną w kraju. Nazwy typu Ruch, Liga, Front, Lista nie są przypadkowe. Takie nazwy mają sugerować szerokie zakorzenienie wprost w narodzie. Krytykując i walcząc z tradycyjnymi partiami, populiści udają, że sami nie są partiami politycznymi.

I wreszcie kryzys suwerenności wyrażający się ograniczaniem suwerenności narodowej na rzecz organizacji ponadnarodowych, jak Unia Europejska. Mnożą się pretensje nie tylko wobec tych na górze, ale też „tych w Brukseli”.

Populiści są zawsze antypluralistyczni, a demokracja może istnieć tylko w pluralistycznej formie. Zasadnicze pytania naszych czasów to:

– Czy populiści rozwiną się w tym kierunku, czy zaakceptują pluralizm, czy też będą nadal usiłować zdyskredytować instytucje demokratyczne, które – ich zdaniem – nie wyrażają „rzeczywistej woli narodu”?

– Czy tradycyjne partie polityczne pochylą się nad uprawnionymi oczekiwaniami, żądaniami wyborców partii populistycznych, nie stając się przy tym same populistycznymi?

Andrzej Wendrychowicz

Na zdjęciu: Occupy Wall Street, 14 dzień protestu, fot. Wikipedia

Korzystałem ze zbioru tekstów pod wspólnym tytułem Was ist populismus?,  opublikowanych na stronie Bundeszentrale für politische Bildung

 

Edukacja Niepodległa jest projektem Obywateli RP. W ramach tego projektu chcemy zajmować się szeroko pojętą edukacją obywatelską; proponować i współorganizować lokalne działania społeczne oraz współdziałać z organizacjami i inicjatywami w kraju i zagranicą, realizującymi podobne cele.

 

24 thoughts on “Edukacja Niepodległa. Co to jest populizm?

  • 25 lutego, 2019 o 00:04
    Permalink

    Podstawowe pytanie jest, jak walczyć z populizmem?

    Odpowiedz
    • 25 lutego, 2019 o 17:41
      Permalink

      Najprostszy, ale też najtrudniejszy sposób — “zreperować” demokrację

      Odpowiedz
    • 25 lutego, 2019 o 18:12
      Permalink

      Jedynym sposobem walki z populizmem jest szeroko pojęta edukacja polityczna oraz demokracja bezpośrednia. Mamy obecnie poważny kłopot gdyż istniejące partie jak ognia unikają samookreślenia, czyli informacji na temat tego jaką ideologię oraz jaką grupę społeczną reprezentują. Skrzętnie też ukrywają cele swojej politycznej działalności. Należy więc w ramach edukacji nauczyć zarówno wyborców jak i polityków rozpoznawania poszczególnych ideologii oraz kierunków dążenia istniejących partii na podstawie ich historii, powiązań, zależności i sojuszy np dotyczących Kościoła, międzynarodowej finansjery czy konkretnych państw. Umiejętność rozpoznawania tożsamości partii pozwoli obywatelom albo zaangażować się w działania istniejących partii albo utworzenia nowych partii, bardziej odpowiadających im pod względem kierunków działania. Jednak poszczególne problemy powinny być zawsze rozwiązywane w drodze referendów, tak by każdy obywatel czuł się odpowiedzialny za swoje wybory i ich skutki. Obecnie problemy ma cała Europa za wyjątkiem Szwajcarii, jedynego państwa gdzie istnieje demokracja bezpośrednia. Przy obecnej, zaawansowanej łączności, gdy referenda można organizować przy pomocy internetu, koszty z nimi związane są zdecydowanie mniejsze, więc ten koronny argument przeciwników demokracji bezpośredniej odpada. Obecny model demokracji pośredniej umożliwia partiom posługiwanie się populizmem znosząc jednocześnie ich odpowiedzialność za skutki. Państwo podzielone na “my i oni” nigdy nie przyniesie poczucia współodpowiedzialności wszystkich obywateli za jego funkcjonowanie a tym samym nie wpłynie na wzrost praworządności. Obecnie wbrew logice partie rządzące same utożsamiają się z państwem, czyniąc z pozostałych jedynie poddanych, tymczasem państwo to wszyscy jego obywatele a nie grupka wybrańców, którym udało się sprytnie namówić wyborców do powierzenia im zarządzania państwem. Zaś cywilizowane państwo, to takie, które szanuje starców, kobiety i dzieci oraz ochrania i wspiera najsłabszych. Aby państwo było cywilizowane i funkcjonowało zgodnie z interesem większości swoich obywateli konieczna jest demokracja bezpośrednia, umożliwiająca obywatelom konkretny wpływ na politykę państwa i jednocześnie obciążająca ich odpowiedzialnością za dokonywane wybory w ramach referendów. Ci sami ludzie, którzy posługują się populizmem jednocześnie wmawiają obywatelom, że nie mają oni pojęcia co jest dla nich dobre i dlatego nie mogą współdecydować o ważnych sprawach państwa. Rzecz w tym, co dla kogo jest ważne. Dla jednych ważny jest prestiż a dla innych poszanowanie praw człowieka i obywatela, są też tacy, którzy uważają, że najważniejszy jest Kościół, a jeszcze inni uważają, że ważna jest jedynie siła, czyli kraj uzbrojony po zęby, choćby kosztem biedy obywateli. Można to rozstrzygnąć jedynie dzięki demokracji bezpośredniej a następnie wybrać sposoby, które zapewnią jak największej liczbie obywateli życie na poziomie XXI wieku.

      Odpowiedz
      • 25 lutego, 2019 o 22:47
        Permalink

        Proponuje Pani monodrame “Msza za miasto Arras”. To świetna lekcja o demokracji bezpośredniej. Wystarczy zebrać trochę prostych ludzi i zadawać pytania w stylu: Czy możemy się nadal zgadzać by… i tutaj przykleić komuś czy czemuś trudnorozszyfrowywalny epitet. Odpowiedź będzie: Oczywiście że NIE, musimy natychmiast coś z tym zrobić!!! Mamy to teraz w Polsce, bo piórka ludowości są skrzętnie pielęgnowane.
        Co do Szwajcarii, to – z autopsji – rzeczywiście jest tam z demokracja bardzo dobrze, ale przez wieki późniejsze kantony rabowały się nawzajem aż poszli po rozum do głowy, no i zasobów w bankach tam starczy by dzisiaj kupować społeczny spokój. Równości ekonomicznej to tam tak za bardzo nie widać, ale trzyma się krzepko sojusz mentalnosciowo nadal wolnych chłopów z bankierami.
        Chyba kluczem była swojska droga do samoorganizacji. To dla nas jakby obca planeta.

        Odpowiedz
  • 25 lutego, 2019 o 18:25
    Permalink

    Rodzajów populizmów jest znacznie więcej. Podam tylko kilka hasłem populizmu neoliberalnego np. zasada “minimum państwa, maksimum ekonomii” według którego rynek wszystko załatwi. Neoliberalnym populizmem jest hasło “tanie państwo” lub walka z wysokimi podatkami.
    W edukacji pojawił się nowy typ populizmu: według populistów oświatowych wszystkie patologie są wynikiem niedostatków w edukacji. Jak się poczyta wnioski, jakie, nazwijmy to, przedmioty należałoby wprowadzić do programów szkolnych, to nie chciałbym być w skórze uczniów, bo do domu przychodziłbym tylko pospać. Bo oczywiście wszystkiego należałoby uczyć jak w XIX w.: odpytywanie, potem wykład i zadanie domowe.

    Odpowiedz
    • 26 lutego, 2019 o 11:27
      Permalink

      Fakt, że oświata szkolna wymaga wręcz rewolucyjnej przebudowy (myślę, że szkolnictwo wyższe chyba też). Teraz szkoła to taka Wikipedia w gorszym wydaniu. W wielkim uproszczeniu: nauczyć dzieciaki jak KRYTYCZNIE korzystać z Wikipedii, Internetu i innych źródeł; nauczyć ich nieustannie pytać: dlaczego?

      Odpowiedz
      • 26 lutego, 2019 o 20:49
        Permalink

        Chyba szkolnictwo wyższe przede wszystkim. Nasze elity okazały się słabe także przez wyjątkowo niską jakość wyższego wykształcenia im oferowanego. (Wielu mających światowe wykształcenie po jakimś czasie wyjeżdżali stąd z objawami kaca.) To nie tak kształci się ludzi samodzielnych intelektualnie i konkurencyjnych w sensie ekonomicznym. Etyka pracy, zasady etyczne, kompetencje społeczne… gdzie to jest? Kończę, bo nie chce przeklinąć.

        Odpowiedz
  • 27 lutego, 2019 o 13:23
    Permalink

    Istotny temat i ciekawe komentarze.
    P. Jadwiga Mazik (wpis 25/02/2019 g. 00:04) – “Podstawowe pytanie, jak walczyć z populizmem?”. A może bardziej fundamentalne byłoby pytanie – skąd brał się w historii i obecnie przeżywa globalny renesans?
    P. Andrzej Wendrychowicz, autor artykułu (wpis 25/02/2019 g. 17:41) odpowiada – “Najprostszy, ale też najtrudniejszy sposób – ‘zreperować’ demokrację”. Problem w tym, że większość populizmów rodzi się w warunkach demokracji, np. w Polsce. Co znaczy ta reperacja?
    Może demokracja jaką znamy to tylko FORMA maskująca zasadniczo inną TREŚĆ? Owszem, Szwajcaria ma zapewne najliczniejsze na świecie elementy tzw. demokracji bezpośredniej (wynikające z tradycji). I co to zmienia w dominującej pozycji bankierów i ich akolitów w życiu publicznym, w mediach?
    Nie wierzę w zwietrzałą, oświeceniową ułudę, że edukacja cokolwiek pomoże – znów wróćmy do Polski: nie mamy już analfabetów, a jednak mamy to co mamy. Więc może problem (źródło populizmów) tkwi gdzie indziej? Może ma charakter szerszy, strukturalny czyli wręcz konieczny?
    Mamy globalnie największe od 100 lat rozpiętości majątkowe, nierówności dochodów i nierówności społeczne. Nikt znacząco wiarygodny nie zakwestionował wyliczeń Thomasa Picketty’ego (“Kapitał w XXI wieku”). Nawet G. Sachs, złote dziecko neo-liberalnej szkoły chicagowskiej, potwierdzająco kiwał głową.
    Nikt zdrowo myślący nie podważa swego rodzaju wręcz katastrofy cywilizacyjnej – typu “Nienawiść do demokracji” (Jacques Ranciere), problemów jakie przynosi “Zarządzanie w płynnej nowoczesności” (Zygmunt Bauman ze Współautorami) czy masakry prywatności (Jonathan Crary “Późny kapitalizm i koniec snu”).
    Nic nie dają wyrazy skruchy G. Sachsa lub dobre rady Ha-Joon Changa (“Źli Samarytanie”) czy Mariany Mazzucato (książka “Przedsiębiorcze państwo”, do której przedmowę napisał były bankster i obecny Premier M. Morawiecki). Fakty trzeszczą w szwach.
    Według różnych, ale bliskich siebie ocen jest tak, że 1% populacji ludzi posiada już ok. 99% światowego bogactwa. Bliższe oceny, super-elit światowych arcy-krezusów nieco różnią się w szczegółach. Są tacy co potwierdzają, że to 99%, a inni, że “tylko” 84%.
    Mylił się, zresztą nie tylko w tym, W. Lenin kiedy napisał ponad 100 lat temu, że to IMPERIALIZM jest najwyższym stadium rozwoju kapitalizmu. Nie, najwyższym stadium jest POPULIZM. Czyli wmówienie NAM, że ONI (burżuazja, kapitaliści, wielka finansjera, wielkie korporacje – niech każdy nazywa wedle uznania) stanowimy wspólne MY!
    Mamy na planecie Ziemia ok. 7,6 mld ludzi. Dzieląc ich na pół – 3,8 mld ludzi posiada mniej bogactwa niż 8 lub 26 lub 40 osób. Nie wnikam w szczegóły wyliczeń, ale takie liczby padają i są dostępne. Jeśli jakiś szwedzki autor pisze i polski tygodnik POLITYKA to powtarza, że globalna “klasa średnia” mieści się w przedziale 2-32 dolarów USD dziennie – nie pytajmy skąd bierze się populizm. Tylko po co? Po to żeby wmówić tym wszystkim ludziom, co najmniej połowie populacji ludzkiej, że są jakieś wspólne wartości lewicowo-liberalne.
    Wmawiać ludziom o poglądach lewicowych, że są wspólnikami liberałów – to jest dopiero populizm! Na tej ściółce wyrosną brunatne koszule. Jak kiedyś w Republice Weimarskiej.
    Globalny turbo-kapitalizm potrzebuje populizmu jako nowej narracji (ideologii) po neo-liberalnej. Dlatego populizm będzie maszerował. Coraz szybciej i zapewne proporcjonalnie do tego, jak rosną rozpiętości majątkowe. A gdzie najszybciej wyrosły i nadal rosną? Np. w nowych krajach UE – nie tylko w Polsce. Węgry, Czechy, Słowacja, Rumunia itd. Ale spokojnie, nie jesteśmy sami – 2 najludniejsze kraje półkuli zachodniej idą tą samą drogą. A przykłady można mnożyć i będą (są) coraz liczniejsze.
    Juliusz Cezar też należał do stronnictwa popularów – przeciw optymatom. I co wyszło? Pani Jadwigo – jak walczyć z populizmem? W. Semerset Maughan podawał przepis: “Są trzy zasady pisania powieści. Niestety nikt ich nie zna”. Tu w polityce mamy chyba łatwiej.
    1. Zaakceptować fakt populizmów jako niezbędną formę kapitalizmu. I wybierać w miarę najmniejsze zło (wg jakich kryteriów, i które, nie wiem).
    2. Działać na rzecz demokracji socjalnej jak miało to miejsce w Europie do końcówki lat 70-tych, potem zdechło. Nie wiadomo czy ożyje, bo np. dzisiaj nie sposób odróżnić poglądów niemieckiego chadeka od niemieckiego socjal-demokraty.
    3. Pozostaje jeszcze demokratyczny socjalizm. Ale po klęsce “realnego socjalizmu”, w taką opcję nawet ja, lewak ledwie wierzę. Jak by to ująć? Może punkt 2 jak wyżej. Albo chyba nic. Pozdrawiam!

    Odpowiedz
    • 27 lutego, 2019 o 20:24
      Permalink

      Tak, “większość populizmów rodzi się w warunkach demokracji, np. w Polsce.” Tyle, że demokracje, także polska, są w groźnym kryzysie. Chore demokrację rodzą nie tylko populizm ale też i dyktatury, a nawet (neo)faszyzmy. Pisze o tym Madeleine Albright w “Faszyzm: Ostrzeżenie”. Reperacja w żadnym razie nie może polegać na powrocie do tego, co było przed “chorobą”. Boję się, że na tę chwilę być może nikt nie potrafi odpowiedzialnie powiedzieć, na czym ma polegać SKUTECZNA kuracja demokracji.

      Odpowiedz
  • 28 lutego, 2019 o 12:58
    Permalink

    Panie Andrzeju!
    Nie wiem czym różnią się “chore demokracje” od zdrowych (anty-teza, że w ogóle istnieją zdrowe; nie popieram tego poglądu).
    Jeśli chodzi o to “na czym ma polegać SKUTECZNA kuracja demokracji” – może na DEMOKRACJI, której wg mnie nie ma, a są tylko formalno-prawne fasady?
    W końcówce mojego komentarza (27/02/2019 g. 13:23) do Pańskiego artykułu jak wyżej – pozwoliłem sobie zaproponować 2 recepty.
    Albo powrót do złotego 30-lecia po II wojnie światowej (do końca lat 70-tych) gdy socjaldemokracja była w natarciu i nawet partie chadeckie przejmowały liczne postulaty. Czyli DEMOKRACJA SOCJALNA w ramach kapitalizmu, ale ograniczanego i kontrolowanego. Jestem za tym wariantem.
    Albo, w co mało wierzę, DEMOKRATYCZNY SOCJALIZM, czyli z jeszcze większymi ograniczeniami władzy Kapitału jak wyżej. Tu istnieje historycznie znane ryzyko, że kapitalistów państwowych zastąpią swego rodzaju kapitaliści państwowi (vide teorie Milowana Dżilasa czy Chrisa Harmanna).
    Tak czy siak – przesłanka demokratyczna i być może anty-populistyczna – bo i demokracja może ulec zwyrodnieniu – brzmi: DEMOKRACJA MUSI SIĘ OPŁACAĆ albo obumierać, jak widać. Wszyscy żyjemy w warunkach tzw. gospodarki rynkowej (co jest prawdą połowiczną, czyli dziwnym faktem).
    Kto przy zdrowych zmysłach będzie inwestował w firmę, która nie przynosi korzyści? Po co ma chodzić na wybory, skoro wie, że potem nic z tego nie ma? A inni mają, i to po kokardy. Może właśnie tu jest pies pogrzebany? Że rozhulany TURBO-KAPITALIZM, dopóki nie padnie apel, by go powstrzymać musi – powtórzę musi – generować ANTY-DEMOKRATYZM.
    A jedynym dostępnym ubrankiem jest POPULIZM. I mamy na świecie całą gamę projektantów. Co kto chce. Od populizmów ultra-prawicowych, przez quasi-centrowe po pseudo-lewicowe. Miłego dnia!

    Odpowiedz
    • 28 lutego, 2019 o 15:09
      Permalink

      Z ogromnym zainteresowaniem czytam Pańskie posty, podziwiam erudycję, ale na koniec zawsze jest ta pointa “lewicy demokratycznej”. Jeżeli rozprawiamy o demokracji i narzucimy taki ideologiczny sznyt, to pewnie rzeczywistym tematem staje się demokracja socjalistyczna, czy jakaś tam. No ta takiej albo nie ma, albo jest lub była do kitu. Socjaldemokratyczny typ ideologii lat 70. został najpierw pchniety w plecy przez Regana i Thatcher, przy sporej aprobacie społecznej, bo związki zawodowe, ale też całe gałęzie gospodarki, okopaly się na swoich pozycjach i hamowały rozwój. Trzeba było skończyć z dyktatem węgla, komunikacji analogowej, mitem dochodowych gospodarstw rodzinnych etc. etc i tak dalej. Że tego dokonano w sposób niemal barbarzyński to wszyscy wiemy, a niezbędne do tej operacji deregulacje finansowe spowodowały potem prawdziwy kataklizm kredytowy na początku tego wieku, też nie trzeba nikomu przypominać. Może jednak odskoczmy od demokracji z przymiotnikiem, nie traktujmy demokracji bezprzymiotnikowej jako celu, tylko jako środka do rozwiązywania nawarstwiających sie problemów. Ameboksztaltnosc demokracji jest jej największą zaletą, co sprawia problem politycznym demiurgom.
      W okresie Oświecenia propagowano postulat, by szczytowym osiągnięciem wieku racjonalności był sposób w jaki ludzie sami sobie urządzili kraj. To jakby otwieralo dyskusje na temacie demokracji, a nie ja zamykało. Czy nasza Opozycja Parlamentarną to wie?
      Moim zdaniem wie i się tego boi. No ale od czegoś trzeba zacząć, więc wyjdzie jednak że Koalicja.

      Odpowiedz
  • 28 lutego, 2019 o 18:10
    Permalink

    Szanowny Panie Jurku (ad vocem wpisu z 28/02/2019 g. 15:09).
    Nie sądzę, żeby miał Pan rację iż “Amebokształtność demokracji jest jej największą zaletą”. Kognitolog Daniel C. Dennett próbuje wyjaśnić ewolucję (!) “Od bakterii do Bacha”, a nie re-ewolucję, czyli rozwój wstecz. W przypadku polityki i demokracji – systemów wysoko zorganizowanych – nieuchronnie wraca paradoks Homunkulusa, ludzika w głowie, który zarządza całą głową i resztą organizmu.
    Każda wypowiedź powinna mieć jakąś mniej lub bardziej nachalną pointę. W przeciwnym razie po co dręczyć neurony, mówić tylko po to żeby w efekcie nic nie powiedzieć? Musi (powinna być) jakaś teza, cel, który uruchamia synapsy: w lewo, w prawo, do przodu, do tyłu. Mnie się uruchamiają w lewo, bo z tego, jak w prawo – to widzę co wychodzi.
    Tak, SOCJALNA DEMOKRACJA albo DEMOKRATYCZNY SOCJALIZM. Zdezaktualizowało się już hasło R. Luksemburg – albo barbarzyństwo. Teraz alternatywą braku ucywilizowania władzy kapitału jest już wszechwładza populistów w każdym kolejnym kraju i nie groźba, ale fakt klęski ekologicznej Planety. A jaki jest Pański pogląd w tej kwestii?

    Odpowiedz
    • 28 lutego, 2019 o 19:55
      Permalink

      Zmartwię Pana, nie jestem z wykształcenia humanista, wyrosłem z twardego korzenia nauk stosowanych, dlatego w demokracji szukam narzędzia, a nie celu. Czyli nie celu samego w sobie – wprawdzie nie znam lepszych- tylko metody, gdzie otwarte stawianie problemów jest możliwe, a konfrontacja poglądów prowadzi do wyboru lepszego, zostawmy “optymalnego” na boku – rozwiązania. Tutaj właśnie populizm jest mąceniem wody. Niestety, dodawanie demokracji przymiotników daje ten sam skutek – odbiera demokracji jej genetyczną neutralność, pozornie tylko wymagajac od niej kryształowej czystości – Tu się chyba różnimy.
      Czyli – Bisnetus, nie śpij – szukam w demokracji metody rozszerzania i zarządzania głosami wolnych ludzi w celu realizacji wspólnego dobra, ale nic poza tym.
      Brutalną rozprawę z socjaldemokracja oglądałem z bliska, daleko stąd, i wtedy – jak by nie było bardzo zadowolony konsument rewolucji obyczajowej – byłem zazartym przeciwnikiem takich populistow jak Regan czy Thatcher, ale zobaczyłem także, że dyktat “dobra” realizowany przez wypasionych liberałów to była stagnacja +.
      Związek populistów i zaglada ekologiczną naszej, no drugiej nam nikt nie dał, jest dla mnie oczywisty, tak jak nie dopuściłbym populistow do egzaminów na prawo jazdy, czy licencję pilota. Problemem byłby światowy nadzór nad odpadami. To może stać się dyktaturą racjonalności.
      Czekam na kolejne Pańskie posty. Prawdziwą uczta.
      Pzdr.
      Jurek

      Odpowiedz
  • 28 lutego, 2019 o 21:03
    Permalink

    Panie Jurku! (ad vocem wpisu z 28/02/2019 g. 19:55)
    Nikt nie musi być ani humanistą, ani technicystą, albo łącznie jednym i drugim, albo żadnym z nich.
    Zgadzam się z Panem (cytuję) “populizm jest mąceniem wody”. Warto to zapamiętać w związku (nie do końca kojarzę) z jakimś przysłowiem, że bodaj najlepiej łowi się ryby w mętnej wodzie. I chyba tak się dzieje, a my otwieramy pyszczki. Smacznego, tylko komu?
    Nie bardzo rozumiem, co Pan rozumie – że “dodawanie demokracji przymiotników /…/ – odbiera demokracji jej genetyczną neutralność”? Nie znam się i nie poznam na genetyce. Ale z historii wynika, że demokracje zawsze są jakoś przymiotnikowe. Plemienno-rodowa, antyczna grecka, średniowieczna mieszczańska, kapitalistyczna, socjalistyczna itd., itd. Np. odnośnie d. socjalistycznej w demo-ludach mawiano, że tym się różni od demokracji – jak krzesło elektryczne od krzesła.
    Chętnie wesprę Pana, o ile umiem, w szukaniu “w demokracji rozszerzania i zarządzania głosami wolnych ludzi w celu realizacji wspólnego dobra”. O ile będzie Pan uprzejmy jakoś to wspólne dobro przybliżyć. Bo zdaje się, że właśnie populiści wmawiają, że np. multimilioner D. Trump z Nowego Jorku i biedujący eks-robol z tzw. pasa rdzy np. z Chicago mają wspólne cele.
    Zgadzam się i przyłączam do Pana, gdy był “zażartym przeciwnikiem takich populistów jak Reagan czy Thatcher”, których poglądy podskórnie nadal dominują. Tylko co dalej? W lewo, w prawo, po środku, znów pod ziemię (x lat to przerabiałem, nie polecam), do tyłu, do przodu, ucieczka w kosmos? Kurde, jaki wniosek!

    Odpowiedz
    • 28 lutego, 2019 o 21:11
      Permalink

      Jak nie wiesz jak sie zachować… znamy? znamy.

      Odpowiedz
    • 28 lutego, 2019 o 22:04
      Permalink

      Nie, nie będę Pana zbywał, przez szacunek, ale też nie wypieram się wcześniejszego komentarza.
      Po kolei:
      Znam Stany lepiej niż własny Kraj, dlatego najpierw ten Trump.
      Widziałem na własne oczy, że w Stanach byli kiedyś zwykli robotnicy, wydajniejsi od tabuna Japończyków, którzy za uczciwie zarobione pieniądze mieszkali w wielkich domach, z ufnością patrzyli w przyszłość, a po wypiciu “sixpacka” na maszty z rurek hydraulicznych dumnie wciągali przed swoimi “sprawls” pasiaste flagi. Za niezwykłą etykę pracy, oszczędność i prostolinijnosc im się to na prawde należało! To im przypomina Trump, bo wyzysk czasami ma te dobrą stronę, że po uzyskaniu dostatecznie wysokiej akumulacji kapitału jest się czym podzielić. Tyle, że “American Century” się właśnie kończy, tam panują kryteria Nowego Świata … a nie Europy, a ja nie wierzę, by nawet najlepszy negocjator wyplatał USA ze zobowiązań politycznych,
      które ten kraj od dawna przerastają. Trump niesie w sobie też ten amerykański darwinizm, bardziej biznesowy kamuflaż niż anglosaski merkantylizm, rasizm chyba też. Jednym słowem był wspólny cel, ale ktoś kogoś tutaj sprzedał, z amerykańska “Down The River”.
      Wspólne dobro pojmuję w sposob uproszczony; mechanizm dobrze ułożony, naoliwiony, gdzie każdy trybik ma długi żywot, bo robi swoje, ale mechanizm zapewnia dostateczny luz, by się nie kleszczylo i nie niszczylo podzespołów. Program realizowany przez ten mechanizm się czasami zmienia, więc niektóre trybiki stają się niepotrzebne, dlatego projektant powinien im dac drugą szansę, czyli remont i adaptacja są niezbędne.
      Jestem przeciwny “przymiotnikowaniu” demokracji, bo to obróbka polityczna. Pozostaję w kregu pojęciowym Peryklesa, jego mowa była tu już cytowana, gdzie Wielki Grek sprowadza sprawę to zasad interakcji wolnych ludzi, którzy po wydarciu tytanom władzy, podjęli odpowiedzialność za własny kraj, ale nie przerzucali na “polis” odpowiedzialności za swój prywatny byt.
      Czy może mieszka Pan w mieście powstałym z osady, która zbój Warsz założył na przeprawie przez starorzecze Wisły?
      Pozdrowienia,
      Jurek

      Odpowiedz
  • 1 marca, 2019 o 12:27
    Permalink

    Szanowny Panie Jurku (ad vocem 28/02/2019 g. 22:04).
    W pełni podzielam Pańską ocenę tego co stało się w USA. Tylko brakuje mi diagnozy przyczyn. Od początków Oświecenia (D. Hume, I. Kant, wcześniej I. Newton) słusznie wmówiono nam, że jeśli jest jakiś skutek, to musi być jakaś przyczyna. W przeciwnym razie nie mamy szans rozumowania i znalezienia rozwiązań.
    Zgadzam się z Pańską ideą “Wspólne dobro”, ale już nie z ogólnikami, którymi je Pan dalej opisuje. Nie zgadzam się też z Pana opozycją “przeciw przymiotnikowaniu demokracji, bo to obróbka polityczna”. Uważam, że rzeczowniki bez przymiotników są zazwyczaj bez sensu. Wspominany przez Pana Perykles, jeszcze precyzyjniej Tukidydes (“Wojna peloponezka”) wyrażali pełną świadomość wagi przymiotników. I wiedzieli, że demokracja – w odróżnieniu od tyranii – to właśnie “obróbka polityczna”. Bodaj prof. Karol Modzelewski odpowiedział w 1981 – na zarzuty, że “Solidarność” manipuluje opinią publiczną – że demokracja polega właśnie na tym, żeby każdy mógł manipulować. A nie tylko obóz władzy. Stąd wg mnie potrzeba “przymiotników” do słowa demokracja.
    Każdy zdrowo myślący, czyli z wyjątkiem monarchistów typu J. Korwin-Mikke, zapytany czy popiera demokrację lub Pańskie “wspólne dobro” – odpowie: oczywiście, tak. Stąd twierdzę, że zarówno diabeł, jak i sukces tkwią w szczegółach. A ogólniki są “mąceniem wody”. Rozmydlaniem problemów na pianę z wierzchu i to co istotne pod spodem. Pseudo-demokracja NEO-LIBERALNA stacza się na całym świecie do pseudo-demokracji NIE-LIBERALNEJ. To widać, słychać i czuć od USA, przez Węgry i Polskę, do Turcji, a ostatnio Japonii.
    Dlatego, Panie Jurku, szanując, że pozostaje Pan przy swym zdaniu – podtrzymuję, że każdy zwolennik demokracji powinien zdać sobie sprawę i jasno zadeklarować – konkretnie za jaką demokracją, z jakim przymiotnikiem się opowiada? W przeciwnym razie pozostanie podpisem carte blanche. Pod dowolną “demokracją” jaką wpisze na blankiecie dowolny “demokrata”. Np. D. Trump, D. Tusk czy J. Kaczyński.
    Ja, opowiedziałem się jasno: DEMOKRACJA SOCJALNA, czyli wdrożenie tego co jest zapisane w polskiej Konstytucji: społeczna gospodarka rynkowa – a jest totalną fikcją. Nie pełny socjalizm w wersji mistrza K. Marksa (uspołecznienie środków produkcji), a maksymalne USPOŁECZNIENIE OŚRODKÓW DECYZJI. Prymat wolności powszechnej nad własnością prywatną. Co to konkretnie znaczy, temat do dyskusji wykraczającej poza ramy komentarzy.
    Czy to się może udać? Chyba nie. Ale jak mówi rosyjskie powiedzenie – całej wódki nie wypijesz, każdej Kobiety nie poznasz, ale próbować warto. W końcu jesteśmy potomkami/mieszkańcami Kraju, który miał co najmniej 3-cią Konstytucję skodyfikowaną w historii (szwedzka z 1772 może być dyskusyjna, bo nie była uchwalona, ale oktrojowana) i niewątpliwie 1-szą w historii Konstytucję rozproszoną. Fakt, że angielska Wielka Karta Swobód (1215) była bodaj pierwszym aktem praw człowieka, ale nie tworzyła spójnego systemu prawno-państwowego. Noblesse oblige.
    PS. Tak, urodziłem się, i od tamtej pory mieszkam w osadzie zbója Warsza. Pozdrawiam!

    Odpowiedz
    • 1 marca, 2019 o 15:45
      Permalink

      Musimy się spotkać. Niestety, mam jeszcze sporo roboty B+R przed poniedziałkiem. Popisze może jeszcze w niedzielę. Dużo nas różni.
      Kontra na Magna Carta Libertatorum. To arcywazny dokument, jak najbardziej aktualny, a właśnie deptany nad Wisłą. Parowie chcieli ograniczyć samowole Jana bez Ziemi, ale nie osłabiając zbytnio władzy wykonawczej. Carta nadaje budżetowi sankcje prawną w oparciu o zatwierdzająca decyzję parlamentu. Czyli władza wykonawczą została ograniczona w prawie do pobierania podatków i wydawania środków. W 60 lat po podpisaniu w Anglii już nikt nie miał żadnych wątpliwości co do słuszności tego rozwiązania, a Anglia przez kilkaset lat była najlepiej zarządzanym krajem na Świecie.
      Pozdrowienia

      Odpowiedz
    • 2 marca, 2019 o 18:40
      Permalink

      “Demokracja socjalna” jest deklaracją polityczną, ale ten termin zawiera ograniczający przymiotnik “socjalna”. No to czyż nie jest prawdą, że demokracja jest “o ludziach”, czyli pewnej podgrupie naczelnych, które zdecydowały się na kolektywne rozwiązywanie problemów, aby wspólnie podejmowane decyzje były potem dla danego kolektywu wiążące. W sensie kolektywu, można im przypisać aspekt socjalny. Ale czy narzucanie tej grupie HMN (od: humorzastych małp nagich) nakazu rozpatrywania problemów z punktu widzenia “sprawiedliwości społecznej” nie byłoby poważnym nadużyciem? Dlaczego konkretna HMN mialaby akurat tak myśleć czy odczuwać? Demokracja w sensie uczestnictwa we wspólnym decydowaniu o sprawach grupy wcale nie generuje automatycznej optymalizacji, chociaż wspólnie podjęta decyzja – jeśli jakoś tam “rozsadna” – będzie pewnie respektowana. Chodzi o systemowe zapewnienie poprawności ścierania się poglądów czy koncepcji. Brak takiego filtra prowadzi “demokracje” do parlamentarnego warholstwa, anarchii, co spowoduje gwałtowne narastanie sił odsrodkowych, a gdzie grzmią działa- prawo milczy. Czyli żadnej systemowej poprawności konfrontacji poglądów politycznych być już wtedy nie może. Dlatego uważam, że dla utrzymania jawności i poprawności procesów demokratycznych nie powinno się wymagać od partycypujacych HMN ideologicznego ograniczenia związanego z punktem widzenia?

      Odpowiedz
  • 2 marca, 2019 o 11:25
    Permalink

    Bardzo dziękuję za wielce dla mnie kształcącą rozmowę pod tekstem.
    Kiedyś uczestniczyłem w dość kameralnym spotkaniu z liderami pewnej dobrze znanej, acz mało popieranej (w sondażach) partii z “naszej” strony politycznej. Rozmawialiśmy także o populizmie. Jedna z liderek tej partii powiedziała, że powinniśmy się nauczyć od populistów posługiwania się prostym, trafiającym do adresata (czytaj: wyborcy) językiem. Wtedy się obruszyłem, ale z czasem przyznaję jej rację. Nie chodzi o naśladowanie populistów w formułowaniu prościutkich recept na trudne problemy. Chodzi o proste, przystępne, zrozumiałe – ale też, w naszym przypadku, rzetelne – mówienie o trudnych sprawach. A to jest bardzo, bardzo trudne.

    Odpowiedz
    • 3 marca, 2019 o 06:56
      Permalink

      Po prostu jest duża przepaść między retoryka a gledzeniem. Zadanie przekazania istotnych treści w sposób zrozumiały jest zadaniem, a nie kolejnym tematem. Kończę, bo sam się rozgledze.
      Pozdrowienia

      Odpowiedz
  • 2 marca, 2019 o 21:22
    Permalink

    Ad vocem wpisu Jurka z 2/03/2019 g. 18:40.
    Sz. Panie Jurku! Miło mi się z Panem gaworzy na tych łamach. Ale może Obaj tracimy czas? Może ja, może Pan (albo Obaj) jesteśmy jakimiś agentami służb dla rozmydlania ORP? Jakie ma Pan konkretne wnioski? Żeby ułatwić, podam garść swoich.
    1. Mam głęboko w d… Trybunał Konstytucyjny, nie dlatego, że np. w Holandii nie mają takiej instytucji, a żyją. To ważny organ Państwa, pod warunkiem, że jest poważny. A co jest poważnego w tym, że są tam sędziorzy albo dublerzy, skoro jedni i drudzy są nominatami władzy ustawodawczo-wykonawczej? Jeśli skład TK byłby powoływany w wyborach powszechnych, wtedy tak. Przysięgam jak Rejtan będę go bronił. Stając na ulicy w poprzek, siadając, stając na głowie itd.
    2. Mam w tym samym miejscu co TK – Trybunał Stanu. Organ martwy jak ptak dodo. Gdyby cokolwiek robił, a nic nie robi – poza tym, że członkowie TS pobierają wypłaty plus ogólnie TS generuje koszty – gdyby Trybunał Stanu mógł stać choćby formalnie ponad politykierami! Panie Jurku, gardłem ręczę, że nawet nie zgadzając się co do meritum z orzeczeniami, będę TS bronił. A dzisiaj co? Cyrk na kółkach, tylko kółek brak.
    3. Krajowa Rada Sądownictwa. Była organem mędowatym i jest nadal. Tylko sternik się zmienił. Czego mam tu bronić? W odróżnieniu od większości obrońców TK i/lub KRS ja jeszcze nie wszystkie neurony wysmarkałem, więc resztkami coś tam kojarzę. Przykład? Zacny Trybunał Konstytucyjny, na zasadzie i kura czasem piardnie – bodaj 11 lat temu orzekł, iż dopuszczanie asesorów do wydawania wyroków jest sprzeczne z Konstytucją (mogą to robić tylko pełnoprawni sędziowie). Krajowa Rada S. koncertowo olała orzeczenie TK. I co? I nic. Nie, nie będę Rejtanem broniącym kasty sędziowskiej. Bo to była kasta, a dzięki PiS jeszcze się umacnia. Tylko bardziej upartyjniona.
    4. Demokracja? Kto ją widział? Czy choć jeden na x Obywatelek/Obywateli RP zna 4-ry główne kotwice formalne anty-demokracji?
    (1) Zawyżone progi wyborcze (standard). W początkach tzw. transformacji w Polsce próg wyborczy wynosił 1%. Potem skokowo podniesiono go do 5%. Co to znaczy? Mamy w Polsce, pi razy oko, ponad 30 mln wyborców. Z reguły w wyborach ogólnokrajowych – parlamentarnych – bierze udział ok. połowa – czyli ok. 15 mln wyborców. Jeśli tylko jedna grupa, a takich grup może być więcej, zagłosuje na swoich wybrańców, ale nie przekroczy progu 5%, co? Głosy blisko 750 tys. wyborców idą do śmieci. I podziału między tych zwycięzców głównych, za co daliby się zabić, że nigdy na nich nie zagłosują. Ale bez stresu, w Kazachstanie i w Rosji próg wynosi 7%. A w unijnym, demokratycznym (?) Luksemburgu jest rekord świata – 9%. Stamtąd pochodzi kolega D. Tuska – Szef KE (Premier UE) J. C. Junker.
    (2) Możliwe manipulacje geografią okręgów wyborczych. To nie w każdym systemie i nie zawsze ma miejsce. Zjawisko coraz rzadsze. Ale może warto odtworzyć historię jak Al Gore “przegrał” z G. Bushem juniorem? Jak Sąd Najwyższy USA przeliczył głosy? Może warto sprawdzić czy w USA w ogóle istnieją wybory powszechne i bezpośrednie (u nas w Europie to standard). A z ciekawości może warto odpalić hasło “gerrymandering” w Internecie, by zobaczyć 4 warianty możliwościami manipulowania różnymi wynikami głosowań przy tej samej ilości głosów. Przy zmianie okręgów wyborczych.
    (3) Dominacja JOW-ów – jednomandatowych okręgów wyborczych, czego estradowiec P. Kukiz nigdy nie zrozumiał i nie zrozumie. Podstawa pseudo-demokracji liberalnej. Przecież mamy w Polsce JOW-y, w wyborach do Senatu. Czy to cokolwiek zmieniło/zmienia? Niech każda/każdy sprawdzi w jakich krajach dominują JOW-y (wystarczy wpisać w Internę). I przemyśli dlaczego te “demokracje” są tak stabilne? Musi wygrać jedna z 2 głównych partii dominujących. A od lat dominują z różnych przyczyn. Choćby miały tylko po 15% głosów poparcia.
    (4) Metody liczenia i podziału głosów. Ogólnie dominująca, najgłupsza, antydemokratyczna metoda d’Hondta.
    Czego tu bronić? Chyba, że warto zacząć od podstaw.

    Odpowiedz
    • 3 marca, 2019 o 11:02
      Permalink

      Czego tu bronić? Kiedy pali się chałupa, a sikawkowi wiedzą (bo tutejsi są), że w tej chałupie syf był raczej niźli porządeczek, mieszkańcy gorzałkować lubią, na mszę rzadko chodzą, a jak już przyjdą , to na tacę nie wrzucą; wiedzą, ale ofiarnie pożar gaszą. Jak się coś uratuje, to reparacji dużo trzeba, a jak wszystko się spali, to od podstaw odbudowę zacząć trzeba.

      Odpowiedz
      • 4 marca, 2019 o 17:04
        Permalink

        Wielu krytykow w zaperzeniu, a czasem z czystej megalomanii tak się zapedza w krytykowaniu obecnej sytuacji, że zaczyna wychodzić na to, że trzebaby zbudowac wszystko prawidłowo od nowa, zaczynając z poziomu jaskiń. Polską specyfiką jest, że oni nadal chromolą i nie potrafią się otrząsnąć.
        Chętnie ich zaprosze na roladę z mamuta, jeśli tylko przyniosą świeże mięsko.

        Odpowiedz

Pozostaw odpowiedź Robert Dymkowski Anuluj pisanie odpowiedzi

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *